Neonowe metropolie, wszechpotężne korporacje, ludzie nafaszerowani implantami i sztuczna inteligencja, która zaczyna żyć własnym życiem. Świat Cyberpunka 2077 wygląda jak ponura wizja przyszłości, nieprawdaż?
Kiedy w 2020 roku CD Projekt RED wypuścił Cyberpunka 2077, wielu graczy zachwycało się przede wszystkim technologią przedstawioną w Night City. Cybernetyczne wszczepy, zaawansowana broń, autonomiczne pojazdy czy możliwość bezpośredniego połączenia ludzkiego mózgu z komputerem. To wszystko wyglądało niezwykle futurystycznie, robiło kapitalne wrażenie, choć sam świat Cyberpunka, zapoczątkowany przez Mike’a Pondsmitha, od początku miał być przede wszystkim ostrzeżeniem.
Pięć lat później… Cyberpunk 2077 jest dziełem wybitnym
Później dostaliśmy jeszcze animowaną wersję tego świata, w ramach Cyberpunk: Edgerunners, które fantastycznie pokazało mroczną stronę tego uniwersum. Zobaczyliśmy tam jeszcze lepiej brutalne nierówności społeczne, bezwzględność korporacji i rzeczywistość, w której ludzkie życie bywa warte mniej niż kolejny produkt. Właśnie po obejrzeniu tej produkcji na Netflixie pomyślałem: cholera, czy rzeczywiście mówimy o odległej przyszłości?
Do 2077 roku pozostało jeszcze 51 lat. Tymczasem coraz więcej rozwiązań, które niedawno wydawały się czystym science-fiction, zaczyna funkcjonować w naszym świecie. Postanowiłem więc przyjrzeć się konkretnym obszarom, w których granica między rzeczywistością a Night City robi się zaskakująco cienka.
Megakorporacje. Arasaka już istnieje, tylko pod inną nazwą?
W Cyberpunku korporacje nie są zwyczajnymi przedsiębiorstwami. Arasaka i Militech dysponują ogromnymi pieniędzmi, wpływami politycznymi, własnymi strukturami bezpieczeństwa i technologiami, od których zależy funkcjonowanie społeczeństwa. W naszym świecie nie jest to jeszcze aż tak ekstremalne, ale pewne podobieństwa trudno przeoczyć.
Spójrzmy na Alphabet, Microsoft, Amazon, Apple czy Metę, które kontrolują ogromne fragmenty cyfrowego ekosystemu. Korzystamy z ich systemów operacyjnych, usług chmurowych, sklepów z aplikacjami, platform komunikacyjnych i narzędzi sztucznej inteligencji. Czasami nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo nasze codzienne funkcjonowanie zależy od decyzji podejmowanych w zaledwie kilku zarządach.

Skala koncentracji wpływów jest na tyle duża, że Unia Europejska stworzyła tzw. Akt o rynkach cyfrowych (w skrócie DMA), czyli unijne rozporządzenie, które ma na celu zapewnienie uczciwej konkurencji oraz ograniczenie monopolu największych firm technologicznych na rynku cyfrowym.
Oczywiście Google nie prowadzi prywatnej wojny z Microsoftem przy użyciu czołgów czy cyberwszczepów. Przynajmniej nie w dosłownym znaczeniu. Jednak rywalizacja o sztuczną inteligencję, dane użytkowników i infrastrukturę cyfrową coraz wyraźniej przypomina walkę o wpływy na całym świecie. A przecież właśnie od takiej koncentracji władzy zaczyna się korporacyjna dystopia.
Trauma Team, czyli kiedy zasobność portfela decyduje o zdrowiu
Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów Night City jest Trauma Team. Prywatna, świetnie wyposażona służba ratunkowa, która potrafi błyskawicznie ewakuować klienta z niebezpiecznej sytuacji. Oczywiście pod warunkiem, że wykupił odpowiedni pakiet.
Brzmi absurdalnie względem naszej rzeczywistości? Niekoniecznie. Już dzisiaj dostęp do opieki zdrowotnej w wielu krajach zależy od ubezpieczenia, posiadanych środków i miejsca zamieszkania. Choćby w Stanach Zjednoczonych prywatne ubezpieczenia odgrywają fundamentalną rolę, a koszty leczenia potrafią stanowić olbrzymie obciążenie finansowe nawet dla nienajgorzej zarabiającego pracownika.
