ThinkPad T14s 2-in-1 gen 1 recenzja

Lenovo ThinkPad T14s 2-in-1 Gen 1 – recenzja. Najbardziej biznesowy 2-w-1 od Lenovo

Kto jak kto, ale Lenovo w tworzeniu laptopów typu 2-w-1 ma doświadczenie, jak mało który producent na rynku. Przecież laptopy z serii Yoga bywały i bywają do dzisiaj (czy w pełni zasłużenie, czy nie – to temat na inną rozmowę) wyznacznikiem dobrze przemyślanego laptopa konwertowalnego. Subiektywne odczucia nie zmieniają jednak faktu, że Chińczycy doświadczenie mają naprawdę spore, a co być może jeszcze ciekawsze – nierzadko starali się być pionierami pewnych rozwiązań i nie bali się wdrażać coraz to nowszych pomysłów. Kto pamięta jeszcze „chowającą się” klawiaturę w niektórych ThinkPadach Yoga?

Obecnie wśród stricte biznesowych ThinkPadów konwertowalnych laptopów zbyt wiele nie ma, ale za to rodzina Yoga dość mocno się rozrosła. Tyle tylko, że zdecydowana ich większość to jednak notebooki konsumenckie i niekoniecznie 2-w-1. A co, jeżeli ktoś poszukuje laptopa biznesowego spełniającego wyśrubowane normy korporacyjne i jednocześnie ma pełnić również rolę tabletu?

Tutaj cały na czarno wchodzi właśnie beniaminek w tym zestawieniu – Lenovo ThinkPad T14s 2-in-1 Gen 1. Nazwa nie kłamie ani nie jest też przypadkiem – to klasyczna „tetka” w swojej bardziej mobilnej wersji, ale tym razem producent doszedł do wniosku, że warto byłoby ją wyposażyć w zawias 360°.

Wydaje mi się, że przypadku w tym za grosz i już pierwszy kontakt z T14s 2-in-1 pokazuje mi, że Lenovo nie będzie się starało zmieniać nic ponadto, co potrzeba, aby konwertowalna „tetka” była w zasadzie takim samym laptopem biznesowym, jak jej klasyczna wersja, oferując jednocześnie wygodę korzystania z tabletu i dotykowego ekranu. Na ile się to udało? Odpowiedź w tej recenzji.

Recenzja dostępna jest także w wersji wideo.

Specyfikacja

specyfikacja:Lenovo ThinkPad T14s 2-in-1 Gen 1
wymiary i waga:314 x 223 x 22 mm
1,4 kg
przetestowany CPU:Intel Core Ultra 7 255U
Arrow Lake
12 rdzeni, 14 wątków
2 rdzenie P (2 – 5,2 GHz), 8 rdzeni E (1,7 – 4,2 GHz), 2 rdzenie LPE (0,7 – 2,4 GHz)
TDP – 15 W
cache – 12 MB
dostępne CPU:Intel Core Ultra 7 265H
Intel Core Ultra 7 265U
Intel Core Ultra 7 255H
Intel Core Ultra 7 255U
Intel Core Ultra 5 235U
Intel Core Ultra 5 225U
NPU:Intel AI Boost, 12 TOPS
przetestowane GPU:Intel Graphics, 4 rdzenie Xe
dostępne GPU:Intel Arc lub Intel Graphics – w zależności od procesora
dysk:512 GB, M.2, PCIe 4.0 x4 NVMe, Opal 2.0
KBG5AZNV512G LA KIOXIA (Kioxia BG5)
obsługiwane dyski:1x M.2 PCIe 4.0 x4 – z procesorami Intel Core-U
opcjonalnie: 1x M.2 PCIe 5.0 x5 – z procesorami Intel Core H
RAM:32 GB LPDDR5x-7467
——————
dual-channel
max: 64 GB
pamięć wlutowana
przetestowana matryca:14 cali, 1920 x 1200, 16:10
IPS, 60 Hz, dotykowa z powłoką antyrefleksyjną i antysmugową
NE140WUM-N6M
dostępne matryce:w. w.
IPS, 1920 x 1200, 400 nit, 45% NTSC, dotykowa
IPS, 1920 x 1200, 400 nit, 45% NTSC, dotykowa, antyreflkes, antysmugowy
IPS, 1920 x 1200, 500 nit, 100% sRGB,dotykowa, ThinkPad Privacy Guard
wybór portów:2x Thunderbolt 4
2x USB 3.2 Gen 1
1x HDMI 2.1
1x jack combo
akumulator:58 Wh
opcje łącznościWLAN: Intel Wi-Fi 7 BE201
Bluetooth 5.4
WWAN: Quectel EM061K-GL (LTE)
obsługa eSIM
opcja: modem WWAN 5G oraz Wi-Fi 6E (z Core Ultra 5)
wyposażenie dodatkowe:czytnik linii papilarnych zintegrowany z przyciskiem zasilania
kamerka 5 MP z zasłoną prywatności i funkcją rozpoznawania twarzy
głośniki stereo z Dolby Atmos
podświetlana i odporna na zachlapanie klawiatura
czujnik obecności przed komputerem
TrackPoint z funkcją TrackPoint Quick Menu
piórko Lenovo Yoga Pen
przejściówka USB-C – RJ-45
opcje gwarancji:3 lata z możliwością rozszerzenia

