Składany ekran! Od lat ta technologia rozpalała zmysły wszystkich miłośników technologii. No i oczywiście producentów telewizorów, smartfonów i laptopów. Gawiedź zaś już od pierwszych wzmianek na temat sukcesów w tworzeniu elastycznych paneli zaczęła oczyma wyobraźni widzieć gazety z elektronicznymi „stronami”. Jak się okazało – wizja ta była dość mocno optymistyczna.

Co prawda, mainstreamowy szał na zginane ekrany rozhulał się gdzieś w połowie drugiej dekady lat dwutysięcznych, ale prace nad zginanymi ekranami OLED trwały od końcówki roku 2000 i od razu za cel postawiono sobie wdrożenie tej technologii do urządzeń mobilnych (starsi czytelnicy z pewnością pamiętają, jak wyglądały laptopy i telefony komórkowe w pierwszej dekadzie XXI wieku) oraz telewizorów.

No i tak sobie trwały te badania (zresztą trwają do dzisiaj), aż przyszły pierwsze przełomy w pracach nad tą technologią. W roku 2011 na targach CES Samsung pochwalił się pierwszym prototypem składanego AMOLED-a o przekątnej 4,5 cala. Później oczywiście zaczęły się pierwsze obietnice wprowadzenia urządzeń ze składanym ekranem na rynek. Jak to się skończyło – wiemy. Pierwszy Samsung ze składanym ekranem  – Samsung Galaxy Fold – pojawił się w sprzedaży w lutym roku 2019. Jego premiera natomiast… nie była z pewnością tym, co Samsung sobie zakładał.

Przełom nastąpił jednak nie tylko na rynku smartfonów, gdzie w przeciągu kolejnych dwóch lat pojawiały się mniej lub bardziej udane urządzenia ze składanym ekranem. Elastyczny OLED trafił też wreszcie do laptopów – i w tym miejscu historii pojawia nam się bohater dzisiejszej recenzji – Lenovo ThinkPad X1 Fold Gen 1.

 

 

Składany ThinkPad jest na pewno urządzeniem przełomowym. Jest czymś innym niż klasyczne laptopy i tablety – bo przecież Fold jest i tym, i tym. Ciężko powiedzieć czym jest bardziej, chociaż ja osobiście skłaniam się do opcji drugiej. Lenovo wygrało wyścig w kategorii „Pierwszy laptop ze składanym ekranem”, ale musi też wziąć na barki ciężar jaki się z tym wiąże. Chińczycy wykonali pierwszy krok, ale konkurencja dostała jednocześnie poradnik pt. „Co należy zrobić lepiej niż Lenovo w pierwszym ultrabooku ze składanym ekranem?”. A jest kilka rzeczy, które można, a nawet trzeba zrobić lepiej.

 

Specyfikacja techniczna

specyfikacja:Lenovo ThinkPad X1 Fold Gen 1
wymiary i waga:złożony: 158 x 236 x 28 mm
rozłożony: 299 x 236 x 11 mm
1 kg
przetestowany CPU:Intel Core i5 L16G7
Lakefield
5 rdzeni, 5 wątków
1,4 - 3 GHz
TDP - 7 W
cache - 4 MB
dostępne CPU:Intel Core i5 L16G7
przetestowane GPU:Intel UHD G7
dostępne GPU:Intel UHD G7
dysk:256 GB, M.2 PCIe NVMe,
Toshiba KBG40ZNT256G
obsługiwane dyski:1x M.2 PCIe NVMe
RAM:8 GB LPDDR4x, 4266 MHz
------------------
PoP
przetestowana matryca:13,3 cala, QXGA (2048 x 1536), 4:3
OLED, dotykowy, półmatowa powłoka
LEN4142
dostępne matryce:OLED, QXGA, dotykowy, półmatowy
wybór portów:2x USB 3.2 gen 2 typu C
akumulator:50 Wh
opcje łącznościWLAN - Intel Wi-Fi 6 AX200 160MHz
Bluetooth 5.2
wyposażenie dodatkowe:klawiatura Lenovo Fold Mini na Bluetooth z touchpadem
Piórko Lenovo Mod Pen
kamerka przednia 5 MP z IR
TPM 2.0
głośniki stereo Dolby Atmos
opcjonalny WWAN 5G z obsługą eSIM
opcjonalna przejściówka USB-C - RJ-45
opcje gwarancji:1 rok lub 3 lata

Jakość wykonania i ergonomia obudowy

Jest tu o czym pisać i właściwie ciężko mi tę kwestię zacząć omawiać. Od czego zacząć? Od tego, że Fold prezentuje się najzacniej kiedy jest złożony? Czy od tego, że patrząc na rozłożony ekran ma się wrażenie, że obcuje się z urządzeniem sprzed kilku lat? A może od tego, jak Lenovo starało się kryć wszelkie niedoskonałości wizualne swojego debiutanta?