Od Neuromancera do Cyberpunk 2077. Przybliżamy historię gatunku cyberpunk
W Polsce jest z tym znacznie lepiej, ALE funkcjonujący publiczny system ochrony zdrowia nie wyrabia. Równolegle rośnie znaczenie prywatnych abonamentów medycznych. Kto może zapłacić, często uzyskuje szybszy dostęp do wybranych konsultacji i badań. I to często znacznie szybszy, wręcz ratujący życie. Jesteś bogaty, a może wpływowy jak polityk? Jesteś bezpieczny, nie czekasz w kolejkach.
Według Światowej Organizacji Zdrowia w 2022 roku około 2,1 miliarda ludzi na świecie doświadczało trudności finansowych związanych z wydatkami na zdrowie. Nie oznacza to, że żyjemy już w świecie Trauma Team. Różnica polega jednak bardziej na skali niż na samej idei nierównego dostępu do usług.

Cyberpunk doprowadza ten mechanizm do skrajności: bogaty klient otrzymuje uzbrojony zespół ratowników, podczas gdy biedniejszy mieszkaniec Night City może liczyć przede wszystkim na szczęście. Po części taki obraz mamy już przed naszymi oczami. Uzbrojonych ratowników co prawda jeszcze nie ma, ale wszystkie technologie w medycynie, AI w diagnostyce, dogodności dla tych, którzy są w stanie za to zapłacić… Za 50 lat pewnie dorzuci się do tego zespół ludzi z giwerą i apteczką pod pachą. A może zespół… robotów?
Cyberware. Mechaniczne kończyny przestają być fantastyką
Chyba każdy, kto grał w Cyberpunka 2077, przynajmniej raz zastanawiał się, jak wyglądałoby życie z wbudowanymi w ramiona ostrzami, tytanowymi pięściami albo popularnym Sandevistanem, który robi z nas nieuchwytnych wojowników. I cóż, na możliwość spowalniania odczuwanego czasu i wykonywania błyskawicznych uników jeszcze sobie poczekamy. Natomiast cybernetyczne kończyny? Tutaj postęp jest naprawdę imponujący.
Istnieje pewne firma, nazywa się Ottobock. Rozwija od lat zaawansowane protezy dłoni, w tym model wieloprzegubowej protezy dłoni sterowanej mioelektrycznie. Urządzenia potrafią wykonywać różne rodzaje chwytu, a sterowanie wykorzystuje sygnały elektryczne pochodzące z mięśni użytkownika. Są już w tym rozwiązania, które używają dodatkowe algorytmy rozpoznające wzorce aktywności mięśniowej.
Co więcej, amerykańscy naukowcy pracują nad przywracaniem sztucznego zmysłu dotyku. W 2025 roku amerykański oddział NIH opisywał eksperymenty pozwalające wywoływać u uczestników wrażenia kształtu i ruchu za pomocą stymulacji mózgu. Oczywiście daleko nam jeszcze do sytuacji, w której człowiek wymienia zdrową rękę na metalową tylko dlatego, że nowa zapewnia większą siłę. W końcu dzisiejsza bionika służy przede wszystkim przywracaniu utraconych możliwości. Ale fundament technologiczny, na którym mogłyby kiedyś powstawać bardziej zaawansowane wszczepy, już istnieje. Nie da się przejść obok tego obojętnie.

Neuralink. Pierwszy krok do połączenia mózgu z komputerem
Skoro jesteśmy przy implantach, nie sposób pominąć Neuralinka. W Cyberpunku bezpośrednie połączenia układu nerwowego z elektroniką stanowią codzienność. Bohaterowie gry czy serialu korzystają z interfejsów, które pozwalają obsługiwać systemy komputerowe bez tradycyjnych kontrolerów.
Warto tutaj wspomnieć, że Elon Musk i jego firma próbują osiągnąć coś, co jeszcze niedawno brzmiało podobnie niewiarygodnie. Neuralink rozwija interfejs mózg-komputer, który interpretuje aktywność neuronów i przekształca ją w polecenia dla urządzeń elektronicznych. W styczniu 2026 roku firma Maska informowała o 21 uczestnikach swoich badań klinicznych. Wyobrażacie to sobie? To już się dzieje!
