„Witaj, mój kobaltowo – błękitny przyjacielu! Dawnośmy się nie widzieli, a praktycznie nic się nie zmieniłeś!”

To chyba nie najgorsze słowa otwierające recenzje, czyż nie? Zdecydowałem się na nie, gdyż… są po prostu prawdziwe. Zaprawdę, ucieszyłem się, kiedy otwarłszy paczkę podrzuconą przez kuriera ujrzałem w środku drugą generację „Ważki” od HP. Dragonfly to właśnie „ważka” w języku Szekspira. W recenzję pierwszej odsłony propozycji ultrabooka konwertowalnego klasy Premium od HP zgrabnie wplotłem nawet kilka ciekawostek o tych fascynujących owadach.

Wracając do samego laptopa – Dragonfly w istocie praktycznie się nie zmienił wizualnie, ale za to specyfikacja została odświeżona. Naczelną rolę odgrywają w tym przypadku niskonapięciowe CPU od Intela z rodziny Tiger Lake-U, a więc generacja numer 11 chipów. W pierwszej wersji rządziły jeszcze procesory Whiskey Lake. W związku z powyższym obecnie na płycie głównej znalazła się nowocześniejsza i przede wszystkim wydajniejsza pamięć operacyjna, a Thunderbolty 3 zamieniono na nowszy interfejs Thunderbolt 4.

Tak właściwie to musiałbym w tym momencie przestać, żeby nie wymieniać wszystkich zmian jakie zaszły w tym laptopie przez ostatnie dwa lata już na samym początku. Nie będę oszukiwał – nie ma ich zbyt wiele. Nie zmienia to jednak faktu, że poprzednia odsłona pozostawiła po sobie tak dobre wrażenie, że postanowiłem jej przyznać nasze wyróżnienie. Czy odświeżona generacja także na to zasłuży?

 

Specyfikacja techniczna

specyfikacja:HP Elite Dragonfly G2
wymiary i waga:304 x 198 x 16 mm
0,99 kg
przetestowany CPU:Intel Core i7 1165G7
10 nm, Tiger Lake
4 rdzenie, 8 wątków
1,2 - 4,7 GHz
TDP - 12-28 W
cache - 12 MB
dostępne CPU:Intel Core i7 1185G7
Intel Core i7 1165G7
Intel Core i5 1145G7
Intel Core i5 1135G7
Intel Core i3 1115G4
przetestowane GPU:Intel Iris Xe
dostępne GPU:Intel Iris Xe
Intel UHD w wersji z Core i3
dysk:32 GB, M.2, Intel Optane 3D Xpoint + 512 GB SSD
Intel Optane H10
obsługiwane dyski:1x M.2 PCIe NVMe
RAM:16 GB LPDDR4x, 4266 MHz
------------------
dual-channel
pamięć wlutowana
alternatywy: 8 lub 32 GB
przetestowana matryca:13,3 cali, Full HD (1920 x 1080)
IPS, dotykowy, błyszczący, filtr prywatności HP Sure View
IVO8596
dostępne matryce:IPS, Full HD (1920 x 1080), dotykowa, błyszcząca
IPS, Full HD (1920 x 1080), dotykowa, błyszcząca, filtr prywatności HP Sure View
IPS, 4K (3840 x 2160), dotykowa, błyszcząca, HDR 400
wybór portów:2x Thunderbolt 4
2x USB 3.2 gen 1 typu A
1x HDMI 2.0
1x audio in/out
akumulator:56 Wh
4-komorowa, Li-Ion
HP Fast Charge (50% pojemności w 30 min.)
alternatywa: 38 Wh
opcje łącznościWLAN: Intel Wi-Fi 6 AX201 160MHz
Bluetooth 5.2
opcja: modem WWAN
wyposażenie dodatkowe:czytnik linii papilarnych
podświetlana i odporna na zachlapanie klawiatura
TPM 2.0
audio z czterech głośników
mikrofony z redukcją hałasu
kamerka 720p z funkcją rozpoznawania twarzy (IR)
certyfikacja MIL-STD 810H
piórko HP Active Pen G3 w zestawie
opcje gwarancji:1 rok lub 3 lata

Jakość wykonania i ergonomia obudowy

W zasadzie gdybym przekopiował całą część recenzji, w której szczegółowo opisuję wygląd i wykonanie laptopa z recenzji pierwszej „Ważki” to nic by się nie stało. To w 99,9 procentach ta sama konstrukcja, co 2 lata temu. Dlaczego nie w 100 procentach? Pozwoliłem sobie tę jedną dziesiątą procenta zarezerwować dla zasłony kamery. W poprzedniej generacji był to niewielki, mechaniczny suwak, a teraz obiektyw zasłania się za pomocą specjalnego klawisza znajdującego się w rzędzie klawiszy funkcyjnych.

Warto jeszcze spojrzeć jeszcze na Dragonfly G2 z perspektywy czasu. Kiedy pisałem recenzję jego poprzednika, faktycznie znajdował się on w ścisłej topce najlżejszych ultrabooków 13-calowych na rynku. Dzisiaj już 990 gramów nie robi aż tak piorunującego wrażenia, chociaż to wciąż waga pozwalająca drugiej „Ważce” mościć się w gronie najlżejszych dostępnych na ten moment „trzynastek”. Czołówka jednak już nie jest taka skondensowana, gdyż Fujitsu ze swoimi biznesowymi Lifebookami praktycznie zajęło podium dla siebie. Pojawił się także Asus ExpertBook B9 (jego pełną recenzję możecie przeczytać tutaj), do tego doszedł ThinkPad X1 Nano (także i tego ultrabooka miałem przyjemność testować) czy LG Gram 13. Ba, nawet samo HP oferuje Pavilliona Aero 13, który jest minimalnie lżejszy od bohatera testu. Czy to źle, że konstrukcja Elite Dragonfly G2 się nie zmieniła? Absolutnie nie. Sam niejednokrotnie podkreślałem, że nie jestem fanem zmieniania na siłę czegoś, co jest dobre, to po pierwsze, a po drugie – przykład testowanego ultrabooka pokazuje, że HP stworzyło konstrukcję, która po prostu dobrze się starzeje.

Obudowa w kolorze kobaltu ponownie została w całości wykonana z magnezu, co nie tylko tłumaczy niską wagę urządzenia (mimo, że przecież laptop posiada nie najmniejszą baterię oraz szybę chroniącą ekran), ale też wysoką wytrzymałość na uszkodzenia mechaniczne. Pulpit laptopa ledwo wyczuwalnie ugina się tylko pomiędzy spacją a touchpadem. Klapa wzmocniona taflą szkła (w poprzedniej generacji HP chwaliło się, że jest to Gorilla Glass 5. Tym razem oficjalna specyfikacja nic na ten temat nie mówi, chociaż na amerykańskiej stronie HP wspominają o Gorilla Glass 5), także wypada pod tym względem bardzo dobrze. Wycięte na obrabiarce CNC elementy zostały ze sobą skrupulatnie połączone i cały korpus laptopa wolny jest od skaz mogących zepsuć jego estetykę. To jednak sprzęt z najwyższej półki, więc niczego innego się nie spodziewałem. Jak twierdzi producent, laptop pomyślnie przeszedł przez procedurę 19 testów MIL-STD 810H i uzyskał stosowną certyfikację.

Z racji tego, że mamy do czynienia ultrabookiem typu 2 w 1, to zawiasy odgrywają w nim bardzo ważną rolę. To one pozwalają na zmianę trybu pracy – z laptopa w tablet, z tabletu w tzw. namiot, po to, żeby po chwili dokonać transformacji i postawić laptopa w trybie, jak go się zwykle nazywa, podstawki. Okute metalowym, ładnie oszlifowanym płaszczykiem mechanizmy zawiasów działają z idealnie wyważonym, gładkim oporem. Co prawda jest on na tyle mocny, że otwarcie laptopa jedną ręką nie wchodzi w grę (trzeba też pamiętać, że korpus „Ważki” sam w sobie jest bardzo lekki), ale działają płynnie i utrzymują ekran w nadanej pozycji w każdych warunkach – to najważniejsze.

Przy zakupie sprzętu typu 2 w 1 warto też zwrócić uwagę, jak leży on w dłoniach. Szczególnie, jeżeli należy się do osób, które z trybu tabletu korzystają często. A z „Ważki” korzysta się wygodnie, chociaż do najsmuklejszych rozwiązań tego typu na rynku raczej nie należy.

Liczba i kształt dostępnych portów się nie zmienił, ale już możliwości – tak. Konkretniej, w przypadku HDMI Dragonfly przesiadł się z wersji 1.4 na 2.0, a Thunderbolt 3 został zamieniony na Thunderbolt 4. Zmiana ta powinna zainteresować szczególnie osoby, które mają zamiar pracować np. z dwoma podłączonym do laptopa ekranami 4K. TB4 może pochwalić się wyższą przepustowością, dzięki czemu obsługa dwóch monitorów 4K jednocześnie jest możliwa. Nowszy standard pozwala także na korzystanie z dwumetrowych przewodów oraz stacji dokujących z maksymalnie czterema portami Thunderbolt. Dragonfly G2 posiada jeszcze dodatkowo jedno USB 3.2 gen 1 typu A oraz gniazdo słuchawkowo-mikrofonowe.

 

Osprzęt i wyposażenie dodatkowe

Ekran

W tej kwestii nic się nie zmieniło – HP ponownie pozwala na wybór jednego z trzech IPS-ów. Jest panel 4K z HDR400, a także dwa warianty o rozdzielczości Full HD, z czego jeden z nich, ten zainstalowany w testowanym egzemplarzu, może pochwalić się zaimplementowanym filtrem prywatności HP Sure View. Oczywiście wszystkie warianty są ekranami dotykowymi. Dziwne by było, gdyby w sprzęcie konwertowalnym zdecydowano się na panel niepozwalający na obsługę za pomocą palców i/lub piórka. 

Oferowany przez bohatera testu panel jest bardzo uniwersalnym elementem wyposażenia i sprawdza w różnych scenariuszach wykorzystania. I to mi się podoba. Filtr HP Sure View, zaciemniający ekran w taki sposób, że osoby siedzące obok nie widzą tego, co się na nim wyświetla to patent, który lubię. To właśnie za jego sprawą teoretyczna jasność wyświetlacza podbita została aż do 1000 nitów.

Zasada działania HP Sure View jest prosta do wytłumaczenia. Specjalna, dodatkowa warstwa panelu nazwana 3M Light Control Film, po włączeniu filtru załamuje światło rzucane przez podświetlenie w kierunku środka ekranu. W ten sposób użytkownik siedząc na wprost niego doskonale widzi wszystko, zaś osoby postronne widzą zaciemnione plamy. Kąt widzenia staje się dodatkowo coraz węższy wraz ze zmniejszaniem jasności ekranu, więc nawet osoby siedzące praktycznie ramię w ramię (np. w samolocie czy w pociągu) nie będą widzieć tego, co aktualnie wyświetlamy. Podobny patent od niedawna znaleźć można także w niektórych biznesowych laptopach Asusa (np. w testowanym przeze mnie ExpertBooku B7 Flip). Także Lenovo ma swój filtr prywatności nazwany ThinkPad Privacy Guard.

A co z jakością obrazu? Po pierwsze, obecność 3M Light Control Film jest praktycznie niedostrzegalna dla naszego oka, ale dla kolorymetru już tak. Stąd też maksymalna jasność ekranu bliższa jest wartości 800 nitów. Jednolitość podświetlenia także okazała się nieidealna pod kątem wyników liczbowych, na szczęście oko tych różnic nie dostrzega. Mało tego, wysoka jasność ekranu to dobre lekarstwo na naczelną wadę błyszczącej powierzchni monitora. Dodatkowe kandele są w stanie dość mocno poprawić czytelność panelu nawet w słoneczny dzień, bez irytowania się z powodu odblasków. Co zaskakujące, mimo tak intensywnego podświetlenia, udało się zachować spory kontrast zainstalowanego IPS-a. Ten wynosi ponad 2000:1, co jest bardzo dobrym rezultatem dla wyświetlaczy wykonanych w tej technologii.

Na kwestię kolorów także narzekać nie sposób. Jest całkiem przyjemna czerń (0,38 cd/m2), jest 95% pokrycia gamutu sRGB i prawie 80% w przypadku DCI-P3. Całkiem nieźle. Na tyle, że laptop nada się do półprofesjonalnych prac z grafiką i zdjęciami, a dzięki temu, że oferowane barwy są soczyste (ale nie przejaskrawione!), to ekran nada się także do zajęć bardziej rozrywkowych, jak chociażby obejrzenie serialu czy filmu, a nawet relaks z grą o niskich wymaganiach sprzętowych. Całościowo parametry obrazu wypadają bardzo dobrze i nie odstają swoją jakością od innych elementów wyposażenia ultrabooka.

Na koniec pozostała kwestia obsługi dotykowej i podobnie jak w poprzedniej generacji „Ważki”, także i tu nie mam się czego czepiać. Panel szybko, bez żadnych mikroopóźnień i jednocześnie bardzo precyzyjnie reaguje na dotyk zarówno palców, jak i dołączonego do zestawu piórka. Panel jest też odpowiednio śliski, a także zabezpieczony cieniutką warstwą oleofobową, chroniącą przed zabrudzeniami. Czystym paluchom ciężko było pozostawić jakąś smugę albo odcisk na powierzchni szklanej szyby.

 

Parametry matrycy:

  • luminancja: 769 cd/m2
  • kontrast: 2035:1
  • czerń: 0,38 cd/m2
  • paleta sRGB: 95%
  • paleta DCI-P3: 76%
  • paleta AdobeRGB: 73%

 

Klawiatura i touchpad

Elite Dragonfly G2 może pochwalić się bardzo przyjemną klawiaturą, podobnie zresztą, jak pierwsza odsłona. Początkowo klik wydaje się delikatnie twardy i niezbyt głęboki, ale wystarczy krótka chwila, żeby przekonać się, że rekompensata w postaci bardzo sprężystej odpowiedzi wystarczy, żeby z klawiatury korzystało się po prostu przyjemnie. Dobrze się na niej pisze, a przy tym jest w całkiem cicha. Duże płytki wykonane są z tworzywa pochodzącego z recyklingu i wszystkie klawisze rozmieszczone zostały poprawnie, bez żadnych niespodzianek w postaci przycisku zasilania nad Backspacem albo zbędnego zwężania części przycisków.

HP nie zrezygnowało także z dodatku w postaci HP Programmable Key. To całkiem praktyczny dodatek pozwalający na tworzenie skrótów do otwierania np. często używanych aplikacji, plików, a nawet witryn internetowych. Wykorzystuje się do tego klawisz F12 oraz inne (np. Shift, Alt, Ctrl), które można połączyć z nim w skróty. Mało tego, aplikacja pozwala także na przypisanie kilku czynności (maksymalnie pięć) dla jednego skrótu. I tak, jedną kombinacją jesteśmy w stanie otworzyć np. cały pakiet aplikacji i danych, z którymi rozpoczynamy pracę. Warto chwilę przysiąść i funkcją się pobawić, dostosowując ją do swoich preferencji i tworząc własną bibliotekę kombinacji i komend.

Touchpad swoje zadanie także wypełnia bardzo dobrze. Szklana płytka posiada odpowiednią wielkość, przekładającą się na swobodną i wygodną obsługę tego dodatku, zarówno podczas nawigowania kursorem, jaki w trakcie korzystania z windowsowych gestów. Touchpad jest odpowiednio precyzyjny i szybki, a zintegrowane z płytką klawisze mają przyjemny i bardzo wyraźny klik. Nic więcej od tego elementu nie wymagam.

 

Głośniki i mikrofony

Doskonale pamiętam czasy, nie było to wcale aż tak dawno temu, kiedy porządne głośniki w laptopie można było spotkać ewentualnie w gamingówkach z co najmniej średniej półki. Od czasu do czasu pojawiały się w laptopach multimedialnych rangi Premium, np. w takim Dellu XPS. W przypadku biznesówek za dobre audio uchodziło takie, które nie chciało zniszczyć słuchu – ale nic poza tym. Obecnie w coraz większej liczbie notebooków biznesowych, i to wcale nie tych najdroższych, da się znaleźć przyjemne głośniczki, nie tylko nie psujące uszu, ale też dające całkiem niezłą jakość. Do takich laptopów należała pierwsza generacja Dragonfly, a także należy druga.

Po raz kolejny HP sięgnęło po wsparcie marki Bang & Olufsen. Bohater testu posiada aż cztery membrany, czego w 13-calowych ultrabookach nie widzi się często. Dwie zostały umieszczone pod przednią krawędzią i odpowiadają za nadanie odtwarzanym treściom głębi dzięki tonom niskim. Siateczki po bokach klawiatury kryją membrany specjalizujące się w wyższych rejestrach. Całość ładnie ze sobą współgra i cały zestaw gra przyjemnie. Dźwięk jest całkiem szczegółowy, a przy tym nic nie trzeszczy ani nie charczy na całej skali głośności. Chociaż na niektórych ustawieniach da się odczuć, że tony wysokie próbują zdominować dźwięk. Na szczęście te zapędy da się zgasić za pomocą 10-zakresowego equalizera.

Do obsługi głośników HP przygotowało aplikację HP Audio Control. Oprócz tego, że pozwala na zarządzanie wejście i wyjściem dźwięku, to umożliwia wybranie gotowych ustawień, adekwatnych do odtwarzanej treści. I tak, w sofcie znajduje się profil Muzyka, Film oraz Głos. Że jest tutaj korektor także już wiecie. Aplikacja pozwala również na zarządzanie mikrofonami, które wzbogacone zostały funkcją redukcji hałasu. Fajną opcją okazało się proste przełączenie czułości redukcji szumów i zakłóceń z otoczenia. Opcja Konferencja sprawia, że mikrofony lepiej zbierają dźwięk z otoczenia i są bardziej „łaskawe” dla tła, tak żeby wszystkich dało się słyszeć. Tryb Osobisty dba o to, żeby osoba siedząca po „drugiej stronie” słyszała wyłącznie nas, a nie samochody, tramwaje, psy i koty. Te ostatnie niekoniecznie za oknem. A jak działa ta funkcja? Bez zbędnego rozdrabniania – tak jak powinna.

 

Piórko

Nie tylko wygląd notebooka się nie zmienił. Piórko także jest to samo, co w pudełku z pierwszym Elite Dragonfly. I także w tym przypadku nie mam absolutnie z tym problemu, gdyż jest to dodatek, który po prostu sprawdza się w swojej roli bardzo dobrze. Owszem, można narzekać, że nie jest tak fajny, jak bezprzewodowo ładowane w obudowie komputera piórka hybryd z rodziny Yoga od Lenovo. HP Active Pen G3 ładuje się poprzez kabelek z wtyczką USB-C i łączy się z komputerem poprzez Bluetooth. No i jest większy, a przez to… dużo wygodniej mi się z niego korzysta. I mówi to osoba o stosunkowo drobnych dłoniach. Gadżet wykonano z metalu, ale część trzymana w opuszkach palców jest z przyjemnego w dotyku tworzywa. Na tym elemencie umieszczono także dwa przyciski. Trzeci znajduje się u góry – jak w zwykłym, „klikanym” długopisie. Gniazdo ładowania zaś jest szczelnie schowane pod gumową zaślepką.

Być może zwróciliście uwagę, że nic nie pisałem o funkcjach klawiszy w piórku. Ano nie pisałem, gdyż ich funkcjonalność można sobie modyfikować i przypisywać im różne funkcje. Umożliwia to aplikacja Ustawienia Pióra. Możliwości jest naprawdę sporo, a szczególnie przypadła mi do gustu możliwość przypisania sobie do jednego z bocznych przycisków tzw. okrągłego menu… które także można sobie dostroić do swoich potrzeb.

To jednak nie wszystko, na co pozwala soft odpowiedzialny za piórko. Pomyślano także o osobach wykorzystujących cyfrowe piórko do precyzyjnych zadań. Mogą one dostosować nawet czułość końcówki piórka, a także czułość jego pochylenia.

Podsumowując, Active Pen G3 jest pełnoprawnym, uniwersalnym piórkiem, z którego równie dobrze będzie się korzystać osobom stawiającym na ręczne pisanie na ekranie laptopa, jak i tym wolącym tworzyć szkice i schematy. To się nazywa, mili państwo, pełna customizacja.

 

Funkcje bezpieczeństwa

Biznesowa seria laptopów od HP już od lat oferuje sporo funkcji i dodatków mających zabezpieczać komputer i dane. Nie są to wyłącznie dodatki sprzętowe, ale też całkiem pokaźny pakiet wsparcia programowego.

Do pierwszej kategorii niewątpliwie należy klasyczny czytnik linii papilarnych oraz kamerka z zasłoną i czujnikami IR, pozwalającymi na korzystanie z funkcji rozpoznawania twarzy. Jest jeszcze moduł TPM 2.0 zajmujący się szyfrowaniem danych na dysku. No i opisany już wcześniej HP Sure View.

Amerykanie wraz z laptopem oferują pakiet firmowego oprogramowania chroniącego komputer. W tym przypadku mowa nie tylko o ochronie przed niepowołanym dostępem, ale też ochroną przed atakami hakerskimi  oraz ochroną przed złośliwym oprogramowaniem. Za to odpowiedzialny jest HP Wolf Security. Z ciekawszych opcji dostępny jest jeszcze HP Sure Start piątej generacji, czyli tzw. samonaprawiający się BIOS. I to naprawiający się nie tylko po ewentualnej awarii, ale też szkodach spowodowanych przez ataki z zewnątrz. Jest jeszcze HP Client Security Menager pozwalający w tej wersji m.in. na odzyskanie kopii zapasowej systemu uszkodzonego w wyniku np. ataku hakerskiego.

Szerzej funkcje bezpieczeństwa w notebookach omawiamy tutaj.

 

Łączność

We współczesnych ultrabookach coraz rzadziej widzi się gniazdo LAN i tak też jest w tym przypadku. Elite Dragonfly G2 stawia w całości na łączność bezprzewodową. W przypadku egzemplarza, który trafił na moje biurko na dostęp do Sieci pozwala wyłącznie karta sieciowa od Intela, obsługująca standard Wi-Fi 6 (Intel Wi-Fi 6 AX201 160MHz). HP przygotowało także warianty wyposażone dodatkowo w modem WWAN obsługujący sieć 5G. Poprzednia odsłona mogła korzystać co najwyżej z LTE. „Szufladka”  dla karty nanoSIM znajduje się na lewym boku komputera.

 

Testy wydajności

Szczegóły na temat naszej autorskiej procedury testowej znajdziecie tutaj.

Procesor i wydajność ogólna

Do testów otrzymaliśmy konfigurację, która spokojnie mogłaby uchodzić za jedną z najpopularniejszych. Czy tak jest? Nie wiem, bo nie mam wglądu do raportów sprzedażowych HP. Ale pewnie sami przyznacie, że zestaw składający się Intel Core i7 1165G7 z grafiką Intel Iris Xe, 16 GB RAM-u LPDDR4x, 512-gigabajtowego dysku to zestaw całkiem zgrabnie balansujący między wydajnością a ceną?

Zacznę standardowo już od procesora. Core i7 1165G7 to jednostka o bardzo dużym potencjale i możliwościach konfiguracyjnych. Ta czterordzeniowa i ośmiowątkowa jednostka posiada TDP konfigurowalne w zakresie 12 – 28 W, więc testowana „i-siódemka” może równie dobrze znaleźć się w ultramobilnych notebookach 2 w 1, czyli np. w testowanej „Ważce”, jak i większych laptopach, gdzie mają możliwość pokazać swój potencjał wydajnościowy w pełni.

Już pewnie po tym ostatnim zdaniu domyślacie się, że w przypadku Dragonfly G2, procesor został dostrojony w sposób promujący jednak wysoką kulturę pracy niż maksymalną wydajność. Zanim jednak opowiem nieco więcej, spójrzcie na tabelę.

Intel Core i7 1165G7temperatura:taktowanie:
czas pracy – 15 min64° C2627 MHz
czas pracy – 30 min62° C2558 MHz
czas pracy – 60 min65° C2679 MHz

To co widzicie, to rezultaty godzinnego testu CPU będącego pod ciągłym obciążeniem. Co się okazuje? Rdzenie CPU przez zdecydowaną większość czasu pracowały częstotliwością bliską bazowej, czyli 2,6 GHz. Jednak wg specyfikacji maksymalna częstotliwość, jaką może osiągnąć pojedynczy rdzeń tej jednostki wynosi już 4,7 GHz. Co prawda, od czasu do czasu tryb Turbo potrafił skokowo podbić taktowanie do 3,6 GHz, a nawet 3,8 GHz, ale były to krótkotrwałe zrywy. Kiedy CPU znajdował się w stanie spoczynku, jego taktowanie obniżone było do poziomu 1,2 GHz, a więc częstotliwości z trybu TDP-down (12 W). Kiedy dodatkowo spojrzy się na temperaturę CPU, wyraźnie widać, co było priorytetem dla inżynierów HP.

Czy rzutuje to wyniki w benchmarkach? Oczywiście że tak. W takiej konfiguracji testowanemu CPU bliżej jest chociażby do Core i5 1145G7 z recenzowanego przeze mnie ThinkPada X1 Carbon Gen 9 niż do tej samej jednostki, co u bohatera testu, ale ze swobodniej potraktowaną kwestią TDP oraz taktowania. Zobaczcie, jak z podobnym zestawem testów poradził sobie Asus ExpertBook B1400C.

Mało tego, także ThinkPad X1 Nano z teoretycznie nieco słabszą jednostką w części testów poradził sobie lepiej od Core i7 1165G7 z Dragonfly G2.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

HP przygotowało dość pokaźny wachlarz dostępnych z laptopem jednostek obliczeniowych. Dla najmniej wymagających przygotowano wersje z Core i3 1115G4. Później są oczywiście „i-piątki” w wersji z technologią vPro (i5 1145G7) lub bez (Core i5 1135G7), a także Core i7 1185G7, a więc chip wyglądający na papierku nieco wydajniej niż testowana alternatywa, a przy tym wyposażona w vPro.

 

Wydajność graficzna

Wydajność zintegrowanego z CPU Intel Iris Xe zaowocowała wynikami zdecydowanie bliższymi tym z ExpertBooka B1400C, a laptop pod kątem wydajności graficznej wypadł lepiej niż X1 Carbon 9 z Core i5 na pokładzie. Intel Iris Xe w wersji G7 już wielokrotnie prezentował mi się jako bardzo udana „integra”, która potrafiła utrzeć nosa i zintegrowanym z procesorami AMD Ryzen Radeonom RX Vega, a nawet niezależnym kartom graficznym z niskiej półki.

Co prawda Elite Dragonfly G2 jest pomyślany jako laptop do pracy i pewnie bardziej interesująca wydaje się w tym przypadku obsługa nawet czterech wyświetlaczy jednocześnie, ale jeżeli po pracy ktoś lubi zagrać sobie np. w World of Tanks, to na średnich detalach może liczyć nawet na wydajność w okolicach 60 klatek na sekundę.

 

 

 

Szerzej układy graficzne w notebookach omawiamy tutaj.

 

Dysk

Trochę się zdziwiłem, że HP zdecydowało się zamieścić w modelu testowym identyczny dysk, co dwa lata temu. Tym bardziej, że „sucha” wydajność nośnika Intel Optane H10 wcale na kolana nie powala. Na laminacie dysku M.2 znajduje się 512 GB w kościach QLC NAND oraz 32 GB bufora Intel Optane w postaci pamięci 3D XPoint. Cała magia polega na tym, że bufor przechowuje w swojej pamięci np. najczęściej wykorzystywane aplikacje i w ten sposób przyspiesza ich start. Także samo uruchomienie systemu jest dzięki temu szybsze. Uruchomienie komputera, od wciśnięcia przycisku zasilania do wejścia do pulpitu, z aktywnym modułem Intel Optane trwało niecałe 17 sekund. Kiedy bufor został wyłączony, operacja wydłużyła się o prawie 11 sekund.

Powinniście też wiedzieć, że pamięć Intel Optane może działać w dwóch trybach: Wysokiej Wydajności oraz Responsywnym. I to właśnie w tym drugim rozwiązaniu można ręcznie przypisać pliki, foldery czy aplikacje do pamięci i sprawić, że będą się one wczytywać szybciej. Przydatna funkcja.

Współczesne rozwiązania dyskowe w notebookach omawiamy tutaj.

 

Testy baterii

Akumulator o pojemności 56 Wh to zdecydowanie lepsza opcja dla osób rzadko pracujących zza blatu biurka i częściej będących w terenie, niż alternatywa o pojemności 38 Wh. Mniej pojemny akumulator znajdował się w obudowie pierwszej „Ważki” i prawdę powiedziawszy – nieco rozczarował, szczególnie pod kątem czasu pracy laptopa w zadaniach w niewielkim stopniu obciążającym podzespoły. Teraz wypada to zdecydowanie lepiej, bo chociaż czas pracy na zasilaniu przy zadaniach biurowych jakoś specjalnie się nie wydłużył, to jednak przeglądanie Internetu oraz odtwarzanie treści wideo trwa o ok. 3 godziny dłużej. Na tle ThinkPada X1 Nano jednak Dragonfly G2 nie robi aż tak wielkiego wrażenia. Niemniej, wciąż wypada przyzwoicie.

Na koniec wspomnę jeszcze, że bateria korzysta z technologii szybkiego ładowania, które producent nazwał, niezbyt oryginalnie, HP Fast Charge. Pozwala to na naładowanie akumulatora laptopa do poziomu 50% w pół godziny.

 

Testy kultury pracy

HP Elite Dragonfly drugiej generacji należy do grona ultrabooków, które pozostają dość chłodne nawet przy intensywnej pracy procesora. Czy jest to jakiś wielki wyczyn w tym przypadku? No nie, gdyż wystarczy przypomnieć sobie tabelkę przedstawiającą taktowanie i temperaturę CPU pod obciążeniem, żeby wiedzieć, że układ chłodzenia powinien sobie w takim środowisku poradzić bez większych przeszkód. Rozkład temperatur zarówno w trakcie pracy biurowej, jak i w trybie wysokiej wydajności prezentuje się przyzwoicie i maksymalną odnotowaną przeze mnie temperaturą jest 46°C zaobserwowane na tylnej krawędzi obudowy. A że tam znajduje się akurat wylot powietrza układu chłodzenia, to też niespecjalnie mnie taka wartość w tym miejscu zaskoczyła.

Zadania biurowe - pulpit
Zadania biurowe - spód
Pełne obciążenie - pulpit
Pełne obciążenie - spód

Sam układ chłodzenia okazał się dość czuły na wahania temperatury procesora. W trakcie symulacji pracy biurowej „Ważka” potrafiła być bezdźwięczna, ale zdarzały się też momenty, kiedy do moich uszu docierał szum chłodzenia o natężeniu 41 dB. Maksymalne obciążenie CPU skutkowało tym, że wiatraczek szumiał tylko nieco głośniej i pewnie gdyby nie wskazanie decybelomierza, to ciężko byłoby zwrócić uwagę na różnicę.

 

Podsumowanie

Pierwszy Elite Dragonfly zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Na tyle, że postanowiłem odznaczyć go naszym znakiem jakości. Przetestowana właśnie przeze mnie druga generacja to praktycznie to samo, ale z nowszymi podzespołami. Czy zatem i ten laptop zasłużył na nagrodę?

Świat poszedł na przód i Dragonfly G2 nie robi już takiego wrażenia, jak jego poprzednik. Nie zmienia to jednak faktu, że wciąż jest jednym z najlepszych urządzeń 13-calowych typu 2 w 1 na rynku. „Ważka” bez wątpienia wyróżnia się w tłumie czarnych, szarych lub srebrnych ultrabooków. Do tego dochodzi najwyższa jakość wykonania oraz bardzo bogate wyposażenie, które definiuje laptopa jako sprzęt ultramobilny klasy Premium nie tylko z nazwy. HP poszło w ilość dodatków, ale nie zrezygnowało z jakości: notebook może pochwalić się porządnymi głośnikami, świetnym ekranem dotykowym, wygodnym w użyciu piórkiem, pełnym pakietem zabezpieczającym dane oraz niezłym czasem pracy na baterii. W opcji jest jeszcze modem 5G. W dodatku producent przygotował całe mnóstwo konfiguracji ultrabooka, więc praktycznie każdy powinien znaleźć wersję skrojoną pod swoje wymagania.

HP Elite Dragonfly G2

Druga generacja Elite Dragonfly jest tak naprawdę odświeżeniem laptopa, a nie całkiem nową generacją. Jeżeli więc jesteś posiadaczem pierwszej „Ważki”, to przesiadka na nowy sprzęt nie ma zbyt wielkiego sensu. Chyba że mocno zależy Ci na nowych CPU (które za moment i tak będzie zastąpione przez procesory 12. Generacji) oraz nowszym standardzie Thunderbolt 4 i ew. łączności 5G. Ale jeżeli wcześniej nie miałeś styczności z tego typu ultrabookami konwertowalnymi i zastanawiasz się nad wydaniem pieniędzy, niemałych bądź co bądź, na dobrze przemyślany sprzęt typu 2 w 1, to serdecznie polecam bohatera tej recenzji i na dowód tego przyznaję HP Elite Dragonfly G2 naszą rekomendację.   

Podsumowanie:HP Elite Dragonfly G2
segment:ultrabook biznesowy 2 w 1 klasy Premium
optymalne zastosowanie:- szeroko rozumiana praca biurowa
- praca w terenie i w podróży
- praca z ekranem dotykowym (szkice, notatki, szybkie rysunki)
mobilność:- ekstremalna
kultura pracy:- bardzo dobra
modem WWAN w opcji:- tak
opcje dokowania:- Thunderbolt 4
ważne cechy:- atrakcyjna wizualnie, lekka obudowa z magnezu
- dotykowy ekran z wbudowanym filtrem prywatności
- pełen pakiet zabezpieczeń sprzętowych i programowych
- bogate wyposażenie biznesowe
- wygodna klawiatura i touchpad
- sporo dostępnych konfiguracji, w tym z ekranem 4K