Pamiętacie jeszcze o Spotach od Boston Dynamics? Kilkukrotnie pisałem o nich na łamach Techsettera. To zaawansowane roboty przypominające swoim kształtem psa. Forma jest nieprzypadkowa, gdyż inżynierowie z Bostonu zaprojektowali Spota w taki sposób, aby mógł wspierać służby w różnego typu akcjach ratunkowych, w tym w docieraniu do miejsc niedostępnych dla człowieka – generalnie został stworzony po to, by pomagać. Spot jest także w stanie przenosić ładunek o masie do 14 kg, więc możliwości jego wykorzystania jest naprawdę wiele.

 

 

Z Bostonu przenosimy się do Nowego Jorku, gdzie jeden ze Spotów – Digidog, jak nazwała go nowojorska policja – właśnie został zwolniony ze służby i wrócił do producenta z wypożyczenia, które miało trwać do sierpnia. Zepsuł się? Uszkodzono go w jakiś sposób? Nie spełnił oczekiwań? Był wadliwy w jakiś sposób? Co się stało, zapytacie. Ano stało się to, że Digidog został wepchnięty pomiędzy polityczne i kulturowe przepychanki. Aktywiści sięgali nawet po argumenty związane z rasizmem (sic!) oraz inwigilacją społeczeństwa. To spowodowało, jak sam przyznaje John Miller, zastępca komisarza nowojorskiej policji ds. wywiadu i przeciwdziałania terroryzmowi, że NYPD zaniechało dalszych testów Digidoga.

 

 

„Matko, pewnie zamówili tych demonicznych robotów tysiące, żeby chodziły po ulicy i napastowały przechodniów” – mógłby ktoś pomyśleć.

Refleksja ta jest ze wszech miar błędna – NYPD wypożyczyło… jednego Spota. Jeden Digidog na niemal 8,5-milionowe miasto o powierzchni ponad 1200 kilometrów kwadratowych. Mało tego, policjanci wykorzystywali go do interwencji związanych z zagrożeniem bombowym lub w związku z innymi materiałami niebezpiecznymi oraz sytuacjami, gdzie życie funkcjonariuszy byłoby zagrożone. Koszt wypożyczenia wyniósł 94 tys. dolarów.

Jak się okazało, całe zamieszanie wokół Digidoga zaczęło się na wysokich szczeblach władzy Nowego Jorku. Swój głos w sprawie robota zabrała głos także Alexandria Ocasio-Cortez, członek Izby Reprezentantów Stanów Zjednoczonych. Już w lutym zamieściła wpis na Tweeterze sugerujący, że Digidog to cios wymierzony w „kolorową społeczność o niskich dochodach” oraz niedofinansowane szkolnictwo. New York Post donosi zaś, że przechadzający się w ulicami Manhattanu robot budził w ludziach obawę, że Digidog może stać się niczym morderczy „Metalheada” z jednego z odcinków serialu Black Mirror. Jeden z radnych Nowego Jorku, Ben Kallos, stwierdził natomiast, że „Nowy Jork potrzebuje gliniarzy na ulicach, a nie prób zastąpienia ich robotami”.

Z rozwiązania kwestii Digidoga zadowolony jest także Bill Neidhardt, rzecznik burmistrza Nowego Jorku. W rozmowie z New York Post przyznał, że „jest zadowolony, że Digidog został zawieszony”, a także podkreślił, że wg niego robot jest „przerażający, alienujący oraz wysyła złe sygnały do mieszkańców Nowego Jorku”.

Sprzęt od Boston Dynamics uczestniczył od początku wypożyczenia, czyli od grudnia 2020 roku, łącznie w sześciu misjach, w trakcie których nie spowodował żadnych szkód.

 

Źródła: nypost, techspot, engadget, theverge