Ostatnie tygodnie nie należały do najlepszych – nie dla fanów marvelowskich seriali. Szczególnie tych na Netflixie. Najpierw wieści o zawieszeniu prac nad Iron Fistem; teraz anulowanie trzeciego sezonu Marvel: Luke Cage. Co będzie dalej?

Trudno powiedzieć.

Jest jednak niewielkie światełko w tunelu: Daredevil. Trzeci sezon serialu o przygodach zamaskowanego śmiałka miał premierę w piątek 19 października – parę dni temu. I, w przeciwieństwie do „drugich sezonów” seriali o pozostałych Defendersach, spotkał się z niemal uniwersalnym aplauzem.

UWAGA! Artykuł zawiera pomniejsze spoilery na temat fabuły trzeciego sezonu.

Daredevil: pierwszy, ostatni

Daredevil był pierwszą postacią z komiksów Marvela wprowadzoną przez Netflix na małe ekrany. Pierwszy sezon okazał się hitem, głównie za sprawą świetnej – ba, fantastycznej! – choreografii walk i mocno introspekcyjnego charakteru narracji. Bohaterowie, w filmach nakreślani głównie za pomocą mocnych pociągnięć, tu zyskali głębię i nabrali charakteru. Szczególnie dobrze wyszli na tym złoczyńcy: znany z pierwszego sezonu Wilson Fisk do dzisiaj święci tryumfy na listach najciekawszych serialowo-komiksowych złoczyńców wszechczasów.

Po Daredevilu przyszła pora na kolejne postacie: Jessica Jones zmierzyła się z Killgrave’em (genialna kreacja Davida Tennanta), Luke Cage – z bandziorami z Harlemu, a Nieśmiertelny Iron Fist… sami wiecie z kim (a kto nie wie, z całą pewnością nie powinien dowiadywać się tego z naszego artykułu; zdecydowanie polecam ten serial!). Całość kulminowała w pierwszym – i, miejmy nadzieję, nie ostatnim – sezonie Defendersów; tak dobry crossover widzieliśmy ostatnio w pierwszych Avengersach. A ostatnio znowu w trzecich. Defendersi naprawdę zrobili robotę.

Po dwóch sezonach Daredevila i jednym z Jessicą Jones, Lukiem Cage’em, Iron Fistem i Defendersami marvelowscy bohaterowie mieli już właściwie przygotowane pole do kolejnych popisów.

Marvel i Netflix po Defendersach

„Drugie sezony” zabrały nas w podróż „w głąb” bohaterów. Po wydarzeniach z Defendersów (i pokonaniu przeciwności o niewyobrażalnej wręcz skali) obdarzeni supermocami herosi stanęli przed kolejnym wyzwaniem. Było nim… zwyczajne życie.

Stąd też zarówno drugi sezon serialu o Jones, jak i o Cage’u czy Randzie są widowiskiem o mniejszej skali. To seriale kameralne – momentami nawet duszne. Okazuje się, że bohaterowie, którzy ocalili Nowy Jork (a kto wie, może nawet całe Stany? cały świat?) nie mogą poradzić sobie z własną psychiką – ze swoimi demonami. Nowe odcinki zabierają ich w podróż ku samopoznaniu. A to, czego dowiadują się sami o sobie, nie zawsze czyni ich lepszymi ludźmi.

Co widać zresztą nawet na zwiastunach:

A co z Daredevilem?

I nie inaczej jest z Mattem Murdockiem. Los Daredevila po Defendersach pozostawiał wiele pytań. Najważniejsze: co tak naprawdę stało się z Mattem i Elektrą?

Zwiastuny i zapowiedzi umiejętnie podgrzewały przedpremierową atmosferę, i śmiało można powiedzieć, że trzeci sezon Daredevila był najbardziej oczekiwaną produkcją Marvela od czasu Wojny Nieskończoności*.

Oczekiwanie zdecydowanie się opłaciło: nowy Daredevil jest prawdopodobnie najlepszym z superbohaterskich seriali dostępnych na Netflixie – albo drugim najlepszym, zaraz po niesamowitym Punisherze. Jest też jednym z najlepszych seriali superbohaterskich w ogóle, moim zdaniem lepszym nawet od Gotham DC. A to już o czymś świadczy.

