Wczoraj odbyła się konferencja Tesli nazwana Battery Day. CEO firmy, Elon Musk, opowiedział w jej trakcie o planach dalszego rozwoju swoich samochodów elektrycznych, szczególną uwagę poświęcając akumulatorom – jak można było się spodziewać po tytule wydarzenia.

Musk zapowiedział, że w następnych 12-18 miesiącach pojawi się bateria, która nie tylko obniży o połowę koszt 1 kWh, ale też będzie w stanie zmagazynować więcej energii, zapewnić większą moc i finalnie zwiększyć zasięg samochodu nawet o 54%. Sekret drzemie w nowych komórkach, które zostały nazwane „4680”. Niezbyt oryginalnie, ale za to bardzo intuicyjnie. Liczba 46 oznacza długość średnicy podstawy komórki wyrażoną w milimetrach, a jej wysokość wynosi 80 mm. I wszystko jasne.

 

W jaki sposób jednak Tesla sprawi, że akumulatory do ich samochodów aż tak mocno potanieją? Dzięki rezygnacji z kobaltu wykorzystywanego do tworzenia katod baterii. Metal ten nie tylko jest trudno dostępny, ale też nazywany jest „krwawym diamentem rynku baterii”. Najbogatsze złoża kobaltu znajdują się w Afryce – Zambii i Demokratycznej Republice Kongo. Kopalnie z tych krajów pokrywają ok. połowy zapotrzebowania rynku na ten surowiec, ale do pracy w kopalniach kobaltu wciąż często wykorzystuje się dzieci. A to nie podoba się nie tylko organizacjom dbających o prawa człowieka i prawa dziecka, ale też nie stanowi dobrej wizytówki dla samej firmy. Do budowy elektrod w nowych bateriach Musk będzie wykorzystywał łatwiej dostępny i tańszy nikiel.

Tańsze baterie pozwolą obniżyć koszt nowych aut Tesli. Na konferencji Musk zapowiedział, że w przeciągu trzech lat powstanie samochód o wartości 25 tys. dolarów, czyli o ok. 10 tys. USD tańszy niż najtańszy obecnie model. W ten sposób Musk chce przyspieszyć ekspansję „elektryków” na rynku motoryzacyjnym. Tańsze auta będą łatwiej dostępne dla mniej zamożnej części społeczeństwa, a to w linii prostej ma przełożyć się na zwiększenie liczy pojazdów elektrycznych na drogach.

 

Źródło: engadget.com, pcmag.com, theverge.com