W porządku, zacznę więc od pierwszej wymienionej przeze mnie kwestii – złożony X1 Fold prezentuje się bardzo ładnie. Kształtem przypomina zamkniętą książkę lub gruby notatnik o obwolucie z naturalnej(!), czarnej skóry. Grzbiet jest zaokrąglony i jedyne, co może się nie podobać, to szpara powstała pomiędzy przednią i tylną „okładką”. Fold składa się idealnie na płasko tylko z umieszczoną wewnątrz klawiaturą. Jest jeszcze odsłonięta, wykończona błyszczącą czernią boczna krawędź pojawiająca się, kiedy Fold jest złożony. Niestety lubi się ona brudzić (jak każda świecąca się powierzchnia), ale kiedy jest czysta ładnie kontrastuje z fakturą matowej skóry.

Czas otworzyć to cudo. No i tutaj bardzo pozytywne zaskoczenie, a właściwie dwa. Pierwsze jest takie, że zawias pracuje bardzo gładko, chociaż przy samym końcu da się odczuć nieco większy opór. Ale to nic. Druga kwestia jest ze wszech miar bardziej istotna, gdyż chodzi o ekran. Pierwsze składane smartfony miały duży problem z miejscem, gdzie ekran się zginał – wyświetlacz w tym miejscu był nierówny, a nawet sprawiał wrażenie, jakby się rozwarstwiał. X1 Fold na te przypadłości nie cierpi i tutaj rozłożony ekran jest niemal idealnie płaski. Niemal, gdyż palcem można wyczuć miejsce, pod którym znajduje się zawias, ale w czasie pracy w ogóle mi to nie przeszkadzało.

Jakieś nierówności i zniekształcenia w miejscu zgięcia ekranu? X1 Fold nie cierpi na tę przypadłość.

Pod kątem estetycznym rozłożony Fold… no… może otwierać drogę do dyskusji. Jest bardzo surowo i nieco archaicznie, za co odpowiadają bardzo grube, jak na dzisiejsze standardy, ramki wyświetlacza. Górna i dolna mają po 1,5 cm, zaś boczne – 1,3 cm. To sporo. Umiejscowienie kamerki sugeruje, że domyślną pozycją dla Folda jest trzymanie go poziomo, z kamerką u góry. Wtedy na prawej krawędzi znajdą się przyciski regulacji głośności oraz zasilania, a po lewej stronie – jedno z dwóch gniazd USB 3.2 Gen 2 (nie Thunderbolt!) obsługujących ładowanie oraz DisplayPort 1.2. Drugie znajduje się na spodzie. Z lewej strony znalazły się także otwory wentylacyjne układu chłodzenia.

Zostańmy jeszcze na moment przy ramkach, bo warto zwrócić uwagę na dwie rzeczy. Pierwsza, to fakt, że są gumowe. Powód jest prosty – na środku znajduje się przecież zawias. Twarde tworzywo pewnie nie do końca uniemożliwiłoby otwieranie i zamykanie Folda, a już na pewno zmusiłoby do niepotrzebnego skomplikowania mechanizmu. Inżynierowie odpowiedzialni za ten element postanowili nie uprzykrzać sobie dodatkowo życia. I słusznie. Otoczka posiada na środku dolnej i górnej krawędzi marszczenia, które pewnie i tak powstałyby w wyniku otwierania i zamykania tabletu. Drugą rzeczą, o której chce wspomnieć jest idealne dopasowanie ramki do ekranu. W żadnym miejscu gumowa otoczka nie odchodzi od magnezowej obudowy, nawet na zgięciu, więc pod gumowym tworzywem nie będzie gromadził się brud, a wyświetlacz nie będzie narażony na uszkodzenia. Za tak pieczołowite wykonanie tego elementu chylę czoła. Bo właśnie co do niego miałem bodaj największe obawy.

Czas by wreszcie przekształcić ThinkPada X1 Fold w laptopa. Transformacja!

Zgięty w pół Fold wciąż może być oczywiście obsługiwanym za pomocą palców lub piórka tabletem. Ale może też być pełnoprawnym laptopem dzięki dołączonej do zestawu klawiaturze, która magnetycznie przyczepia się do obudowy. Fold automatycznie wykrywa obecność klawiatury i pasek menu Start od razu wędruje w okolice zgięcia, a pulpit zmienia układ w taki sposób, żeby wszystkie ikony i elementy były widoczne i dostępne. Klawiatura komunikuje się komputerem za pomocą Bluetooth. Zresztą do tego elementu jeszcze wrócę.

Kiedy już Fold stanie się 9,6-calowym laptopem trzeba się przyzwyczaić do ciasnoty. Na klawiaturze, na touchpadzie, na ekranie. Format sprzętu jest jaki jest, więc nie ma co liczyć, że X1 Fold w trybie laptopa zapewni nam taki sam komfort użytkowania, jak np. 13-calowy ultrabook, nawet tak filigranowy, jak testowany niedawno ThinkPad X1 Nano.

Ważne jest, żeby klawiaturę „przyczepić” do odpowiedniej połówki Folda – tej, gdzie nie ma kamerki. Zresztą, Lenovo zabezpieczyło się przed scenariuszem, w którym użytkownik pomyli strony i po prostu Fold Mini Keyboard nie przyklei się do obudowy. Sprytne i praktyczne.