Osoby z poważnymi ograniczeniami ruchowymi mogły dzięki implantowi sterować komputerem, poruszać kursorem czy korzystać z wybranych urządzeń. To przełom, ale oczywiście trzeba zachować proporcje. Neuralink nie umożliwia swobodnego odczytywania cudzych myśli, pobierania wiedzy bezpośrednio do mózgu ani instalowania dodatkowych umiejętności niczym w grze. Jeszcze nie.
ExeKiller, czyli Cyberpunk spotyka Deus Eksa i wchodzą do saloonu…
Mówimy o eksperymentalnej technologii medycznej, która nadal wymaga badań nad bezpieczeństwem i skutecznością. Mimo wszystko, trudno nie poczuć cyberpunkowego klimatu, kiedy człowiek porusza kursorem na ekranie wyłącznie dzięki sygnałom pochodzącym z własnego mózgu.
Sztuczna inteligencja w medycynie. Lekarz przyszłości już pracuje?
W Night City technologia medyczna potrafi dokonywać rzeczy niewyobrażalnych. Zaawansowana diagnostyka, cybernetyczne implanty i skomplikowane operacje stały się częścią rozwiniętego przemysłu. W rzeczywistości podobna rewolucja odbywa się znacznie ciszej. Sam ją widzę jako dziennikarz, który na przestrzeni ostatniego roku odwiedził kilkanaście konferencji związanych z rozwojem sprzętu medycznego w szpitalach.
Na tej podstawie wiem, że sztuczna inteligencja coraz częściej wspomaga lekarzy w analizowaniu obrazów diagnostycznych, wykrywaniu nieprawidłowości czy planowaniu zabiegów. A według amerykańskiej FDA do września 2026 roku dopuszczono do obrotu w USA ponad 1600 wyrobów medycznych wykorzystujących właśnie AI. To ogromna liczba, choć za 10 lat pewnie będzie wyglądać śmiesznie.
Nie chodzi jednak o tysiące robotycznych lekarzy samodzielnie przyjmujących pacjentów. Wiele takich rozwiązań wspiera specjalistów przy konkretnych zadaniach. Potencjał jest tutaj ogromny, podobnie jak wyzwania związane z błędami algorytmów, odpowiedzialnością za diagnozę i ochroną danych medycznych. Nie odejdziemy od tego, że człowiek musi być obecny.
I tutaj wracamy do Cyberpunka. Bo sama możliwość stworzenia przełomowej technologii nie oznacza jeszcze, że każdy będzie mógł z niej skorzystać. Pytanie o przyszłość medycyny nie brzmi więc wyłącznie: „Co będzie potrafiła sztuczna inteligencja?”, ale również: „Kogo będzie na nią stać?”. No i: “Kto nauczy się z niej korzystać?”.
Chatboty i agenci AI. Czy tworzymy własnego Delamaina?
Pamiętacie Delamaina? Sztuczną inteligencję zarządzającą korporacją taksówkarską w Night City, której osobowość i autonomiczne zachowania stają się ważnym elementem jednej z historii w Cyberpunku? Jeszcze kilka lat temu podobny system uznalibyśmy za bardzo odważne science fiction. Dzisiaj miliony ludzi korzystają z chatbotów, które potrafią prowadzić rozmowy, analizować dokumenty, pisać kod czy pomagać przy codziennych obowiązkach.

Co ważniejsze, coraz większe znaczenie mają agenci AI. Ba, mamy też przecież taksówki, które prowadzi SI, nie człowiek. Doskonale przygotowane, zaprogramowane przez człowieka do konkretnej pracy. Nie chodzi już wyłącznie o program, który odpowiada na pytanie. Współczesne systemy agentowe potrafią wykonywać wieloetapowe zadania, obsługiwać przeglądarkę, wypełniać formularze czy pracować z aplikacjami, a nawet prowadzić samochód.
Oczywiście nie oznacza to narodzin samoświadomej maszyny. Dzisiejsze modele wciąż potrafią się mylić i wymagają nadzoru. Jednak granica między programem wykonującym pojedynczą komendę a cyfrowym asystentem realizującym całe zadanie wyraźnie się przesunęła. A przecież Delamain również zaczynał od świadczenia usług, zanim zyskał świadomość. W tym segmencie naprawdę trudno nie zobaczyć postępującej rewolucji.
