Otrzymałem na testy od iiyamy ich najnowszy, gamingowy monitor oparty o zakrzywiony panel VA. 32-calowy jegomość zastąpił na jakiś czas mojego 27-calowego VA o takiej samej rozdzielczości i odświeżaniu ekranu, a więc 2560 x 1440 pikseli i 165 Hz. I również dzięki temu miałem okazję na własne oczy przekonać się, czy oferowany przez Japończyków monitor dla graczy faktycznie wyróżnia się na tle innych paneli VA swoim krótkim czasem reakcji. A jest to o tyle istotne, że chociaż wyświetlacze wykonane w tej technologii mają sporo zalet, to jednak smugi widoczne na ekranie, wywołane wysoki czasem reakcji, z pewnością do nich nie należą.

Materiały promocyjne dotyczące nowego G-Master Red Eagle GCB3280QSU-B1 mówią o czasie reakcji na poziomie… 0,2 ms, więc w kontekście VA wartość ta brzmi jak science fiction. Chociaż, cofnąwszy się do maja 2022 roku, przypominam sobie „panoramę” od Japończyków, także z panelem VA, która w istocie potrafiła lekko zaskoczyć tempem w jakim zapala i wygasza piksele.

Inna kwestia, że G-Master Red Eagle GCB3280QSU-B1 to kolejny monitor gamingowy z logo iiyamy, który wydaje się wręcz absurdalnie niepozorny. Przekątna o długości 32 cali (dokładnie 31,5″) oraz rozdzielczość WQHD i 165 Hz odświeżania to nie jest zestaw, który dzisiaj u graczy skutecznie przyspiesza tętno, o omdlewaniu z zachwytu wyłącznie z tego powodu też raczej będzie ciężko. To obecnie standard dla średniopółkowych monitorów w tym formacie i raczej trudno z tym dyskutować. Jednak w trakcie testów okazało się, że nowy Red Eagle ma do zaoferowania więcej niż zdradza to specyfikacja, a kwota ok. 1500 zł, jaką trzeba za niego zapłacić, wcale nie jest przesadnie wygórowana.

Co prawda to dopiero wstęp recenzji, ale już teraz pozwolę sobie zdradzić, że jeżeli poszukujecie dobrej jakości monitora dla graczy, to nowego „Czerwonego orła” śmiało możecie wpisać sobie na listę do wzięcia pod uwagę. Już tłumaczę, dlaczego.

 

Specyfikacja techniczna

specyfikacja:iiyama G-Master Red Eagle GCB3280QSU-B1
segment:monitor gamingowy
przekątna:31,5 cali
wymiary i wagaz podstawą: 71 x 47,3 (62,3) x 29 cm
9 kg
rozdzielczość natywna:2560 x 1440 pikseli (WQHD)
format obrazu:16:9
typ matrycy:VA, 165 Hz, 8-bit, zakrzywiona 1500R
powłoka matrycy:matowa
kąty widzenia:178°/178°
czas reakcji:0,2 ms (MPRT)
VESA:100 mm x 100 mm
porty:1x DisplayPort 1.4
2x HDMI 2.0
2x USB 3.2 gen 1
1x USB-B (upstream)
1x jack audio
funkcje dodatkowe:głośniki stereo
regulowana podstawa (tilt, swivel, regulacja wysokości)
AMD FreeSync Premium
HDR Ready


gwarancja:3 lata
w pudle: - przewód HDMI
- przewód DisplayPort
- przewód przewód USB-B - USB-A
- dokumentacja

Konstrukcja i funkcjonalność

W pewnym sensie można powiedzieć, że jeżeli widziało się jeden monitor iiyamy, to widziało się wszystkie. Jest tu jednak kapka przekąsu z mojej strony, gdyż to nie jest tak, że wszystkie konstrukcje wyglądają identycznie, ot, ostatnio w portfolio producenta pojawił się taki biały koleżka, ale generalnie od lat Japończycy nie poświęcają czasu na stworzenie jakiejś bardziej rzucającej się w oczy i zapadającej w pamięć stylistyki dla swoich monitorów gamingowych. Biznesowych zresztą także. Monitory zakrzywione, jak bohater recenzji, wyróżniają się nieco pod kątem zaokrąglonych i przez to bardziej wypukłych plecków. To tyle.