Zmieniwszy formę Folda zmienia się ustawienie poszczególnych elementów laptopa. Jedno USB-C zawędrowało na lewy bok ekranu, drugie znalazło się na jego szczycie. I tu już mogę powiedzieć, że umiejscowienie drugiego portu nie jest w żaden sposób wygodne. Kamerka zawędrowała na prawą ramkę ekranu, a przyciski i mikrofony na przednią krawędź laptopa. Zresztą, wideorozmowy ze znajomymi pokazały, że ta lokalizacja nie jest wymarzonym miejsce dla mikrofonów. Chociaż jest jedna gorsza opcja – wideorozmowa z Foldem ustawionym pionowo i podpartym rozkładaną nóżką. Wtedy mikrofony znajdują się… pod spodem, a od współrozmówcy słyszałem często dwa komunikaty: „Co?” oraz „Nie słychać cię!”.

Z ThinkPada X1 Fold da się korzystać w jeszcze inny sposób – klawiatura nie musi być „przyklejona” do tabletu, żeby można było z niej korzystać. Może sobie leżeć luźno przed komputerem – jak już wspomniałem, łączy się z nim poprzez Bluetooth. Wtedy tablet możemy sobie ustawić pionowo bądź poziomo i wtedy do dyspozycji otrzymujemy cały 13,3 calowy ekran o proporcji 4:3. Poza trybem klasycznego, trzymanego w ręce tabletu, to był mój ulubiony sposób korzystania z Folda.

Na koniec muszę jednak uczciwie zaznaczyć, że ThinkPad X1 Fold jako tablet nie należy do najbardziej poręcznych urządzeń tego typu na rynku. Jest większy i cięższy od chociażby Surface’a Pro 7. Przedstawiciel Microsoftu waży niecałe 800 gramów w topowej konfiguracji (z Core i7), a Fold to pełen kilogram elektroniki. Jest też grubszy i to wszystko ma wpływ na komfort trzymania urządzenia w rękach. No ale Surface Pro nie ma składanego ekranu…

Zamknięty X1 Carbon Gen 9 obok zamkniętego X1 Fold.

Podsumowując ten fragment recenzji – jestem pozytywnie zaskoczony jeżeli chodzi o jakość wykonania Folda. Czuć solidność, konstrukcja budzi zaufanie. Kwestia estetyki… no cóż, spodziewam się, że nie każdemu pierwszy ThinkPad ze składanym wyświetlaczem przypadnie do gustu ze względu na swoją toporność. Trzeci aspekt, czyli ergonomia, także mogłaby być lepsza. Póki co tajemnicą pozostaje też wytrzymałość zawiasów oraz żywotność zginanego OLED-a.

„Składak” od Lenovo zaskoczył mnie jeszcze pod innym kątem – tego jak naturalnie po pewnym czasie przyszło mi swobodne korzystanie z jego konwertowalności. Jak naturalnie zachęca do zmiany orientacji ekranu (chociaż to ma miejsce w praktycznie każdym tablecie), zmiany podzielenia ekranu czy przekształcania Folda w ultrabooka. Wszystko to przychodziło mi intuicyjnie, bez większego zastanowienia. Brałem Folda w ręce, zmieniałem formę, pracowałem dalej. A najlepsze w tym wszystkim jest to, przyznam się bez bicia, że jakoś nie byłem przekonany, czy Fold przekona mnie do siebie swoją wyjątkową zmiennokształtnością. Przekonał skubany!

Osprzęt i wyposażenie dodatkowe

Ekran

Elastyczny wyświetlacz OLED to coś, bez czego Fold nie miałby prawa istnieć. To dla niego kamień węgielny i praprzyczyna.

Zostawmy jednak filozofię na boku i skupmy się na technologii. Nie ma obecnie na rynku innego urządzenia przenośnego (bo nie-przenośny jest chociażby zwijany telewizor LG Signature OLED R) o tak dużym ekranie. Przypomnę – 13,3 cala, proporcja 4:3. Rozdzielczość natomiast wynosi 2048 x 1536 pikseli. Stworzenie takiego panelu, wpasowanie go w składaną obudowę i sprawienie, że wszystko będzie działać jak należy z pewnością nie było łatwym przedsięwzięciem dla inżynierów Lenovo.

Ekran składa się z sześciu warstw, z czego pierwszą są dwie karbonowe płyty, na których opiera się cała elektronika. Ostatnią warstwę stanowi natomiast elastyczna, ale odporna na uszkodzenia mechaniczne folia. Co mam na myśli mówiąc, że jest odporna? Ano podejrzewam, że Fold zwiedził już kilka (jak nie więcej – sugerując się wyglądem zewnętrznego kartonu) redakcji i po tym czasie ekran pozbawiony jest jakichkolwiek, nawet delikatnych rys. Pierwsze smartfony ze składanymi ekranami miały problem ze zbyt miękkim wykończeniem wyświetlacza, co skutkowało tym, że do zrobienia niewielkiego zagłębienia wystarczyło jedynie przejechać paznokciem po wierzchu wyświetlacza. W przypadku Folda – nie ma takiej opcji.

