Jeszcze nie zdążyłem na dobre pożegnać się z niedawnym DLC do Underrail, Expedition, a znów trzeba robić miejsce w grafiku; nadchodzące cztery miesiące będą dla fanów gier niezależnych wyjątkowo intensywne.

To, swoją drogą, ciekawe zjawisko. Pamiętacie te czasy, kiedy gry niezależne należały do rzadkości, a znaleźć porządną metroidvanię – graniczyło z cudem? Dziś, parę lat później, możemy przebierać. Produkcje, w które zagrywaliśmy się parę lat temu – i które parę lat temu skłonni byliśmy uznać za wybitne – dziś zginęłyby gdzieś w tłumie. Taki choćby Axiom Verge, dawniej bezkonkurencyjny. Pamiętam ten zachwyt. Ale w porównaniu z dzisiejszymi produkcjami Axiom Verge wypada średnio.

W związku z czym pojawia się konieczność sporządzenia listy – listy produkcji niezależnych, na które warto zwrócić uwagę. Kto by pomyślał?

10 września 2019 – Blasphemous

Już za parę dni, bo 10 września, będziemy mogli zagrać w Blasphemous. Nareszcie! Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek czekał tak bardzo na metroidvanię. Trochę czekałem wprawdzie na Sundered, chodziło jednak bardziej o nawiązania do prozy Lovecrafta, których w grach komputerowych nigdy nie dość (pod tym względem, przyznacie, także nie można ostatnio narzekać na niedosyt), a nie samą grę. Sundered okazała się zresztą produkcją dość średnią. Nie była grą złą. Ale była raczej średnia.

Natomiast Blasphemous ma szansę stać się czymś więcej. A po niedawnym Dark Devotion, którego recenzję możecie przeczytać w najnowszym numerze MAGAZYNU TECHSETTER, mój apetyt na mroczne soulslikevanie (czyli połączenie gier typu soulslike z metroidvanią) tylko wzrósł. Bo co my tu mamy? Świat, w którym, sądząc po udostępnionych materiałach, grzech znalazł swoje odbicie w świecie materii, wypaczając i zniekształcając ciała grzeszników – tak że stały się odbiciem popełnionych przez nich win. Brzmi bardzo ciekawie, a jeśli dodać do tego świetną grafikę, wyśrubowany poziom trudności, a także wyjątkowo płynną i dynamiczną rozgrywkę (porównywalną np. z Dead Cells), to Blasphemous wydaje się być murowanym hiciorem.

Czy rzeczywiście nim będzie? Dowiemy się tego we wtorek. Z wielką przyjemnością podzielę się z Wami swoją recenzją.

25 października 2019 – The Outer Worlds

Czy The Outer Worlds jest grą indie?

A czy papież robi w krzakach?

Po ubiegłorocznej akwizycji studia Obsidian przez Microsoft – trudno powiedzieć, czy studio to nadal ma status „producenta gier niezależnych”, czy już weszło do „mainstreamu”. Sądząc po zapowiedziach, nie zamierzają oni zaprzestawać pracy nad grami niezależnymi – czy semi-niezależnymi, co prawdopodobnie stanowi dobre wieści dla fanów Pillars of Eternity. Warto jednak zaznaczyć, że Microsoft* nie pracuje z Obsidianem nad The Outer Worlds. Przypuszczam więc, że nadanie tej grze statusu niezależnej nie jest przesadą.

Czym będzie The Outer Worlds? Osobiście spodziewam się nieco bardziej liniowego New Vegas w kosmosie. New Vegas lepszego i ładniejszego – to oczywiste; ale nadal New Vegas. Porównanie to wydaje mi się o tyle trafione, że sam Obsidian zapowiadał, iż – pomimo nieco bardziej liniowego charakteru rozgrywki – fabuła The Outer Worlds ma być bardzo responsywna i zmieniać się w zależności od podejmowanych przez gracza decyzji. I powiedzmy sobie szczerze: jeżeli ktoś jest w stanie spełnić takie obietnice, to z całą pewnością jest to Obsidian. (Jeśli wątpicie, zagrajcie w New Vegas. Albo chociażby w ubiegłoroczne Deadfire.)

*Niezależnie od swoich intencji, a te – na ten moment – wydają się być zbieżne z dążeniami studia Obsidian. Firma z Redmond zapowiada bowiem wspieranie Obsidianu w jego wizji. To z pewnością dobry znak, szczególnie dla osób, które znają historię Stormlands oraz Tyranny.

Grudzień 2019 – Phoenix Point

Po ogłoszeniu, że Phoenix Point będzie dostępne ekskluzywnie na platformie Epic Games Store zacząłem rozważać bojkot tej gry. Ostatecznie doszedłem jednak do wniosku, że… Phoenix Point jest  po prostu za dobre, aby czekać, aż pojawi się gdzieś indziej. Inna rzecz, że w międzyczasie zacząłem także korzystać z klienta Epic. I trudno się dziwić – rozdają tam w końcu za darmo Celeste**. Oraz Inside, tak nawiasem.

Phoenix Point jest najnowszym projektem Juliana Gollopa – producenta odpowiedzialnego za serię X-COM. A kiedy mówię o serii X-COM, nie chodzi mi tylko o jej najnowsze odsłony. Choć X-COM: Enemy Unknown/X-COM: Enemy Within oraz X-COM 2/X-COM 2: War of the Chosen niewątpliwie należą do najbardziej udanych gier strategicznych i taktycznych ostatnich paru lat, to Gallop jest z tą serią od początku. A raczej był; od pewnego czasu pracuje bowiem ze Snapshot Games, studiem, które współ-założył w 2013 roku – m.in. z myślą o Phoenix Point.

A czym będzie Phoenic Point? Wierzę, że będzie „takim trochę lepszym, ciekawszym i większym” X-COM-em. Takie jest też założenie, które przyświeca jego twórcom, a pieniądze, które otrzymali za wyłączność od Epic z całą pewnością nie przeszkodzą im w osiągnięciu tego zamiaru. Bo, powiedzmy sobie szczerze, X-COM-om od zawsze brakowało kilku małych elementów. Między innymi ciekawej fabuły – i spektakularnych walk z bossami.

Phoenix Point ma to mieć.

**Tak więc – tak, Epic kupił mnie za gamingowe 500+. Niestety.

Q4 2019 – Wasteland 3

Wasteland powrócił w wielkim stylu; czy w równie wielkim stylu utrzyma się na rynku? inXile Entertainment zaliczyło przecież także wpadkę – mówię o Torment: Tides of Numenera, której obszerniejszą analizę możecie przeczytać w jednym z moich starszych artykułów tutaj, na TECHSETTERZE. Numenera jest grą barwną – i ma w sobie coś z Tormenta. Ma fascynujący, barwny, wręcz kalejdoskopowo barwny świat. Ale nie jest dobrą grą – po prostu nią nie jest, i nic z tym nie zrobisz.

Co innego Wasteland 2 – tę grę można tylko chwalić, szczególnie w wersji rozszerzonej/poprawionej, która ukazała się pewien czas po premierze i naprawiła „zepsute” części rozgrywki. Jednak nawet w tej wersji „dwójka” ma swoje – mniej lub bardziej poważne – problemy. Należy do nich m.in. grafika; choć pod żadnym względem nie jest ona „brzydka”, czas nie obszedł się z nią dobrze. A mówimy tu przecież o grze niezależnej; „indyki” tworzone są przeważnie – musimy o tym pamiętać – z myślą o byciu w pełni odpornym na upływ czasu. Wasteland 2 budowano jednak z innym założeniem, a niewielki – bądź co bądź – budżet produkcji zemścił się na jej wyglądzie.

Na szczęście „trójka” prezentuje się wyśmienicie, i nie mogę już doczekać się momentu, kiedy znów poprowadzę Strażników Pustyni – tym razem przez śnieżne pustynie post-apokaliptycznego Colorado. Możliwość zmierzenia się (zarówno w walce, jak i dyplomacji) z superbogaczami-surwiwalistami sprzed „wielkiej wojny”? Czy istnieje coś lepszego?

Wasteland 3 zagramy pod koniec roku.

2019 – Disco Elysium

Czy Disco Elysium wyjdzie, czy nie wyjdzie w 2019 roku, tego nie wiemy. Trudno powiedzieć. Odpowiedzialne za grę studio ZA/UM, pomimo swoich PR’woych wysiłków i obecności na większości istotnych branżowych (niezależnych) wydarzeń, nie komunikuje się ze swoimi fanami zbyt sprawnie.

Na szczęście nie jest to większym problemem. Jeżeli gra faktycznie będzie tym, czym, zgodnie z zapowiedziami, ma być, to nie ma problemu – mogę poczekać. A czym ma być Disco Elysium? Wyobraźcie sobie takie steampunkowe Pillars of Eternity – ale z zapijaczonym detektywem w roli głównej. Wyobraźcie sobie RPG, gdzie umiejętności, w które możecie zainwestować zgromadzone z wielkim mozołem punkty doświadczenia, to pozycje rodem z najlepszych crime stories – ale z psychodelicznym twistem. Czarny humor? Jak najbardziej. Momentami do przesady.

Disco Elysium pozwoli nam poprowadzić prawdopodobnie najważniejszą sprawę kryminalną w historii miasta Revachol – a przy okazji parę pomniejszych. Twórcy obiecują ogromną różnorodność w prezentowanych wyzwaniach – oraz sposobach, na jakie będziemy mogli się z nimi zmierzyć (lub nie). Decyzje, decyzje, i jeszcze raz decyzje: oto, co uczynić ma Disco Elysium grą wielką. Bo grą niezwykłą jest – jak łatwo się przekonać – od początku.

2020 – Carrion

Carrion ma szansę stać się jednym z największych odkryć 2020 roku; ma także szansę stać się absolutną wtopą. Jak będzie, nie wiemy. Ale przed twórcami niełatwe zadanie: uczynić grę zabawną i przekonującą – a zarazem *trochę* straszną.

Osobiście chętnie sprawdzę, jak wyszło, a podobnie powinni uczynić wszyscy fani horrorów typu gore – zwłaszcza The Thing Johna Carpentera. Carrion jest bowiem takim horrorem, ale akcję obserwujemy tutaj nie z pozycji zagrożonych przez bezkształtne monstrum ludzi, ale oczami samego monstrum. Czy coś podobnego może się udać? Trudno powiedzieć. Zawsze zastanawiałem się jednak, jak to by było – być „the thingiem”.

Teraz w końcu się przekonam, i miejmy nadzieję, że nie będzie to rozczarowanie.

2020 – Hollow Knight: Silksong

Takiego podejścia życzylibyśmy sobie od wszystkich producentów, nie tylko tych odpowiedzialnych za gry niezależne: kiedy przygotowywane przez Ciebie DLC rozrasta się do rozmiarów przewyższających podstawkę, robisz z niego drugą część.

Taka jest historia Silksong, czyli DLC do Hollow Knighta, które stało się jego pełnoprawną kontynuacją.

Ale, ale. Po kolei. Hollow Knight jest prawdopodobnie najlepszą – i jedną z najciekawszych – metroidvanią (a raczej soulslikevanią) ostatniej dekady. Jest grą o fantastycznej fabule, z fantastycznym gameplayem – i fantastycznym poziomem trudności. Patrząc z zewnątrz, można pomyśleć: „Cóż to za urocza gierka?”. W praktyce okazuje się jednak tyleż urocza, co morderczo wymagająca. Bezwzględnie karze graczy za błędy, a wymaga skupienia i precyzji, które ostatnio czuliście, bijąc najpotężniejszych bossów w Dark Soulsach.

Nie jest to jednak większym problemem, bo Hollow Knight, oprócz tego, że jest trudny, jest też ogromnie satysfakcjonujący, a odkrywanie kolejnych obszarów i odblokowywanie kolejnych umiejętności każdorazowo wiąże się z emocjami, jakich gry niezależne nie serwują nam co dzień. Hollow Knight jest też grą niezwykle klimatyczną – tu wszystko, od pięknej muzyki, poprzez dialogi, aż po projekt obszarów czy oświetlenie podkreślają niespotykaną w żadnej innej grze atmosferę żalu i straty. Czasami naprawdę można to poczuć: że choć badamy tutaj ruiny, to dawniej było to wielkie królestwo. Wspomnienie o nim wciąż nie umarło.

Silksong ma być bezpośrednią kontynuacją wydarzeń przedstawionych w Hollow Knighcie. Akcję obserwować będziemy z perspektywy Hornet, jednej z pierwszoplanowych postaci z „jedynki”. W jaki sposób twórcy, Team Cherry, zamierzają spiąć opowieść, tego na ten moment nie wiem – i nie chcę nawet próbować zgadywać. Ostatecznie w Hollow Knightcie mieliśmy parę różnych zakończeń, w tym przynajmniej dwa ukryte. Jakkolwiek jednak to zrobią, już dzisiaj wiadomo, że zrobią to dobrze.

To prawdziwi wirtuozi.