943 tys. zł kary. Tyle zapłaci jedna z warszawskich spółek zajmujących się pozyskiwaniem (choć chyba lepiej byłoby powiedzieć: „zbieraniem po necie”) danych osób prowadzących działalność gospodarczą i łączeniem ich w tzw. „bazy”.

Sprzedaż baz kontaktów jest intratnym interesem, tym razem jednak nie przyczyni się do zysków, ale do strat. Warszawska firma (sąd nie ujawnił jej nazwy) musi zapłacić 1 mln zł kary. Za co? Za stosowanie niezgodnych z europejskim prawem metod pozyskiwania i przetwarzania danych osobowych.

 

 

RODO, czyli unijne Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych, weszło w życie w maju ubiegłego roku. O związanych z nim kwestiach pisaliśmy podówczas w specjalnym artykule, gdzie wyjaśnialiśmy też (pokrótce), jakie nowe obowiązki wynikają ze wprowadzenia nowych przepisów – a także co grozi za ich złamanie. Ogromne kary finansowe (nawet do kilku milionów euro) są jedną z najpoważniejszych konsekwencji.

Patrząc w ten sposób, karę 1 mln zł należy uznać za łagodną. Czy jest zasłużona? Cóż. Zbieranie i odsprzedawanie danych bez zgody osób, których dotyczą, nigdy nie budziło mojej sympatii. A RODO jest polską rzeczywistością.

Teraz już chyba nikt w to nie wątpi.