Ekran wypada całkiem nieźle pod kątem wygody obsługi dotykowej. Palce po jego płaszczyźnie śmigają bez żadnych oporów, niczym po szybie. Czuć co prawda, że powierzchnia jest bardziej miękka niż chociażby w testowanym ostatnio Surface Laptopie 4, no ale właśnie – tam mieliśmy do czynienia z grubą, sztywną szybą. Podobnie rzecz ma się kiedy panel obsługiwałem za pomocą piórka. Lenovo wyposażyło ekran w powłokę antysmugową i muszę stwierdzić, że i ten element spełnia swoje zadanie. Pewnie, po kilku godzinach pracy ekran wygląda jak dzieło sztuki szkraba, który postanowił utytłanymi palcami namaziać na oknie wyraz swojej miłości do rodziców, ale zginany OLED nie brudzi się od każdego dotyku.

Pozostaje mi wspomnieć o jeszcze jednej rzeczy – precyzji dotykowego wyświetlacza. Ta jest zadowalająca, ale nie obyło się bez małych zgrzytów. Moje doświadczenie pokazuje, że tak jak obsługa palcami w trybie tabletu wypada wzorowo, nawet pomimo dość wysokich ramek, tak obsługa Folda w trybie ultrabooka miała pewien mankament – ekran czasami nie reagował lub reagował nieprecyzyjnie na „klikanie” w elementy na samym dole obrazu. Był to głównie problem menu Start, które w takiej konfiguracji znajduje się na zagięciu panelu. Ja z moimi „złodziejskimi” dłońmi miałem z tym problem i spodziewam się, że posiadacze większych dłoni będą mieć jeszcze większy kłopot. Na szczęście jest piórko.

Na koniec parametry. Lenovo deklaruje 300 nitów podświetlenia oraz 95% pokrycia palety DCI-P3. No i nie kłamali, ale też nie przesadzali. Ekran faktycznie posiada jasność 300 nitów (moim zdaniem – zbyt mało), a skala kolorów DCI-P3 pokryta jest w 96%. Czerń, jak to w OLED-ach bywa – jest naturalnie głęboka i prawdziwa, nieprzekłamana przez podświetlenie LED.

 

Parametry matrycy:

  • luminancja: 302 cd/m2
  • kontrast: nieskończony
  • czerń: 0,00 cd/m2
  • paleta sRGB: 100%
  • paleta DCI-P3: 80%
  • paleta AdobeRGB: 76%

 

Klawiatura i touchpad

Lenovo przygotowało dla Folda specjalną, bezprzewodową (chociaż nie do końca) klawiaturę, którą ochrzciło mianem Lenovo Fold Mini Keyboard. O tym, że dodatek łączy się z komputerem poprzez Bluetooth już wspominałem i chyba do tego elementu mam najwięcej zastrzeżeń, gdyż niejednokrotnie zdarzyło się, że klawiaturę „wykrzaczało” i przestawała działać. Była włączona, naładowana i sparowana z systemem, ale nagle łączność padała. Pomagało usunięcie klawiatury z menu „Bluetooth i inne urządzenia” oraz sprawowanie jej na nowo. W czasie trzech tygodni musiałem tę operację powtarzać parę razy.

O tym, że dłonie w czasie pracy z klawiaturą mają ciasno też już napomknąłem. Jest to spowodowane oczywiście wymiarami klawiatury, bo wielkość samych klawiszy liter i cyfr jest praktycznie taka sama, jak w innych ThinkPadach. Podobnie odstępy. Gdzie w takim razie udało się uszczknąć pojedyncze centymetry? Niektóre klawisze po prostu zwężono (lewy Windows, strzałki, kropka, przecinek, myślnik, tylda, CapsLock, Tab, lewy Shift. Skrócono też spację). Wydaje się więc, że nie dość, że jest mało miejsca dla dłoni i nadgarstków (palm rest prawie nie istnieje), to jeszcze w układzie panuje bałagan. Dramat?

Ku mojemu zaskoczeniu – nie. Oczywiście, dłonie potrzebują trochę czasu na przyzwyczajenie się do wielkości klawiatury i niektórych przycisków, ale wiele nie trzeba, żeby pisać na Mini Keyboard bezwzrokowo i w miarę intuicyjnie. I mówię to biorąc pod uwagę fakt, że miałem do czynienia z układem klawiszy wykorzystywanym w Wielkiej Brytanii.

Właściwości mechanicznych można się domyślić – klawisze mają króciutki skok, ale jak na taką głębokość jest on całkiem nieźle wyczuwalny. Niemniej, jeżeli ktoś liczył na jakość i charakterystykę klawiatury, która znajduje się w pozostałych ThinkPadach, to poszedł złym tropem. Pod tym kątem lepiej wspominam również klawiatury tabletów od Microsoftu.

Nie wiem, czy kiedykolwiek korzystałem z mniejszego touchpada niż tego zintegrowanego z Fold Mini Keyboard. 6,5 na 3,2 centymetra to niewiele i osoby z większymi dłońmi mogą mieć realny problem z obsługą niewielkiej płytki. Na szczęście mamy ekran dotykowy i piórko… Na domiar złego, punkt aktywacji płytki mieści się ok. centymetr od krawędzi, co oznacza, że chcąc korzystać z gładzika, dobrze jest celować palcem blisko jego środka. Ze szklaną płytką zintegrowane są także klawisze touchpada i do ich działania nie mogę mieć żadnych uwag, gdyż ich klik jest dobrze wyczuwalny i odpowiednio sprężysty.