Z drugiej strony, niesprawiedliwością byłoby czepianie się designu bohatera tej recenzji na siłę. Nowy G-Master Red Eagle prezentuje się całkiem solidnie, a pod kątem estetyki ciężko mu cokolwiek zarzucić poza brakiem przebojowości. Czarne, matowe i lekko chropowate tworzywo to bardzo uniwersalny budulec dla całej konstrukcji. Na plecach obudowy znalazło się jedynie logo producenta, a na wkręcanej w korpus podstawie – znak rozpoznawczy serii G-Master. Na froncie cienkie ramki po bokach i u góry, na dole grubsza – nie ma mowy o zaskoczeniu. Po jej prawej stronie znajduje się dioda zasilania. Jeżeli komuś przeszkadzać będzie jej światło, może ją wyłączyć w menu monitora.

Cała konstrukcja została właściwie spasowana i jedynym niewielkim niedociągnięciem wydaje się być nieco zbyt mocno odstająca dolna ramka. Ciężko za to obwiniać jednak całej serii – być może to przypadłość wyłącznie egzemplarza testowego. Monitor wraz z podstawą waży nieco ponad 9 kg, co jak na 32-calowy, zakrzywiony monitor, jest bardzo zgrabną wartością.

Podstawa zresztą także zasługuje na pochwałę. Najważniejsza kwestia – jest stabilna i budzi zaufanie. Stópka w kształcie szpona nie zajmuje dużo miejsca na biurku, więc to kolejna korzyść, szczególnie jeżeli ktoś dysponuje dość ograniczoną przestrzenią. Pod kątem ergonomii także jest jak najbardziej w porządku. Iiyama nie zapomniała o regulacji wysokości, w tym przypadku mowa o zakresie 15 cm, jest też swivel (45° w lewo i w prawo), a także regulacja nachylenia ekranu (tilt). Mechanicznie znajduje się też pivot, a więc możliwość ustawienia ekranu pionowo… ale pamiętajcie, że mówimy o ekranie zakrzywionym, więc nie ma to najmniejszego sensu. Producent zresztą jest tego świadom i tej funkcjonalności po prostu nie wymienia w specyfikacji.

 

Porty i głośniki

Pod kątem dostępnych w monitorach iiyamy liczby portów najczęściej nie ma powodów do narzekania. Niekiedy jednak, tak jak w przypadku testowanego GCB3280QSU-B1, lekkie kręcenie nosem pojawia się w przypadku ich możliwości. I tak, mamy tu co prawda dwa gniazda HDMI, ale jest to standard 2.0, a nie 2.1, co sprawia, że posiadacze konsoli Xbox Series X/S lub PlayStation 5 nie skorzystają chociażby z funkcji VRR, co można opisać pokrótce jako „FreeSync dla konsoli”. Jest też jeden DisplayPort w wersji 1.4, a więc obecnie najpopularniejszej. Co prawda wersja 2.0 coraz mocniej zaznacza się na rynku, ale do wyparcia poprzedniej wciąż jej daleko. Oprócz złączy wideo, monitor oferuje hub złożony z dwóch USB 3.2 Gen 1 typu A z możliwością połączenia ich z komputerem przez USB-B z funkcję upstream, a także jacka 3,5 mm dla słuchawek bądź zewnętrznych głośników.

