Coraz większa popularność usług opartych o ideę chmury danych sprawiła, że częściej i chętniej wszelkiego typu pliki przechowujemy w cyfrowym eterze. Archiwizowanie zdjęć, współdzielenie plików służbowych, udostępniania multimediów – niewątpliwie ułatwiło to nam wszystkim życie.

Nie da się przy tym ukryć, że wiele osób przekonało się do wszelkiego typu Dropboxów, Google Drive’ów Apple iCloud’ów, Microsoft OneDrive’ów i innych usług chmurowych dzięki, a może raczej – przez – wciąż niezażegnaną pandemię, która najpierw wielu z nas wysłała na home office, a obecnie przyzwyczaja do pracy hybrydowej.

 

 

I mogłoby się zdawać, że w takim razie służące do przenoszenia danych dyski zewnętrzne straciły zasadniczo rację bytu – wystarczy wrzucić kluczową paczkę plików do chmury i mamy sprawę załatwioną. Niestety, życie jest nieco bardziej skomplikowane i nie zawsze chmura faktycznie będzie najwygodniejszym i najszybszym rozwiązaniem – szczególnie gdy wspomniana paczka plików waży kilkaset gigabajtów. W takiej sytuacji nie tylko musimy być posiadaczami płatnego „chmurowego” konta premium, ale także niezbędny jest dostęp do sieci o sporej prędkości wysyłania danych, by ów proces nie zajął kilku godzin.

Dysk przenośny to także kluczowe narzędzie pracy dla użytkowników często instalujących na sprzęcie aplikacje i programy o dużej wadze – świetnym tego przykładem możemy być chociażby ja z Krzysztofem. Przygotowywanie do testów przyjeżdżających do naszej redakcji notebooków to dla nas codzienność, a każdorazowe ściąganie ważącej kilkaset gigabajtów paczki z potrzebnymi benchmarkami zakrawałoby na absurd.

Oczywiście, dysk zewnętrzny przydaje się nie tylko w sytuacjach związanych z pracą. Planując wyjazd do miejsca, w którym nie będziemy mieli dostępu do Internetu lub będziemy z niego korzystać wyłącznie w wersji mobilnej, warto zawczasu przygotować zapas filmów i seriali, by w kilka godzin nie zużyć przysługującego nam limitu transferu danych.

W tych wszystkich zadaniach powinien świetnie sprawdzić się bohater tej recenzji, czyli kompaktowy i wyjątkowo wytrzymały przenośny dysk SSD Transcend ESD370C. Nie jest to urządzenie o równie filigranowym formacie, jak testowany przez Krzysztofa Transcend ESD250C, ale ten model wyróżnia się obudową o zwiększonej odporności na upadki i wszelkiego typu urazy fizyczne, więc powinien przypaść do gustu użytkownikom szczególnie wyczulonym na niezawodność sprzętu często zabieranego na wszelkiego typu wyjazdy.

Sprawdźmy zatem, co prócz wytrzymałości niewielki Transcend ESD370C może zaoferować swemu właścicielowi.

 

Wygląd zewnętrzny

Jak transcendowa tradycja nakazuje, dysk zapakowany jest w charakterystyczne pudełko z okienkiem, pozwalające jeszcze przed odpakowaniem zobaczyć, jak niedużym urządzeniem jest ESD370C. A format dysku wypada tu naprawdę fajnie – zaokrąglona obudowa ma niecałe 97 mm długości, 54 mm szerokości, 12,5 mm grubości i waży raptem 87 g. Nie jest to może wielkość równie mikroskopijna, jak w przypadku wspomnianego we wstępie dysku ESD250C, ale bez problemu udało mi się go zmieścić w dodatkowej mini-kieszonce jeansów – aczkolwiek muszę tu przyznać, że z racji mało aktywnego (i zdrowego) stylu życia, nie noszę jeansów w rozmiarze M czy nawet L, lecz nieco większe.

Obudowa w tym modelu składa się z dwóch warstw. Kości 3D NAND i towarzysząca im elektronika zamknięte zostały w czarnym pudełeczku z aluminium lub tworzywa o twardości metalu (bez wiwisekcji dysku nie sposób tego sprawdzić), na które niczym… hmm… rękawiczka została naciągnięta ściśle doń przylegająca warstwa silikonu w kolorze navy blue. Gumowate tworzywo nie tylko chroni dysk przed tłustymi zabrudzeniami (odciski palców nie raczą się na nim osadzać) i zarysowaniami, ale także pochłania energię kinetyczną, zwiększając tym sposobem odporność Transcenda na upadki i inne potencjalne urazy.

Jedyną wadą elastycznego tworzywa jest przyciąganie drobin kurzu, co, niestety, widać na części zdjęć – bez względu na to ile czasu przed naciśnięciem migawki dysk był odmuchiwany oraz pędzlowany i tak w ciągu sekund przyciągał do siebie unoszące się w powietrzu mikroskopijne włókna. Co ciekawe, identyczne właściwości ma gumowata obudowa towarzyszącego mu na niektórych zdjęciach dysku ADATA. Na szczęście, efekt ten widać jedynie pod mocnym światłem naszych redakcyjnych softboksów.

Takie podejście do kwestii obudowy sprawiło, że mały ESD370C powinien dłużej utrzymać nieskalany rysami i śladami użytkowania wygląd, niż konstrukcje ze zwykłego tworzywa lub nawet metalu. Jeśli więc zdarzy nam się np. włożyć dysk do kieszeni razem z kluczami, nie powinno się to odbić na jego aparycji.