Wielki Brat w Night City. Kamery, biometria i cyfrowe ślady
Świat Cyberpunka jest niemal całkowicie pozbawiony prywatności. Kamery, systemy identyfikacji i technologie śledzenia pozwalają gromadzić ogromne ilości informacji o mieszkańcach. I tutaj rzeczywistość zbliża się do fikcji bardziej, niż mogłoby się wydawać. Nie wszędzie, nie w każdym kraju w skrajnym stopniu, ale w Chinach czy w Korei – z opowieści znajomych wiem, że ludzie boją się tam nabroić, bo są śledzeni w każdym kącie.
Smartfony rejestrują lokalizację, aplikacje analizują zachowania, a systemy monitoringu coraz częściej wspomagane są algorytmami sztucznej inteligencji. Do tego biometria umożliwia identyfikowanie ludzi na podstawie cech fizycznych, no i voila, mamy dyktaturę technologii monitorującej.
Owszem, taka technologia sama w sobie nie musi być zła. Rozpoznawanie twarzy może pomagać w zabezpieczaniu urządzeń, a monitoring w wyjaśnianiu przestępstw. Problem zaczyna się wtedy, gdy narzędzia te służą do masowej obserwacji obywateli. Właśnie dlatego unijny AI Act ogranicza wykorzystywanie zdalnej identyfikacji biometrycznej w czasie rzeczywistym przez służby w przestrzeni publicznej, dopuszczając określone wyjątki. Mamy więc pewne ograniczenia, ale czy można ufać służbom, że są przestrzegane? Wątpię.
W tej sprawie Cyberpunk stawia ważne pytanie, które dzisiaj brzmi wyjątkowo aktualnie. To znaczy: ile prywatności jesteśmy gotowi oddać w zamian za bezpieczeństwo i wygodę?
Reklama wszędzie. Night City mieści się w naszym smartfonie
Jednym z najbardziej rozpoznawalnych obrazów Cyberpunka są gigantyczne ekrany reklamowe, hologramy i nieustanny marketing. Night City wygląda, jakby ktoś zamienił całe miasto w jeden wielki blok reklamowy. Kto grał, kto oglądał, ten wie.

A szczerze mówiąc, współczesność nie potrzebuje nawet hologramów, żeby osiągnąć podobny efekt. Reklamy towarzyszą nam w mediach społecznościowych, wyszukiwarkach, aplikacjach, grach i serwisach streamingowych. Co więcej, często są personalizowane na podstawie naszych zachowań oraz zainteresowań. Algorytm potrafi przewidywać, jaki produkt może nas zainteresować, zanim sami zaczniemy go aktywnie szukać.
Paradoksalnie nasza rzeczywistość poszła w pewnym sensie dalej niż Cyberpunk. Tam reklama atakuje przede wszystkim oczy. U nas coraz częściej konkuruje o uwagę za pośrednictwem systemów, które dopasowują przekaz do konkretnego odbiorcy. I to często na podstawie podsłuchiwania naszych rozmów! Nic dziwnego, że europejskie regulacje wymagają większej przejrzystości reklam i systemów rekomendacji. Najbardziej cyberpunkowe nie jest więc to, że wszędzie widzimy reklamy. Jest nim fakt, jak wiele reklamodawcy mogą wiedzieć o swoich odbiorcach. To na swój sposób przerażające.
Teoria martwego internetu. Czy rozmawiamy jeszcze z ludźmi?
W Cyberpunku sieć jest pełna zagrożeń, autonomicznych programów i nieznanych bytów cyfrowych. Granica między ludzką aktywnością a działaniem maszyn bywa tam, jak pokazuje świat, trudna do uchwycenia.
Nie wiem, czy to widzicie, ale w naszym internecie pojawia się podobny problem. Teoria martwego internetu zakłada, w swojej najbardziej radykalnej wersji, że znaczną część aktywności w sieci generują boty i automatyczne systemy, a autentyczne interakcje są coraz częściej zastępowane sztucznymi. Nie ma co prawda dowodów potwierdzających wszystkie twierdzenia tej teorii, ale istnieją dane, które pokazują skalę automatyzacji.
