Monitory o proporcji obrazu 32:9 to dość specyficzna gałąź sprzętu. Ja sam mam do nich dość ambiwalentny stosunek i zasadniczo postrzegam je jako naprawdę dobre rozwiązanie do stworzenia domowego biura, które powinno być wyposażone albo w jeden monitor o długiej krawędzi, albo zestaw złożony z dwóch wyświetlaczy – bo proporcja 32:9 to tak naprawdę dwa ekrany 16:9 ustawione obok siebie.

No ale przecież nowy ultrapanoramiczny G-Master Red Eagle od iiyamy do reprezentant serii monitorów dla graczy, więc to właśnie w tym kontekście powinienem na ten sprzęt patrzeć, czyż nie? Prawda to oczywista i tak też się stanie. Minęło jednak parę lat, a ja wciąż do ekranu o takiej proporcji w kontekście grania podchodzę raczej z dystansem i ciężko mi się tu przebić przez ten mur wątpliwości. Tyle tylko, że jednocześnie pojawiło się na rynku coraz więcej gier, które ultrapanoramiczny format obsługują, więc powoli zaczyna mi brakować argumentów, a fakty wydają się najlepszym narzędziem, żeby rzeczoną ścianę skruszyć.

Ponadto, testowany Iiyama G-Master Red Eagle GCB4580DQSN-B1 odznacza się całkiem sporym zestawem cech, działających na korzyść idei sięgnięcia po monitor o proporcji 32:9. W przypadku tego konkretnego urządzenia zresztą chodzi nie tylko o sensowną rozdzielczość 5120 x 1440 pikseli rozciągniętą na 45-calowym, zakrzywionym panelu, ale też odświeżanie 165 Hz, a żeby było jeszcze ciekawiej, to nowy „Czerwony Orzeł” bazuje na szybkiej matrycy VA. I chociaż to stwierdzenie brzmi trochę jak oksymoron, to Japończycy po raz kolejny próbują graczy oczekujących jak najgładszego obrazu do tego typu paneli LCD przekonać. A jakby tego było mało, monitor może także pełnić rolę stacji dokującej.

Generalnie wydaje się, że na papierze ultrapanorama od iiyamy ma wszystko na swoim miejscu, ale co to byłaby za recenzja, gdybym nie przyjrzał się detalom?

 

Specyfikacja techniczna

specyfikacja:iiyama G-Master Red Eagle GCB4580DQSN-B1
segment:monitor gamingowy
przekątna:45 cali
wymiary i wagaz podstawą: 109 x 41 (54) x 27,5 cm
11,2 kg (z podstawą)
rozdzielczość natywna:5120 x 1440 pikseli
format obrazu:32:9
typ matrycy:VA, 165 Hz, 8-bit, zakrzywiona 1500R
powłoka matrycy:matowa
kąty widzenia:178°/178°
czas reakcji:0,8 ms (MPRT)
VESA:brak
porty:1x DisplayPort 1.4
2x HDMI 2.1
2x USB 3.2 gen 1
1x USB-B (upstream)
1x USB-C (Power Delivery 90 W)
1x RJ-45
1x jack audio
funkcje dodatkowe:głośniki stereo (2 x 3 W)
regulowana podstawa (tilt, regulacja wysokości 13 cm)
Adaptive Sync (AMD FreeSync)
HDR400
MBR (tryb podświetlenia stroboskopowego)
przełącznik KVM
tryb Picture-by-Picture
funkcja stacji dokującej
gwarancja:3 lata
w pudle: - przewód HDMI
- przewód DisplayPort
- przewód przewód USB-B - USB-A
- przewód USB-C - USB-C
- przewód zasilający
- dokumentacja

Konstrukcja i funkcjonalność

Testowany G-Master Red Eagle to bodaj największy sprzęt w historii rodziny monitorów dla graczy od iiyamy. Nic dziwnego, proporcja 32:9 wymaga odpowiedniej szerokości ekranu, a co za tym idzie – wielkości obudowy. Dlatego też szykując się do zakupu takiego kolosa, o długości dłuższej krawędzi przekraczającej 1 metr, warto pomyśleć też o odpowiedniej wielkości biurku. Tym bardziej, że szponiasta podstawa też trochę miejsca zajmuje. Wagowo zaś monitor raczej nie powinien nikogo przerazić, bo czy na taki format niespełna 11,5 kg z podstawą to dużo? Nie sądzę. Dla porównania, taki Samsung ViewFinity S9, co prawda nieco większy, bo z ekranem 49-calowym, ważył z podstawą 14,6 kg, a AOC Agon AG493UCX2, również 49-calowy, 200 gramów mniej.

