Przynajmniej na razie na to się zanosi. Od czasu ogłoszenia możliwości standardu HDMI 2.1 minęło 4 lata, a gniazdo wideo z takim interfejsem pojawiło się chociażby w najnowszych GeForce’ach RTX od NVIDII oraz Radeonach RX 6000. HDMI 2.1 znalazło się także w najnowszych konsolach Sony oraz Microsoftu. Zapowiadało się więc, że przed nowym standardem świetlana przyszłość.

Pewnie tak by było, gdyby nie znaczeniowa aferka, którą odkrył portal TFT Central. Wszystko rozpoczęło się od zwrócenia uwagi na oznaczenie w specyfikacji nowego, superszybkiego monitora dla graczy od Xiaomi. W specyfikacji producent napisał, że monitor posiada złącza HDMI 2.1, chociaż w rzeczywistości jest to HDMI 2.0. TFT Central zainterweniowało u organizacji odpowiedzialnej za licencje HDMI. Odpowiedź była co najmniej zaskakująca.

Otóż okazało się, że oznaczenie „HDMI 2.1” zawiera teraz w sobie także oznaczenie „HDMI 2.0”. HDMI 2.0 jako standard przestało istnieć i stało się podzbiorem HDMI 2.X, gdzie „X” oznacza kolejną iteracje złącza. Idąc dalej tym tokiem rozumowania, okazuje się, że kupując nowy monitor trzeba będzie mocno uważać, gdyż producent może wpisać w pełni legalnie w jego specyfikację, że posiada HDMI 2.1, ale tak naprawdę będzie to funkcjonalność HDMI 2.0, pozbawiona nowości wprowadzonych przez nowszy standard interfejsu. Żeby było jeszcze zabawniej, HDMI.org przyznało, że w związku z tym wszystkie funkcje charakterystyczne dla HDMI 2.1 są… opcjonalne.

Co?

Spójrzcie teraz na tabelkę poniżej, która w czytelny sposób opisywała nowości wprowadzone przez najnowszą wersję standardu HDMI i zamieńcie sobie „Yes” na „Maybe”.

Po to powstają nowe i czytelne oznaczenia standardów (tyczy się to nie tylko przypadku HDMI), aby konsument, patrząc już na samą specyfikację, wiedział co kupuje. Jeżeli więc dotychczas widział w tabelce z konfiguracją oznaczenie „HDMI 2.1” to miał święte prawo spodziewać się przepustowości 48 Gb/s, pozwalającej na obsługę obrazu 8K w 60 klatkach na sekundę, 4K w 120 kl./s, a nawet 10K. Gracze zaś, widząc to hasło, wiedzieli, że kupują monitor obsługujący VRR, FRL, ALLM i QFT, co pomoże im uzyskać gładki i ostry, pozbawiony opóźnień obraz.

Obecnie może być z tym różnie, bo HDMI zmieniło sobie nazewnictwo i teraz kupując upatrzony sprzęt trzeba będzie albo bardzo dokładnie wczytywać się we wszystkie drobne druczki w specyfikacji (bo, uwaga, HDMI.org będzie wymagało, żeby rozpisywać, jakie opcje HDMI 2.1 w danym monitorze obsługuje, mimo że jeszcze do niedawna samo oznaczenie o tym mówiło i było czytelne dla wszystkich zainteresowanych), albo czekać za pierwszymi recenzjami sprzętu. Bo nigdy nie wiadomo, czy „HDMI 2.1” z pudełka będzie prawdziwym HDMI 2.1 zapewniającym wspomniane wyżej funkcjonalności, czy będzie to HDMI 2.0 w nowych szatach, nieoferujące kompletnie nic nowego.

Absurd. Chyba jeszcze większy niż ten ze zmianą nazewnictwa standardu USB. Tym bardziej, że, jak zwraca uwagę TFT Central, na rynku wciąż jest mnóstwo nowych monitorów ze „starym” nazewnictwem HDMI. Nie można jednak wykluczyć, że niedługo HDMI.org zacznie baczniej przyglądać się kwestii oznaczeń licencyjnych, a wtedy na rynku monitorów i telewizorów może pojawić się niemałe zamieszanie.

 

Źródło: TFT Central, theverge.com