Nie będę ukrywał, że w jakieś sensowne audio dla swojego gamingowego kącika warto będzie dodatkowo zainwestować, gdyż stereo z monitora pod kątem jakości oferowanego dźwięku to podstawa podstaw. Głośniki grają płasko, są zdominowane przez tony wysokie, które na szczęście zostały tutaj mocno ujarzmione, ale przez to wydaje się, że dźwięk został jakby sztucznie stłamszony. Generalnie – nie dają od siebie żadnej większej jakości i niespecjalnie zachęcają, aby z nich korzystać. Sam zresztą łapałem się na tym, że w trakcie pracy, kiedy już zdjąłem słuchawki, to wolałem w systemie wybrać głośniki ze swojego ThinkPada L14, niż audio będące na wyposażeniu testowanej iiyamy. To zdecydowanie opcja rezerwowa.

 

Menu

Jeżeli ktoś wcześniej widział OSD z jakiegoś monitora iiyamy, to można powiedzieć, że widział już wszystkie. To nie jest moje czepialstwo, tylko fakt i już nie raz i nie dwa pisałem, że producent zaprojektował menu uniwersalne, intuicyjne i na chwilę obecną wydaje się, że nie zamierza się z nim rozstawać. Jedyne, co można mu zarzucić, to nieco archaiczny wygląd. Ja jednak wyżej stawiam funkcjonalność.

Menu ekranowe obsługiwane jest przez pięciokierunkowy dżojstik, a dodatkiem do niego są trzy klawisze skrótów: dwa odpowiadają za regulację głośności, a trzeci – za wybór źródła obrazu. Można rzec: klasyka gatunku. Dodatkowe skróty ukryte są dżojstiku: ruch w prawo pozwala na szybkie włączenie trybu redukcji światła niebieskiego, a kliknięcie w lewo umożliwia wybór profilu ustawień.

W menu nie brakuje praktycznie żadnej z opcji, która w monitorze dla graczy z tego przedziału cenowego powinna się znaleźć. Regulacja gammy, głębi czerni, wybór profilu, regulacja kolorów to praktycznie standard znajdujący się obok takich oczywistości, jak zarządzanie jasnością czy kontrastem. Z funkcji bardziej charakterystycznych dla segmentu monitorów gamingowych znalazły się Over Drive oraz MBR, czyli tryb podświetlenia stroboskopowego – o tych funkcjach bardziej szczegółowo opowiem w akapicie dotyczącym jakości obrazu. A co z synchronizacją adaptacyjną? Także się tutaj znalazła i chociaż menu monitora tego nie zdradza, jest to FreeSync Premium, a więc technologia od AMD. Iiyama umożliwia również zapisanie swoich ustawień w jednym z trzech dostępnych slotów.

Całe menu zostało właściwie podzielone na odpowiednie kategorie, wszystkie ustawienia sensownie do nich przypisane, a orientację we wszystkich niuansach OSD ułatwia przetłumaczenie go na język polski.

 

Testy matrycy

Czas pochylić się nad najważniejszą kwestią, a więc jakością obrazu. W tej kwestii czeka nas kilka niespodzianek. Pierwsze rzuca się w oczy już patrząc na pudło z monitorem. Według marketingowców z iiyamy, czas reakcji monitora dla ruchomego obrazu (MPRT) wynosi bowiem… 0.2 ms, co oznaczałoby, że mówimy o poziomie… zbliżonym do OLED-ów! Przypomnę tylko, że mówimy o 32-calowym panelu VA, który mimo posiadania zalet w postaci możliwości reprodukcji szerokiej gamy kolorów, głębokiego kontrastu, intensywnej czerni i szerokich kątów widzenia, to jednak spośród wykorzystywanych w monitorach paneli LCD (IPS, TN i VA), charakteryzuje się najwolniejszym czasem reakcji, co wynika po prostu z jego natury. Tak więc mamy tu do czynienia pewnym zaklinaniem rzeczywistości.