Jeżeli ktoś czytając, że GCB4580DQNS-B1 jest monitorem dla graczy wyobraził sobie konstrukcję o fikuśnych kształtach oraz mrugających tu i ówdzie, kolorowych LED-ach, to nic z tych rzeczy. Iiyama od lat trzyma się stonowanej stylistyki, stroni od wizualnych fajerwerków, już abstrahując od tego, na ile są one udane i przyjemne dla oka. Gamingowe monitory dla graczy od iiyamy są skromne, ale eleganckie. W przypadku tego sprzętu i tak Japończycy zaszaleli z całkiem sporym logo firmy i serii przy górnej krawędzi plecków. A dodatkowo muszę stwierdzić, że jak na swoje gabaryty, monitor prezentuje się całkiem lekko. To znaczy – widać, że jest duży, ale nie przypomina ogromnej kolubryny. Może to zasługa trzech cienkich ramek? Trzech, bo dolna jednak nie należy do najsmuklejszych.

Największy „Czerwony Orzeł” w rodzinie to pod kątem tego, jak się prezentuje, absolutny standard wykreowany przez producenta: chropowate, dość twarde i godne zaufania tworzywo jest głównym budulcem korpusu. Takie samo wykończenie znajdziemy na ramieniu i podstawie, ale szkielet tych elementów wykonano z metalu. Nic dziwnego, tu potrzebna jest stabilność, a całkiem masywna i godna zaufania podstawa ją zapewnia.

Warto wspomnieć, że spora nóżka jest w obudowę wklikiwana i nie trzeba tu żadnych śrubek i wkrętaków. Również w celu połączenia samej stópki z ramieniem nie ma potrzeby sięgania po skrzynkę z narzędziami. Istotna informacja – w obudowie brakuje gniazd montażowych VESA, więc zawieszenie monitora na uchwycie ściennym czy alternatywnej podstawie lub ramieniu jest mocno utrudnione.

 

Porty i głośniki

Jak już nadmieniłem we wstępie, Japończycy wydumali sobie, że fajnie byłoby, gdyby tak duży monitor stał się prawdziwym centrum, czy to miejsca poświęconego rozrywce, czy też pracy. Jak kto woli. W związku z tym wyposażyli go w zestaw portów pozwalający korzystać z niego jak ze stacji dokującej, którą da się połączyć z komputerem za pomocą portu USB-C. Za jego pośrednictwem można także zasilać urządzenia o maksymalnej mocy 90 W.

Oprócz uniwersalnego USB typu C, iiyama umieściła z tyłu monitora dwa USB 3.2 Gen 1 typu A, port USB-B z funkcją upstream, „erjotkę”, oraz oczywiście dodatkowe wejścia wideo: dwa HDMI 2.1 oraz dodatkowy DisplayPort 1.4. Jedyne czego mi osobiście brakuje, to chociaż jeden USB-A z boku obudowy. Taki wiecie – bardziej podręczny niż te z tyłu. Jest też gniazdo jack 3,5 mm dla słuchawek lub zewnętrznych głośników…

… i bardzo dobrze, że jest. Mimo że G-Master Red Eagle GCB4580DQSN-B1 wyposażony jest w głośniki stereo, to jednak uczulam, że powinna to być co najwyżej opcja rezerwowa, jeżeli pod ręką nie ma nic oferującego wyższą jakość dźwięku. Dwóm 3-watowym membranom na pewno nie można odmówić maksymalnej głośności, ale na jakości jednak poskąpiono. Dominują soprany i środek. Jakość dźwięku może nie irytuje, ale całość brzmi jakoś dziwnie za sprawą delikatnego, ale jednak możliwego do wychwycenia, szczególnie w wyższej głośności, pogłosu. Ledwie słyszalnego, ale jednak. Jakby ktoś wymuszał na nich, aby były nieco bardziej przestrzenne. Są, tego nie można im odmówić, dźwięk jest całkiem selektywny i nawet gdy skala głośności zbliża się do końca ciężko mówić o zbitej kakofonii dźwięków starających się za wszelką cenę pokazać swoją dominację.

 

Menu

Menu ekranowe w ultrapanoramicznym „Orle” w zasadzie niczym nie zaskakuje. To standardowe dla monitorów gamingowych iiyamy menu, w którym znajdziemy wszystkie niezbędne do zapewnienia optymalnej jakości obrazu opcje. Pomyślano też, żeby przełączanie się pomiędzy poszczególnymi funkcjami było odpowiednio wygodne. Stąd też mamy pod spodem dolnej krawędzi niewielki, ale odpowiednio wygodny w obsłudze dżojstik, który otoczony został LED-owym łukiem informującym o zasilaniu. Jeżeli komuś on przeszkadza, to w menu ekranowym można je wyłączyć. Z początku bałem się, że dość płaski „grzybek” będzie miał kiepsko wyczuwalny klik, zarówno na boki, jak i przy wciśnięciu środka. Nic z tych rzeczy – wszystko działa jako powinno.

Iiyama już parę lat temu stworzyła schemat swojego menu i konsekwencje implementuje go w coraz to kolejne urządzenia. A ponieważ wychodzę z założenia, że OSD powinno być przede wszystkim intuicyjne, łatwe w obsłudze, a poszczególne opcje powinny zostać przydzielone do odpowiednich kategorii, to absolutnie nie widzę powodu, dla którego Japończycy mieli by wymyślać koło na nowo. Menu z nowego G-Mastera wszystkie te warunki spełnia. Menu zostało przetłumaczone na język polski, co dodatkowo upraszcza zorientowanie się w nim.

Wszystkie funkcje monitora zostały w mojej opinii właściwie przyporządkowane do swoich kategorii. Nie zabrakło tu funkcji związanych bezpośrednio z regulacją obrazu (jasność, kontrast, regulację czerni, kolory, overdrive, gotowych profili ustawień) czy wykorzystaniem dodatkowych funkcji monitora.

No właśnie, tutaj warto na chwilę zwolnić, gdyż iiyama zadbała o to, aby swoją ultrapanoramę wyposażyć w praktyczne funkcje, umożliwiające wykorzystanie jej potencjału  w pełni. Mamy więc tu przełącznik KVM, pozwalającą na podłączenie dwóch komputerów do monitora i obsługi ich za pomocą jednego zestawu mysz + klawiatura. A po co ktoś miałby to robić? Chociażby dlatego, że monitor obsługuje funkcję Picture-by-Picture (PbP). To zaś pozwala podpiąć drugie urządzenie do tego samego monitora i korzystać z obu na podzielonym ekranie. A z racji tego, że mówimy o panelu w proporcji 32:9, to dzieląc obraz na pół otrzymujemy dwa okna o standardowej proporcji, z której każdego dnia korzysta spora część osób pracujących przy komputerze – 16:9. Dla osób dzielących swoje stanowisko pracy i/lub zabawy to duże udogodnienie.

Fajnie że nie zapomniano o skrótach do niektórych funkcji. I tak, aby otworzyć regulację głośności wystarczy kliknąć dżojstikiem w prawo, klik w lewo jest skrótem to trybu nocnego, zażółcającego ekran i redukującego w ten sposób ilość niebieskiego światła emitowanego przez matrycę, klik do przodu to wybór profilu ustawień obrazu, a naciśnięcie do tyłu pozwala na szybki wybór źródła obrazu.

 

Testy matrycy

Czas przejść do kwestii kluczowej, czyli co oferuje sam panel VA, na którym przecież opiera się bohater testu.

Dla formalności przypomnę, że jest to zakrzywiony ekran o rozdzielczości 5120 x 1440 pikseli oraz możliwością wyświetlania fizycznie 165 klatek animacji na sekundę. Panel oferuje 8-bitową głębię kolorów, a specyfikacja mówi też o jasności dochodzącej do 450 nitów. Skoro mówimy zaś o VA, to warto przypomnieć, że ze wszystkich trzech najpopularniejszych technologii monitorów LCD: TN, IPS i VA, to właśnie Vertical Alignment może poszczycić się najlepszym odwzorowaniem czerni i najgłębszym kontrastem, ale jednocześnie najwolniejszym czasem reakcji. Poza tym, VA oferuje także szerokie kąty widzenia, chociaż w przypadku tego monitora patrzenie na niego pod szerszym kątem sprawia, że kolory nieco się „rozjeżdżają”. Ale, po pierwsze – jest to długi panel. Po drugie – na zakrzywione ekrany patrzy się siedząc centralnie przed nimi, więc nie ma opcji, że komuś rozumnemu ten efekt będzie przeszkadzał.

Zanim przejdziemy do sprawdzenia parametrów, zatrzymam się chwilę przy kwestii zakrzywienia. Tu promień wynosi 1500R, więc łuk który tworzy ekran nie jest zbyt mocno wygięty. To z kolei oznacza, że aby móc w pełni wygodnie korzystać z tak szerokiego wyświetlacza, należałoby siedzieć w nieco dalszej odległości od niego. W przeciwnym razie użytkownika czeka „bieganie” oczami na lewo i prawo. Dla ekranu o takiej krzywiźnie maksymalna odległość użytkownika od ekranu powinna wynosić 1,5 metra. Tak więc warto zainwestować w większe biurko nie tylko ze względu na sam rozmiar monitora, ale też w celu optymalnej wygody korzystania z niego i nie męczenia oczu.