Nie ulega wątpliwości: choć plejada arcyłotrów w Daredevilu (3) robi naprawdę dobre wrażenie (wraca m.in. wspomniany już wcześniej Wilson Fisk), największym przeciwnikiem Matta Murdocka będzie tym razem… on sam. Matt musi zmierzyć się nie tylko ze swoimi wątpliwościami; po wydarzeniach z Defendersów upośledzeniu uległy również jego super-zmysły. Musi od nowa nauczyć się zarówno walki ze złoczyńcami, jak i życia w społeczeństwie. Do tego dochodzą inne problemy, głównie te związane z pozrywanymi w poprzednich sezonach więziami.

W tym sensie nowy Daredevil wpisuje się w tendencję dotychczasowych „drugich sezonów” (choć sam jest sezonem już trzecim). Tym razem wewnętrzna walka bohatera nabiera jednak całkiem nowego wymiaru, bo Daredevil musi zmierzyć się także z osobą, która przywłaszczyła sobie jego superbohaterską tożsamość – i z upodobaniem sieje śmierć i zniszczenie. Przy okazji pogrążając bohatera zarówno w mediach, jak i oczach jego przyjaciół**.

*Tak, celowo unikamy oficjalnego tłumaczenia. Więcej na ten temat w artykułach Komiksy na dużym ekranie, czyli Marvel Cinematic Universe vs DC Extended Universe oraz Avengers: Infinity War – recenzja bez spoilerów.

**Nie zdradzając zbyt wiele – na serialowy debiut tej komiksowej postaci fani Daredevila czekali od lat. Teraz nareszcie się doczekali…

Mniej wybuchów ognia, więcej wybuchów emocji

Od strony realizacyjnej nowy Daredevil prezentuje się nie gorzej niż poprzednie sezony – i nie inaczej niż dowolny inny serial Netflixa. To powiedziawszy, zdecydowanie mniej tu wybuchów i taniego efekciarstwa. Choreografia walk wciąż jest genialna; samych walk jest jednak mniej, a znacznie więcej jest introspekcji.

Serial rozkręca się dosyć powoli; spodziewać należy się ciemnych kolorów i wąskich, czasem wręcz klaustrofobicznych kadrów. Dużo większy nacisk położono tym razem na grę aktorską. A tej, nie inaczej niż poprzednio, niewiele brakuje; tutaj same dobre wieści. Tym lepsze, że aktorzy, m.in. grający główną rolę Charlie Cox czy grająca Karen Page Deborah Ann Woll, wypadają znacznie lepiej niż we wcześniejszych sezonach.

Szczególnie ten pierwszy mocno doszlifował swoją kreację. Jako Matt Murdock, Charlie Cox jeszcze nigdy nie był tak przekonujący; jako Daredevil – nigdy nie był tak ludzki. Małe, ale znaczące gesty; oddech; sposób, w jaki postać się porusza. Wszystko to robi ogromne wrażenie. Statyczne sceny i przeciągnięte ujęcia twarzy okazują się nie mniej ekscytujące niż najlepiej zgrane walki. Efekt? Już w pierwszym odcinku zaczynamy znowu „przejmować się” losami Daredevila. I po cichu mu kibicujemy.

Trzeci Daredevil jest mroczny. Jest bardzo poważny. Zupełnie niepostrzeżenie zabiera oglądających w rejony, w które nie udało się dotrzeć nawet DC. I żaden z bohaterów serialu nie wraca stamtąd taki sam.

I nawet ostatni film o Avengers wydaje się w porównaniu z tym wszystkim niewinną igraszką.

Sceny walk

Ale nie zapominajmy: pierwszy Daredevil zdobył rozgłos przede wszystkim dzięki niesamowitej choreografii walk. W połączeniu ze spektakularnymi longshotami, których nie powstydziłby się nawet sam Tarantino, walki te zmieniły sposób, w jaki dziś oceniamy superbohaterskie „mordobicie”, a słynna scena walki w korytarzu z drugiego odcinka do dziś święci tryumfy na YouTube. Warto ją sobie przypomnieć – choćby dla czystej przyjemności obcowania z arcydziełem:

Nie inaczej jest w trzecim sezonie. Tu walki rozgrywają się również na jeszcze innym, głębszym poziomie – tym psychologicznym. Jakim cudem twórcom udało się osiągnąć tak świetne efekty, nie umiem powiedzieć. Gra aktorska, praca kamery, efekty specjalne, układy choreograficzne i udźwiękowienie składają się jednak na nieprawdopodobne wprost wrażenie końcowe: czegoś takiego jeszcze nie było.

Scena walki z czwartego odcinka ma szanse przejść do historii serialowych longshotów. Emocje wręcz ciekną z ekranu. A katharsis nie przychodzi: nowy Daredevil rzadko daje nam uczucie ulgi. Częściej jest to uczucie zmęczenia – co jeszcze bardziej zbliża nas do głównej postaci. Tu żadne zwycięstwo nie jest z góry przesądzone i nie przychodzi bez trudu. Bohater zawsze wychodzi z walk zmęczony i pokiereszowany – zarówno fizycznie, jak i psychicznie. A w kolejnych scenach wcale nie pojawia się wyspany i wypoczęty. Doskonale widać, jak kolejne wyzwania odbijają się na jego zdrowiu i relacjach.

Fragment jednej z najlepszych scen walki w trzecim sezonie obejrzeć możecie na filmie poniżej:

Serialowe Uniwersum Marvela – co będzie dalej?

Zakończenie trzeciego sezonu Daredevila przynosi odpowiedzi na wiele pytań i rozwiązuje wiele wątków. Ale pozostawia też wątpliwości. Są sprawy, których należyte wyjaśnienie wymagałoby przynajmniej jeszcze jednego sezonu. Jeżeli nie przygód Matta Murdocka (tu bez spoilerów), to przynajmniej Defendersów.

Pytanie, czy sezon taki powstanie. Disney, jak wiadomo, już od dłuższego czasu nosi się z zamiarem odpalenia własnej platformy streamingowej – przez internautów określanej żartobliwie „Disneyflixem”. Wycofanie Luke’a Cage’a i Iron Fista z platformy najpopularniejszego na świecie serwisu streamingowego może wiązać się z tymi planami. Być może Disney chce przenieść wszystkie swoje seriale „do siebie”? Kto wie.

Jak by nie było, Luke Cage i Danny Rand na Netflixie już nie zagoszczą. Zagości natomiast Jessica Jones – prace nad trzecim sezonie już się bowiem rozpoczęły. Podobnie będzie z Punisherem; premierę drugiego sezonu zapowiedziano na 2019 r. Ale czy zobaczymy dalszy ciąg Defendersów? Tego na chwilę obecną nie sposób, obawiam się, przewidzieć. Ostatecznie – nikt nie obiecywał, że kolejny taki crossover nastąpi. Nikt nie obiecywał, że drugi sezon Defendersów w ogóle powstanie.

A może nie powstać.

Podsumowanie

Jak by nie było, trzeci Daredevil robi wrażenie. Dla części z oglądających może okazać się trochę zbyt wolny – lub trochę zbyt ciężki. Ale dla tych, którzy dadzą mu szanse, będzie w czołówce seriali Marvela. Od strony fabularnej jest to majstersztyk. Od strony emocji i gry aktorskiej – podobnie.

Wielu fanów narzekało, że 13 odcinków to o 3 za dużo. W przypadku Daredevila (3) podobne wątpliwości nie mają prawa się pojawić. Nie ma tu zwrotów akcji „na siłę” i „idiot plotów” znanych z poprzednich sezonów (np. pierwszego sezonu Jessiki Jones). Czas każdego odcinka wykorzystany został maksymalnie. I tak być powinno.

Ogólnie rzecz biorąc: 9/10. Byłoby 10… gdyby nie niepewna przyszłość serii. ;- )

A Wy? Obejrzeliście już nowy sezon? Co o nim sądzicie?

Więcej o superbohaterskich serialach przeczytasz w artykule Superbohaterowie na małym ekranie: Seriale DC i Marvela – co (i jak) polecamy oglądać.