Prosta matematyka pokazuje, że dla odświeżania 165 Hz czas reakcji MPRT dla tego monitora wynosi w teorii 6 ms (1/165). Aby widoczne smużenie obniżyć, należałoby skorzystać z maksymalnego poziomu funkcji Over Drive, czyli „przyspieszania” zapalania się wygasania poszczególnych pikseli, oraz z trybu podświetlenia stroboskopowego, co nie dość, że wymaga wyłączenia synchronizacji adaptacyjnej, to jeszcze przyciemna obraz i generuje overshoot. Mimo to, nawet maksymalne wykorzystanie wspomagaczy nie będzie w stanie zbliżyć czasu reakcji do rzeczonego na początku 0,2 ms.

Żeby jednak nie było – zainstalowany w GCB3280QSU-B1 panel VA jest naprawdę szybki, jak na ekran wykonany w tej technologii. Smużenie, owszem, występuje i szczególnie widać to na wyższych wartościach odświeżania ekranu, ale z tym całkiem nieźle radzi sobie chociażby pięciostopniowy Over Drive i ustawienie jego wartości na 3 skutecznie redukuje (ale nie likwiduje w całości!) ghosting, zbliżając panel do jakości oferowanej przez niektóre IPS-y. Na poziomie 1 i 2 „duszki” za poruszającymi się obiektami wciąż są wyraźnie widoczne, a przy wartościach 4 i 5 smużenie, owszem, stawało się jeszcze mniej zauważalne, ale za to pojawiał się overshoot.

Tryb podświetlenia stroboskopowego posiada aż 7 stopni intensywności, a z każdym kolejnym obniża się jasność obrazu i już od pierwszego gołym okiem można dostrzec szlak przesadnie rozświetlonych pikseli, podążający za poruszającym się szybko obiektem. Z każdym kolejnym stopniem, efekt ten staje się coraz wyraźniejszy, chociaż muszę przyznać, że pomiędzy pierwszym a ostatnim dużej różnicy nie ma. Finalnie, jeżeli komuś zależy na maksymalnym wykorzystaniu potencjału matrycy i maksymalnym skróceniu czasu reakcji panelu, to może z MBR korzystać.

Tyle o czasie reakcji, czas jednak przyjrzeć się tym bardziej podstawowym parametrom wyświetlacza, a te prezentują się naprawdę dobrze. Panel już na starcie bardzo pozytywnie zaskoczył głębokim kontrastem, dochodzącym niemal do wartości 4400:1. Takie liczby trochę mniej dziwią, kiedy zestawi się je z jasnością w okolicach 360 nitów oraz poziomem czerni o wartości 0,082 cd/m2. Już samo to sprawia, że obraz prezentuje się świetnie i osoby lubujące się w intensywnych czerniach powinny być z nowej iiyamy zadowolone. W czasie testów dało się też zobaczyć, że cały panel podświetlony jest równomiernie, chociaż kolorymetr pokazał, że dolna krawędź jest nieznacznie ciemniejsza niż strefy ze środka i góry panelu. Nie jest to jednak w żaden sposób dostrzegalne podczas codziennego korzystania z monitora.

Pod kątem kolorów monitor także wypada fenomenalnie i wydaje się wręcz absurdalnie dobry, jak na reprezentowany segment cenowy. Panel jest w stanie zreprodukować 16,7 milionów barw i jest panelem 8-bitowym. Podczas testów okazało się jednak, że nie tylko jest w stanie odzwierciedlić pełną paletę kolorów sRGB, ale też 88% gamutu DCI-P3, co jest wartością godną monitorów z wyższej półki.

Liczba kolorów, które monitor może wyświetlić to jedno, ale ich wierność barwom wzorcowym to kolejna kwestia świadcząca o wysokiej jakości panelu. Testowany G-Master po raz kolejny pokazał, że bazuje na wyświetlaczu wysokiej klasy i przed kalibracją wartość DeltaE*00 wynosiła średnio 0,45, co oznacza, że barwy można uznać za idealne. Jedynym odstępstwem od normy były niektóre odcienie czerwonego i tam można było ujrzeć nawet wartości w okolicach 3,4 – to oznacza, że bardzo wyczulone na tym punkcie osoby mogłyby dostrzec różnicę pomiędzy wzorcem a otrzymanym kolorem. Finalnie, ekran okazał się bardzo podatny na kalibrację i po zakończeniu tego procesu, średnia wartość DeltaE*00 spadła do wartości 0,21. Główną przyczyną tego stanu rzeczy było ugrzecznienie wspomnianych wcześniej czerwieni. Najbardziej odchylonym od wzorca kolorem stał się czarny, co w żaden sposób nie dziwi, gdyż uzyskanie idealnej czerni w wyświetlaczach LCD podświetlanych w całości jest niemożliwe. Sprawia to, że nie tylko gracze i miłośnicy multimediów, ale też graficy czy montażyści w swojej pracy będą mogli z nowego „Czerwonego orła” korzystać.

 

Parametry matrycy:

  • maksymalna częstotliwość odświeżania: 165 Hz (przez DisplayPort)
  • luminancja: 360 cd/m2
  • kontrast (ust. domyślne): 4381:1
  • czerń: 0,08 cd/m2
  • paleta sRGB: 100%
  • paleta DCI-P3: 88%
  • paleta AdobeRGB: 80%
  • DeltaE średnio (przed kalibracją): 0,45
  • DeltaE max (przed kalibracją): 3,41
  • DeltaE średnio (po kalibracji): 0,21
  • DeltaE max (po kalibracji): 1,31

 

Podsumowanie

Bardzo lubię tego typu niespodzianki. Zdziwiłem się, że w zasadzie marketingowo ten monitor nie istnieje i ja sam dowiedziałem się o jego istnieniu, kiedy kurier podrzucił nam go do redakcji. A szkoda, gdyż iiyama zaoferowała monitor, który ma szansę przypodobać się sporej rzeszy graczy i nie tylko. Jak się okazało – argumentów ma sporo, a jednym, i kto wie czy nie najważniejszym, jest stosunek ceny do możliwości. I już za samo to gotów jestem przyznać monitorowi naszą rekomendację. Mimo że doskonale zdaję sobie sprawę, że na rynku da się znaleźć tańsze monitory o podobnej, przynajmniej na papierze, specyfikacji.

Po pierwsze, mimo że marketingowców iiyamy nieco poniosło z obiecywaniem czasu reakcji na poziomie 0,2 ms, to przyznać muszę, że oferowany panel VA jest szybki jak na tę technologię i chyba mogę stwierdzić, że jeden z najszybszych, jakie testowałem. A na pewno szybszy niż mój domowy Gigabyte G27QC, podobnie jak bohater testu dysponującym odświeżaniem o wartości 165 Hz. To w połączeniu z intensywną czernią i możliwością odzwierciedlenia pełnego gamutu sRGB i prawie 90% palety DCI-P3, a przy tym bardzo wysoką jakością otrzymanych kolorów, pokazuje, że mamy do czynienia z gamingowym monitorem kompletnym.

No, prawie. Do pełni szczęścia niektórym może brakować nieco lepszych głośników. Posiadacze konsol najnowszej generacji od Microsoftu i Sony mogą też być niepocieszeni brakiem obecności HDMI w wersji 2.1, co pozwoliłoby korzystać m.in. z funkcji VRR. Pozostali jednak nie powinni kręcić nosem.

Podsumowanie:iiyama G-Master Red Eagle GCB3280QSU-B1
rozdzielczość i format:2560 x 1440 pikseli
31,5 cala - 16:9
zakrzywienie:tak, 1500R
obsługiwane standardy przesyłu danych:DisplayPort 1.4 (165 Hz)
HDMI 2.0 (144 Hz)
optymalne zastosowanie:- szeroko rozumiany gaming (e-sportowcy muszą pamiętać, że to VA)
- rozrywka z multimediami
- obróbka grafiki i montaż wideo