To trochę zabawne, że mimo tylu napisanych tekstów o składanych smartfonach, nigdy nie miałem okazji spędzić z żadnym z nich więcej czasu niż kilka minut na oglądaniu, zamykaniu i otwieraniu egzemplarza wystawowego w elektromarkecie. A tyle ich przecież było w ostatnich latach! Zaczęła firma Royole (pamięta ktoś o tym w ogóle?), Samsung od razu postanowił wejść w ten segment na grubo swoim pierwszym Samsung Galaxy Foldem. Ta nieco karykaturalna i pachnąca prototypem propozycja spotkała się ze średnim przyjęciem, ja sam zaś miałem nadzieję, a wręcz oczekiwałem nawet, że niebawem na rynku pojawią się „składaki”, ale zamykane jak klasyczne, poręczne telefony z klapką. No i stało się!
Owocem usprawniania kolejnych generacji tego typu sprzętu jest Motorola razr 60 Ultra. Marka weszła z przytupem do segmentu składanych smartfonów typu clamshell i wydaje się, że strzałem w „dziesiątkę” okazało się nawiązanie do telefonów z serii razr sprzed… dwóch dekad! W mojej opinii – jednych z najładniejszych telefonów z klapką w ogóle. Składane „Motki” w postaci smartfonów są kontynuatorkami tej idei i mają sporą szansę zainteresować poszukiwaczy klapko-fonów nie tylko swoją funkcjonalnością, ale też wyposażeniem i wykonaniem.
Motorola razr 60 w swojej bogatszej wersji zaintrygowała mnie już na etapie przygotowywania newsa – coś w jej formie i charakterze obudziło we mnie wewnętrznego smartfonowego Golluma. Finalnie udało się sprzęt otrzymać na testy, rozpocząć je… i skonfrontować się ze swoimi emocjami i spostrzeżeniami na temat składanej „Motki”. Bo już pierwszy dzień z razr 60 Ultra pozostawił w mojej głowie sporo niedopowiedzeń, na które postanowiłem znaleźć odpowiedzi w kolejnych dniach obcowania ze składaną „Motką”.
Początkowo myślałem, aby tę recenzję wzbogacić o kalendarium wrażeń, ale dość szybko doszedłem do wniosku, że w pewnym momencie wkradła by się do niego spora powtarzalność. Mimo że pierwsze dni spędzone z „sześćdziesioną” tego nie zapowiadały.
Skrócone kalendarium szybkich przemyśleń i wrażeń
Dzień 1: JEST JEST JEST! Dostałem na testy wariant z ramką w miedzianym kolorze i drewnianym wykończeniem. Jest śliczny! Skonfigurowanie smartfona i pierwsze „zabawy”. Wrażenia? Eeeee tam, po co to? Swojego Galaxy S23 wyciągałem z kieszeni i pyk, wszystko pod ręką. Tu trzeba go otworzyć… I ten ekran jakiś taki duży. I… miękki? O, w pudełku jest etui, takie z „rączką”. No fajne, ale jednak wolę bez… Mało to poręczne. Mam nosić smartfona, jak torebkę?
Dzień 2: Dalsza zabawa w odkrywanie funkcji smartfona i ekranu zewnętrznego. O, faktycznie prawie wszystko można na nim zrobić i warto poświęcić te parę chwil na dostosowanie go do swoich potrzeb. O, i aparat robi fajne zdjęcia! Wciąż jednak nie mogę się przyzwyczaić do składania… W dodatku smartfon może i jest mniejszy w kieszeni, ale jednocześnie grubszy. Jeszcze nie wiem, czy mogę to policzyć jako wadę, czy zaletę. A może wcale nie muszę tego wartościować w ten sposób?
Dzień 3: Ciach! Nauczyłem się tego płynnego, lansiarskiego ruchu nadgarstkiem, pozwalającego nonszalancko otwierać smartfona jedną ręką. Trzeba jednak lekko podważyć klapkę kciukiem. Resztę zrobi fizyka. Fajny bajer. Z racji tego, że smartfon jest mniejszy, to trudniej mi się go wyciąga z głębszych kieszeni. Problemy pierwszego świata…
Dzień 4: Coraz bardziej podoba mi się składany ekran. Pyk, otwarcie! Plask – zamknięcie obudowy! Cykanie fotek jest fajne! Trochę mi brakuje czytnika linii papilarnych w ekranie, jak w moim S23. Jakiś taki wygodniejszy jest dla mnie. Jakość dźwięku z głośniczków jest spoko. Coraz bardziej się przyzwyczajam do korzystania z ekranu zewnętrznego.
Dzień 5: Pierwszy raz złapałem się na tym, że spontanicznie zacząłem odpisywać na wiadomości na ekranie zewnętrznym. Ze Spotify zresztą też korzystam głównie bez rozkładania telefonu… W ten dzień zdałem sobie również sprawę, że chociaż wgłębienie w ekranie jest delikatnie widoczne i lekko wyczuwalne pod palcami, to totalnie przestałem na nie zwracać uwagę.
Dzień 6: Tu już złapałem się na tym, że zacząłem korzystać ze smartfona „jak ze swojego” – intuicyjnie, wszystkie aplikacje śmigają, nic mi nie brakuje, a odbieranie połączeń za pomocą wspomnianego wcześnie ruchu nadgarstkiem daje +10 do charyzmy. Czy to już próżniactwo?
Kolejne dni wyglądały podobnie – raz zwracałem uwagę na jedną rzecz, innym razem na coś zupełnie innego, ale nic na tyle nowego, by warto było się powtarzać. Zaskoczyło mnie natomiast, że tak szybko udało mi się przejść z kręcenia nosem na nową formę telefonu do totalnie intuicyjnego wykorzystywania „muszelkowej” natury „Motki”. Już tu byłem w stanie zaryzykować stwierdzenie, że projekt „składany smartfon”, przynajmniej w takiej formie, jaką zaoferowała Motorola, zdaje egzamin.
Czas więc przyjrzeć się jej przez lupę.
Specyfikacja
| specyfikacja: | Motorola razr 60 Ultra |
| wymiary i waga: | Otwarty: 74 x 171,5 x 7,2 mm Zamknięty: 74 x 88,1 x 15,6 mm 199 g |
| wykonanie: | Przód: szkło Corning Gorilla Glass Ceramic Tył: drewno Ramka: metalowa Norma pyło i wodoszczelności: IP48 |
| system: | Android 15 z Hello UI 3 duże aktualizacje 4 lata aktualizacji zabezpieczeń |
| procesor: | Qualcomm Snapdragon 8 Elite 3 nm 8 rdzeni (2 rdzenie Prime, 6 rdzeni Performance, maks. 4,32 GHz) |
| NPU: | Qualcomm Hexagon |
| GPU: | Qualcomm Adreno 830 |
| dysk: | 512 GB UFS 4.0 brak możliwości rozbudowy opcja: 1 TB |
| RAM: | 16 GB LPDDR5x —————— dual-channel opcja: 12 GB |
| wyświetlacz: | Zewnętrzny: 4 cale, 1272 x 1080 AMOLED LTPO, 165 Hz, błyszczący, Dolby Vision, HDR10+, maks. 3000 nitów Wewnętrzny: 7 cali, 1224 x 2912, 22:9 Elastyczny AMOLED LTPO, 165 Hz, błyszczący, Dolby Vision, HDR10+, maks. 4500 nitów |
| kamery: | Tył: 50 MP, f/1.8, optyczna stabilizacja obrazu 50 MP, f/2.0, ultraszerokokątny, 122 stopnie, optyczna stabilizacja obrazu dioda doświetlająca Kamera selfie: 50 MP, f/2.0, QuadPixel |
| wybór portów: | 1x USB-C z OTG |
| bateria i ładowanie: | 4700 mAh ładowanie przewodowe: 68 W ładowanie bezprzewodowe: 30 W ładowanie zwrotne: 5 W |
| opcje łączności: | WiFi 7 Bluetooth 5.4 (z aptX, aptX HD o aptX Lossless) NFC 5G obsługa Nano-SIM + Nano-SIM lub Nano-SIM + eSIM |
| wyposażenie dodatkowe: | głośniki stereo z Dolby Atmos i Qualcomm Spatial Sound 3 mikrofony czytnik linii papilarnych w przycisku zasilania przycisk dla asystenta |
| w pudełku: | smartfon etui przewód do ładowania igła do otwarcia tacki na kartę Nano-SIM dokumentacja |
Obudowa i jakość wykonania
Powiem tak: wszystkie razr 60 Ultra mają prawo się podobać z kolorkami wybranymi przez Pantone, ale jednak wariant spoczywający obok mojego laptopa jest PRZEKOZACKI w mojej skromnej opinii. Wydaje mi się, że historia zatoczyła koło i producenci ponownie przestali bać się stylistycznych eksperymentów. Ile można oglądać nawet najładniejsze szkło na pleckach, czy to zmatowione, czy błyszczące?




