poly blackwire 5220

Poly Blackwire 5220 – recenzja. Przemyślane słuchawki do wideokonferencji i nie tylko..

Już kiedyś wspominałem, że lubię kiedy sprzęt otrzymany na testy zaskakuje. I wiadomo, że bardziej mi chodzi o te pozytywne zaskoczenia, chociaż i takie z przeciwnej strony osi się zdarzają. Na szczęście rzadziej. W mojej pracy często mam okazję testować sprzęt intrygujący od momentu wyjęcia z pudełka, ale zdarza się, że tej iskry brakuje. Nie będę oszukiwał – na pierwszy rzut oka słuchawki do wideokonferencji nie są raczej najbardziej fascynującym sprzętem. No ale – moja praca wymaga tego, żeby nie tylko sprawdzić, co oferują, ale też skonfrontować to z obiecankami producenta. A dla samej recenzji i jej odbioru jeszcze lepiej będzie, jeżeli sprzęt zaoferuje coś ekstra!

Poly Blackwire 5220 to przewodowe słuchawki biurowe, stworzone z myślą o osobach, które swój czas pracy najczęściej spędzają właśnie ze słuchawkami na uszach. Pracownicy help-desków oraz call center wiedzą o czym mówię. Ale nie tylko oni, bo przecież różnego rodzaju recepcje oraz inne miejsca obsługi klienta dzwoniącego również można na tę listę wpisać. Tak więc żaden to sprzęt multimedialny ani gamingowy. No nuda w pierwszym kontakcie, nuda! Będę testował słuchawki do gadania. Fascynujące… Na szczęście okazało się, że Blackwire 5220 to zestaw mający do zaoferowania coś więcej niż głośniczki i mikrofon, bo okazało się, że to całkiem nieźle przemyślany gadżet mający kilka argumentów „za” no i pewne „przeciw”. O tym wszystkim jednak opowiem, jak zawsze, po kolei.

Specyfikacja

specyfikacja:Poly Blackwire 5220
typ słuchawek: przewodowe słuchawki nauszne
typ obudowy: zamknięta
materiał obudowy: eko-skóra, stal, tworzywo
waga: 165 g
redukcja hałasu: pasywna
zasilanie: przewód
mikrofon: tak, zintegrowany
ważne cechy: – pilot pozwalający na obieranie/kończenie połączeń oraz regulację głośności
– mikrofon z aktywną redukcją hałasu
– certyfikacja i obsługa Microsoft Teams
– możliwość korzystania z aplikacji Poly Lens
– wymienne poduszeczki muszli
w pudełku: – słuchawki
– etui
– instrukcja obsługi

Obudowa i wykonanie

Skóra, metal i plastik – tak w dużym skrócie u uproszczeniu można opisać Blackwire 5220. Mało tego, przewód łączący słuchawki z komputerem albo innym źródłem dźwięku wcale nie jest czarny, jak może to sugerować nazwa sprzętu, a czerwony! Skandal!

Ta czerwień na przewodzie (a może to kolor ceglasty?) nie jest przypadkowa chociaż mój niezbyt wymyślny żart może sugerować coś innego. Akcenty w takim kolorze znajdują się także w miejscu łączenia słuchawek z pałąkiem, na jego gumowej części, a nawet wewnątrz poduszek słuchawek. Wygląda to całkiem fajnie i nieco przełamuje liczne odcienie szarości dominujące na Blackwire’ach 5220. A że ten ceglasty kolor to przy okazji barwa logo producenta, to wszystko się tu jakoś zgrabnie zazębia i pokazuje swój sens.

Wzięcie słuchawek do ręki zdradza, że mamy do czynienia z urządzeniem wagi piórkowej, mimo że muszle wyglądają masywnie. To tylko wrażenie, gdyż wykonane z tworzywa nauszniki także są leciutkie, a cały zestaw waży 165 g. Również matowy pałąk wykonany z metalu i ozdobiony czteroma wycięciami nie dołożył tu żadnej istotnej wagi, za to zdecydowanie zwiększył wytrzymałość tego elementu. Poly nie wyściełało całego pałąka pianką i ekoskórą, jak to często ma miejsce w słuchawkach nausznych, a podzieliło go na dwa elementy – metalowy, o który już wspomniałem, i z pomarańczowej gumy otoczonej pianką i wykończony sztuczną skórą. Ten elementy przylega do głowy i trzeba przyznać, że jest nie tylko odpowiednio elastyczny, ale też mięciutki.

Pod kątem wytrzymałości produkt od Poly wypada całkiem dobrze, chociaż początkowe poczucie „plastikowości” tworzywa sugerowało coś zgoła innego. Nie jest jednak idealnie, gdyż płaskie, okrągłe wykończenie muszli dość łatwo się rysuje, co szybko rzuciło mi się w oczy… kiedy poskrobałem je paznokciem. Dobrze, że w pudełku ze słuchawkami znajduje się dla nich ochronne etui z siateczki. Lepiej będzie po pracy odkładać słuchawki do niego niż rzucać na biurko.

Na kilka zdań zasługuje również przewód i zintegrowany ze słuchawkami mikrofon. Ku mojemu zaskoczeniu, ten okazał się elastyczny i raczej nie powinna mu się stać żadna krzywda, nawet przy spowodowanym frustracją rzuceniu słuchawek na blat. Kto pracował w szeroko rozumianej obsłudze klienta przez telefon/komunikator, ten wie o czym piszę.

Kabelek zaś został podzielony na dwa segmenty i to także nie jest przypadek – pierwszy to odcinek od słuchawek do wtyczki jack 3,5 mm wpinanej w obudowę podłużnego pilota zintegrowanego z drugą częścią przewodu. Z kolei przewód zaczynający się wspomnianym pilotem zwieńczono wtykiem USB-C i towarzyszącym jej adapterem USB-A. I tu warto się na chwilę zatrzymać, bo chociaż ów patent nie jest szczególnie odkrywczy, to niejednokrotnie ktoś mógł spotkać się z przejściówką USB-A nakładaną na USB-C. Tyle tylko, że najczęściej ta przejściówka prędzej czy później potrafiła w tajemniczych okolicznościach zaginać w czeluściach biurowych wykładzin lub czarnej dziurze szuflad. Poly najprawdopodobniej wzięło to pod uwagę i przyczepiło nakładkę niewielką pętelką do samego przewodu. Banalne rozwiązanie, a sprawi, że wielu z pracowników będzie mieć o jedną frustrację („GDZIE JEST TA @#*@#$&*# PRZEJŚCIÓWKA ZNOWU???”) w ciągu dnia mniej.

Ergonomia

No i jak po sznurku (chociaż w tym konkretnym przypadku – po kablu) mogę w tym momencie przejść do kwestii ergonomii słuchawek. Przewód łączący urządzenie źródłowe z Blackwire 5220 ma łącznie 2,17 m długości, przy czym bardziej miękka i bardziej elastyczna część, ta od słuchawek do jacka, ma 1,17 cm długości, a od pilota do wtyczek USB – 0,94 m. Jeżeli więc ktoś podłączał będzie się po USB – ma ponad 2 metry przewodu. Ale jeżeli wybierze samego jacka, to nie dość, że musi zrezygnować z pilota pozwalającego na odbieranie i kończenie połączeń, regulację głośności i wyciszanie mikrofonu, to w dodatku traci niemal połowę długości kabla. Oczywiście o tym, czy będzie komuś to przeszkadzało, czy też niespecjalnie, decydować będzie nasze stanowisko pracy oraz sprzęt z jakiego korzystamy. Łatwiej będzie się podpiąć do smartfona lub laptopa stojącego na biurku, niż kurzącego się pod biurkiem desktopa…

W materiałach promocyjnych Poly można spotkać się ze stwierdzeniem, że słuchawki zostały zaprojektowane z myślą o zapewnieniu długotrwałego komfortu. Zdaję sobie sprawę, że projektowanie słuchawek to nie wyzwanie na skalę budowania łazika marsjańskiego, ale jednak dobrze jest czuć na głowie, że ktoś przy tworzeniu słuchawek korzystał z większości przysługujących mu punktów IQ. I Blackwire 5220 przez większość czasu takie wrażenie dają.

Już sama „piórkowa waga” słuchawek pozytywnie wpływa na ich ergonomię, a gdy do tego dołoży się miękki pałąk oraz poduszki wykonane z miękkiej gąbeczki pokrytej eko-skórą, to okazuje się, że faktycznie na głowie spoczywają całkiem przyjemnie i po czasie da się o nich zapomnieć. A dałoby się jeszcze bardziej, gdyby nie ograniczenie w postaci kabla. No ale to słuchawki przewodowe, więc absolutnie nie należy traktować tego jako wady.

Wracając – Poly Blackwire 5220 nie uciskają głowy – ba, wręcz początkowo sprawiały wrażenie za luźnych, no ale kontrastem były dla nich moje Marshalle Major IV, które lekko w czerep gniotą, szczególnie po dłuższym czasie. Zresztą regulacja jest dość szeroka i tu także da się odczuć pomyślunek, albowiem kolejne stopnie są zaznaczone liczbą na pałąku, więc jeżeli ktoś złoży sobie słuchawki na weekend, a później je wyciągnie w poniedziałek, to musi jedynie pamiętać, że korzystał z „czwórki”. Kolejna irytacja, tym razem z ponownym dopasowywaniem słuchawek do głowy, mniej.

W pewnym sensie „ofiarą” przewodu złożonego z dwóch segmentów okazał się pilot. Siłą rzeczy musiał się on znaleźć po stronie wtyczek USB, aby umożliwić bezpośrednie sterowanie słuchawkami, ale przez to też albo leżał gdzieś na biurku w zwoju kabelka, albo na kolanach, co też było średnio wygodne. Najlepszym rozwiązaniem dla mnie byłoby, gdyby znalazł się gdzieś na wysokości między obojczykiem a linią piersi. Jakoś tak intuicyjnie ręka zawsze mi szła w tamto miejsce, kiedy chciałem ściszyć lub podgłośnić dźwięk albo odebrać połączenie. Ale wiadomo, że różne osoby mogą mieć różne przyzwyczajenia. W każdym razie pilocik sam w sobie jest po prostu w porządku – przyciski wyraźnie klikają, jest sygnalizacja wyciszenia mikrofonu i trwania połączenia za pomocą diody LED – praktyczne.

Mikrofon również jest w porządku, ale nie rozumiem dlaczego obraca się do kąta 270 stopni? Po to, żeby można było go mieć zarówno przy lewym (domyślnie), jak i prawym uchu (odwracając słuchawki )? Nie wiem – w każdym razie opuszczanie i podnoszenie mikrofonu jest płynne, nie ma tu niepotrzebnego oporu. Nic też nie trzeszczy i nie skrzypi. To tyczy się zresztą całych słuchawek, nie tylko mikrofonu.

Jak to brzmi?

Co prawda zazwyczaj ten akapit tytułuję „Jak to gra?”, ale przecież to słuchawki zgoła do czegoś innego, co nie? Ale spokojnie, można ich oczywiście używać w celu zdecydowanie bardziej rozrywkowym niż „wiszenie na słuchawce”. Oni tego nie sprawdzają, serio.

A tak poważnie, to trzeba mieć na uwadze przeznaczenie sprzętu zanim przystąpi się do jego oceny. Czy już teraz próbuję usprawiedliwiać Blackwire’y za kiepską jakość dźwięku? Bynajmniej. Nie muszę tego robić, gdyż słuchawki podczas słuchania muzyki, grania oraz oglądania filmów po prostu brzmią w porządku, nawet biorąc pod uwagę ich specjalizację.

Produkt od Poly oferuje dźwięk stereo dystrybuowany przez dwa 28-milimetrowe przetworniki o paśmie przenoszenia 100 Hz – 10 kHz. Już samo to jasno sugeruje, że nie ma co tutaj liczyć na soczysty i mięsisty bas. On po prostu w tych słuchawkach nie jest potrzebny, gdyż przede wszystkim mamy wyraźnie słyszeć współrozmówców lub partnera w dialogu – i przy takim scenariuszu najważniejsze stają się pasma ze środka skali. Pod tym względem sprawdzają się bardzo dobrze. Blackwire 5220 brzmią przyjemnie, ciepło, na swój sposób autentycznie i naturalnie, wyraźnie i szczegółowo. Nie wydawało mi się, że dźwięk jest w którąś ze stron przesadzony – ani nie ma tu zbyt wysokich, szeleszcząco-szklistych sopranów, ani mulistego środka. Fajnie słuchawki do słuchania nie tylko potencjalnych kontrahentów, ale też podcastów i audiobooków (ale pamiętajcie – po pracy, łobuzy!).

Muzyka

Poly Blakcwire 5220 sprawdzą się także podczas słuchania muzyki, szczególnie jeżeli nie zależy Wam na mocnych uderzeniach basu. Tego wykorzystane tu membrany nie są w stanie zagwarantować, ale też, jak już zresztą nadmieniłem wcześnie, producent nie obiecuje w specyfikacji gruszek na wierzbie. Niskie pasma oczywiście tutaj są, ładnie uzupełniają spektrum oferowanych wyższych częstotliwości, ale raczej delikatnie kolorują brzmienie niż starają się je napędzać.

Przedstawiona wcześniej charakterystyka dźwięku sprawdza się także w scenariuszu bardziej multimedialno-rozrywkowym, bo także tutaj czuć ciepło i naturalność brzmienia słuchawek, a do tego jeszcze bardziej udało się wyeksponować ich szczegółowość – szczególnie w pasmach powyżej linii basu. To co mnie jednak szczególnie zaskoczyło, a czego nie za bardzo miałem szansę doświadczyć podczas wideospotkań i rozmów telefonicznych, to satysfakcjonująca selektywność dźwięku i zaskakująco szeroka scena jak na słuchawki o takiej specjalizacji. Nie ma tu co prawda z efektu, który z Blackwire’ów zrobiłby wysokiej klasy słuchawki Dolby Surround, ale pod tym kątem wypadają przyjemniej niż chociażby Marshalle Major V oraz IV, w których wszystko dzieje się zdecydowanie bliżej głowy. Tutaj dźwięki wydają się mieć więcej luzu i słychać to szczególnie w muzyce złożonej z wielu instrumentów.

Oczywiście za platformę testową posłużyły po raz kolejny wybrane utwory Dream Theater na złożoność których akurat narzekać nie można. Do tego dorzuciłem nieco bardziej agresywnego grania Luxtorpedy z płyty Omega – także tu okazało się, że wszystko brzmi czysto, a co najważniejsze, przynajmniej dla mnie, bardzo przyjemnie wybrzmiewa perkusja. Jednak chyba najwięcej swoich możliwości reprezentant Poly pokazał podczas słuchania muzyki folkowej (Wardruna, Heilung, ścieżka dźwiękowa z Wiedźmina 3: Dziki Gon, Björn, Sovulo). Wiele utworów bazuje na rytmicznych bębnach oraz perkusyjnych przeszkadzajkach i z racji tego, że tutaj basu było mniej, to te zostały zręcznie wydobyte spod basowej pierzyny dając im więcej światła i przestrzeni. Aż dziwnie się wracało do Majorów…

Filmy i seriale

Skoro Poly Blackwire 5220 bardzo dobrze radzą sobie z eksponowaniem mowy i wokalu, to siłą rzeczy dobrze powinny się odnaleźć także w czasie oglądania filmu albo kolejnego odcinka ulubionego serialu (chyba nie muszę przypominać, że nie robimy tego w czasie pracy, prawda?). I tak też się dzieje, nie ma tu w zasadzie żadnej większej niespodzianki, gdyż to co usłyszałem w drugim odcinku pierwszego sezonu The Last of Us w sekwencji przejścia przez muzeum (ta scena chyba na stałe wejdzie do mojej procedury testowej głośników i słuchawek) oraz podczas szarży Rohirrimów we Władcy Pierścieni: Powrót króla (ta scena już od dawna w niniejszej procedurze się znajduje) mnie usatysfakcjonowało. Wyżej wymienione fragmenty brzmią przyjemnie i zaskakująco soczyście, ponownie biorąc pod uwagę o jakiej specjalizacji sprzęcie piszę.

W pierwszym przypadku bardzo fajnie zaznaczyła się przestrzeń dźwięku oferowana przez słuchawki, chociaż także tutaj brakowało nieco intensywniejszego ciosu ze strony basu. Nie zmienia to jednak faktu, że Blackwire 5220 mogą służyć jako sprzęt multimedialny, chociaż pewne ustępstwa trzeba będzie brać pod uwagę.

Mikrofon

Warto wiedzieć, że zintegrowany ze słuchawkami mikrofon posiada funkcję aktywnej redukcji hałasu, ale ta dostępna jest wyłącznie w przypadku połączenia poprzez cyfrowe złącze USB. Nie da się także ukryć, że przetwornik, do którego wpięte są słuchawki, poprawia ogólne wrażenie dotyczące jakości przechwytywanego dźwięku. Połączenie poprzez USB sprawia, że sygnał jest bardziej „czysty” i w pewnym stopniu pełniejszy i dlatego właśnie ten sposób korzystania ze słuchawek i mikrofonu Blackwire 5220 jest tym domyślnym. Da się też usłyszeć, że mój głos brzmi nieco inaczej, kiedy mamy włączone ANC. Próbki nagrań poniżej.

Oczywiście wypięcie 3,5-milimetrowego jacka z przejściówki i podłączenie sprzętu bezpośrednio do urządzenia źródłowego również pozwala na prowadzenie rozmów, ale da się słyszeć, że analogowy sygnał nie brzmi tak czysto i głęboko, jak cyfrowy, nieco „poprawiony”. Potwierdziło się także to, o czym pisałem wcześniej – aktywna redukcja hałasu aktywna jest wyłącznie poprzez złącze cyfrowe, co żadną niespodzianką ani zaskoczeniem oczywiście nie jest. Trzeba jednak mieć to na uwadze. Porównajcie sobie nagrania przechwycone „po jacku” z tymi powyżej i będziecie wiedzieć, o czym piszę.

Podsumowanie

Wydaje się, że Poly całkiem sumiennie podeszło do stworzenia jednych ze swoich słuchawek biurowych. Powiedziałbym nawet, że zaskakująco sumiennie, mimo że pierwsze wrażenie robią… no takie sobie. Nie będę też oszukiwał – to mój pierwszy kontakt ze słuchawkami od Poly, a jeżeli chodzi o headsety, to dotychczas testowałem głównie gamingowe. Tu jednak zarówno wykonanie, waga, wyposażenie, jak i samo przeznaczenie było zgoła inne.

Poly Blackwire 5220 to słuchawki biurowe, stworzone z myślą o pracownikach korzystających nich przez zdecydowaną większość etatowych ośmiu godzin. I jako takie wypadają bardzo przekonująco – są wygodne, lekkie, nie uciskają uszu i głowy, a przy tym są całkiem dobrze wykonane, mimo że dominuje tu plastik. Przewód jest długi, pilocik pozwalający na podstawową obsługę urządzenia praktyczny i wykonany nie gorzej niż same słuchawki.

Co najważniejsze jednak – Blackwire 5220 brzmią zaskakująco dobrze i zróżnicowanie, jak na słuchawki stworzone z myślą o połączeniach, wideokonferencjach i zdalnej obsłudze klienta. I nie chodzi tu tylko o słuchanie czyichś głosów podczas spotkań, ale też o spore możliwości multimedialne. Przyjemna przestrzeń, sensownie zbalansowane pasma i klarowność dźwięku są w stanie uprzyjemnić czas między jednym „callem” a drugim, nawet pomimo tego, że niektórym użytkownikom, w tym także mnie, brakować będzie bardziej obfitego basu. Trzeba jednak pamiętać, że nie jest to ani headset dla graczy, ani słuchawki multimedialne.

No dobrze, fajnie, że my wszystko wyraźnie słyszymy, ale co z tymi, co są po drugiej stronie? Pod tym kątem Blackwire 5220 również się bronią. Mikrofon oferuje sensowną jakość dźwięku wzbogaconą dodatkowo o ANC, które z gwarem w tle radzi sobie całkiem dobrze. Nie jest to najlepsza i najdokładniejsza redukcja hałasu, jaką słyszałem, ale działa i nie zniekształca głosu – to najważniejsze.

Słuchawki od Poly więc zaskoczyły. I na całe szczęście – w sposób pozytywny!

OFERTA

Słuchawki do testów dostarczyła firma Poly, a opinia na ich temat należy w 100% do autora. Żadne osoby trzecie nie ingerowały w jej treść.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *