Pamiętacie opowieści waszych szanownych dziadków albo rodziców, którzy nie raz przy różnych okazjach wspominali, jak to kiedyś sprzętu się nie wyrzucało, tylko naprawiało i działało kolejne 20 lat? W naturalny sposób na kolejnym etapie rozmowy pojawiało się stwierdzenie, że teraz to robią badziewia, co to jak się zepsują, to nic tylko wyrzucić. I trochę w tym racji jest.

Temat utylizacji elektrośmieci nie jest niczym nowym, chociaż na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat rozrósł się do naprawdę sporych rozmiarów. Celowe postarzanie produktów zmuszające ludzi to zakupu nowych urządzeń oraz napędzany reklamami i social-mediami konsumpcjonizm wcale nie pomagają, bo chociaż ludzie są przecież świadomi problemu, to wolą „nowe i ładne” zamiast „długowieczne”.  

Dlatego też Parlament Europejski wziął sprawy w swoje ręce i przegłosował wprowadzenie polityki skutkującej koniecznością etykietowania danego produktu oczekiwanym okresem użytkowania oraz możliwością naprawy sprzętu. To miałoby sprawić, że konsumenci wybieraliby sprzęt bardziej świadomie, a to przełożyłoby się na mniejszą ilość zużytej i wyrzuconej elektroniki. Informacje maja być w założeniu proste i zrozumiałe nawet dla elektro-laików.

Wprowadzenie takich oznaczeń na swoim rynku jako pierwsza zadeklarowała Francja. Odpowiednie etykiety z oceną naprawialności od 1 do 10 pojawią się na smartfonach, laptopach i innej elektronice użytkowej już od stycznia. Austria natomiast obniży podatki od usług naprawczych oraz wprowadzi dotacje na niektóre naprawy konsumenckie.

Co na to producenci sprzętu? Pewnie nie każdy jest zachwycony pomysłem parlamentu UE oraz francuskich władz. Ale to niewątpliwe krok w dobrą stronę. Dla konsumentów i środowiska, niekoniecznie dla producentów tak zwanych „jednorazówek”, czyli sprzętu psującego się tylko raz. Ale za to jak skutecznie!

 

Źródło: ifixit, gsmarena