No i tu pojawia się mały problem, związany z tym, że w mojej opinii monitor powinien jednak otrzymać większy promień zakrzywienia, chociażby to 1800R. Wtedy łuk byłby bardziej wklęsły, a naszym oczom łatwiej byłoby ogarnąć co dzieje się na ekranie także z bliższej odległości. Krzywizna 1500R sprawdza się dobrze przy monitorach 21:9, czego dobrym przykładem jest chociażby testowany na początku tego roku G-Master Red Eagle GCB3480WQSU-B1.

Wracając do kwestii jakości wyświetlanego obrazu – iiyama po raz kolejny w swojej specyfikacji nie kłamała, albowiem maksymalna jasność ekranu faktycznie wynosi obiecane 450 nitów (kolorymetr wskazał dokładnie 447 cd/m2). Panel nie jest może idealnie równo podświetlony, co szczególnie widać w strefie lewego, dolnego narożnika, ale wyłapane przez kolorymetr różnice nie rzutują na doznania wizualne podczas korzystania z ekranu. W tym miejscu warto też zaznaczyć, że testowany panel oferuje całkiem przyjemny, głęboki kontrast (2900:1) oraz intensywną czerń.

Testowany egzemplarz dobrze prezentował się pod kątem braku widoczności ulotów światła spod matrycy (tzw. backlight beeding). Na zdjęciu są one co prawda wyraźnie widoczne, ale korzystając z monitora w naturalnych warunkach oświetleniowych w żaden sposób nie rzucają się w oczy. W zaciemnionych pomieszczeniach plamy są naturalnie bardziej widoczne, ale nie przeszkadzały w czasie gry i pracy.

Pod kątem oferowanych barw monitor wypada bardzo przyzwoicie, a test kolorymetrem potwierdził, że mamy tu do czynienia z pełnym odzwierciedleniem palety sRGB, a szersze, wykorzystywane w zastosowaniach profesjonalnych gamuty DCI-P3 oraz AdobeRGB mogą pochwalić się odpowiednio 89- oraz 79-procentowym pokryciem. Bardzo przyjemne wartości.

W trakcie testów okazało się także, że panel bardzo dobrze reaguje na kalibrację. Nie to, że po wyjęciu z pudła kolory były jakoś mocno zniekształcone albo przekłamane, co to to nie, ale wprawne oko mogłoby dostrzec, że biel była bardzo delikatnie żółtawa, z temperaturą 6022 K. Dalej, okazało się, że odcienie niebieskiego odbiegają nieco od wzorców. Podczas grania i przy zastosowaniach multimedialnych nie byłoby to z pewnością zauważalne, ale już graficy mogliby zwrócić na to uwagę. Po kalibracji średni wskaźnik DeltaE*2000 mógł już pochwalić się wartością 0,24 zamiast 1.48, co oznacza, że kolory odwzorowane są perfekcyjnie, a temperatura bieli była blisko idealnej, osiągając wartość 6486 K, gdzie wartość 6500 K uznaje się wzorcową.

 

Parametry matrycy:

  • maksymalna częstotliwość odświeżania: 165 Hz
  • luminancja: 447 cd/m2
  • kontrast (ust. domyślne): 2904:1
  • czerń: 0,15 cd/m2
  • paleta sRGB: 100%
  • paleta DCI-P3: 89%
  • paleta AdobeRGB: 79%
  • DeltaE średnio (przed kalibracją): 1,48
  • DeltaE max. (przed kalibracją): 4,21
  • DeltaE średnio (po kalibracji): 0,24
  • DeltaE max. (po kalibracji): 1,38

 

Pozostaje nam do omówienia czasu reakcji ekranu. I tutaj iiyama po raz kolejny pokazała, że zrobienie ekranu VA, na którym gołym okiem ciężko jest dostrzec jakiekolwiek smugi, jest możliwe. Ostatnio za przykład posłużył G-Master Red Eagle GCB3480WQSU-B1, a teraz jego większy kuzyn to potwierdza.

