Ostatnio spędziłem trochę czasu w towarzystwie zupełnie nowego przedstawiciela rodziny X1 od Lenovo – ThinkPada X1 Nano pierwszej generacji. Najlżejszy ThinkPad w historii przypadł mi do gustu, nie ukrywam. Jak na sprzęt okraszonym logo „X1” przystało, Nano okazał się ultrabookiem świetnie wykonanym, nieźle wyposażonym, ale jednocześnie, biorąc pod uwagę to, co oferuje chociażby pod kątem wyposażenia, trochę przedrożonym. No i trochę nie widziałem sensu jego powstania. A przyczyna takiego stanu rzeczy jest jedna – Lenovo posiada już świetnie wykonaną, leciutką, ultramobilną biznesówkę klasy Premium w tej rodzinie sprzętu.

No oczywiście, że mówię o 14-calowym ThinkPadzie X1 Carbon.

 

 

Obecnie na rynku bryluje już dziewiąta generacja tej maszyny i chociaż w jej historii zdarzały się pewne potknięcia, to od 2012 roku, czyli momentu pojawienia się pierwszego Carbona, należał on do ścisłej czołówki najbardziej ekskluzywnych, biznesowych ultrabooków na rynku. Nie inaczej jest w przypadku najnowszej wersji. Zmienił się format maszyny, gdyż w tym roku Lenovo zdecydowało się na ekran o proporcji 16:10, podobnie zresztą, jak u pozostałych przedstawicieli serii X1 (nie licząc Folda), ale pod kątem konfiguracji i wyposażenia dodatkowego Carbon Gen 9 nie odstaje jakościowo od swoich poprzedników. Za to w wielu aspektach przewyższa to, co oferuje filigranowy X1 Nano.

Puentą recenzji najlżejszego ThinkPada w historii było stwierdzenie, że owszem, X1 Nano jest laptopem jak najbardziej wartym uwagi, ale gdyby miał wybierać pomiędzy nim a nowym Carbonem, to zdecydowanie ów mini-plebiscyt wygrałby ten drugi. Tylko że należy tu wspomnieć o ważnej rzeczy – X1 Nano przetestowałem, a Carbona dziewiątej generacji jeszcze nie i o wyborze decydowała wiedza teoretyczna, a nie bliższe spotkanie.

Na szczęście Lenovo zareagowało na moje puszczanie oczka w ich stronę i niedawno w moje ręce trafił drugoplanowy bohater recenzji X1 Nano. ThinkPad X1 Carbon Gen 9 przyszedł, co prawda, w słabszej konfiguracji niż mniejszy kuzyn, gdyż tutaj mam Core i5 1145G7, 8 GB RAM-u oraz mniejszy dysk, ale już to powinno pozwolić mi ocenić jego możliwości.

Czas zatem sprawdzić, czy słusznie obdarowałem najnowszego Carbona tak dużym kredytem zaufania.

 

Specyfikacja techniczna

specyfikacja:Lenovo ThinkPad X1 Carbon Gen 9
wymiary i waga:315 x 222 x 15 mm
1,13 kg
przetestowany CPU:Intel Core i5 1145G7
10 nm (Willow Cove)
4 rdzenie, 8 wątków
2,6 - 4,4 GHz
cTDP - 12 - 28 W
cache - 8 MB
dostępne CPU:Intel Core i5 1135G7
Intel Core i5 1145G7
Intel Core i7 1165G7
Intel Core i7 1185G7
przetestowane GPU:Intel Iris Xe
dostępne GPU:Intel Iris Xe
dysk:256 GB, M.2 PCIe NVMe,
Sk Hynix HFS256GDE9X081N
obsługiwane dyski:1x M.2 PCIe NVMe
RAM:8 GB LPDDR4x, 4266 MHz
------------------
wlutowana, dual-channel
opcja: 16 lub 32 GB
przetestowana matryca:14 cali, WUXGA (1920 x 1200), 16:10
IPS, matowy
LEN403A, B140UAN02.1
dostępne matryce:IPS, WUXGA, matowy, low power
IPS, WUXGA, dotykowy, low power
IPS, WUXGA, dotykowy, ThinkPad Privacy Guard
IPS, WQXGA (3840 x 2400), błyszczący, 100% DCI-P3
wybór portów:2x Thunderbolt 4
2x USB 3.2 gen 1 (jedno Always On)
1x HDMI 2.0
1x audio in/out
akumulator:57 Wh
opcje łącznościWLAN - Intel Wi-Fi 6 AX201 160MHz
Bluetooth 5.2
NFC
wyposażenie dodatkowe:czytnik linii papilarnych zintegrowany z przyciskiem zasilania
TPM 2.0
kamera z rozpoznawaniem twarzy Windows Hello oraz zasłonką ThinkShutter
audio złożone z czterech głośników i Dolby Atmos
klawiatura podświetlana i odporna na zachlapanie
TrackPoint
opcja: przejściówka USB-C - RJ-45
opcja: WWAN
opcje gwarancji:1 rok lub 3 lata

Jakość wykonania i ergonomia obudowy

Żeby być konsekwentnym, ThinkPada X1 Carbon Gen 9 powinienem określić „większym X1 Nano”, skoro X1 Nano określiłem „mniejszym Carbonem” – logiczne. Z tym, że nie do końca byłoby to trafne, gdyż kiedy już spędziłem z Carbonem trochę czasu, to doszedłem do wniosku, że to… mniejszy X1 Extreme Gen 4, który już został pokazany światu, a jego premiera odbędzie się w sierpniu. Skojarzenie pojawiło się od razu po ujrzeniu siateczek obok klawiatury. Niby mało znaczący detal…

Pod kątem estetyki nie zmieniło się wiele w stosunku do poprzedniej generacji. Dziewiąty Carbon nie stanowi też żadnego „kamienia milowego” pod kątem designu. Trend skromnie, ale nowocześnie wyglądającej maszyny jest tutaj utrzymany w charakterystyczny dla ThinkPadów sposób: smukła sylwetka, głęboka czerń obudowy, cieniutkie ramki ekranu, czerwone detale – to wszystko. Podobnie jak poprzednia generacja, Carbon 9 ma 15 mm grubości i waży nieco ponad kilogram, będąc cięższym od X1 Nano tylko o ok. 150 gramów.

Podobnie jak X1 Nano oraz Carbon generacji ósmej, „dziewiątka” została wykonana z połączenia magnezowego korpusu oraz klapy wzmocnionej włóknem węglowym. Całość powleczono taką samą, gumowatą w dotyku otuliną, jaka znalazła się na powierzchni X1 Nano. Jak już pisałem w poprzedniej recenzji – raz, że jest ona przyjemna w dotyku, a dwa, że zapobiega wyślizgiwaniu się laptopa z dłoni. Ma jednak jedną wadę, która może irytować estetów – jej powierzchnia jest jak magnes na ślady zostawiane przez palce i dłonie użytkownika.

Pod kątem wytrzymałości najnowsza wersja Carbona prezentuje oczekiwanie wysoki poziom. Co prawda trochę zabrakło podparcia pulpitu nad touchpadem i tam da się zaobserwować niewielkie ugięcia materiału, ale w pozostałych strefach obudowy nie ma się do czego przyczepić. Świetnie prezentuje się wytrzymałość pokrywy komputera. Element ten okazał się sztywniejszy niż się spodziewałem. Wykrzywić go nie sposób, a nacisk na środek klapy nie ma prawa wywołać artefaktów na włączonym ekranie. Mało tego, długi zawias odpowiednio usztywnił dolną krawędź.

W kwestii wykończenia tegoroczny Carbon prezentuje się adekwatnie do całej rodziny sprzętu, jaką reprezentuje. Lenovo także tutaj nie zaliczyło żadnego potknięcia, gdyż cała konstrukcja jest zwarta, a wszystkie elementy laptopa dokładnie spasowane. W żadnym momencie nie dało się słyszeć żadnego trzeszczenia, chrupnięć czy innych odgłosów mogących świadczyć o niedokładnym wykonaniu laptopa. Nie zawiódł także zawias – pracuje leciutko, ale jest bardzo stabilny. Sztywno trzyma nadany kąt odchylenia ekranu, a otwarcie laptopa możliwe jest jedną ręką. Mechanizmy pozwalają na otwarcie laptopa do kąta 180° i nie mają tendencji do sprężynowania, więc na wygodę obsługi opcjonalnego panelu dotykowego także nikt nie powinien narzekać.

Mocno ograniczona liczba portów była cechą, której dość wyraźnie czepiałem się w X1 Nano. Pod tym kątem Carbon wypada zdecydowanie lepiej i oprócz dwóch gniazd Thunderbolt 4 i uniwersalnego złącza audio – na tym kończyła lista portów dostępnych u X1 Nano – posiadacze Carbona mogą liczyć także na dwa USB 3.2 gen 1 typu A (czyli dawne USB 3.0) oraz HDMI 2.0. Zniknęło natomiast gniazdo dokowania złożone z Thunderbolta 3 i gniazda dla przejściówki na Ethernet. Teraz dokowanie odbywa się wyłącznie poprzez nowszą wersję interfejsu Thunderbolt.

Dostęp do wnętrza laptopa nie został jakoś złośliwie utrudniony. Po odkręceniu siedmiu śrubek i ostrożnym zdjęciu spodu obudowy uzyskuje się dostęp do wiatraczków układu chłodzenia (tak – w liczbie mnogiej, gdyż są dwa), dysku, baterii oraz gniazda M.2 dla modemu WWAN. No właśnie – Lenovo w wielu konfiguracjach pozwala na dołożenie modemu 4G/LTE nawet jeżeli pierwotnie notebook został zakupiony bez tego dodatku.

 

Osprzęt i wyposażenie dodatkowe

Ekran

Podobnie jak inne ultrabooki i laptopy z tegorocznej odsłony serii ThinkPad X1, Carbon gen 9 wyposażony został w ekran o proporcji 16:10. Klasyczna „panorama” 16:9 idealnie sprawdza się w zastosowaniach czysto rozrywkowych (filmy, seriale, gry), ale tam gdzie większość czasu spędza się na pracy z pakietem biurowym, wyższy wyświetlacz, mogący pokazać nieco więcej wierszy, wygrywa. Nic więc dziwnego, że w tym roku laptopów, nie tylko u Lenovo, z takim właśnie wyświetlaczem wysypało, jak czereśni pod koniec czerwca.

W przypadku testowanego modelu Lenovo postawiło na ekran IPS o rozdzielczości 1920 x 1200 pikseli (WUXGA). Jest to, co prawda, najbardziej podstawowy wariant panelu instalowanego w najnowszym Carbonie, a i tak oferuje całkiem wysoką jakość. I jak na IPS-a przystało – na kąty widzenia nie można absolutnie narzekać i obraz nie traci na wyrazistości nawet gdy zerkamy na niego spod sporego ukosa. Muszę jednak uczciwie powiedzieć, że pod kątem parametrów ekran dość mocno rozminął się z podaną specyfikacją, co przewrotnie nie poczytam jako wadę. Dlaczego?

Producent mówi o 400 nitach podświetlenia i kontraście 1000:1. Badanie kolorymetrem pokazało jednak, że podświetlenie bliższe jest wartości 350 nitów, ale za to kontrast jest dużo wyższy i przekracza wartość 1600:1. W efekcie obraz i tak jest odpowiednio jasny, a przy tym udało się zachować głęboką czerń. A kiedy dołoży się do tego zestawu 100-procentowe pokrycie palety sRGB, otrzymamy zestaw cech gwarantujących bardzo wyraźny i przyjemny dla oka obraz.

Lenovo przygotowało dla najnowszego Carbona jeszcze trzy alternatywy: dwa panele dotykowe o takiej samej rozdzielczości, co model testowy, z czego jeden wyposażono w filtr prywatności ThinkPad Privacy Guard, oraz jeden ekran pokryty błyszczącą szybą, o rozdzielczości 3840 x 2400 pikseli oraz pełnym oddaniu palety DCI-P3 – w sam raz dla grafików.

Parametry matrycy:

  • luminancja: 361 cd/m2
  • kontrast: 1612:1
  • czerń: 0,22 cd/m2
  • paleta sRGB: 100%
  • paleta DCI-P3: 80%
  • paleta AdobeRGB: 76%

 

Klawiatura i touchpad

Nowy Carbon zostały wyposażony w podobną klawiaturę, co X1 Nano, co widać chociażby po skróconych klawiszach Alt, PrtSc oraz Ctrl umieszczonych na prawo od spacji. Pozostałe płytki klawiszy są jednak standardowej wielkości, więc finalnie układ klawiatury się nie zmienił w żaden sposób. Podobnie zresztą, jak wykonanie – „kafelki” klawiszy są lekko wyprofilowanie, a miękkie, matowe tworzywo jest miłe w dotyku.

Pod kątem właściwości mechanicznych także jest w porządku – klik klawiszy nie jest tak płaski, jak mogłoby się wydawać. Z początku jest za to lekko twardawy, racząc później bardzo sprężystą odpowiedzią – taka charakterystyka towarzyszy klawiaturom z ThinkPadów od lat i mam nadzieję, że w najbliższej przyszłości się to nie zmieni. Od lat twierdzę, że jest to najlepsza klawiatura do pracy z tekstem na rynku. Chociaż ta z Surface Laptopa 4 także odważnie zbliżyła się do tego poziomu. Podświetlenie klawiszy oraz obecność kanalików zapobiegających zalaniu klawiatury także się tutaj znajduje.

Obecność dość dużego, wygodnego touchpada w ThinkPadzie nie jest żadną niespodzianką. Lenovo doskonale zdaje sobie sprawę, że ultrabook powinien posiadać wygodny gładzik. Szklana płytka pomalowana na czarny, matowy kolor bardzo dobrze reaguje na dotyk, a jej powierzchnia wystarcza do w pełni komfortowej pracy. Co prawda powierzchnia touchpada lubi się szybko ubrudzić spracowanymi palcami, ale to jedyna rzecz do jakiej mogę się przyczepić. Klawisze touchpada zintegrowane są z płytką, a ich klik jest odpowiednio wyczuwalny i sprężysty.

Oczywiście, z racji, że przecież piszę o ThinkPadzie, nie zabrakło TrackPointa. Czerwony dżojstik klasycznie umieszczono pomiędzy klawiszami G, H i B. Jego działaniu nie można nic zarzucić, w przeciwieństwie do zbyt lekko i płasko działających klawiszy, umieszczonych nad touchpadem. To niestety standard w ostatnich dwóch (jak nie trzech) generacjach ThinkPadów.

 

Głośniki

Lenovo umieściło w X1 Carbon 9 niemal taką samą konfigurację audio, co w mniejszym X1 Nano – dwie membrany niskotonowe, umieszczone pod spodem obudowy, oraz dwa tweetery, w przypadku Carbona znajdujące się po bokach laptopa. Jednak „prawie” okazało się tutaj mieć sporo do powiedzenia. Carbon w moim odczuciu może pochwalić się lepszym dźwiękiem, wychodzącym poza przeciętność, która towarzyszyła zestawowi z najlżejszego ThinkPada.

Tutaj wszystko gra, dosłownie i w przenośni, jak powinno. Co prawda nie jest to wciąż jakość sprzętu skrojonego pod konsumpcję multimediów (tak Yogo C940 – patrzę na ciebie!), ale dźwięk jest czysty, ma jakąś tam przestrzeń, a poszczególne pasma, które oferują membrany nie kłócą się ze sobą i dalekie są od kakofonii. Podobnie jak u X1 Nano, także tutaj da się usłyszeć, że dźwięk został zbalansowany w celu podkreślenia klarowności mowy. W kontekście wideokonferencji jest to w pełni uzasadnione. Duży plus należy się także za to, że taki stan jest zachowany na całej skali głośności.

Za wsparcie programowe głośników odpowiada oprogramowanie Dolby Access. Jego możliwości są dość standardowe – ot, wybór odpowiedniego scenariusza czy możliwość dostrojenia poszczególnych pasm za pomocą 10-zakresowego korektora. Aplikacja pozwala też na zapisanie własnych ustawień.

Nieco ciekawiej wygląda kwestia zarządzania mikrofonami – Carbon ma ich aż cztery. Dolby Access w zakładce Dolby Voice posiada całkiem ciekawe opcje – jest tryb współpracy pozwalający mikrofonom  na „zbieranie” dźwięku ze wszystkich stron laptopa. Funkcja przydatna w trakcie wideo-spotkania, w którym uczestniczy większa liczba osób zebrana w jednym pokoju. Jeżeli jednak zależy komuś, żeby rozmówca słyszał wyłącznie nas, to umożliwi to opcja nazwana trybem prywatnym. Dolby Voice posiada także funkcję ograniczającą słyszalność „po drugiej stronie” dźwięku klawiatury. I ku mojemu zaskoczeniu – działa to całkiem sprawnie i nie jest tylko przysłowiowym kwiatkiem do kożucha.

 

Funkcje bezpieczeństwa

Wysoki poziom zabezpieczeń w sprzęcie rangi „biznes Premium” to rzecz obowiązkowa. Co prawda z dodatków służących zabezpieczeniu dostępu do laptopa już rok temu zniknął klasyczny czytnik Smart Card, ale dzięki NFC dziewiąty Carbon obsługuje zbliżeniowe karty inteligentne. Dostępu przed osobami niepowołanymi strzeże także kamerka HD z czujnikami IR, czyli zestaw dbający o obsługę funkcji rozpoznawania twarzy, oraz czytnik linii papilarnych zintegrowany z przyciskiem zasilania.

To jednak nie koniec, bo do wachlarza zabezpieczeń dochodzi jeszcze obsługa dysków szyfrujących Opal2 oraz moduł TPM 2.0 pozwalający na szyfrowanie przechowywanych na komputerze danych.

Szerzej funkcje bezpieczeństwa w notebookach omawiamy tutaj.

 

Łączność

To że wymieniając porty wspomniałem, że Carbon Gen 9 nie posiada gniazda dla przejściówki dla portu LAN, nie oznacza, że z laptopem nie da się połączyć „po kablu”. Da się i Lenovo umożliwia to dołączając do wielu (ale nie wszystkich!) konfiguracji nowego Carbona przejściówkę USB-C – RJ-45, wpinaną do zdecydowanie bardziej uniwersalnego gniazda Thunderbolt.

Oczywiście pracując poza firmą łatwiej połączyć się z siecią bezprzewodową. Opcje są dwie i nie ma tu mowy o zaskoczeniu – karta sieciowa WLAN obsługująca standard Wi-Fi 6 (Intel Wi-Fi 6 AX201 160MHz) oraz opcjonalny modem WWAN. W testowanym modelu go, co prawda, nie ma, ale jeżeli ktoś zażyczyłby sobie w tym momencie takiego dodatku, to, jak pisałem zresztą wcześniej, może go dołożyć. Ale dotyczy to tylko układów obsługujących sieć 4G/LTE. X1 Carbon może też zostać skonfigurowany z modemem sieci komórkowej 5G. Wtedy standard obsługiwany jest przez chip Snapdragon X55.

 

Testy wydajności

Szczegóły na temat naszej autorskiej procedury testowej znajdziecie tutaj.

Procesor i wydajność ogólna

Trochę szkoda, że X1 Carbon przyszedł do mnie w konfiguracji, którą z czystym sumieniem można uznać za bazową. Gdyby zamiast Core i5 1145G7 wewnątrz znajdował się Core i7 1160G7, a zamiast 8 GB RAM-u byłoby dwukrotnie więcej pamięci, mógłbym porównać bohatera testu „jeden do jeden” z X1 Nano. Ale to nic, chyba jeszcze nie miałem okazji sprawdzić, jak biznesowa, wyposażona w technologię vPro „i-piątka” z rodziny Tiger Lake radzi sobie w trakcie pracy, więc nie ma tego złego.

Zanim przejdę jednak do wyników testów, krótkie przedstawienie naszego gościa. Core i5 1145G7 to jednostka 4-rdzeniowa i 8-wątkowa o bazowym taktowaniu dochodzącym do 2,6 GHz i maksymalnym  w trybie Turbo wynoszącym 4,4 GHz dla pojedynczego lub dwóch rdzeni. Chip posiada także 8 MB pamięci cache trzeciego poziomu, a wykonany został w 10-nanometrowej architekturze Willow Cove. Podobnie jak w przypadku innych jednostek z rodziny „tygrysów”, procesor posiada konfigurowalne TDP w zakresie od 12 do 28 W.

W trakcie godzinnego obciążenia CPU dało się zobaczyć, że przez większość czasu pracuje on z częstotliwością bliską bazowej, czyli gdzieś w okolicach 2,6 GHz. W efekcie udaje się zachować bardzo przyzwoitą temperaturę przez cały czas trwania testu i wyniosła ona ok. 75°C. Wyższe wartości dało się zobaczyć tylko przez kilkadziesiąt sekund trwania testu. Wtedy poszczególne rdzenie potrafiły rozpędzić się do wartości 3,7 – 4 GHz, ale skutkiem tego temperatura bardzo szybko podskoczyła do nawet 98°C. Wiadomo już zatem, dlaczego przez resztę czasu CPU trzymał się niższego taktowania.

Intel Core i5 1145G7temperatura:taktowanie:
czas pracy – 15 min76° C2600 MHz
czas pracy – 30 min75° C2500 MHz
czas pracy – 60 min74° C2500 MHz

Pod kątem wydajności Core i5 1145G7 z testowanego Carbona zaprezentował podobną wydajność, co mobilny Core i7 poprzedniej generacji. Podobnymi, aczkolwiek nieco niższymi rezultatami w benchmarkach mogły pochwalić się TravelMate’y P4 od Acera oraz Yoga C940, wyposażone w bardziej zaawansowane jednostki. A trzeba zaznaczyć, że „i-piątka” z Carbona miała przecież założony spory „kaganiec” na tryb Turbo. Co ciekawsze jednak, przetestowany CPU osiągał w części testów lepsze wyniki niż Core i7 1160G7 z X1 Nano. Tym bardziej szkoda, że nie dane mi było zobaczyć, na ile „i-siódemka” mogłaby rozwinąć skrzydła w X1 Carbon.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wydajność graficzna

Wydajność Intel Iris Xe to jedna z największych niespodzianek procesorów Intela z rodziny Ice Lake oraz Tiger Lake. Już w poprzednich recenzjach pisałem, że nowoczesne „integry” tak naprawdę odbierają sens instalowanie niezależnych GPU z niskich półek wydajnościowych w laptopach, gdyż niewiele  od siebie dają, a podnoszą cenę nowego laptopa. Jeżeli ktoś nie potrzebuje stricte niezależnego GPU, to nowe, zintegrowane z procesorem układy graficzne pozwolą nawet zagrać w to i owo (nie oszukujmy się, raczej starsze gry lub o niskich wymaganiach sprzętowych – aż tak dobrze to nie jest) i poradzą sobie z obsługą nawet złożonych multimediów.

Intel Iris Xe z testowanego procesora to ten sam chip, co w przypadku Core i7 1160G7 z X1 Nano. Posiada on 80 jednostek wykonawczych, ale trzeba pamiętać, że współdzieli RAM z procesorem. Z racji tego, że w Carbonie zainstalowano 8 GB, a w Nano dwukrotnie więcej, to w mniejszym ThinkPadzie wyniki prezentują się nieco korzystniej.

 

 

 

Szerzej układy graficzne w notebookach omawiamy tutaj.

 

Dysk

Lenovo raczej nie zawodzi pod kątem instalowanych dysków w swoich laptopach Premium. Nie inaczej jest z tegorocznym Carbonem. Co prawda pojemność nośnika od Sk Hynix dla wielu może być niewystarczająca (256 GB), ale już prędkość odczytu i zapisu danych pokazuje, że zainstalowany dysk jest godzien najwyższej półki. Wystarczy powiedzieć, że odczyt sekwencyjny wyniósł prawie 3000 MB/s, a odczyt doszedł prawie do 1700 MB/s. Surface Laptop 4 – wstydź się. I ucz!

Współczesne rozwiązania dyskowe w notebookach omawiamy tutaj.

 

Testy baterii

Czas pracy na baterii w ultramobilnym sprzęcie to rzecz niezmiernie ważna. Tym bardziej, jeżeli ktoś należy do grona osób pracujących zdalnie, w terenie lub hybrydowo, gdzie z laptopa nierzadko trzeba skorzystać w środku transportu albo przy małym espresso w kawiarni.

Także pod tym kątem Carbon nie zawiódł. Zresztą, rzadko kiedy zawodził. Lenovo przyłożyło sporą uwagę do optymalizacji wydajności i czasu pracy na baterii – nie jest to specjalnie zaskakujące, gdyż Carbon posiada przecież certyfikacją Intel Evo. Bateria o pojemności 57 Wh przy odpowiednim gospodarowaniu energią jest w stanie zapewnić nawet 14 godzin pracy na ultrabooka w trybie przeglądania Internetu oraz ponad 7 godzin pracy z pakietem biurowym. To chyba dobra rekomendacja, czyż nie?

 

Testy kultury pracy

Lenovo przyjęło tutaj scenariusz, który był widoczny również w ubiegłorocznym Carbonie numer 8 – ograniczony tryb Turbo procesora w celu poprawienia kultury pracy. Zabieg ten się udał, ale nie tylko dzięki temu, że CPU był trzymany w ryzach. Carbon posiada dwa wiatraczki układu chłodzenia, co w ultrabookach zdarza się raczej rzadko. Rozgrzane powietrze zaś przechodzi przez niemały ciepłowód. Natomiast na spodzie obudowy wycięto małe okienko ułatwiające wymianę powietrza. Efekt współpracy tych wszystkich elementów jest taki, że obudowa w laptopa w czasie pracy pod wysokim obciążeniem ma podobną temperaturę, co w trakcie pracy niewymagającej od procesora wchodzenia na najwyższe obroty.

Zadania biurowe - pulpit
Zadania biurowe - spód
Pełne obciążenie - pulpit
Pełne obciążenie - spód

Kultura pracy niewielkich wiatraczków także zasługuje na pochwałę. Laptop musi popracować przez parę minut, żeby w ogóle je usłyszeć. A nawet, kiedy już do moich uszu dotarł ich delikatny szum, to łatwo go było zignorować.

 

Podsumowanie

Konfrontacja ThinkPada X1 Carbon Gen 9 z ThinkPadem X1 Nano Gen 1 była niczym to klasyczne, filmowe starcie leciwego mistrza sztuk walki z aroganckim, młodym talentem, któremu co prawda umiejętności nie sposób odmówić, ale w ostatecznym pojedynku wygrało doświadczenie, chłodna głowa i lata ciężkich treningów. Tylko że historia nie kończy się w tym miejscu, bo X1 Nano podnosi się, podaje rękę mistrzowi w geście pokory, a mistrz docenia młodego, walecznego ducha swojego oponenta oraz jego umiejętności. Wiedzą że jeszcze wiele przed nimi i mogą od siebie się sporo nauczyć i wzajemnie czerpać. Będzie sequel, w to nie wątpię.

Muszę przestać z tymi metaforami… Ale wiecie o co chodzi? Mam prawo liczyć na to (a może wręcz tego oczekuję), że kolejny X1 Nano będzie dopieszczeniem tego, co widziałem w tym roku i mam nadzieję, że Nano Gen 2 będzie czerpał z Carbona jeszcze więcej, jednocześnie wciąż pozostając sobą.

Lenovo ThinkPad X1 Carbon Gen 9

W każdym razie – potwierdzam to, co mówiłem już wcześniej. Dla mnie to wciąż X1 Carbon jest narzędziem bardziej kompletnym, lepiej wyposażonym i po prostu – oferującym użytkownikowi więcej. Jasne, w ultrabooku biznesowym klasy Premium liczy się wygląd, liczy się fakt obcowania z czymś drogim, co nadaje prestiżu – to posiadają obie maszyny. Chociaż tak właściwie powinienem pod tym kątem wyróżnić wszystkich członków rodziny X1. Ale nie można zapomnieć przecież o aspekcie praktycznym, pozwalającym nie tylko na pochwalenie się na zebraniu zarządu nowym sprzętem, ale też na wygodną pracę w każdych warunkach. I dla mnie X1 Carbon wciąż to ma. X1 Nano natomiast posiada pewne ograniczenia, związane chociażby z mniejszą liczbą dostępnych konfiguracji, nieco uboższym wyposażeniem czy ograniczonym do minimum wyborem portów.

Koniec końców nowy ThinkPad X1 Carbon Gen 9 to wciąż komputer zasłużenie znajdujący się na liście najlepszych ultrabooków na rynku. Jestem w dodatku niezmiernie ciekaw, co też Lenovo przygotuje w dziesiątej, jubileuszowej odsłonie Carbona.

Podsumowanie:Lenovo ThinkPad X1 Carbon Gen 9
segment:ultrabook biznesowy klasy Premium
optymalne zastosowanie:- szeroko rozumiana praca biurowa
- praca w terenie i w podróży
- rozrywka z multimediami
mobilność:- ekstremalna
kultura pracy:- bardzo dobra
modem WWAN w opcji:- tak 
opcje dokowania:- Thunderbolt 4
ważne cechy:- świetne wykonanie
- leciutka obudowa z magnezu oraz włókna węglowego
- mnogość konfiguracji
- kilka opcji ekranu do wyboru
- bogate wyposażenie opcjonalne
- niezłe głośniki
- długi czas pracy na baterii