Windows – kawał historii. Dziś, w trzecim z kolei artykule z tej serii, opowiemy ją – nareszcie – do końca.

Dla przypomnienia: w części pierwszej, Od MS-DOS do Windows 95, przenieśliśmy się w zamierzchłą przeszłość – czasy, kiedy Microsoft nazywał się jeszcze Micro-Soft, a Windows był nie był Windowsem, ale Interface Managerem. Trudno powiedzieć, czy Bill Gates zdawał sobie wówczas sprawę, że wkrótce trafi na okładki większości opiniotwórczych amerykańskich periodyków. Niewątpliwie miał jednak dobre przeczucie w kwestii przyszłości komputeryzacji; przewidział m.in. powstanie Internetu (choć niekoniecznie szczegóły techniczne) – i dobrze rozumiał jego znaczenie.

Zaprocentowało to w ostatniej dekadzie XX wieku, kiedy Microsoft ostatecznie przejął prowadzenie w wyścigu o rynek komputerów domowych, dystansując Apple i odbierając mu przewagę, którą Jobs i Wozniak wypracowali wcześniejszym startem z Lisą i Macintoshem. O czasach absolutnej dominacji Microsoftu pisaliśmy w części drugiej – Od Windows 95 do Windows XP. Natomiast wyprawie Microsoftu na rynek technologii mobilnych poświęciliśmy osobny artykuł – Co się stało z Windows Phone/Windows Mobile? O konkurencji na rynku smartfonów.

Nie wiem jak Wy, ale ja nadal wspominam Windows XP z pewną dozą rozrzewnienia. A o systemie mobilnym Microsoftu myślę (prawie zawsze) dobrze…

 

2007. Windows Vista

Zanim jednak przejdziemy do rzeczy i przyjrzymy się bliżej historii najnowszej systemu Windows, krótki rzut oka na Windows Vistę.

System operacyjny Windows Vista ukazał się 30 stycznia 2007 roku – i do dziś pozostaje jedną z najczęściej krytykowanych wersji tego produktu. Z perspektywy czasu trzeba powiedzieć, że duża część tej krytyki sprowadza się do zarzutu, iż „Vista to nie XP; wygląda inaczej i działa inaczej”. Zarzut ten, z pozoru niesprawiedliwy, skrywa jednak głębszą prawdę: od kolejnej wersji systemu operacyjnego oczekujemy ewolucji, nie rewolucji. „Jeżeli coś działa, to nie należy tego naprawiać”.

Niektóre rozwiązania zastosowane przez projektantów Visty rzeczywiście mocno odchodzą od tych znanych z XP. A przypomnijmy, że XP – generalnie rzecz biorąc – często uznawany jest za jeden z najlepszych Windowsów w historii, na drugim miejscu zaraz za obecną (rzeczywiście: szczególnie udaną) iteracją. Obiektywnie rzecz biorąc: system był krokiem naprzód. Jego najpoważniejszą wadą były „ogromne” – jak na 2007 r. – wymagania sprzętowe; ogromne w porównaniu z np. XP, który, jak być może pamiętacie, potrzebował do działania około 10x mniejszej ilości pamięci operacyjnej od Visty.

Poza tym jednak – i poza kilkoma usuniętymi później problemami z instalacją systemu – Vista robiła niezłe wrażenie. Wrażenie robił również supernowoczesny (i nie dla każdego odpowiedni) sposób dystrybucji systemu: Vista była pierwszym Windowsem dostępnym w dystrybucji w pełni cyfrowej. Dla większości współczesnych użytkowników komputerów jest to normalne. W 2007 roku stanowiło jednak przedmiot poważnej krytyki. Nie brakowało recenzentów, którzy wprost obniżali Viście oceny – właśnie za to, że trzeba było ją pobierać z Internetu.

Czasy jednak się zmieniają…

Obecnie coraz częściej odchodzi się w opracowaniach od krytykowania Visty. Wielu znawców tematu skłania się ku stwierdzeniu, że najpoważniejszym grzechem systemu było odejście od utrwalonych przez XP i trzy kolejne service-packi rozwiązań. Również my, w redakcji TECHSETTER.PL, coraz częściej myślimy o tym systemie z sympatią. Być może któregoś dnia postaramy się o licencję – i przygotujemy dla Was retrorecenzję? Powrót do Visty brzmi ryzykownie, czego jednak nie robi się z ciekawości?

 

2009. Windows 7. „Taki nowszy/lepszy Windows XP”

Windows 7 ukazał się w lipcu 2009 roku, dwa lata po Viście i 8 lat po XP. Choć w oficjalnych materiałach Microsoftu system ten przedstawiano jako „nowszą/lepszą Vistę”, „siódemce” bliżej było faktycznie do Windows XP. A przynajmniej – bliżej pod względem stojących za oboma systemami rozwiązań technologicznych. Windows 7 jest bowiem, o co Microsoft zabiegał od samego początku, w pełni kompatybilny z Windowsem Vistą. Pod względem użytkowym bliżej mu jednak do XP i widać to również po jego wczesnych recenzjach – prawie uniwersalnie pozytywnych.

Zostawmy jednak kontekst historyczny i przyjrzyjmy się samemu systemowi. Ostatecznie – Windows 7 to pierwszy prawdziwie współczesny system Microsoftu; gdyby nie on, nie mielibyśmy dzisiaj „dziesiątki”. A gdybyśmy nawet mieli, z pewnością nie wyglądałaby ona tak dobrze.

Przede wszystkim, Windows 7 jest pierwszym systemem operacyjnym Microsoftu, który oferuje pełne wsparcie dla procesorów wielordzeniowych. Jak bardzo przekłada się to na wzrost wydajności, wyjaśniać nie muszę. System, co ciekawe, nie charakteryzuje się wcale niskimi wymaganiami sprzętowymi; przeciwnie, są one zauważalnie wyższe niż w przypadku poprzedniej iteracji. Jest jednak na tyle nowoczesny, że w połączeniu z nowoczesną maszyną – sprzętem z 2009 roku, może trochę wcześniejszym – działa naprawdę bardzo dobrze. Dobrze sprawdza się również jako platforma do gier. To właśnie na „siódemce” ogrywałem najciekawsze gry poprzedniej generacji, od Mass Effect 2 po Skyrim, i muszę powiedzieć, że system poradził sobie z nimi znacznie lepiej od „ósemki” (o której więcej napiszę jednak w dalszej części tego tekstu).

 

 

Ale Windows 7, choć w przeciwieństwie do Visty postawił na ewolucję, nie rewolucję, wprowadził też parę istotnych nowości. Jedną z nich jest obecność zintegrowanego z systemem oprogramowania antywirusowego – mowa tu, oczywiście, o Windows Defender. Choć w 2009 roku Defender nie należał jeszcze do czołówki antywirusów, ani w segmencie konsumenckim, ani enterprise, obecnie radzi sobie całkiem nieźle zarówno w jednym, jak i drugim. W tym pierwszym – przy zastosowaniach domowych – jest on obecnie w pierwszej dziesiątce. Szerzej opisaliśmy jego rozwój w osobnym artykule, Musimy porozmawiać o Windows Defenderze. Czy antywirus Microsoftu do dobry antywirus? Jeżeli chcecie się dowiedzieć, czy Defender wystarczy na Wasze potrzeby, to mocno polecam jego lekturę.

Ale nowe „ficzery” to tylko jedna strona medalu. Drugą jest nieobecność funkcji i programów, które użytkownicy uznali za zbędne – bądź z których po prostu nie chcieli korzystać. W Windows 7 nie uświadczymy więc sporej części znanych z Visty narzędzi: nie ma tu Windows Photo Gallery, nie ma Windows Movie Maker. Postęp nie zawsze musi polegać na inkrementacji; czasami, jak pokazuje doświadczenie, lepiej jest zrezygnować z nadmiarowych funkcjonalności. Szczególnie na rzecz przejrzystości czy prostoty obsługi.

Pod tym ostatnim względem Windows 7 poradził sobie naprawdę dobrze. Nowy pasek zadań; zastąpienie starej wersji menu startowego nową – znacznie bardziej przyjazną użytkownikowi; nowe opcje kontroli nad oknami. Większość z rozwiązań użytkowych wprowadzonych w „siódemce” przetrwała do dziś. Przykładem takiej funkcji, obecnie oczywistej, wówczas jednak całkiem nowej, jest nowy sposób przypinania aplikacji do paska zadań na dole ekranu.

Ogólnie więc – Windows 7, podobnie jak XP, wspominamy bardzo dobrze.

 

2012. Windows 8. „Wsparcie dla tabletów proszę!”

Windows 8 ukazał się w październiku 2012 roku. To znaczące, ponieważ 2012 r. to czasy wzmożonej rywalizacji producentów sprzętu i oprogramowania o szybko rosnący rynek urządzeń mobilnych – nie tylko smartfonów (to oczywiste), ale także tabletów i ultrabooków. Generalnie: wszystkich niewielkich urządzeń, które mogły pochwalić się ekranem dotykowym i korzystały z określonego modelu „nabywania” aplikacji (poprzez „app stores”).

Warto pamiętać, że koncepty te, obecnie będące naszą codziennością (choć niektórzy twierdzą, że za parę/paręnaście lat będą przeszłością – głównie ze względu na rosnącą popularność progresywnych aplikacji webowych), wówczas dopiero zaczynały przyjmować swoją dzisiejszą formę. Wśród producentów panował konsensus, że rynek tabletów i ultrabooków jest ważny. Nikt nie potrafił jednak ocenić, jak ważny. Jednak po ogromnym sukcesie pierwszych iPhone’ów – które, wraz z iPodami, dały Apple możliwość powrotu do pierwszej ligi, z której firma ta odpadła pod koniec lat osiemdziesiątych XX wieku – wszyscy woleli dmuchać na zimne.

Windows 8 odzwierciedlał nadzieje i obawy czasów, w których powstawał. Microsoft zdecydowanie nie poprzestał na półśrodkach: nowy system operacyjny zapewniał pełne wsparcie dla ekranów dotykowych, dostęp do Windows Store (będącego microsoftowym odpowiednikiem Google Play i App Store), możliwość synchronizacji stanu pobranych aplikacji pomiędzy urządzeniami, poprawione zabezpieczenia (m.in. dzięki technologii UEFI Secure Boot, o której niewielu użytkowników systemu w ogóle wiedziało, ale dzięki której stał się on dużo bezpieczniejszy) i wiele innych. Co najważniejsze, wszystko to – pod nowym „kafelkowym” interfejsem, nieobcym w swojej koncepcji użytkownikom systemu Windows Phone/Windows Mobile. Oczywiście tradycyjny „okienkowy” interfejs pozostał na swoim miejscu; „kafelki” stanowiły dla niego niejako alternatywę: przystępniejsze narzędzie nawigacyjne dla osób korzystających właśnie z tabletów czy notebooków z ekranami dotykowymi.

 

 

Microsoft zainwestował też w rozwój usług sieciowych, z których korzystać możemy do dziś, o ile posiadamy Konto Microsoft. Posiadacze Kont Microsoft, komputerów z Windows 8 oraz telefonów z Windows Phone mogli korzystać z dobrodziejstw integracji dostępnych dotychczas tylko dla  użytkowników zamkniętego ekosystemu Apple.

Co więcej, z poziomu Konta można też było zarządzać subskrypcją usługi Office 365. Rok wcześniej, bo w 2011 r., Microsoft udostępnił użytkownikom swojego pakietu biurowego możliwość rezygnacji z jednorazowego zakupu pakietu na rzecz modelu subskrypcyjnego. Posunięcie to okazało się strzałem w dziesiątkę. Microsoft Office 2019 będzie ostatnią wersją pakietu dystrybuowaną w sposób tradycyjny. Od połowy trzeciej dekady XXI wieku począwszy, najpopularniejszy pakiet biurowy będzie dostępny już tylko w modelu subskrypcyjnym.

O przewagach takiego sposobu zakupu pakietu Microsoft Office pisaliśmy w osobnym artykule, Co lepsze – MS Office 2016 czy MS Office 365, i dlaczego sądzę, że to drugie? Office 2019 również poddaliśmy recenzji; w chwili premiery „statyczna” wersja pakietu, przynajmniej ta dostępna w wersji Professional, radziła sobie naprawdę bardzo dobrze. Obecnie korzystam jednak z Office 365, również przez wzgląd na możliwość dostosowania zawartości pakietu do potrzeb (i zasobności portfela).

 

2015. Windows 10. „Najlepszy z Windowsów?” To bardzo możliwe

Latem 2015 roku Microsoft wypuścił na rynek Windows 10; system dojrzały i zbalansowany, zaprojektowany z myślą o długotrwałym wsparciu i dalszej rozbudowie.

Brzmiałoby to zapewne jak slogan reklamowy, gdyby nie fakt, że za szumnymi zapowiedziami poszły bardzo konkretne decyzje; jedną z najodważniejszych było najprawdopodobniej udostępnienie systemu całkowicie za darmo, przynajmniej użytkownikom oryginalnej wersji Windows 8. To cios wymierzony w piractwo, owszem – Microsoft od zawsze walczył z tym przykrym zjawiskiem – ale również gest w stronę użytkowników. A także (albo może przede wszystkim?) mądre posunięcie strategiczne. Jeżeli chcemy utrzymywać system przez lata, musimy dostarczać jego użytkownikom regularne aktualizacje; jeżeli chcemy to robić, musimy upewnić się, że mają oni dostęp do oryginalnej wersji systemu. Inaczej nie będzie to możliwe. To rozsądne myślenie, które znalazło potwierdzenie w rzeczywistości: Windows 10 w momencie premiery i Windows 10 obecnie to dwa zupełnie odmienne systemy. I trudno się dziwić: zdarzają się aktualizacje, które usuwają dziesiątki błędów i podatności – i uzupełniają sam system o dziesiątki nowych funkcji i usprawnień.

Wszystko to dzieje się jednak w tle – i bez udziału użytkowników, a zmiany nigdy nie są tak duże, by zmienić sposób działania systemu.

 

 

Jaki jest sam system? To, jak sądzę, wiemy wszyscy; wszyscy z niego korzystamy. W moim odbiorze definiującą cechą Windows 10 jest kompromis: to system, który w punkcie wyjścia nie przesadza z żadną z funkcji (co można zarzucić mocno nastawionej na mobilność „ósemce”), ale wszystko to, co robi, robi rzeczywiście dobrze. Przy odrobinie wysiłku i konfiguracji pozwala też na osiągnięcie rzeczy, które jeszcze parę lat temu byłyby zupełnie nie do pomyślenia – np. na pracę z Linuksem bez pośrednictwa maszyny wirtualnej (Linux Subsustem for Windows). To system elastyczny, nienarzucający użytkownikom konkretnych rozwiązań; szybki, stosunkowo lekki (w stosunku do swoich rozmiarów i możliwości), prosty w obsłudze i intuicyjny. Pod względem użytkowym najbliżej mu chyba do Windows XP. Ale pod względem wolności, jaką daje użytkownikom, nie ma sobie równych – i to nie tylko w porównaniu z poprzednimi wersjami.

Trudno jest rozwinąć oprogramowanie w dwa dni. Obecnie jednak, w pięć lat po premierze, Windows 10 jest jednak systemem w pełni dojrzałym. Podobnie – jego poszczególne komponenty. Windows Defender, który jeszcze niedawno kojarzył się użytkownikom głównie z memami, dziś konkuruje z czołówką swojej branży. Microsoft Edge, nowa przeglądarka Microsoftu udostępniona wraz z Windows 10, również radzi sobie świetnie. To nie Internet Explorer, który w pewnym momencie stał się „przeglądarką do ściągania innych przeglądarek”. To szybkie, sprawne, bezpieczne narzędzie, które pod względem funkcjonalności nie ustępuje w zasadzie Firefoxowi czy Chrome, a dzięki integracji z rozwijaną przez MS wyszukiwarką (Bing) daje możliwości porównywalne z tym drugim*.

*Bing to nadal jeszcze nie Google; sprawność wyszukiwarki zależy w dużej mierze od jej popularności – od tego, jak wiele danych o wyszukiwaniach jest w stanie zgromadzić narzędzie. Microsoft nie zamierza jednak porzucić prac nad Bingiem. Wyniki zwracane przez wyszukiwarkę Microsoftu nie odbiegają zresztą jakością od tych zwracanych przez Google.

 

© HBO – Last Week Tonight with John Oliver

Windows 10 oferuje też zaskakująco wiele natywnych funkcji dla graczy, szczególnie tych, którzy chcieliby transmitować swoją rozgrywkę w Internecie. Więcej pisaliśmy o tym w artykule Windows 10 vs. gracze. 8 funkcji systemu, które powinien znać każdy gracz. Polecam jego lekturę; znam przynajmniej parę osób, które przekonały się, że system zapewnia wiele z tych funkcji, za które gotowe były zapłacić twórcom oprogramowania stworzonego z myślą o streamingu.

 

Przyszłość systemu Windows

Jaka jest przyszłość systemu Windows? To wie zapewne tylko Microsoft. Dopóki jednak technologia znacząco się nie zmieni, nie należy spodziewać się zmian: Windows 10 zostanie na dłużej. I dobrze: jeżeli historia najnowsza systemu czegoś nas uczy, to tego, że użytkownicy nie lubią zbyt częstych zmian. Po co zmieniać to, co dobre? Nie ma sensu naprawianie czegoś, co nie jest zepsute.

Ostatnie dziesięciolecie nie było dla Microsoftu łatwe. Zwróćmy jednak uwagę, iż nie było łatwe dla nikogo. Jeżeli spojrzeć na wielką piątkę liderów rynku IT – Amazon, Apple, Facebook, Google i Microsoft – to tylko dwie z tych film są firmami „poprzedniego pokolenia”. Firmy, które trzęsły rynkiem w XX wieku, takie jak IBM, są dziś zupełnie gdzie indziej (lub nie ma ich wcale); przeważnie wiedzie im się znacznie gorzej. Microsoft i Apple przetrwały – i wciąż radzą sobie dobrze. Historia systemu Windows stanowi odbicie zawirowań, z którymi musieli poradzić sobie jego twórcy w starciu – bądź co bądź – z przyszłością.