Deweloperzy, wydawcy i branża gier w ogóle potrafią robić swojej grupie docelowej złe rzeczy. Kłamać (nierzadko bezczelnie i z pełną premedytacją) w rzekomych materiałach przedstawiających grę, obiecywać gruszki na wierzbie, wydawać niedokończone produkcje i udawać, że nic się nie stało, znajdować setki sposobów, jak wyciągnąć kasę od graczy, którzy już za produkt zapłacili, nagle przerywać wsparcie dla jakiejś gry, mimo że ta wciąż posiada sporą rzeszę graczy (tak, EA, o Tobie mówię!), a nawet bawić się w strażników poprawności politycznej (Blizzard, nie od tego jesteście).

Po co o tym mówię?

Albowiem w branży doszło do ciekawego zdarzenia. Oto Crytek dnia 1 lipca miał zaprezentować pierwsze materiały z remastera pierwszego Crysisa. Zapowiedziana w kwietniu odświeżona edycja gry miała zostać wydana jeszcze tego lata, a gracze z tego powodu nie kryli swojej radości. Powrót do serii rozpalił też wyobraźnię graczy w kontekście tego, jakie wodotryski graficzne Crytek w swoim remasterze zaimplementuje. Zapowiedzi były jednoznaczne: wyższej jakości tekstury, poprawione assety, czasowy antyaliasing, SSDO, SVOGI, zupełnie nowy efekt głębi widzenia, zupełnie nowe oświetlenie, motion blur, efekty cząsteczkowe, okluzja otoczenia, efekty mgły, cienie – generalnie Crysis Remastered miał przypominać pod kątem grafiki współczesne produkcje.

Niestety (chociaż w tym kontekście – raczej na szczęście), ktoś dał ciała po całości. Materiały, które planowano przedstawić stęsknionym za Crysisem graczom wyciekły do Sieci dzień wcześniej. Trailer okazał się rozczarowujący (delikatne słowo) na tyle, że gracze cały czas myśleli, że jest to fałszywy, spreparowany filmik. Okazało się, że to właśnie ten trailer, który mieliśmy ujrzeć w pierwszy dzień lipca. Okazało się, że jakość gry się wcale nie zmieniła i gra wygląda niemal tak samo, jak w 2007 roku. Kurde, przypał.

 

 

No cóż, mleko się rozlało, gracze poczuli się zawiedzeni i oszukani, a Crytek… podkulił ogon, ogłosił, że prezentacji jednak nie będzie i przesunął premierę o kolejne kilka tygodni w celu dopieszczenia zapowiadanego produktu.

 

I teraz w głowie pozostaje jedna myśl: czy gdyby do wycieku nie doszło i wszystko potoczyłoby się torem zaplanowanym przez Crytek, to firma zdecydowałaby się na podobny krok w przypadku niezadowolenia ze strony fanów marki? Na trailerze była już widoczna data premiery (23 lipca 2020), a w sklepie Microsoft na moment pojawiła się gra z pierwszymi screenshotami. Wszystko wydawało się więc dopięte.

Pozostaje jeszcze pytanie o to, w jaki sposób Crytek wykorzysta te dodatkowe kilka tygodni oraz przede wszystkim o to, dlaczego próbowano graczom wcisnąć (bo jak taką „promocję” inaczej nazwać?) kolejny produkt, który nawet w połowie nie jest tym, czym miał być według zapowiedzi? Nie mówimy tutaj przecież o zupełnie nowej grze, gdzie w mozolnym procesie tworzenia czasami dopiero „w praniu” wychodzi, że czegoś się nie da, albo dany element będzie potrzebował więcej czasu i uwagi. Dlaczego Crytek nie uczy się na błędach konkurencji w postaci EA, Blizzarda, Ubisoftu czy Bethesdy, którzy w ostatnich latach zaliczali wtopę za wtopą z małymi przerwami na dobre gry?

Na koniec pytanie jeszcze ważniejsze? Dlaczego duże studia i wydawnictwa konsekwentnie próbują robić z graczy idiotów?