Trochę jednak szkoda, że dysk nie został doposażony w zaślepkę do zabezpieczania ulokowanego na jego górnej krawędzi gniazda USB typu C. Jest to jedyny element, w którym mogą się zbierać drobiny piasku, kurzu i inne paprochy, a tych często nie brakuje w plecaku, torbie lub nawet kieszeniach. Takowy dodatek byłby idealnym dopełnieniem pro-wytrzymałościowej natury bohatera tej recenzji. Jeżeli więc dysk będzie nam towarzyszył na każdym kroku, a nie należymy do ludzi przemieszczających się wyłącznie między domem i pracą, lecz często zaliczamy ambitniejsze podróże, to warto owo gniazdo przynajmniej przedmuchać, by uniknąć uszkodzenia znajdujących się w nim styków.

Producent dodaje do dysku dwa rodzaje przewodów – jeden to USB-C – USB-A, natomiast drugi to USB-C – USB-C. Dzięki temu już na starcie z nośnika będą mogli korzystać zarówno posiadacze desktopów i notebooków wyposażonych wyłącznie w „duże” USB, jak i użytkownicy maszyn posiadających już zminiaturyzowane USB typu C. Oba przewody mają 50 cm długości.

Przewód USB-C – USB-C przyda się także użytkownikom smartfonów i tabletów, gdyż Transcend ESD370C obsługuje funkcję USB OTG (On-The-Go) i możemy go podpiąć również do urządzeń taką funkcję wspierających, np. wybranych tabletów czy smartfonów.

 

Testy

Transcend ESD370C dostępny jest w trzech wersjach: 250 GB, 500 GB oraz 1000 GB – w moje ręce trafił model o największej pojemności. Temat testów postanowiłem zacząć od sprawdzenia, jak bardzo jego możliwości przewyższają mój dysk służbowy ADATA HD650, czyli nośnik talerzowy kompatybilny ze standardem USB 3.2 Gen 1 (do niedawna nazywanym USB 3.0). Dysk ten wykorzystywany jest głównie do instalowania na testowanych komputerach niezbędnych benchmarków, gier i innych aplikacji.

Producent deklaruje, że testowany nośnik ESD370C oferuje prędkość zapisu do wartości 1050 MB/sodczytu do 950 MB/s, więc przewaga nad talerzowym ADATA HD650 powinna być naprawdę spora.

Za platformę testową posłużył mi mój wypieszczony Hyperbook X77, którego konfiguracja oparta jest o procesor Intel Core i5 9400F oraz dysk M.2 PCIe NVMe Samsung SSD 970. Wśród portów na wyposażeniu tego maluszka znajdziemy zarówno USB 3.1 Gen 2 typu A (tu został podłączony dysk ADATA), jak i USB 3.2 Gen 2 typu C – do niego właśnie podpiąłem Transcenda.

By porównać możliwości obu dysków przygotowałem na tę okoliczność katalog o wadze 301 GB, w którym łącznie znalazło się 17 073 plików. Wśród nich nie zabrakło kilkudziesięciu gigabajtów zdjęć i innych mniejszych plików oraz trzech kilkudziesięciogigowych plików ISO. Jak prezentują się zatem czasy ich kopiowania?

 

Transcend ESD370C – 19 minut i 47 sekund

ADATA HD650 – 58 minut i 19 sekund

 

Trudno nie uznać tu przewagi dysku Transcenda, aczkolwiek należy pamiętać, że wpływ na prędkość przesyłania danych ma tutaj nie tylko zupełnie inna mechanika dysków (talerze vs kości 3D NAND) ale także przepustowość wykorzystanych do testu portów.

Jak w takim razie Transcend zachowa się podczas testów za pomocą programów AS SSD oraz Cristal Disk Mark?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Osiągnięte wartości w niewielkim stopniu odbiegają od deklarowanych przez producenta czasów zapisu i odczytu. Mamy więc do czynienia z nośnikiem nie tylko kompaktowym i solidnie wykonanym, ale także bardzo szybkim.

 

Oprogramowanie TranscendElite

By w jeszcze większym stopniu ułatwić korzystanie z dysku, producent zaleca zainstalowanie na naszym komputerze autorskiej aplikacji TranscendElite. Ten niewielki program pozwoli m.in. na zabezpieczenie przechowywanych na nośniku danych, ale na tym jego możliwości się nie kończą. Możemy go także wykorzystać do łatwego tworzenia kopi zapasowej danych przechowywanych na komputerze i ich migrację na testowany nośnik.

TranscendElite nie jest specjalnie skomplikowany w użyciu, ale mógłby być nieco bardziej intuicyjny w obsłudze. Szkoda także, że choć nie jest to nowa aplikacja, producent nadal nie raczył jej spolszczyć – niby to detal, ale dla części użytkowników może być utrudnieniem.

 

Podsumowanie

Transcend ESD370C to bardzo udany produkt i powinien przypaść do gustu osobom poszukującym pojemnego i szybkiego przenośnego dysku SSD do łatwego przenoszenia danych między. W dodatku dysk może się pochwalić nie tylko filigranowym rozmiarem, ale także konstrukcją o zwiększonej odporności na uszkodzenia fizyczne, więc sprawdzi się nie tylko w sterylnych biurach i gabinetach, ale śmiało możemy go zabrać w nieco bardziej „kostropate” lokacje pokroju warsztatu samochodowego lub pracowni rzemieślniczej. Za potwierdzenie niezawodności Transcenda ESD370C na pewno można uznać okres gwarancji, wynoszący w tym modelu trzy lata.

Dysk sensownie wypada także w kwestii ceny. Wersję 250 GB możemy kupić za ok. 320 zł, model 500 GB sklepy wyceniają na kwotę między 450 a 500 zł, a wariant 1 TB to wydatek na poziomie ok. 750 zł. To wszystko sprawia, że z czystym sumieniem przyznaję mu nasze redakcyjne odznaczanie TECHSETTER poleca.