Tesla przyzwyczaiła nas do tego, że jest firmą nietuzinkową i, nie waham się powiedzieć, nieprzewidywalną. Jej akcje szybują to w górę, to w dół, zależnie od tego, jakie wieści dochodzą do rynku z obozu Elona Muska. Ostatnio jednak mamy do czynienia z bardzo głęboką korektą, spróbujmy się przyjrzeć temu, czy zagraża ona egzystencji najbardziej chyba obecnie innowacyjnej firmy motoryzacyjnej świata, a już na pewno świata zachodniego.

Analitycy twierdzą, że najgłębsza od 3 lat korekta walorów Tesli spowodowana jest ogromnym zadłużeniem przedsiębiorstwa i kłopotami wynikającymi z trudności w akumulacji kapitału na obsługę zadłużenia i finansowanie bieżącej działalności. Tesla jest zadłużona na astronomiczną kwotę 10 miliardów 300 milionów dolarów i, jeśli wierzyć mailowi, jaki Elon Musk przesłał do pracowników, jeśli nie zredukuje swoich wydatków i nie podniesie sprzedaży może ją czekać czarny scenariusz i to już za około 10 miesięcy. Musk zapowiedział, że osobiście weźmie pod lupę wszystkie wydatki firmy i będzie dokonywał cięć, łącznie ze zmianami w wielkości zatrudnienia.

 

Tesla ma (czy raczej może powinniśmy już powiedzieć „miała”?) ogromną zdolność do przyciągania kapitału, jednak analitycy twierdzą, że ogromne pieniądze w firmie są „przepalane” bez planu i celu. Firma wprawdzie prezentuje coraz to nowe innowacje, jednak monetyzacja pomysłów przychodzi jej z ogromnym trudem. Okresowo rynki tracą cierpliwość i hurtowo kwestionują butne zapowiedzi szefa firmy, a on, zwykle, stosuje strategię ucieczki do przodu prezentując coraz to nowe pomysły. Bywało tak już w historii firmy kilkukrotnie, a koniec Tesli przepowiadano tak często, że w zasadzie zdążyliśmy się uodpornić na takie wieści. Firmie, jak dotąd, zawsze udawało się wychodzić z kryzysów obronną ręką. Nie umiem przewidzieć, nikt zapewne nie umie, czy tym razem będzie podobnie. Na wypowiedzi analityków zawsze biorę poprawkę, oni też miewają swoje partykularne interesy a rozsiewanie po rynkach negatywnych opinii może być czasem orężem w grze o zniżki lub zwyżki na poszczególnych walorach. Zwłaszcza, że sukces Tesli na dłuższą metę jest kłodą w oku całego przemysłu motoryzacyjnego, więc i w tym można upatrywać źródeł siania paniki. Chyba nie trzeba tego wyjaśniać, prawda?

 

Przez lata Tesla walczyła z łatką firmy motoryzacyjnej. Przedstawiali się jako firma technologiczna, a rynki są przyzwyczajone do szybkich zwrotów z inwestycji w technologie. Tymczasem czas pokazuje, że Tesla, mimo tego, co sama twierdzi, podlega tym samym prawom, co wszystkie inne firmy motoryzacyjne i okresowe kłopoty finansowe są wpisane w charakterystykę jej działalności. Oczekiwania inwestorów wobec firm technologicznych są znacznie większe niż w przypadku branży samochodowej, co także może być powodem paniki. Biorąc jednak pod uwagę, jak ogromny kapitał jest „wpompowany” w kalifornijskiego producenta jakoś trudno mi wyobrazić sobie scenariusz, w którym Tesla znika z rynku. I choć pojawiają się głosy, że akcje firmy spadną z obecnych ok. 190 do nawet 10 USD, to jednak pamiętajmy, że do dołka z grudnia 2016 brakuje jeszcze ok. 40 USD i wcale nie jest powiedziane, że do tego poziomu akcje spadną. Możliwym jest też, że po dużej przecenie pojawi się nagle duży, poważny inwestor, który przejmie spółkę, ten scenariusz uważam za znacznie bardziej prawdopodobny niż upadek. Przeszkodą jest wprawdzie obecna sytuacja geopolityczna i wojna handlowa, jaką Stany Zjednoczone toczą z Chinami, która obniża generalnie nastroje w biznesie, ale też ogranicza ilość potencjalnych inwestorów spoza USA.

 

Tradycyjne koncerny motoryzacyjne same obecnie wydają ogromne środki na nadgonienie zaległości na rynku EV i mogą nie być zainteresowane przejęciem Tesli, przyszły inwestor mógłby pochodzić raczej spoza branży, a jest w USA co najmniej kilka wielkich firm, które mogłyby uczynić pożytek z wielu lat badań i wdrożeń, jakie Tesla ma za sobą. Pamiętajmy, że w roku 2013 ofertę przejęcia złożyło Apple i kto wie, czy tym razem też nie wróci do gry? Na pewno ma niezbędne rezerwy finansowe, aby nie tylko uratować firmę Muska, ale też pchnąć ją na nowe wody, a samo Apple także poszukuje nowych obszarów ekspansji, również na rynku samochodów elektrycznych, więc kto wie? Posiadanie w portfelu lidera rynku dynamicznie rozwijającej się branży może być w tym przypadku bardzo kuszące, zwłaszcza, że innowacyjność Tesli doskonale wpisuje się w DNA producenta z Cupertino, który ostatnio, co tu kryć, nadmiarem innowacji nie grzeszy. Jak będzie, przekonamy się już wkrótce. Na razie Tesla nie komentuje sytuacji, a na przecieki z Apple, jak zwykle trudno liczyć.

zdjęcia: tesla.com