Monitory ultrapanoramiczne mają swoich wiernych fanów i chociaż ja sam do nich nie należę, to potrafię docenić szeroką proporcję 21:9, nie tylko w czasie relaksu z grą. Gier obsługujących taki standard obrazu nie brakuje, więc gracze coraz chętniej decydują się na przesiadkę na ultra-szeroki bez poczucia, że w jakikolwiek sposób na tym stracą. Szeroka rozdzielczość przydaje się w praktycznie każdym gatunku gier, a w przypadku strzelanek zapewnia istotną przewagę sprzętową, pozwalając na lepszy ogląd pola walki.

Swoją kolejną propozycję z kategorii monitorów ultrapanoramicznych przedstawiła iiyama. W zasadzie nie tylko przedstawiła, ale też udostępniła do testów. Tym razem to 34-calowy, zakrzywiony monitor z serii G-Master Red Eagle, będący bezpośrednim następcą modelu GCB3467WQSU-B1, którego miałem przyjemność testować w ubiegłym roku. Tamten sprzęt miał robić wrażenie szybkim, zakrzywionym panelem VA i w istocie – robił.

Tegoroczny wariant, GCB3480WQSU-B1 również ma pełne prawo przykuć uwagę graczy i nie tylko zresztą, albowiem mówimy o rozdzielczości 3440 x 1440 pikseli, maksymalnym odświeżaniu już nie 165 Hz, a 180 Hz, oraz bardzo szybkim czasie reakcji, wynoszącym rzekomo 0,4 ms MPRT. Nie raz iiyama pokazała, że potrafi budować szybkie monitory bazujące na panelu VA, więc ciekawe, jak będzie tym razem.

Nowa „panorama” od iiyamy prezentuje się atrakcyjnie pod kątem parametru kluczowego, decydującego nierzadko, czy ostatecznie monitor trafi na nasze biurko, czy jednak trzeba będzie przyjrzeć się czemuś innemu. Za taki zestaw parametrów Japończycy życzą sobie na chwilę obecną 1599 zł, co czyni z niego całkiem atrakcyjnie wyceniony kąsek. Nie jest pod tym kątem może jakiś specjalnie wyjątkowy na tle konkurencji, ale absolutnie nie ma powodów do kompleksów. Szczególnie, jeżeli okaże się, że monitor posiada jakąś dodatkową wartość. 

No dobra, czas w takim razie przyjrzeć się, jakimi argumentami „za” i „przeciw” dysponuje bohater testu.

 

Specyfikacja techniczna

specyfikacja:iiyama G-Master Red Eagle GCB3480WQSU-B1
segment:monitor gamingowy
przekątna:34 cale
wymiary i wagaz podstawą: 80,8 x 44,2 (55,2) x 25,6 cm
8,1 kg (z podstawą)
rozdzielczość natywna:3440 x 1440 pikseli
format obrazu:21:9
typ matrycy:VA, 180 Hz, 8-bit, zakrzywiona 1500R
powłoka matrycy:matowa
kąty widzenia:178°/178°
czas reakcji:0,4 ms (MPRT)
VESA:100 mm x 100 mm
porty:2x DisplayPort 1.4
2x HDMI 2.0
2x USB 3.2 gen 1
1x USB-B (upstream)
1x jack audio
funkcje dodatkowe:głośniki stereo (2x 3 W)
regulowana podstawa (tilt, regulacja wysokości 11 cm)
AMD FreeSync Premium Pro
HDR400
MBR (tryb podświetlenia stroboskopowego)
gwarancja:3 lata
w pudle: - przewód HDMI
- przewód DisplayPort
- przewód przewód USB-B - USB-A
- przewód zasilający
- dokumentacja

Konstrukcja i funkcjonalność

Nowy G-Master Red Eagle w żaden sposób nie zrywa z charakterystyczną skromnością monitorów od iiyamy, a raczej wydaje się kontynuować ten trend. Japończycy od lat stawiają na wizualną neutralność. Nie ma w tym nic złego, pod warunkiem, że nie zależy Wam na monitorze już na pierwszy rzut oka prezentującym się niczym mokry sen pro-gamera. Wiadomo – sprzęt z kolorowymi LED-ami już na start daje lepsze wyniki w grach. Podobnie jak czerwone samochody są szybsze. Każdy szanujący się gracz to wie.

Monitor prezentuje się po prostu porządnie, jest całkiem przyjemny wizualnie, a to co pierwsze rzuca się w oczy, to zakrzywiony ekran o krzywiźnie 1500R. Spore, zaokrąglone plecki prezentują się schludnie, a chropowate tworzywo w monitorach iiyamy to już absolutna klasyka. Są też cienkie, ale bez przesady, ramki, a wszystkie elementy monitora zostały dokładnie spasowane. Podsumowując, korpus prezentuje się bardzo bezpiecznie pod kątem estetycznym. Jeżeli komuś już wcześniej monitory iiyamy pod tym kątem nie przypadły do gustu, to nowy „Czerwony Orzeł” w żaden sposób tego podejścia nie zmieni.

Również dołączona do monitora podstawa jakoś specjalnie się nie wyróżnia i nie przyciąga wzroku, ale z drugiej strony prezentuje się w pełni poprawnie, więc głupio byłoby się jej czepiać na siłę. Najważniejsze, że spełnia swoje zadanie, a więc jest solidna, ciężka i stabilna. Podstawa pozwala też na regulację wysokości w zakresie 11 cm oraz regulację pochylenia ekranu. To wszystko, ale z drugiej strony – to zakrzywiony monitor panoramiczny, więc obecność swivela, a tym bardziej pivotu byłaby zupełnie zbędnym dodatkiem- chyba nikt nie kupuje zakrzywionego, panoramicznego ekranu, żeby patrzeć na niego pod kątem albo ustawiać w tryb portretowy, czyż nie? Niektórzy mogą nieco marudzić, że podstawę trzeba samodzielnie przykręcić do obudowy monitora. Oczywiście „wklikiwana” jest szybsza w obsłudze. Nie trzeba się jednak martwić o nic, gdyż w pudle z monitorem znalazły się zarówno wszystkie śrubki, jak i prowizoryczny śrubokręt.

Ciężko oczekiwać, żeby 34-calowy monitor był mały i lekki – takich cudów nie ma. Monitor z przykręconą podstawią waży ponad 8,1 kg, co jak na ekran w takim formacie jest raczej standardową wartością. Jeżeli ktoś woli zainstalować wyświetlacz na jakimś innym ramieniu lub montażu, to ma taką możliwość, gdyż na tyle obudowy znajdują się gniazda montażowe VESA 100 x 100.

 

Porty i głośniki

Wybór dostępnych w monitorze złączy może się podobać, chociaż mi osobiście zabrakło tutaj chociaż jednego USB-C. Nie da się ukryć, że to złącze jest coraz popularniejsze, więc i tutaj mogłoby się znaleźć. W zestawie mamy aż cztery złącza wideo: dwa HDMI 2.0 oraz dwa DisplayPorty 1.4. I tutaj ważna informacja, gdyż dopiero interfejs DisplayPort umożliwia wykorzystanie 180-hercowego odświeżania. W przypadku skorzystania z HDMI, maksymalna wartość odświeżania dla natywnej rozdzielczości wynosi 100 razy na sekundę. Zestaw portów uzupełnia jeszcze hub USB, złożony z dwóch USB 3.2 Gen 1 oraz USB-B, służącego jako upstream. 

Monitory iiyamy raczej nie słyną z wysokiej klasy głośników i podobnie jest w tym przypadku. Zainstalowane w monitorze stereo sprawdza się co prawda jako opcja rezerwowa, kiedy nie ma się pod ręką soundbara, głośników albo słuchawek, ale raczej mało kto będzie chciał z nich z własnej, nieprzymuszonej woli skorzystać. Dźwięk mocno nasycony jest tonami wysokimi, które tak do ok. 80% skali głośności są całkiem nieźle wyważone. Niestety, im bliżej końca skali, tym dźwięk staje się zbyt agresywny i mało przyjemny. Na szczęście, głośniki są na tyle donośne, że wątpię, żeby ktoś odczuł potrzebę podkręcania ich do takiego poziomu.

 

Menu

W stosunku do poprzedniej generacji zmienił się także sposób obsługi menu ekranowego. Zrezygnowano z dżojstika oraz trzech przycisków umieszczonych na pleckach monitora. Zamiast nich, pojawił się 5-kierunkowy dżojstik umieszczony pod dolną ramką, z prawej strony. Nie powiem, wygodniej jest sięgać do frontu monitora niż za jego prawy bok. Nie ma tu żadnych dodatkowych przycisków, wszystkie funkcje obsługuje się za pomocą „grzybka”. I bardzo dobrze. Wielokrotnie powtarzałem, że przy dobrze zaprojektowanym menu takie rozwiązanie w stu procentach wystarczy i nie potrzeba tu żadnej innej filozofii. A z takim menu ekranowym mamy do czynienia tutaj. To zresztą to samo OSD, jakie możemy oglądać w monitorach iiyamy już od kilku lat.

Co tu mamy? Ano wszystko, co monitor jest w stanie zaoferować. Wszystkie podstawowe opcje są tutaj dostępne i odpowiednio posegregowane. Ktoś szuka Overdrive lub MBR? Znajdzie je w opcjach dotyczących regulacji obrazu. W tym samym miejscu, gdzie skoryguje kontrast, zmieni ustawienia gammy albo czerni. Jeżeli chodzi o inne opcje, które mogłyby zainteresować graczy, to nie brakuje gotowych profili (tutaj nazwane I-Style Mode) oraz miejsca na zapisanie własnych ustawień na jednym z trzech dostępnych slotów. W menu opcji obrazu znaleźć można dodatkowo aktywację FreeSync Premium Pro oraz HDR. Trzeba jednaj pamiętać, że monitor oferuje HDR400, a więc ma to tyle wspólnego z prawdziwym HDR, co 6-litrowy V8 z ekologią. Regulacja kolorów to osobna sekcja, więc ponownie wszystko jest w jednym miejscu.

Dzięki skrótom kryjącym się pod dżojstikiem można też szybko wybrać źródło obrazu, wybrany profil ustawień oraz sterować głośnością. Jak to u iiyamy bywa, całość została dokładnie przetłumaczona na język polski.

 

Testy matrycy

Bez wątpienia, jeżeli kogoś monitor nie przekonał swoją estetyką albo wyposażeniem dodatkowym, to wciąż należy dać mu szansę, gdyż iiyama G-Master Red Eagle GCB3480WQSU-B1 oferuje zdecydowanie najwięcej pod kątem parametrów obrazu. Przecież to właśnie ten zestaw cech finalnie jest kluczowy dla gracza, czyż nie?

Przypomnę, że „panorama” od iiyamy bazuje na panelu VA i pewnie niektórzy w tym momencie zaczną kręcić nosem, że to przecież nie jest najszybszy wyświetlacz dostępny w gamingowych monitorach. I w pewnym sensie będzie miał rację, bo z całej kompanii ekranów najczęściej wykorzystywanych w gamingowych monitorach, a więc TN, IPS, VA i OLED, to właśnie Vertical Aligment charakteryzuje się najdłuższym czasem reakcji, co z kolei widoczne jest jako mniej lub bardziej widoczne smugi podążające za szybko poruszającym się elementem obrazu. Nie przeszkadza to jednak producentowi reklamować go czasem reakcji ruchomego obrazu (MPRT) na poziomie… 0,4 ms. Do tego tematu jednak jeszcze powrócę przy okazji omawiania funkcji Overdrive oraz MBR.

Testowany G-Master Red Eagle może pochwalić się rozdzielczością 3440 x 1440 pikseli, a więc obrazem o proporcji 21:9, rozciągniętym na panelu o przekątnej 34 cali. Już samo to sugeruje, że będziemy mieć tutaj do czynienia z obrazem ostrym i wyraźnym i w istocie tak jest. Dodatkowo monitor może pochwalić się częstotliwością odświeżania na poziomie 180 Hz, a więc nieco wyższą niż w przypadku modelu ubiegłorocznego – tam ta wartość wynosiła maksymalnie 165 Hz. Trzeba jednak pamiętać, że możliwość wykorzystania natywnej rozdzielczości oraz maksymalnego odświeżania daje podłączenie monitora z pecetem poprzez DisplayPort.

Pod kątem jasności oraz kontrastu nowy G-Master wypada po prostu poprawnie – żaden z parametrów jakoś specjalnie nie wybija się na tle konkurencji, ale absolutnie nie zaliczam tego faktu na poczet wad. Wręcz przeciwnie – wychodzę z założenia, że jeżeli sprzęt spełnia oczekiwany dla swojego segmentu i półki cenowej standard, to należy go za to chwalić. I tak jest w tym przypadku. W trakcie testów korzystałem z domyślnych ustawień, a więc jasność na 100%, a kontrast na 50% i w tej konfiguracji kontrast wyniósł prawie 3000:1, a maksymalna luminancja zatrzymała się na wartości 415 cd/m2, a więc w okolicach tego, co obiecuje iiyama. Podczas testów równości podświetlenia wyniki jednak mogły nieco rozczarować, gdyż nawet środek ekranu pokazywał 380 nitów, a liczba ta była jeszcze nieco niższa przy krawędziach ekranu. W żaden sposób nie było to jednak dostrzegalne przez oko.

Wyświetlacze VA mogą za to pochwalić się bogatym odwzorowaniem kolorów, wysokim kontrastem i ładną, głęboką czernią, a dodatkowo cechują się bardzo szerokimi kątami widzenia. Robiąc testy w ciemnym pomieszczeniu, zauważyłem też, że egzemplarz testowy wypada całkiem nieźle pod kątem występowania ewentualnych ulotów światła, czyli tzw. bleedingu. To znaczy – zjawisko to praktycznie nie występuje, co warto docenić w przypadku panoramicznego, zakrzywionego panelu.

G-Master Red Eagle GCB3480WQSU-B1 wypadł powyżej moich oczekiwań w kwestii kolorów. Już organoleptycznie można było stwierdzić, że mamy oto do czynienia z panelem oferującym barwy jaskrawe, kontrastujące, ale w żaden sposób nie przesycone i rażące. Po prostu przyjemne w odbiorze. W trakcie testów okazało się także, że monitor może pochwalić się całkiem płynnymi przejściami tonalnymi pomiędzy kolejnymi barwami. Testy kolorymetrem pokazały finalnie, że panel jest w stanie oddać 100% palety sRGB oraz aż 92% w przypadku szerszego gamutu – DCI-P3. To niemała wartość dodana, szczególnie jeżeli ktoś od czasu do czasu zajmuje się grafiką, obróbką zdjęć czy montażem wideo.

Kolejny wniosek płynący z testów jest taki, że chcąc cieszyć się z maksimum tego, co pod kątem kolorów wyświetlacz jest w stanie zaoferować, może się przydać kolorymetr. Okazało się bowiem, że monitor jest podatny na profilowanie i w zasadzie dość mocno da się poprawić zarówno temperaturę bieli (6913 K przed kalibracją i 6587 K po kalibracji), jak i dokładność odwzorowanych barw.

Przed kalibracją średnia wartość parametru DeltaE*00, określającego jak wierne wzorcom są zreprodukowane przez monitor kolory, wyniosła 1,09, co i tak jest wynikiem bardzo dobrym. Największe odchylenia miały miejsce dla niektórych odcieni brązu i maksymalnie wartość ta dobiła do 3,26, co oznacza, że osoby wyczulone na punkcie kolorów mogłyby różnicę między uzyskanym kolorem w wzorcem dostrzec. Profil kolorów po kalibracji prezentował się zdecydowanie korzystniej. Średnia wartość DeltaE*00 wynosiła już tylko 0,21, a największe odchylenie było widoczne w przypadku niektórych odcieni szarości. Było ono jednak na tyle niewielkie, że różnica pomiędzy nimi a wzorcem jest praktycznie niedostrzegalna.

 

Parametry matrycy:

  • maksymalna częstotliwość odświeżania: 180 Hz (przez DisplayPort)
  • luminancja: 415 cd/m2
  • kontrast (ust. domyślne): 2962:1
  • czerń: 0,14 cd/m2
  • paleta sRGB: 100%
  • paleta DCI-P3: 92%
  • paleta AdobeRGB: 90%
  • DeltaE średnio (przed kalibracją): 1,09
  • DeltaE max. (przed kalibracją): 3,26
  • DeltaE średnio (po kalibracji): 0,21
  • DeltaE max. (po kalibracji): 0,94

 

Pozostała nam do omówienia kwestia płynności obrazu i bez żadnych ceregieli mogę stwierdzić, że jest to jeden z najszybszych monitorów VA, z jakimi przyszło mi się spotkać. Smużenie, owszem, występuje, bo taka jest natura paneli wykonanych w tej technologii, ale nie powiedziałbym, że szczególnie irytuje lub rzuca się w oczy w czasie grania. Poza tym, iiyama przygotowała narzędzia, które pozwolą ten problem zniwelować. Mowa oczywiście o funkcji Overdrive, mającej za zadanie „przyspieszyć” tempo zapalania i wygaszania kolejnych pikseli, redukując w ten sposób efekt tzw. ghostingu. Overdrive posiada 5 stopni regulacji i nie ma tutaj większego zaskoczenia, gdyż najlepszy efekt dają te ze środka skali. Powyżej wartości 0 (skala wynosi od -2 do +2) zaczyna być widoczny tzw. overshoot, czyli powidok przejaskrawionych pikseli, podążający za poruszającym się obiektem.

No dobra, jest jeszcze MBR, czyli tryb podświetlenia stroboskopowego. W mojej opinii jest to jednak funkcja wyłącznie dla tych, którzy ostrość szybko poruszającego się obrazu traktują jako absolutny priorytet. Tyle tylko, że takie osoby raczej nie kupią monitora VA, tylko porządną TN-kę lub IPS-a. Zresztą, iiyama posiada w swoim portfolio także znakomite, szybkie IPS-y. MBR także posiada skalę od -2 do +2, jednak w tym przypadku najlepsze efekty daje najniższa opcja. Przypomnę, że włączenie MBR wyłącza nam FreeSync (lub G-Sync), a podświetlenie zostaje obniżone, z każdym kolejnym stopniem coraz mocniej. Wyraźniejsze staje się także delikatne migotanie obrazu, które u niektórych osób może powodować nieprzyjemne doznania. W efekcie, najwyższa wartość MBR (+2) faktycznie jest w stanie zagwarantować bardzo ostry, ruchomy obraz, ale jednocześnie staje się on ciemny, pulsujący, a w dodatku w oczy wyraźnie rażą powidoki z „przestrzelonych” pikseli. Zapytacie więc, czy warto? Nie warto.

 

Podsumowanie

Tegoroczna propozycja iiyamy na całkiem uniwersalny monitor gamingowy o wysokiej rozdzielczości, częstotliwości odświeżania oraz proporcji 21:9, ma prawo się podobać z kilku względów, ale bez wątpienia na pierwszy plan trafia to, co w monitorze powinno być priorytetem, a więc jakość obrazu. Japończycy stworzyli szybki, szczególnie jak na VA, panel, którego wysoką jakość widać także w przypadku kolorów, wliczając w to także takie kwestie jak kontrast czy podświetlenie. Odzwierciedlenie pełnej palety sRGB było dla mnie pewne i inny rezultat byłby rozczarowaniem, ale 92% DCI-P3 to naprawdę przyjemna niespodzianka w monitorze tej klasy. W zasadzie jedyną rzeczą, jakiej się można czepiać, jest obecność HDR400, który tak naprawdę nie ma nic wspólnego z prawdziwym obrazem o wysokim zakresie dynamicznym. Marketingowa wydmuszka, nic więcej.

Odnoszę wrażenie, że iiyama G-Master Red Eagle GCB3480WQSU-B1 to sprzęt przemyślany. Zgadza się, może i nie najbardziej atrakcyjny wizualnie, ale iiyama nigdy nie słynęła z tworzenia monitorów mający skupiać na sobie wzrok i wywoływać zazdrość. Kolorowe LED-y, agresywne, ostre kształty, jakieś fikuśne żłobienia – to nie tutaj. Z drugiej strony zaś, monitor jest po prostu estetycznie i porządnie wykonany i wsparty stabilną, równie dobrze wykonaną podstawą. Tylko tyle i aż tyle.

A jak G-Master Red Eagle GCB3480WQSU-B1 prezentuje się na tle poprzednika? Po prostu w porządku, nieco stracił na jasności, ale za to zyskał pod kątem kolorów i częstotliwości odświeżania obrazu. Wyposażenie dodatkowe praktycznie się nie zmieniło. Czy są to argumenty, aby wymienić GCB3467WQSU-B1 na nowszy model? Na to pytanie każdy będzie musiał odpowiedzieć sobie sam.

Podsumowanie:iiyama G-Master Red Eagle GCB2480WQSU-B1
rozdzielczość i format:3440 x 1440 pikseli
34 cale - 21:9
zakrzywienie:tak, 1500R
obsługiwane standardy przesyłu danych:DisplayPort 1.4 (180 Hz)
HDMI 2.0 (100 Hz)
optymalne zastosowanie:- szeroko rozumiany gaming (e-sportowcy muszą pamiętać, że to VA. Owszem, szybki, ale wciąż VA)
- rozrywka z multimediami
- obróbka grafiki i montaż wideo