Iiyama w swoich materiałach marketingowych uwzględniła informację, że panel charakteryzuje się czasem reakcji dla ruchomego obrazu (MPRT) na poziomie 0,8 ms. To oczywiście wartość przesadzona, co wyraźnie widać patrząc na szybko poruszające się po ekranie obiekty. Z wyłączonym Overdrive oraz MBR, smużenie jest widoczne, bo taka jest natura paneli VA – po prostu. Są jednak monitory, gdzie to smużenie wręcz bije po oczach, a są i takie, gdzie jest ono mniej widoczne. W tym przypadku przyznać muszę, że obraz jest całkiem przyjemny w odbiorze i ghosting nie rzuca się za bardzo w oczy. Pod kątem intensywności tego zjawiska porównałbym ten ekran do średniej klasy IPS-a. Jak się przypatrzymy, to smugi zobaczymy, ale bez wlepiania wzroku nie rzucają się specjalnie w oczy.

Włączając Overdrive, a więc „przyspieszenie” dla pikseli, da się zauważyć poprawę obrazu, a w 5-stopniowej skali ustawienie 3 i 4 prezentuje się najlepiej – smugi zostały zredukowane i nie występuje tzw. overshoot, czyli przejaskrawione piksele, które podążają na ruchomym obiektem.

MBR, czyli tryb podświetlenia stroboskopowego, mający za zadanie wyostrzyć ruchomy obraz, wypada tu całkiem nieźle. Zazwyczaj na ten element monitorów iiyamy narzekam, nierzadko dość mocno. W przypadku tego monitora wypada bardziej przekonująco… ale nie na tyle, abym chciał z niego na co dzień korzystać.

Największą bolączką trybu stroboskopowego jest fakt, że z każdym kolejny stopniem, a tych jest 7, spada nam jasność ekranu. Przypomnę, że maksymalna jasność wynosi w tym monitorze 450 nitów. Przy MBR ustawionym na wartość 3 wartość ta spada do 200 nitów, a przy ostatnim stopniu – do 80 nitów! No i teraz każdy sam musi sobie odpowiedzieć, czy jest w stanie to zaakceptować w imię nieco ostrzejszego obrazu, tylko lekko obarczonego powidokami „przepalonych” pikseli. To jednocześnie największa zaleta MBR w testowanym monitorze. W porównaniu do ostatnio testowanych przeze mnie wyświetlaczy, tutaj overshoot jest na naprawdę akceptowalnym poziomie i pozwolę sobie w tym miejscu na może troszeczkę odważną hipotezę, że nie powinien nikomu przeszkadzać podczas grania. No chyba, że ktoś jest bardzo na punkcie różnego rodzaju artefaktów wyczulony…

 

Podsumowanie

Nie da się obok gamingowej ultrapanoramy od iiyamy przejść obojętnie i nie dlatego, że jest to urządzenie o niemałych rozmiarach. Pod kątem tego, co oferuje to całkiem ciekawa propozycja, szczególnie jeżeli tabelę ze specyfikacją zestawimy z ceną. Monitor wyceniony został na ok. 3200 zł i w tej kwocie użytkownik otrzymuje porządny ekran VA o wysokiej rozdzielczości i odświeżaniu 165 Hz z FreeSynciem i obsługą G-Sync, bardzo dobrym odwzorowaniu kolorów, wysokiej jasności i całym wachlarzem przydatnych funkcji, z możliwością wykorzystania monitora jako stacji dokującej na czele.

Podoba mi się także, że pod wieloma względami G-Master Red Eagle GCB4580DQSN-B1 to sprzęt przemyślany. Skoro mamy funkcję dokowania, no to dajmy tu przełącznik KVM i tryb Picture-by-Picture. Niech sobie ludziska zrobią z tego dwa monitory 16:9 jak mają ochotę! Niech korzystają z monitora w pracy, podczas grania, na przemian – wyposażenie na to pozwala, a wręcz ułatwia i zachęca. Wszystko ma tu sens i swoje miejsce.

Nie można też pominąć faktu, że mimo technologicznych ograniczeń związanych z czasem reakcji paneli VA, ten odznacza się całkiem niezłą jakością. Gracze rozmiłowani w dynamicznych rozgrywkach e-sportowych raczej po niego nie sięgną, ale już reszta graczy może czerpać satysfakcję z posiadania 45-calowego kolosa o proporcji 32:9.

Podsumowanie:iiyama G-Master Red Eagle GCB4580DQSN-B1
rozdzielczość i format:5120 x 1440 pikseli
45 cale - 32:9
zakrzywienie:tak, 1500R
obsługiwane standardy przesyłu danych:DisplayPort 1.4
HDMI 2.1
optymalne zastosowanie:- szeroko rozumiany gaming
- rozrywka z multimediami
- obróbka grafiki i montaż wideo

 

Sprzęt został wypożyczony dzięki uprzejmości firmy iiyama, a opinia na temat testowanego sprzętu należy w 100% do autora recenzji. Żadne osoby trzecie nie ingerowały w jej treść.