Metalowa ramka w miedzianym kolorze i naturalne drewno na pleckach z logo producenta i rodziny, do której przynależy smartfon wygląda bardzo ładnie, szczególnie, że metal także nie jest gładki. Jego zmatowiona powierzchnia nosi na sobie fakturę delikatnego szczotkowania – całość wygląda bardzo estetycznie i spójnie, wszystko tu do siebie pasuje, bo i przyciski otrzymały wykończenie w odcieniach miedzi. „Motka” dostępna jest też chociażby w wersji ciemnozielonej z tkaniną Alcantara na pleckach. Podoba mi się ta kreatywność i wyjście poza utarte wizualne schematy.

Nie udało mi się znaleźć informacji, jakie konkretnie drewno zostało tu wykorzystane. Z jednej strony w dotyku sprawia ono wrażenie miękkiego. Z drugiej natomiast okazuje się całkiem twarde i chociaż jestem kolejną osobą testującą ten konkretny egzemplarz, to na jego powierzchni nie ma nawet najmniejszej rysy. Te za to widoczne są chociażby na powierzchni zewnętrznego ekranu oraz szkiełku chroniącym jeden z dwóch obiektywów.
Oczywiście druga połówka „plecków” rozłożonego razr 60 Ultra to błyszczący ekran AMOLED zajmujący całą powierzchnię górnej połówki obudowy. Tutaj jednak z tą estetyką jest dobrze, dopóki jasny ekran jest aktywny i w oczy nie rzuca się przeważnie upaćkane, błyszczące szkło Gorilla Glass. Nie ma co się oszukiwać – zazwyczaj tak ono będzie wyglądać, szczególnie jeżeli ktoś szybko do obecność zewnętrznego ekraniku i przywyknie i będzie go ochoczo wykorzystywać.







Po otwarciu smartfona wita nas podłużny, 7-calowy, elastyczny ekran AMOLED. I już od razu pozwolę sobie odpowiedzieć na pytanie, które w kontekście „składaków” często pada: czy widać zgięcie ekranu? Widać, ale przede wszystkim na wyłączonym ekranie, który przecież w smartfonie oglądamy rzadko. Zresztą, przy codziennym użytkowaniu zapomina się o nim raz-dwa. Tak sobie za to wygląda folia zabezpieczająca ekran. Fabrycznie naklejona osłonka nie przylega idealnie do krawędzi wyświetlacza i szczerze mówiąc trochę psuje to cały efekt.

Na koniec warto wspomnieć, że Motorola razr 60 Ultra otrzymała certyfikat pyło- i wodoszczelności IP48, dorównując tym samym chociażby Samsungowi Galaxy Z Flip 6 oraz najnowszemu Z Flip 7 . Zwiększona odporność na wodę w „składakach” cieszy. Nad pyłoszczelnością jeszcze trzeba popracować, ale tu pewnie niezbędne może okazać się kolejne przeprojektowanie zawiasu.
Ergonomia
Skoro już przy tym temacie jesteśmy, to warto poświęcić mu dłuższą chwilę. Wszak to właśnie ten element jest najczęściej największą niewiadomą „muszelek”. Na szczęście, jak się okazuje – z generacji na generację jest coraz lepiej.