Klawiatura jest bezprzewodowa – co zatem z jej zasilaniem? Za to odpowiada bateria o pojemności 400 mAh, co wg producenta wystarcza na ok. 40 godzin pracy. Akumulator można ładować na dwa sposoby – bezprzewodowo, wewnątrz zamkniętego Folda lub poprzez przewód w wtyczką… microUSB. Dlaczego nie USB-C? Nie wiadomo. Przewodu niestety w zestawie z komputerem też nie ma. Fakty są natomiast takie, że ładowanie przez przewód microUSB trwa ok. 2 – 4 godzin, a bezprzewodowe – nawet 25 – 30 godzin. Z tym, że zostawiając klawiaturę w zamkniętym Foldzie będziemy ją podładowywać, więc ryzyko, że pewnego dnia klawiatura odmówi posłuszeństwa z powodu rozładowanej baterii jest niewielkie.

Klawiaturę wyposażono także w gumową pętelkę dla piórka. Ale zabrakło niestety podświetlenia klawiszy(!).

 

Piórko Mod Pen

Z tego piórka korzysta mi się zdecydowanie lepiej niż z cieniutkich akcesoriów z laptopów Lenovo Yoga. Nie oznacza to, że tamte dodatki są jakieś złe, bo nie są. Ale Mod Pen zdecydowanie wygodniej trzyma się w dłoniach. Znaczenie ma tutaj nie tylko jego wielkość, ale też heksagonalny kształt.

Rysik dysponuje 4096 punktami nacisku, co sprawia, że praca z nim jest dość precyzyjna. Już wcześniej wspominałem zresztą, że w relacji z reagującym na dotyk ekranem wypada bardzo dobrze. Piórko samo z siebie też daje wiele i nie odbiega od innych profesjonalnych piórek, które można znaleźć na rynku. Posiada dwa konfigurowalne, włącznie z opcją wywołania okrągłego menu, które także można dopasować do swoich potrzeb. Całkiem praktyczne.

Mod Pen posiada wbudowaną baterię, ale niestety piórko nie ładuje się bezprzewodowo. Niezbędne jest podłączenie akcesorium do przewodu z wtyczką USB-C, co jeszcze bardziej pokazuje bezsens microUSB w klawiaturze. Niemniej, po trwającym ok. 150 minut ładowaniu piórka da się używać nieprzerwanie przez ponad 5,5 godziny.

 

Głośniki

Wyobrażam sobie, że kombinacje z sensownym umieszczeniem głośników stereo w Foldzie wcale nie były łatwe. Mówimy przecież o sprzęcie, którego można używać trzymając go pionowo, poziomo, „złamanego”, podpartego nóżką oraz na płasko. A głośniki koniec końców musiały gdzieś trafić.  Ostatecznie zainstalowano je w okolicach górnego i dolnego narożnika, na lewej stronie. Takie umiejscowienie sprawia, że w trzymanym poziomo tablecie znalazły się wyłącznie z lewej strony, ale już w trybie laptopa albo tabletu trzymanego pionowo mamy je przy górnej krawędzi ekranu, z odpowiednio umieszczonym lewym i prawym kanałem.

Pod kątem jakości głośniki nie odstają od typowego audio stereo z laptopów, z tym że w ten sposób pragnę zaznaczyć, niestety, ich przeciętność. Dźwięk jest bardzo donośny i czysty na całej skali głośności, ale dominują tu pasma wysokie. Muzyka i inne odtwarzane multimedia brzmią płasko i mało zróżnicowanie. Szkoda, że Lenovo nie przywiązało do kwestii audio większej wagi. Tablety Surface Pro od Microsoftu już od kilku lat pokazują, że nawet taki sprzęt potrafi grać świetnie i zawstydzać większe i nierzadko droższe urządzenia. A tu, w sprzęcie za 13 tys. złotych otrzymujemy typowe „przeciętniaki”. I nawet oprogramowanie Dolby Access niewiele jest w stanie tu zaradzić.

 

Funkcje bezpieczeństwa

Z jednej strony ciężko mieć pretensje, że Fold nie posiada zbyt wielu dodatków umożliwiających uwierzytelnienie użytkownika – specyficzna budowa i niewielki rozmiar urządzenia mogą służyć za usprawiedliwienie. Z drugiej – serio? Nawet czytnika linii papilarnych, takiej podstawy podstaw w sprzęcie biznesowym, szczególnie jeżeli mówimy o marce Premium, tutaj zabrakło? Szkoda, tym bardziej, że właściwie jedynym zabezpieczeniem biometrycznym jest kamerka z czujnikiem podczerwieni, która obsłuży narzędzie do rozpoznawania twarzy Windows Hello.  

Fold posiada także moduł TPM 2.0 umożliwiający szyfrowanie danych na dysku.

 

Łączność

Ultramobilność to nie tylko lekka i mała obudowa oraz długi czas pracy na baterii. Ta cecha zależy także od możliwości połączenia się z Siecią z praktycznie każdego miejsca. Na szczęście ThinkPad X1 Fold posiada opcje z modemem WWAN, które to umożliwiają. Mało tego, „składak” od Lenovo obsługuje w takiej konfiguracji sieć 5G oraz karty eSIM.

Laptop-tablet wyposażony jest także w kartę sieciową WLAN obsługującą standard Wi-Fi 6 (Intel Wi-Fi 6 AX200, 802.11ax 2×2) oraz Bluetooth 5.2. Możliwe jest także przewodowe połączenie się z Internetem, ale do tego potrzebna będzie przejściówka USB-C – RJ-45.

 

Testy wydajności

Szczegóły na temat naszej autorskiej procedury testowej znajdziecie tutaj.

Procesor i wydajność ogólna

Nadszedł czas, żeby omówić kwestię wydajności ogólnej X1 Folda. To tablet. Może i spory, wcale nie najlżejszy i najsmuklejszy, ale tablet. Urządzenie, w którym Lenovo musiało odpowiednio rozmieścić wszystkie podzespoły, baterię oraz układ chłodzenia w taki sposób, żeby Fold mógł korzystać w pełni ze zginanego ekranu. Już teraz mogę zdradzić, że masz Beniaminek demonem wydajności nie jest. Lenovo nie przygotowało też zbyt wielu różnych konfiguracji komputerka – w każdej znajduje się Core i5 L16G7 oraz 8 GB pamięci operacyjnej. Pamięć jest dostarczana z procesorem (to tak zwana pamięć PoP, czyli Package on Package), dlatego jej rozbudowa jest niemożliwa.

Zanim przejdę do kultury pracy procesora oraz jego wydajności, warto pochylić się nieco nad jego charakterystyką, bo ta jest dość nietypowa, jak na chipy Intela. Została stworzona z myślą o nowoczesnych urządzeniach ultramobilnych, w tym dwuekranowych.

Core i5 L16G7 to jednostka z rodziny Lakefield, przełomowej i wyjątkowej, wykorzystującej technologię Intel Hybrid. Procesory Intel Lakefield są alternatywą dla układów Qualcomm Snapdragon 8cx, z tą różnicą, że reprezentanci Intela obsługują aplikacje 32- oraz 64-bitowe. Trudno więc się dziwić, że Samsung, Microsoft czy Lenovo właśnie zdecydowali się sięgnąć właśnie po tę jednostkę, będącą właściwie następcą rodziny Intel Atom.

Nie tylko to jednak stanowi o wyjątkowości Core i5 L16G7. Intel wykorzystał tutaj technologię Foveros 3D, umożliwiającą układanie poszczególnych składowych procesora w stos, zamiast rozkładać je na jednej płaszczyźnie. Bardzo obrazowo przedstawił to Intel w swojej krótkiej prezentacji:

 

 

Dzięki takiej budowie, procesor zajmuje ponad połowę mniej miejsca na laminacie, co poprzednicy, a cały stos może pochwalić się rozmiarami 12 x 12 x 1 mm. Dlatego też stanowi atrakcyjną „jednostkę napędową” dla małych laptopów i tabletów.

Testowany Lakefield opiera się na jednym rdzeniu Sunny Cove (10 nm), a więc tym samym, który wykorzystany był w procesorach mobilnych generacji Ice Lake, oraz czterech energooszczędnych rdzeniach Tremont (również 10 nm). Testowana „i-piątka” jest zatem procesorem 5-rdzeniowym i 5-wątkowym o taktowaniu 1,4 – 3 GHz. W przypadku wykorzystania wszystkich rdzeni na raz, taktowanie dla każdego z nich wynosi 1,8 GHz. TDP jednostki zostało ustawione na 7 W.

Lakefield ma być pomostem pomiędzy kulturą pracy, czasem pracy na baterii a wydajnością. Jak sztuka pogodzenia tych trzech zmiennych się udała? W tym momencie skupię się oczywiście na wydajności, a ta jest… no cóż – nie ma porównania z niskonapięciowymi procesorami z rodziny Ice Lake oraz Tiger Lake, co zresztą było do przewidzenia. Niższe taktowanie, brak Hyper-Threadingu, niższe TDP – to wszystko sprawiło, że wyniki z benchmarków jasno podkreślają ultramobilną naturę chipu.

W trakcie testu pracy pod obciążeniem zaskoczyło mnie, że procesor pracował przez cały czas z częstotliwością maksymalną dla wszystkich pięciu rdzeni. Temperatura „i-piątki” oscylowała wtedy w okolicach 84 – 86°C, co jest całkiem niezłym wynikiem, gdyż temperatura była daleka od zagrażającej stabilności procesora.

Intel Core i5 L16G7temperatura:taktowanie:
czas pracy – 15 min86° C1789 MHz
czas pracy – 30 min86° C1796 MHz
czas pracy – 60 min84° C1796 MHz

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Trzeba powiedzieć głośno – 8 GB RAM-u zaczyna robić się pojemnością niewystarczającą do pracy, gdzie uruchomiona jest przeglądarka z kilku- lub kilkunastoma otwartymi kartami, aplikacje pakietu biurowego, klient poczty i jeszcze coś tam w tle. Jeżeli Lenovo chce, żeby Fold faktycznie był uniwersalną maszyną do pracy, tak jak go firma przedstawia, musi w kolejnej generacji sięgnąć układy dające w sumie 16 GB pamięci operacyjnej. Mi samemu w trakcie testów niejednokrotnie zdarzały się w czasie testów różnego rodzaju „czknięcia” systemu, więc podejrzewam, że równie możliwe to będzie w trakcie wykonywania codziennej pracy. Miejmy nadzieję, że u następców generacji Lakefield pojemniejsza pamięć się pojawi.

 

Wydajność graficzna

Intel UHD G7 współdzielący pamięć z resztą systemu i posiadający 64 jednostki wykonawcze także nie ma za bardzo się czym popisać przed grafikami Intel Iris Xe z nowej generacji procesorów Intel Core. Jego możliwości są ograniczone do generowania obrazu 3D o niewielkim poziomie szczegółowości i niskiej rozdzielczości. Doskonale to pokazują wyniki z testów 3DMark.

 

 

Szerzej układy graficzne w notebookach omawiamy tutaj.

 

Dysk

Ostatnio małą wtopę w kwestii dysku zaliczył Microsoft Surface 4. Zainstalowano tam nośnik, który mógłby z powodzeniem odnaleźć się na niższych półkach cenowych – a nie w sprzęcie za kilka tysięcy złotych. No i podobne potknięcie zalicza Lenovo z testowaną przeze mnie konfiguracją. Fold posiada nośnik o pojemności 256 GB, czyli podstawą, jeżeli chodzi o wyposażenie laptopa do pracy. Zresztą, dzisiaj nawet w smartfonach taka pojemność nie robi większego wrażenia. Okazało się też, że nośnik PCIe NVMe od Toshiby tylko w połowie wykorzystuje możliwości interfejsu zintegrowanego z gniazdem M.2. Tyle że tutaj mówię o sprzęcie nie za kilka, a za kilkanaście tysięcy…

Na szczęście testowany nośnik nie jest jedyną dostępną z Foldem opcją. Lenovo oferuje także dyski o wyższych pojemnościach: 512 GB oraz 1 TB.

Współczesne rozwiązania dyskowe w notebookach omawiamy tutaj.

 

Testy baterii

Tablety i ultrabooki, szczególnie te z najwyższych półek, potrafią rozpieszczać pod kątem długości czasu pracy na baterii. 7 – 8 godzin pracy biurowej jest dzisiaj praktycznie standardem w tego typu sprzęcie. W ThinkPadzie X1 Fold zainstalowano zaskakująco spory akumulator, bo może się on pochwalić pojemnością 50 Wh. I już samo to mogło wróżyć, że pod kątem czasu pracy na baterii debiutant Lenovo wypadnie zdecydowanie lepiej niż przyzwoicie.

Ale nie wywróżyło. Fold wypadł pod kątem czasu pracy na baterii poniżej moich oczekiwań. Niespełna 5 godzin pracy biurowej oraz niecałe 6,5 godziny pracy z przeglądarką ma prawo rozczarować w sprzęcie tej klasy.

 

Testy kultury pracy

W swoich materiałach promocyjnych Lenovo parokrotnie wspomina, że stworzenie wydajnego systemu rozpraszającego ciepło we wnętrzu X1 Folda było nie lada wyzwaniem. Wydaje mi się jednak, że wypadł on całkiem nieźle. Co prawda, trzeba też wziąć pod uwagę, że wewnątrz Folda znajduje się procesor o niskim TDP, więc jego chłodzenie nie powinno stanowić wyzwania, ale niejednokrotnie zdarzało się, że nawet z procesorem o tak niskiej emisji ciepła udało się tę kwestię zawalić.

Na szczęście Lenovo przyłożyło się do systemu chłodzenia i stanęło na wysokości zadania. Nie jest to czcza gadanina, gdyż wyniki badania pirometrem obudowy mówią same za siebie. Pod obciążeniem udało mi się zaobserwować 43° C w lewym, górnym roku urządzenia. Właściwie to lewy narożnik (punktem orientacyjnym jest poziome ułożenie Folda płasko na stole) tylko delikatnie zbliżał się lub przekraczał wartość 40° C. W pozostałych strefach obudowy temperatura pod obciążeniem wyniosła od 33 do 37° C. Przy pracy z pakietem biurowym wartości te prezentowały się podobnie.

Zadania biurowe - pulpit
Zadania biurowe - spód
Pełne obciążenie - pulpit
Pełne obciążenie - spód

W tym miejscu jednak muszę wspomnieć o jednej rzeczy, którą można potraktować jako ciekawostkę, a nie przytyk. Wykorzystanie skórzanego etui, którym pokryty jest X1 Fold jest całkiem sprytnym zabiegiem, gdyż plecki zyskały jeszcze jedną, wcale nie tak cienką, warstwę stanowiącą izolację pomiędzy dłońmi a właściwą obudową. Mało tego, nawet gdy skóra się lekko nagrzeje, wciąż jest przyjemniejsza w dotyku niż rozgrzany plastik bądź metal. A to finalnie wpływa na komfort trzymania urządzenia w ręku.

Wróćmy jednak do kultury pracy, gdyż została mi do omówienia kwestia wiatraczka układu chłodzenia. Tak, ThinkPad X1 Fold posiada aktywne chłodzenie, co do istnienia którego musiałem się upewnić przykładając ucho do tabletu i podkładając dłoń pod lewą stronę górnej krawędzi. To w tym miejscu rozgrzane powietrze jest wydmuchiwane przez niewielki wentylator. Chłodzenie jest praktycznie bezdźwięczne i trzeba się mocno skupić, żeby zwrócić uwagę na jego pracę.

 

 

Podsumowanie

Długa wyszła ta recenzja, oj długa. Już teraz mam osiem stron surowego tekstu, a dopiero zacząłem pisać podsumowanie. Które wcale łatwe nie jest, bo piszę o sprzęcie unikalnym w skali świata, niemającym bezpośredniego konkurenta. Bałem się, że ThinkPad X1 Fold, długo zapowiadany pierwszy PC ze składanym ekranem, podzieli losy Samsunga Galaxy Fold pierwszej generacji. Będzie kojarzony z przełomem i mianem „pierwszego na świecie” w swojej kategorii, ale sam sprzęt – no cóż – pozostawi wiele do życzenia.

Oczywiście najwięcej obaw miałem odnośnie składanego ekranu, bo jest to element, który kolejne składaki potrafił albo wrzucić na piedestał, albo pogrążyć. W przypadku Folda z czystym sumieniem mogę mówić o pierwszym przypadku. Elastyczny OLED – element, który musiał wypaść co najmniej dobrze, wypadł w mojej opinii świetnie. I nie mówię tu o samych parametrach, bo biorąc pod uwagę, że to OLED, to wiedziałem czego się spodziewać – naturalnej czerni, genialnego kontrastu, szerokich kątów widzenia oraz bardzo dokładnego odwzorowania barw. Wszystko to zainstalowany panel oferuje. Ok, mógłby być jaśniejszy, co niwelowałoby widoczność odblasków, ale liczę w kolejnej generacji Lenovo tę kwestię dopracuje. Ekran budzi zaufanie i w czasie testów ani razu nie drżałem o jego wytrzymałość. Nie gorzej ze swojego zadania wywiązuje zawias oraz cały mechanizm odpowiedzialny za składanie i rozkładanie Folda. Nie boję się wręcz użyć stwierdzenia, że ten element wypadł powyżej moich oczekiwań.

Lenovo ThinkPad X1 Fold Gen 1

Ale muszę nieco stonować to podsumowanie, bo nie wszystko jest tutaj tak dobrze przemyślane. Otwarty Fold wciąż wygląda trochę jak prototyp i elegancja pięknie wydanej książki pryska kiedy urządzenie leży na pleckach. Umiejscowienie portów także jest takie sobie, podobnie jak kamerki, chociaż tutaj usprawiedliwić to można wymogami konstrukcyjnymi urządzenia, a nie brakiem wyobraźni inżynierów Lenovo. Przeciętnie wypadły także głośniki i ciężko mi wytłumaczyć brak skanera linii papilarnych w sprzęcie z tej półki cenowej, należącym do najbardziej prestiżowej serii ThinkPadów. Nad umiejscowieniem mikrofonów może także warto się głębiej zastanowić i znaleźć dla nich inne miejsce.

Tak sobie wypadła także konfiguracja sprzętowa. Co prawda obecność CPU z rodziny Lakefield jest w porządku, chociaż pamiętać trzeba, że nie jest to demon wydajności, ale maksymalnie 8 GB RAM-u to mało. Zawiodłem się także na czasie pracy na baterii, gdyż ok. 4,5 godziny pracy biurowej z urządzeniem wyposażonym w procesor o TPD wynoszącym 7 W to niewiele. Ba, to czas akceptowalny w laptopach z segmentu entry-biznes, ale nie tutaj.

Pierwsza generacja ThinkPada X1 Fold od Lenovo to eksperyment. Nie bójmy się tego słowa. Ale w mojej opinii jest to eksperyment koniec końców udany, mimo tych kilku potknięć, o których pisałem. Najważniejszy element zdał egzamin – zginany OLED się wybronił. Ale Fold potrzebuje usprawnień. Mam zatem nadzieję, że Lenovo obierze drogę na wzór Samsunga i sprawi, że kolejna generacja (a może powinienem użyć liczny mnogiej?) będzie jeszcze lepiej dopracowana, a konkurencja będzie miała za czym gonić.

Podsumowanie:Lenovo ThinkPad X1 Fold Gen 1
segment:laptop ze składanym ekranem
optymalne zastosowanie:- szeroko rozumiana praca biurowa
- praca w terenie i w podróży
- praca wielozadaniowa
- szkice, rysunki
- multimedia o niskich wymaganiach sprzętowych
mobilność:- bardzo wysoka
kultura pracy:- bardzo dobra
modem WWAN w opcji:- tak 
opcje dokowania:- USB 3.2 gen 2 typu C
ważne cechy:- pierwszy na świecie laptop ze składanym ekranem
- wysokiej klasy panel dotykowy OLED
- wytrzymała obudowa z magnezu i włókna węglowego
- piórko oraz klawiatura w zestawie
- mała liczba dostępnych konfiguracji
- bardzo wysoka cena