Według raportu firmy Imperva z 2026 roku automatyczny ruch odpowiadał za ponad 53% analizowanego ruchu internetowego w 2025 roku. Trzeba zaznaczyć, że nie oznacza to, iż ponad połowa postów czy użytkowników mediów społecznościowych jest fałszywa. Problem potęgują jednak generowane przez AI zdjęcia, materiały wideo, głosy i komentarze. AI jest wszędzie, między nami, między ludzkimi treściami.
Coraz trudniej ocenić, czy oglądamy autentyczne nagranie, czy syntetyczną kreację. Czy dyskutujemy z człowiekiem, czy z botem. Czy viralowy materiał dokumentuje prawdziwe wydarzenie, czy niekoniecznie. Patrzcie na zalew zdjęć z ważnych dla kraju czy świata wydarzeń – czasami trzeba sprawdzać je po kilka razy.
I być może właśnie to jest najbardziej niepokojące: internet wcale nie musi umrzeć, żeby zacząć sprawiać wrażenie sztucznego. Nie musi stać się dziki. Nie, wystarczy, że w już istniejącej sieci stracimy kontrolę nad tym, co realne. A ludzie, którzy nie nadążają za technologią, będą mieli z tym ogromny problem.

Wolny internet, cenzura i darknet. Czy sieć będzie się dzielić?
Jest jeszcze jedna teoria. Otóż w uniwersum Cyberpunka globalna sieć nie przypomina otwartego internetu, jaki znamy. Tam po katastrofalnych wydarzeniach związanych z dawną siecią istotną rolę odgrywa Blackwall, oddzielający jej niebezpieczne obszary od kontrolowanej infrastruktury.
Patrząc na współczesny Internet, również coraz wyraźniej dzieli się na odrębne przestrzenie. Niektóre państwa ograniczają dostęp do określonych platform, blokują usługi i kontrolują przepływ informacji. Według popularnego raportu Freedom on the Net globalna wolność Internetu pogorszyła się piętnasty rok z rzędu. A przecież równolegle istnieją i rozwijają się technologie zapewniające większą anonimowość, takie jak Tor. Pozwalają one utrudnić identyfikację operatorów stron oraz ograniczyć możliwości cenzurowania dostępu.
Nie należy jednak utożsamiać całego darknetu z ruchem oporu przeciw cenzurze. Nie powstał on wyłącznie jako reakcja na współczesne ograniczenia, a obok zastosowań służących prywatności występuje tam również działalność przestępcza. Różne powody, ale sens podobny. Cyberpunkowe skojarzenie pozostaje właściwe.
Z jednej strony rośnie znaczenie kontrolowanych platform i infrastruktury, z drugiej istnieje zapotrzebowanie na komunikację bardziej niezależną od centralnych podmiotów. Pytanie brzmi, czy przyszły Internet będzie jedną globalną przestrzenią, czy raczej zbiorem cyfrowych terytoriów z własnymi zasadami?
Rok 2077 jest bliżej, niż nam się wydaje
Czy za kilkadziesiąt lat będziemy spacerować po ulicach w neonowych kurtkach, z mechanicznymi ramionami i procesorami podłączonymi bezpośrednio do mózgów? Niekoniecznie. Wizja Cyberpunka pozostaje fikcją, a wiele przedstawionych technologii wymagałoby przełomów, których dzisiaj nie potrafimy nawet przewidzieć.
Najciekawsze jest jednak coś innego. Cyberpunk nigdy nie był wyłącznie opowieścią o futurystycznych gadżetach. To przede wszystkim świat, w którym ogromny postęp technologiczny nie przełożył się na równie wielki postęp społeczny. Ba, społeczeństwo w tej wizji zostało wręcz jeszcze bardziej podzielone.
Mieszkańcy Night City mogą zastępować części własnego ciała zaawansowanymi implantami, a jednocześnie zmagają się z ubóstwem, przemocą i brakiem perspektyw. Korporacje dysponują niewiarygodnymi zasobami, ale zwykły człowiek nadal musi walczyć o podstawowe bezpieczeństwo. I właśnie tutaj współczesność zaczyna przypominać dystopię CD Projekt RED znacznie bardziej niż w przypadku cybernetycznych wszczepów.

Zobaczcie sami, rozejrzyjcie się. Mamy coraz potężniejszą sztuczną inteligencję, bardziej zaawansowaną medycynę, coraz większe możliwości komunikacji, nawet roboty już w części sektorów. Brzmi świetnie, brzmi jak coś, co mogłoby popchnąć całą ludzkość do przodu. Ale równocześnie mierzymy się z nierównościami, koncentracją cyfrowej władzy, problemami prywatności i rosnącą trudnością w odróżnianiu prawdy od cyfrowej fikcji.
Nie wiadomo, czy w 2077 roku będziemy mieli własne Night City, ale jedno jest pewne: najbardziej niepokojące elementy Cyberpunka wcale nie wymagają od nas czekania kolejnych 51 lat. Już teraz je widać i jest to niepokojące.
Ważne postscriptum
Oglądając drugi sezon Cyberpunk: Edgerunners 2, wzięło mnie na kolejne przemyślenia na temat tego, jak niewiele nam trzeba do wizji cyberpunkowej. Wróciłem przy okazji do pierwszego sezonu i… chodzi o cyberpsychozę.
Zadałem sobie pytanie: czy naprawdę potrzebowalibyśmy implantów, żeby się zatracić? Jednym z najbardziej przejmujących elementów z tego świata jest historia Davida Martineza. Chłopak zaczyna od wszczepienia wojskowego Sandevistana, ale z czasem coraz mocniej uzależnia swoje możliwości i poczucie wartości od kolejnych cybernetycznych ulepszeń. Więcej chromu oznacza przecież większą siłę, szybkość i szansę na przetrwanie w bezwzględnym Night City. To brzmi jak… zwykły narkotyk.
A przecież ludzkie ciało i psychika mają swoje granice. Ich przekroczenie może prowadzić do cyberpsychozy, czyli fikcyjnego zaburzenia, w którym człowiek stopniowo traci kontrolę nad sobą i własnym postrzeganiem rzeczywistości. Znowu: brzmi jak narkotyk. Tragiczna historia Davida doskonale pokazuje konsekwencje tej nieustannej pogoni za ulepszaniem własnego organizmu.

Wystarczy spojrzeć na problem współczesnych uzależnień, żeby zobaczyć podobieństwa. Narkotyki takie jak metamfetamina czy kokaina mogą prowadzić do silnego uzależnienia, zaburzeń poznawczych, paranoi, a w niektórych przypadkach również do epizodów psychotycznych. Nawet konopie indyjskie, często postrzegane jako stosunkowo niegroźne, nie pozostają całkowicie obojętne dla zdrowia psychicznego.
Nie oznacza to oczywiście, że każda osoba sięgająca po takie substancje uzależni się lub doświadczy psychozy. Ryzyko zależy między innymi od rodzaju substancji, częstotliwości używania i indywidualnej podatności. Jednak sama metafora pozostaje, tak uważam, trafna.
Człowiek sięga po coś, co początkowo daje mu określoną korzyść lub przyjemność. Z czasem może potrzebować coraz więcej, a kolejne próby odzyskania kontroli zaczynają przynosić odwrotny skutek. I tu też wchodzimy trochę w problemy konsumpcjonizmu, kto wie – może kiedyś wszczepy będą takim kąskiem zakupowym, jak dzisiaj konsole z okazji premiery GTA VI?
Zresztą nie musimy ograniczać się do substancji psychoaktywnych. Współczesna obsesja na punkcie produktywności, idealnego wyglądu i ciągłego przekraczania własnych możliwości również potrafi przybierać destrukcyjne formy. Do tego dochodzą technologie zaprojektowane tak, żebyśmy spędzali z nimi jak najwięcej czasu. Taki David Martinez nie potrafił powiedzieć sobie „dość”, nawet kiedy jego organizm wyraźnie dawał mu do zrozumienia, że przekroczył granicę.
I być może właśnie w tym tkwi najważniejsze przesłanie Edgerunners i w ogóle świata Cyberpunka. Że największym zagrożeniem nie zawsze jest sama technologia, lecz ludzka skłonność do sięgania po coraz więcej. Już dziś się na tym wykładamy, a co będzie za 50 lat, zapewne z jeszcze bardziej zaawansowaną sztuczną inteligencją? Strach pomyśleć.




Dodaj komentarz