OFERTA

Jakość wykonania i ergonomia obudowy

Stwierdzenie, że ThinkPad T14s 2-in-1 Gen 1 to w zasadzie klasyczny ThinkPad pojawiło się we wstępie nieprzypadkowo, bo takie po prostu są fakty. Hybrydowa „Tetka” charakteryzuje się stylistyką znaną od lat i nie ma tu absolutnie żadnych niespodzianek. Chociaż – może nie do końca, bo mnie jednak zaskoczyło, że Lenovo nie starało się uczynić z „Yoga-wannabe” T14s urządzenia bardziej mobilnego niż ThinkPada T14s Gen 6. Wariant 2-w-1 jest od niego nieco grubszy, nieco szerszy, a jednocześnie nieco cięższy (1,3 kg vs. 1,4 kg). Wyższa waga to zapewne skutek obecności ekranu dotykowego schowanego za szklaną, twardą szybą. Nie zmienia to faktu, że taka masa może być przez niektórych odczuwalna podczas pracy z tabletem trzymanym w ręce.

Kanciasta bryła, czarna obudowa i czerwone detale to od lat najczęściej ubierany przez ThinkPady garnitur. Jego zwolennicy będą więc ucieszeni, że nie ma tu kombinacji, jak chociażby w ThinkPadzie X9 lub ThinkPadach Z, a osoby liczące na zmiany idące w kierunku estetyki Aura Edition – pewnie rozczarowani. Subiektywne odczucia to jedno, ale pod kątem bardziej obiektywnych cech, jak chociażby jakość wykonania, raczej nie powinny dawać asumptu do marudzenia. Pokrywa laptopa została wykonana ze stopu magnezu, a pulpit roboczy – aluminium. Również zawiasy zabezpieczono metalowymi płaszczykami.

Po raz kolejny wadą a jednocześnie zaletą jest gumopodobna w dotyku powłoka, którą zabezpieczono palm rest oraz klapę. Z jednej strony – jest przyjemna w dotyku i działa antypoślizgowo. Z drugiej – matko, jak to się paprze! Biorąc pod uwagę, że T14s 2-in-1 Gen 1 jest laptopem, z którego będziemy często korzystać, jak z tabletu, a więc trzymać go w rękach, pisać, składać, rozkładać, obracać ekran itd., podejrzewam, że osoby lubiące utrzymywać laptopa w czystości mogą z powodu częstego oglądania upaćkanej powierzchni odczuwać niemałą frustrację.

Metalowa konstrukcja całkiem dobrze radzi sobie z naciskiem i dość stanowczo opiera się próbom wykrzywienia laptopa i jego klapy. Pokrywa zresztą jest nie tylko usztywniona od tyłu, ale też od frontu. Znajduje się na niej antyrefleksyjne szkło. Siła zawiasów ewidentnie została dostosowana do hybrydowej natury „tetki” – laptop w każdej pozycji jest stabilny i nie trzeba się martwić o przypadkowe otwieranie albo zamykanie się laptopa. Trzeba jednak pogodzić się z koniecznością użycia obu dłoni do otwarcia notebooka – jedna musi przytrzymać kadłubek.

Rozmieszczenie i wybór portów także zasługuje na pochwałę, albowiem wszystkie porty znalazły się na tyłach bocznych krawędzi. Żadne wystające z nich wtyczki nie będą więc przeszkadzać w polu operowania myszą. Wybór jest całkiem uniwersalny, bo po prawej stronie mamy dwa USB-A, a z prawej dwa Thunderbolty 4, HDMI 2.1 oraz gniazdo słuchawkowo-mikrofonowe. Tu trzeba też pamiętać, że jedno z USB-C zajęte będzie przez zasilacz, ewentualnie opcjonalną stację dokującą (przewodnik po nich znajdziecie tutaj) – to rozwiązanie, jeżeli zestaw gniazd oferowanych przez laptopa nie wystarcza.

Osprzęt i wyposażenie dodatkowe

Ekran

Żadnym zaskoczeniem nie jest, że w przypadku tego laptopa mamy do czynienia wyłącznie z dotykowymi ekranami. Lenovo jednak przygotowało ich aż cztery warianty. Niektórzy mogą jednak kręcić nosem, że po pierwsze – są to panele o rozdzielczości 1920 x 1200 pikseli, a po drugie – wszystkie to IPS-y o odświeżaniu 60 Hz. Nie powiem – brak chociaż jednej opcji z dotykowym OLED-em albo przynajmniej jednego ekranu o wyższej rozdzielczości nieco mnie zaskoczył.

Recenzowany laptop został wyposażony w ekran obiecujący pełne pokrycie palety kolorów sRGB i faktycznie tę deklarację spełnia. To samo dotyczy ogólnej jasności wyświetlacza, która wynosi nieco ponad 500 nitów, a więc delikatnie więcej niż mówi specyfikacja. Ale w czasie badania kolorymetrem okazało się, że podświetlenie nie jest zbyt równe i im bliżej prawego dolnego narożnika, tym było ciemniej. Na szczęście podczas pracy z laptopem w żaden sposób nie rzucało się to w oczy.

Zainstalowany panel zaskakująco wypadł pod kątem kontrastu. Mimo że deklaracja producenta mówiła o wartości 800:1, to kolorymetr stwierdził, że ta jest dwukrotnie wyższa. Biorąc zaś pod uwagę swoje doświadczenie, faktycznie jestem w stanie stwierdzić, że jest to błąd w specyfikacji, gdyż oferowaną przez ekran czerń określiłbym jako całkiem intensywną.

Parametry matrycy:

  • luminancja: 511 cd/m2
  • kontrast: 1663:1
  • czerń: 0,31 cd/m2
  • paleta sRGB: 100%
  • paleta DCI-P3: 73%
  • paleta AdobeRGB: 71%

Pozostało mi pochylić się jeszcze nad kwestią obsługi dotykowej i w zasadzie nie ma nad czym się specjalnie rozpisywać – ta wypada po prostu w porządku. Panel obsługuje 10-punktowy dotyk i jest odpowiednio reaktywny i precyzyjny, zarówno przy korzystaniu z aktywnego piórka, jak i paluchów. Poza tym, obecne tu powłoki antyrefleksyjna i antysmugowa faktycznie działają. Owszem, wyświetlacz nie jest idealnie matowy, ale też nie jest to w pełni błyszcząca tafla, jak np. często widzimy w przypadku wyświetlaczy OLED. Warstwa antysmugowa zaś chroni przed smugami pojawiającymi się przy każdym pacnięciu palcem w ekran, ale też nie ma co się oszukiwać – raz na jakiś czas trzeba będzie szmatkę i spray do ekranów wyciągnąć z szuflady.

Klawiatura i touchpad

O klawiaturach z ThinkPadów napisałem już wiele i niestety – muszę przyznać, że nie jestem zbyt kreatywny w tym temacie. Pozwolę sobie jednak zrzucić winę na Lenovo, gdyż w zasadzie od lat nie dają mi się w tym temacie wykazać. Dla mnie, osoby od lat pracującej na ThinkPadach i piszącej setki stron rocznie nie ma wygodniejszych klawiatur. Ale to oczywiście kwestia osobistych preferencji.

Pomijając jednak osobiste sympatie, klawisze z ThinkPada T14s 2-in-1 Gen 1 reprezentują najlepsze cechy klawiatur od Lenovo: idealnie wyważony i lekki klik z bardzo przyjemną, sprężystą i jednocześnie wyraźną odpowiedzią. Do tego dochodzi charakterystyczny kształt „kafelków” oraz miękkie tworzywo, z którego zostały wykonane. Klawiatura jest też odporna na zachlapanie oraz podświetlana, a cała sekcja jest odpowiednio uporządkowana. Nic dodać, nic ująć.

Chociaż Lenovo w części swoich nowych laptopów biznesowych sięga po haptyczny touchpad, to w przypadku hybrydowego T14s zdecydowano się na klasyczną płytkę. Oczywiście odpowiednio śliską, chociaż można odnieść wrażenie, że jej powierzchnia brudzi się już na samą myśl o miziających ją paluchach. Gładzik nie należy do największych, ale z drugiej strony laptopa można przecież obsługiwać za pomocą ekranu dotykowego. Klawisze zintegrowane z płytką mają za to w mojej opinii zbyt lekki i płaski klik. Wolę, kiedy ten jest zdecydowanie lepiej wyczuwalny.

Jeżeli komuś ekran dotykowy i touchpad nie wystarczą, to kursorem można poruszać także za pomocą TrackPointa. Także w jego przypadku dedykowane mu klawisze mają nieco zbyt lekki klik, proszący się o przypadkowe wciśnięcie przez nieostrożne paluchy.

Piórko Lenovo Yoga Pen

Chwila grzebania w kartonie z laptopem zdradziła, że z laptopami konwertowalnymi z rodziny Lenovo Yoga, „tetka” dzieli nie tylko zawias 360°, ale też piórko Yoga Pen. Z jednej strony – fajnie, że coś takiego w doskonałej większości konfiguracji z oficjalnej polskiej dystrybucji się w pudełku z laptopem znajduje. Z drugiej – to w zasadzie najbardziej podstawowe aktywne piórko, jakie można sobie wyobrazić: rysik, dwa przyciski odpowiadające prawemu i lewemu przyciskowi myszy, i port USB-C do ładowania to jedyne co oferuje. Podejrzewam jednak, że każdemu na początek swojej przygody ze sprzętem konwertowalnym wystarczy i trzeba pamiętać, że nie jest to żaden sprzęt dla grafików, gdzie często stawia się na dużo bardziej zaawansowane i precyzyjne akcesoria.

Czy to oznacza, że Lenovo Yoga Pen jest w jakiś sposób „byle jaki”? Bynajmniej. Pisanie, obsługa systemowych okienek i opcji oraz tworzenie prostych rysunków wychodzi za jego pomocą całkiem nieźle. Fajnie też, że dzięki magnesowi wbudowanemu w prawą krawędź ekranu piórko można „przykleić” do ramki ekranu, dzięki czemu zgubienie go jest znacznie utrudnione.

Głośniki

Lenovo zdecydowało się umieścić głośniki tuż obok klawiatury, w związku z czym podczas pracy w trybie tabletu znajdą się one de facto u dołu. W zasadzie każdy scenariusz inny niż korzystanie z testowanej „tetki” w trybie notebooka sprawi, że głośniki trafią na tył. Jeżeli tablet będzie leżał na biurku, to siłą rzeczy ich dźwięk będzie nieco stłamszony. W innych sytuacjach nie powinno to w żaden sposób przeszkadzać.

Obecne w laptopie stereo raczej nie zaskakuje pod kątem serwowanego dźwięku. Mamy tu mnóstwo tonów wysokich, zero basu, ale udało się uniknąć zbyt szklistych i szeleszczących tonacji powyżej 85% skali głośności i wydaje mi się, że duża w tym zasługa aplikacji Dolby Atmos. W dodatku dodała ona całości chociaż troszkę przestrzeni i głębi. Podsumowując, mimo że w tego typu sprzęcie głośniki bardziej przydają się do prowadzenia rozmów i słuchania jakiegoś „plumkania” w tle, to nowy T14s może pochwalić się pewnym potencjałem multimedialnym.

Funkcje bezpieczeństwa

Skoro T14s to, siłą rzeczy, reprezentant wyższej serii notebooków biznesowych od Lenovo, to trudno nie wymagać od niego wyższego standardu zabezpieczeń. W tym przypadku pakiet obejmuje zabezpieczenia sprzętowe pod postacią skanera linii papilarnych zintegrowanego z przyciskiem zasilania, czytnika Smart Card, kamerki z funkcją rozpoznawania twarzy oraz modułu TPM 2.0 wymaganego przez system Windows 11. W przypadku testowanej konfiguracji obecny jest jeszcze dysk obsługujący szyfrowanie OPAL 2.0.

Laptop chroniony jest dodatkowo przez wsparcie software’u w postaci pakietu Lenovo ThinkShield, którego zadaniem jest nie tylko ochrona systemu, ale też dbanie o bezpieczeństwo sprzętu już na poziomie poniżej OS. Sam procesor natomiast posiada dodatkowe zabezpieczenia wchodzące w skład technologii Intel vPro Essentials.

Z racji tego, że ThinkPad T14s 2-in-1 to laptop o mobilnej naturze, to Lenovo przygotowało też konfiguracje z filtrem prywatności ThinkPad Privacy Guard. To pozwala na „ukrycie” wyświetlanych na ekranie laptopa treści przed wzrokiem przypadkowych osób. Całkiem praktyczny dodatek.

Łączność

Specjalnie nie powinno dziwić, że w tego typu sprzęcie producenci stawiają przede wszystkim na łączność bezprzewodową. Oprócz obsługi najnowszego standardu łączności bezprzewodowej, Wi-Fi 7, „tetka” oferuje modem WWAN obsługujący w tym przypadku sieć LTE oraz eSIM. Jednak w opcji dostępne są także warianty z modemem 5G i obsługą eSIM.

Lenovo dość elastycznie podchodzi do kwestii modemów WWAN, gdyż wśród masy dostępnych konfiguracji znajdują się także takie wyposażone w anteny, ale bez samego modemu. Dzięki temu po czasie można sobie odpowiedni modem dokupić i zainstalować samemu.

Jeżeli ktoś na co dzień w firmie korzysta z łączności przewodowej, to w tym przypadku przyda się przejściówka USB-C – RJ-45. W pudełku z testowanym laptopem takowa się znalazła. Alternatywnie można oczywiście skorzystać również z odpowiedniej stacji dokującej.

Testy wydajności

Lenovo ThinkPad T14s 2-in-1 Gen 1 to kolejny laptop z testowanych przeze mnie w ostatnim czasie, który może być skonfigurowany zarówno z procesorami niskonapięciowymi Intel Core Ultra-U, jak i o wyższym TDP. W drugim przypadku producent przygotował wydajniejsze warianty Core Ultra 7: Core Ultra 7 265H oraz 255H.

Egzemplarz recenzencki otrzymał natomiast procesor Intel Core Ultra 7 255U, a więc jedną z najwydajniejszych jednostek z jaką można konwertowalną „T-czternastkę” zakupić. Oprócz niego, na płycie głównej znalazło się 32 GB RAM-u LPDDR5-7467 oraz dysk PCIe 4.0 x4 o pojemności 512 GB.

Procesor

Ostatnio miałem okazję sprawdzić na co stać Intel Core Ultra 255H, a więc wariant testowanego Core Ultra 255U, ale z wyższym TDP. To nie jest oczywiście jedyna różnica pomiędzy obiema jednostkami bazującymi na architekturze Intel 3 (5 nm). W przypadku niskonapięciowego Core Ultra 7 255U Intel zastosował mniej rdzeni Performance, bo zamiast 6 mamy tu 2. Z tym, że tutaj obsługują one Hyper-Threading, czyli możliwość liczenia dwóch wątków na jednym rdzeniu fizycznym. Liczba rdzeni Efficient oraz LPE pozostała taka sama w przypadku obu jednostek.

Nie jest specjalną niespodzianką, że Intel zmodyfikował nieco taktowanie rdzeni. W przypadku rdzeni Performance jest ono prawie identyczne, jak w przypadku wydajniejszego chipu (2 – 5,2 GHz). Core Ultra 7 255U otrzymał także dwukrotnie mniej pamięci cache (12 MB), co też specjalnie zaskoczeniem nie jest. Pod kątem osiąganych wyników procesor wypada oczywiście lepiej niż Core Ultra 5 225U z testowanego ostatnio EliteBooka 8 G1i 16 od HP, ale jednocześnie musi ustąpić chociażby Ryzenowi AI 7 350 od AMD.

Chociaż domyślne TDP tego procesora wynosi 15 W, to jednak układ może pracować z wyższą mocą. W przypadku testowanego sprzętu CPU był w stanie stabilnie generować 20 W osiągając w przypadku rdzeni Efficient taktowanie o prawie 1 GHz wyższe od bazowego. Z tym, że przez pierwsze 2,5 minuty godzinnego testu pracy pod obciążeniem procesor ruszył z mocą ponad 35 W zapewniając jeszcze wyższe wartości… oraz temperaturę dochodzącą do 100°C. Finalnie, chip stopniowo zwalniał i już po niespełna 7 minutach taktowanie rdzeni Performance spadło z 3,7 – 3,8 GHz do wartości ok. 1 GHz niższych. W tym samym czasie rdzenie Efficient oscylowały w okolicach 2,4 – 2,5 GHz. I takie wartości oglądałem już do samego końca testu, zaś temperatura trzymała się okolic wartości 69° C.

Intel Core Ultra 7 255Utemperatura:taktowanie:
czas pracy – 15 min69° CRdzenie P: 2,9 GHz
Rdzenie E: 2,7 GHZ
Rdzenie LPE: 1,3 GHz
czas pracy – 30 min66° CRdzenie P: 2,9 GHz
Rdzenie E: 2,6 GHZ
Rdzenie LPE: 1,3 GHz
czas pracy – 60 min66° CRdzenie P: 2,9 GHz
Rdzenie E: 2,6 GHZ
Rdzenie LPE: 1,3 GHz
ThinkPad T14s 2-in-1 gen 1 recenzja
ThinkPad T14s 2-in-1 gen 1 recenzja
ThinkPad T14s 2-in-1 gen 1 recenzja
ThinkPad T14s 2-in-1 gen 1 recenzja
ThinkPad T14s 2-in-1 gen 1 recenzja
ThinkPad T14s 2-in-1 gen 1 recenzja
ThinkPad T14s 2-in-1 gen 1 recenzja
ThinkPad T14s 2-in-1 gen 1 recenzja
ThinkPad T14s 2-in-1 gen 1 recenzja
ThinkPad T14s 2-in-1 gen 1 recenzja
ThinkPad T14s 2-in-1 gen 1 recenzja

Na koniec kilka słów o NPU, bo także i to w procesorze zostało zaszyte. Nie jest to jednak jednostka, która w pełni zaspokoi potrzeby osób namiętnie wykorzystujących rozbudowane narzędzia wspomagane lokalnie sztuczną inteligencją. NPU Intel AI Boost w przypadku tego chipu oferuje 12 TOPS, co jest wartością dużo poniżej wymagań dla laptopów Copilot+ (40 TOPS).

ThinkPad T14s 2-in-1 gen 1 recenzja

Wydajność graficzna

Core Ultra 7 255U posiada zintegrowane GPU pod postacią układu Intel Graphics. Nie ma co się oszukiwać – mimo że współczesne „integry” z procesorów niskonapięciowych to zauważalnie i odczuwalnie poziom dużo wyższy niż ten ze starszych procesorów, to jednak nadają się one przede wszystkim do obsługi stanowisk wielomonitorowych oraz multimediów, programów i gier o niskich wymaganiach sprzętowych. No i trzeba pamiętać, że ich wydajność w dużej mierze zależy jednak od wydajności samego CPU oraz zasobności RAM-u.

Testowany Intel Graphics posiada co prawda 4 nowoczesne rdzenie Xe taktowane z częstotliwością 2,1 GHz, obsługujące także ray tracing oraz upscaling XeSS, ale nie jest to układ, który pozwoli się cieszyć płynną grą w wymagających i nowych tytułach. Warto też wiedzieć, że jedyną wydajniejszą alternatywą będzie Intel 140T, ale ten układ zintegrowany jest z procesorem Core Ultra 7 255H. Jak jednak pokazały testy tego iGPU przy okazji recenzji ProBooka 4 G1i 16 – także i w tym przypadku szału nie ma…

ThinkPad T14s 2-in-1 gen 1 recenzja
ThinkPad T14s 2-in-1 gen 1 recenzja
ThinkPad T14s 2-in-1 gen 1 recenzja

Dysk

Testowana przeze mnie konfiguracja została wyposażona w 512-gigabajtowy nośnik M.2 PCIe 4.0 x4 wspierający sprzętowe szyfrowanie Opal 2.0 i opierający się o kości TLC. Dysk Kioxia BG5 nie jest jednak najlepszym przykładem wydajności zastosowanego interfejsu. Nośnik jest w stanie zaoferować ok. 3500 MB/s odczytu sekwencyjnego i nieco ponad 2700 MB/s zapisu, co, warto to także zaznaczyć, jest zgodne z tym, co obiecuje producent. Tyle tylko, że w przypadku laptopów z półki cenowej i jakościowej do jakiej przynależy ThinkPad T14s 2-ini-1 Gen 1, można z czystym sumieniem oczekiwać dysków o wyższej wydajności. Szczególnie, że laptop posiada wyłącznie jedno gniazdo M.2 dla dysku.

Lenovo przygotowało także konfiguracje z gniazdem M.2 oferującym interfejs PCIe 5.0 x4, jednak takie luksusy dostępne są wyłącznie w duecie z procesorem Core Ultra 7 255H. Szkoda.

Kultura pracy

Wysoka kultura pracy pod kątem temperatury obudowy w przypadku laptopa konwertowalnego bywa ważniejsza niż w przypadku klasycznego notebooka, większość czasu spędzającego na biurku. T14s 2-in-1 z racji swojej natury sporą część czasu może równie dobrze spędzać w dłoniach i chociaż nie wyobrażam sobie, że wtedy ktoś przeprowadzałby operacje wyciskające z CPU ostatnie krople potu, to jednak lepiej by było, gdyby obudowa nie powodowała dyskomfortu dzierżących ją dłoni.

O to nie trzeba się jednak martwić, gdyż nawet podczas zadań mocno angażujących CPU obudowa rozgrzewała się maksymalnie do 43-45° C, więc dłonie czuły co najwyżej lekkie ciepło. Tryb pracy biurowej to jeszcze niższe wartości, więc tu tym bardziej o żadnym dyskomforcie nie ma szans napisać.

Podobnie przyzwoicie laptop prezentuje się pod kątem głośności układu chłodzenia. Tutaj akurat postawiono na jeden wiatraczek, ale jak się okazuje – radzi on sobie całkiem nieźle, generując szum o natężeniu co najwyżej 44 dB. Jest on słyszalny, ale jednocześnie dość jednostajny i w gwarze biura czy miasta możliwy do całkowitego zignorowania. Podczas zadań pozwalających procesorowi poleniuchować laptop jest w zasadzie bezdźwięczny.

ThinkPad T14s 2-in-1 gen 1 recenzja

Bateria

Jak już wspominałem wcześniej, ThinkPad T14s 2-in-1 nie należy do najsmuklejszych i najlżejszych „czternastek” na rynku i ma to swoje plusy. Śmiem przypuszczać, że gdyby Lenovo przyjęło za priorytet maksymalne odchudzenie laptopa, to raczej nie uświadczylibyśmy w nim baterii o pojemności 58 Wh, tylko mniejszej.

W efekcie ThinkPad T14s 2-in-1 pierwszej generacji może pochwalić się całkiem przyzwoitymi wynikami czasu pracy na baterii, chociaż nie ukrywam, że w przypadku pracy z przeglądarką liczyłem jednak na więcej niż niespełna 12 godzin. Jednak 4 godziny przy pełnym obciążeniu oraz nieco ponad 9 w przypadku scenariusza pracy biurowej prezentuje się w porządku i podejrzewam, że zaspokoi potrzeby sporej grupy użytkowników.

Podsumowanie

Ta recenzja jest trochę zderzeniem moich oczekiwań z praktycznym podejściem Lenovo do ThinkPadów T. Myślałem po prostu, że Lenovo zechce pokazać nieco więcej i pierwsza generacja konwertowalnej „tetki” będzie miksem ThinkPadów T, laptopów Lenovo Yoga z pewną domieszką ThinkPadów Aura Edition. Zamiast tego otrzymałem… 100-procentowego ThinkPada T z 14-calowym ekranem, tyle że z obracanym.

W tym miejscu należy jednak zadać pytanie: czy to źle? A żeby na nie odpowiedzieć, trzeba będzie schować moje wizje i oczekiwania do szuflady i spojrzeć na laptopa obiektywniej. I ta perspektywa nakazuje mi dać odpowiedź, że nie.

ThinkPad T14s 2-in-1 Gen 1 to pod kątem wykonania i wyposażenia prawie wszystko to, co najlepszego ma do zaoferowania Lenovo w tej serii. No właśnie – prawie, gdyż brakuje tu nieco ekranu o wyższej rozdzielczości niż WUXGA. Dla niektórych pewną wadą może być też fakt, że 14-calowa „tetka” jest po prostu całkiem spora, jak na biznesowego laptopa typu 2-w-1. Pozostałe elementy wyposażenia oraz możliwości konfiguracyjne nie odbiegają zanadto od standardu oferowanego przez Lenovo w swoich 14-calowych laptopach biznesowych.

Swoją konwertowalną „tetką” Lenovo nie rzuca na kolana, ale też nie zawodzi. To sprzęt solidny na tyle, że osoby poszukujące laptopa biznesowego typu 2-w-1 w pełnym znaczeniu tych słów bez obaw mogą wpisać go na swoją listę „do rozważenia”.

Podsumowanie:Lenovo ThinkPad T14s 2-in-1 Gen 1
segment:hybrydowy laptop biznesowy
optymalne zastosowanie:– szeroko rozumiana praca biurowa
– praca w terenie i w podróży
– praca w trybie tabletu
– praca kreatywna
– podstawowe zadania AI
mobilność:– wysoka
kultura pracy:– bardzo dobra
modem WWAN w opcji:– tak
opcje dokowania:– stacja dokująca USB-C/Thunderbolt 4
ważne cechy:– wytrzymała, dobrze spasowana obudowa
– wygodna obsługa ekranu
– w modelu testowym: dobrze skrojona konfiguracja
– wysoka kultura pracy
– sporo dostępnych konfiguracji

Partnerem portalu jest sklep notebooki.pl. Sprzęt do testów dostarczyła firma Lenovo. Opinie wyrażone w recenzji należą w 100% do autora i żadne osoby trzecie nie ingerowały w jej treść.

OFERTA

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *