O tym, że Intel zamierza uniezależnić się od chińskich fabryk słyszymy praktycznie od początku pandemii oraz narastających od tego czasu problemów z dostępnością półprzewodników i procesorów. Już teraz wiadomo, że jedna z fabryk powstanie w Niemczech, z zapleczem we Francji oraz Włoszech. Na terenie Stanów Zjednoczonych natomiast powstaną kolejne zakłady, a ich budowa ma rozpocząć się w tym roku.  

Potentat branży mikroprocesorów jako idealne miejsce pod swoją inwestycję wybrał hrabstwo Licking położone na obrzeżach miasta Columbus w stanie Ohio. Na start powstać mają dwie fabryki produkujące chipy, a koszt ich budowy ma wynosić ok. 20 miliardów dolarów. To jednak dopiero wstęp do tego, co Intel planuje w przyszłości. Docelowo w Licking stanie osiem zakładów, a łączny koszt całego przedsięwzięcia ma wynieść 100 miliardów dolarów. W ten sposób powstać ma największy na świecie kompleks zajmujący się produkcją procesorów. W tym kontekście jakoś specjalnie nie dziwi, że zajmujący powierzchnię ponad 400 hektarów (dla porównania – powierzchnia Monako jest dwukrotnie mniejsza) moloch będzie największą prywatną inwestycją w historii stanu Ohio. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, produkcja pierwszych chipów rozpocznie się w 2025 roku.

Intel doskonale zdaje sobie sprawę, że same budynki nic nie zdziałają, dlatego w planach jest zadbanie także o cały łańcuch dostaw i ekosystem, włącznie z ludźmi. W ten sposób ma powstać nie tyle kompleks fabryk, co wręcz całe prężnie działające miasteczko. Intel przygotował także dodatkowe 100 milionów dolarów na akcje partnerskie, między innymi z instytucjami edukacyjnymi, które miałyby dostarczać Intelowi nowych talentów, a w efekcie – pracowników i naukowców. Część kwoty przeznaczona zostanie także na rozwój programów badawczych w regionie.

 

Źródło: intel