W nowej Motoroli razr 60 Ultra zawias budzi zaufanie – ma wyczuwalny opór, a jednocześnie pracuje gładko i płynnie. Mało tego, możliwe jest otwarcie smartfona jedną ręką tym zamaszystym ruchem nadgarstka, chociaż trzeba sobie lekko pomóc wsuwając do środka koniuszek kciuka. Klapkę można bez obaw odchylić do kąta około 140°, bez ryzyka, że samoistnie opadnie na biurko. Po przekroczeniu tej wartości urządzenie rozkłada się całkowicie. Co ważne, zawias stabilnie utrzymuje pozycję pod kątem prostym – ma to znaczenie nie tylko przy wygodnym oglądaniu treści, gdy smartfon stoi na blacie, ale także podczas nagrywania w trybie „ręcznej kamerki” czy wykorzystywania urządzenia jako cyfrowego lusterka. Zamykanie smartfona także jest proste i intuicyjne – sam najczęściej dokonywałem tej czynności po prostu popychając palcem wskazującym górę smartfona i dociskając ją później kciukiem aż do usłyszenia przyjemnego „klap!”.




Złożony smartfon ma wymiary 74 mm szerokości na 88 długości i ma niespełna 16 mm grubości. W kieszeni początkowo trzymało się go… dziwnie. Jest niewielki, to prawda, ale jednocześnie gruby. Niemal dwukrotnie grubszy niż mój prywatny Galaxy S23. Trzymanie go jednak w dłoni i korzystanie z zewnętrznego ekranu zajmującego całą przednią połówkę obudowy to bajka. Dość szybko się do niego przekonałem i chociaż jego powierzchnia jest ograniczona dwoma obiektywami, to wyświetlane treści były wygodne w odbiorze.
Trzymając złożoną „muszelkę” w prawej ręce dostęp do przycisków bocznych smartfona był komfortowy. Kciukiem bez problemu sięgałem do podłużnego przycisku zasilania, będącego jednocześnie czytnikiem linii papilarnych. Nieco mniej wygodnie mi się korzystało lewą ręką, gdyż intuicyjnie w kierunku skanera podążał palec środkowy, a wskazujący „podpierał” smartfona w dłoni. Jest to jednak kwestia mocno indywidualna i zależna od wielkości dłoni i długości palców. Na szczęście do czytnika da się przypisać linie papilarne z kilku paluchów, więc każdy może wybrać swoją „reprezentację” odcisków palców.
Po otwarciu telefonu odczułem, że jest on dla mnie troszkę za wysoki. Nie mam zbyt dużych dłoni, nic na to nie poradzę. W tym przypadku jednak odkryłem, że wygodniej mi się z niego korzysta lewą dłonią – miałem wygodniejszy dostęp do przycisków. Trzymając prawą ręką miałem co prawda dobry dostęp do umieszczonego na górnej połowie bocznej krawędzi czytnika, ale już przyciski sterujące głośnością powiadomień i multimediów były nieco za wysoko i musiałem smartfona lekko przesuwać w dłoni. Ale jak już wspomniałem – to kwestia bardzo indywidualna, niemniej – osoby z drobniejszymi dłońmi powinny to wziąć pod uwagę.
Duży ekran – dużo treści. Mały ekran… też dużo treści
Czas poświęcić nieco czasu na ekrany, przy czym nie będę tu przytaczał ich specyfikacji. Te znajdziecie w tabeli umieszczonej na początku recenzji. Bardziej skupię się na korzystaniu z paneli, chociaż nie będę tu oszukiwał – korzystanie z rozłożonej „Motki” przypomina korzystanie z każdego innego smartfona. Ale z racji tego, że jest to jednak sporo większy wyświetlacz niż w przypadku mojego S23 (7 cali vs. 6,1 cala) to jednak komfort korzystania z takiego ekranu pod kątem odbioru treści jest wyraźnie lepszy. No i w tym miejscu w zasadzie ujawnia się największy sens zdecydowania się na „składaka”: w życiu nie kupiłbym „deski do krojenia”, jak zwykłem nazywać smartfony większe niż 6,7”. Są po prostu dla mnie za duże, niewygodne do noszenia w kieszeni. A tak, mam 7 cali, które po zamknięciu składa się w zgrabny prostopadłościan…
… i dalej mogę z niego korzystać! Zanim jednak Motorola razr 60 Ultra trafi do kieszeni, to warto przyjrzeć się, co oferuje 4-calowy AMOLED z LTPO i maksymalnym odświeżaniem do 165 Hz. W materiałach marketingowych sugerowano wprost, że korzystanie z niego jest w zasadzie nieograniczone i jest w tym sporo prawdy. Wcześniej w „składakach”, chociażby w Galaxy Z Flipach czy Oppo Find N nie dość, że ekrany był mniejsze, to na dodatek wyświetlać na nich można było wyłącznie przygotowane przez producenta aplikacje. Razr 60 Ultra ma w nosie takie ograniczenia. Z myślą o frontowym wyświetlaczu przygotowano kilka pulpitów, pomiędzy którymi można się swobodnie przemieszczać przesuwając palcem w bok. Mamy ekran główny z datą, zegarem i skrótami do wybranych przez nas aplikacji, następnie ekran aplikacji, z opcją dodawania kolejnych skrótów, następnie ekran z kalendarzem, aplikacjami umożliwiającymi komunikację (Telefon, Wiadomości, Teams, Signal, Gmail itp. – apki przypięte do ekranu można dowolnie odpinać i przypinać), później Spotify i na końcu panel z widżetami. A i to nie wszystko, bo jeszcze można do „karuzeli” pulpitów dodać chociażby wariant prezentujący pogodę, notowania giełdowe czy stoper.







Nie wszystko jednak wypada tu idealnie. W trybie pulpitu użytkownik ma do dyspozycji faktycznie calutki wyświetlacz, w który wpisano dwa obiektywy. Ale wyświetlając na ekranie takie aplikacje jak Wiadomości, Messangera czy przeglądarkę ekran zostaje „ucięty” do linii obiektywów. I z pewnością chodzi tu o to, żeby okrągłe dziury nie ograniczyły funkcjonalności przykładowych apek, ale jednak te cztery cale dość mocno zostają ograniczone. Trochę szkoda, ale rozumiem, że jest to pewnego rodzaju „złoty środek”.
Foto i wideo
Na początku swojej historii składane smartfony ustępowały klasycznym smartfonom przede wszystkim pod kątem baterii oraz możliwości fotograficznych. Wygląda jednak na to, że Motorola razr 60 Ultra chce z tym przeświadczeniem zerwać. Smartfon oferuje dwa główne obiektywy umieszczone na pleckach oraz kamerę selfie. Chociaż dzięki składanej budowie smartfona „selfiaczki” można także cykać aparatami głównymi korzystając z podglądu, jaki daje nam zewnętrzny wyświetlacz.
Główny aparat wyposażono w 50-megapikselową matrycę i optyczną stabilizację obrazu, a towarzyszący mu drugi obiektyw oferuje tryb ultraszerokokątny (122°) oraz możliwość wykonywania zdjęć makro. Trzeba przyznać, że składana „Żyleta”, wspierana przez rozbudowane – choć raczej typowe dla flagowców – oprogramowanie, potrafi wykorzystać potencjał obu aparatów całkiem skutecznie. Smartfon posiada także certyfikację Pantone dla kolorów i odcieni skóry i przyznaję, że na zdjęciach wygląda ona bardzo naturalnie i po prostu przyjemnie. Podobnie zresztą kolory i ostrość, przejścia tonalne i kontrasty pomiędzy jaśniejszymi i ciemniejszymi partiami fotografii. Zresztą, nie ma co się rozpisywać – możliwości aparatów możecie zobaczyć na poniższych zdjęciach. Są one w 100% „surowe” i w żaden sposób nie obrobione.

















Kamera selfie pod kątem samej specyfikacji także prezentuje się bardzo dobrze, szczególnie jak na przedni aparat, nierzadko traktowany po macoszemu. Ten także otrzymał rozdzielczość 50 MP, ale same zdjęcia i nagrania już nie wypadają tak widowiskowo, jak w przypadku aparatu głównego. Niemniej, wciąż prezentują się bardzo dobrze.
Jeżeli chodzi o wideo, to tutaj „motka” także ma spore pole do popisu, gdyż aparat główny jest w stanie rejestrować obraz w maksymalnej rozdzielczości 8K w 30 klatkach na sekundę. Aby zwiększyć liczbę rejestrowanych na sekundę klatek, trzeba rozdzielczość obniżyć do 4K lub Full HD. Podobna zasada obowiązuje przy próbie wykorzystania możliwości obiektywu ultraszerokokątnego. Aparaty pozwalają również na nagrywanie w trybie makro, a także na tworzenie ujęć w zwolnionym tempie. W zasadzie nic, czego współczesne flagowce by nie miały, ale z drugiej strony – czy potrzebne są tu dodatkowe tryby i bajery? Nagrania poniżej.
Nagrania są ładne, czyste, pozbawione szumów. Te pojawiają się dopiero przy ograniczonym świetle, co nie jest żadną niespodzianką.
Głośniki
Motorola zastosowała głośniki stereo z obsługą Dolby Atmos – grają donośnie, wyraźnie i czysto, ale mimo to oferują jedynie poprawną jakość dźwięku, bez oczekiwanego od sprzętu tej klasy efektu „wow”. Pozwoliłem sobie porównać zestaw audio razr 60 Ultra z moim Galaxy S23 i muszę przyznać, że wolę nieco cieplejsze brzmienie Samsunga. Dźwięk jest pełniejszy, bogatszy w detale i wyraźniej akcentuje basy. Po prostu – brzmi ciekawiej, więcej się w nim dzieje.
Żeby było jasne – Motorola nie ma się czego wstydzić. Tony wysokie są czyste i nie męczą uszu nawet przy maksymalnej głośności, a pasmo średnie stara się współgrać z resztą, zamiast zagłuszać soprany. Brakuje może głębi, ale całość brzmi spójnie i przyzwoicie. W zasadzie do wszystkich czynności do jakich zostały zaprojektowane, czy to wideorozmowa, oglądanie filmu, czy puszczanie piosenek i podcastów nadają się w pełni. Tyle tylko, że mają taką, a nie inną charakterystykę i zrozumiem jeżeli nie każdemu przypadnie ona do gustu. Będę szczery – przetestowałem masę laptopów, którym do tej jakości było daleko. O monitorach nawet nie wspominam…
Wydajność
Czas przejść do jednej z najważniejszych kwestii, bo co z tego, że mamy tu całkiem atrakcyjne wyposażenie, jeżeli nie mielibyśmy jednostki dbającej o szybkie i płynne działanie smartfona? Ośmiordzeniowy Snapdragon 8 Elite od Qualcomma jest tu głównym aktorem, wspieranym przez 16 GB pamięci operacyjnej LPDDR5X oraz 512 GB pamięci na dane (UFS 4.0). Tak więc i pod tym kątem Motorola razr 60 Ultra nie odstaje od konkurencyjnych flagowych smartfonów.
Zanim przejdę do testów syntetycznych, to pozwolę sobie podzielić się wrażeniami z codziennego obcowania z „Motką”. W zasadzie ciężko tu zobaczyć jakiekolwiek przycięcia i chyba jedyne, które się zdarzają, to leciutko zwolniona animacja rysowania gestu odblokowania smartfona na ekranie zewnętrznym. Zdarzało się jednak bardzo sporadycznie. Uruchamianie aplikacji, przeskakiwania pomiędzy nimi i poszczególnymi oknami, a nawet praca z dwoma otwartymi aplikacjami na podzielonym na pół ekranie nie była wyzwaniem dla „Snapa” oraz Androida 15 i nakładki Hello UI. W tym momencie warto też nadmienić, że producent obiecuje dla smartfona trzy kolejne „duże” aktualizacje systemu operacyjnego oraz 4 lata aktualizacji zabezpieczeń.
Jak Motorola razr 60 Ultra wypada w testach? Aby to sprawdzić, wykorzystałem bodaj najpopularniejsze i najrzetelniejsze aplikacje. Na pierwszy rzut poszedł Geekbench 6. Najpierw przetestowany został procesor, a następnie zintegrowane z nim GPU Adreno 830. Uzyskane wyniki klasyfikują 60-tkę w czołówce najwydajniejszych smartfonów na rynku, chociaż zestawienie Geekbench 6 pokazuje, że chociażby rodzina Samsung Galaxy S25 potrafi wykorzystać Snapdragona X Elite jeszcze efektywniej. Mało tego, smartfony o klasycznej konstrukcji także są w stanie wygenerować wyższe rezultaty. Finalnie jednak różnice jednak nie są przesadnie duże i raczej nie będą dostrzegalne w codziennym użytkowaniu. W grach natomiast „Motka” wygeneruje” pewnie kilka klatek mniej.


Pozostałe benchmarki, z legendarnym AnTuTu na czele, także pokazują, że testowana Motorola to rynkowa „topka” jeżeli chodzi o wydajność Snapdragona 8 Elite, zarówno pod kątem operacji wielordzeniowych, jak i bazujących na pojedynczym rdzeniu.

Bateria
Warto przyjrzeć się jeszcze baterii, bo jak już wspomniałem wcześniej – pojemność akumulatora to jedna z pięt Achillesowych składanych smarfonów. Motorola jednak konsekwentnie zwiększa liczbę dostępnych miliamperogodzin w swoich składanych smartfonach. Razr 40 Ultra miał ich 3800, kolejna generacja już 4000 mAh, a „sześćdziesiątka” otrzymała akumulator o kolejne 700 mAh większy. Szkoda tylko, że z pudełka zniknęła 68-watowa ładowarka umożliwiająca ładowanie w trybie TurboPower. Tym razem użytkownik otrzymał wyłącznie kabelek USB-C – USB-C.
Czas pracy na baterii sprawdziłem w praktyce – korzystając ze smartfona w naturalny sposób. Rozmowy telefoniczne, YouTube, komunikatory, parę zdjęć i krótki film – czyli typowy dzień użytkowania. Wi-Fi lub pakiet danych był włączony przez prawie cały dzień, Bluetooth podobnie. Łączność bezprzewodowa wyłączana jest przeze mnie na noc, a lokalizacja uruchamiana jest tylko kiedy potrzebuję. Finalnie, zanim wskaźnik naładowania baterii wskazał 10%, licznik dobił do 55 godzin, a więc ponad dwóch dób. Trzeba jednak mieć na uwadze, że u użytkowników korzystających z łączności bezprzewodowej 24 godziny na dobę i ze stale włączoną lokalizacją czas ten będzie oczywiście krótszy. Również długotrwałe gapienie się w ekran wydrenuje energię szybciej.
Co warte podkreślenia – jak na flagowego smartfona przystało, podczas ładowania Motorola nie musi być podpięta do kabelka. Razr 60 Ultra może być ładowana również bezprzewodowo z mocą 30 W, a także obsługuje ładowanie zwrotne o mocy 5 W.
Kultura pracy
Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że długotrwałe obciążenie procesora sprawia, że obudowa smartfona staje się naprawdę ciepła, przy czym górna połówka ekranu po dłuższej chwili operowania benchmarkami potrafiła mieć nawet 50 – 52°C. To temperatura wyraźnie odczuwalna dla skóry.


Mało tego, tylni ekran także stał się niewielkim podgrzewaczem, chociaż tam temperatura nie przekroczyła „pięćdziesiątki”. Podczas codziennego korzystania ze smartfona bywa, że obudowa w wymienionych już miejsca robi się ciepła, szczególnie jeżeli podzespoły zmusi się do nieco bardziej wzmożonej pracy, ale temperatura jest daleka nieprzyjemnej. Przynajmniej w moim odczuciu.
Szybkie ładowanie również potrafi podnieść temperaturę urządzenia, choć trudno tu mówić o przesadnym nagrzewaniu. Jest odczuwalne – to fakt – ale nie budzi większych zastrzeżeń. Przy mniej obciążającym „Snapa” użytkowaniu smartfon również potrafi stać się letni, ale temperatura daleka jest od wywoływania dyskomfortu.
Podsumowanie
Kiedy po paru tygodniach musiałem przywrócić „Motkę” do ustawień fabrycznych i powrócić do swojego Galaxy S23 zrobiło się… dziwnie. Już na samym początku napisałem, że zaskoczony byłem tym, jak szybko przyzwyczaiłem się do składanego razr 60 Ultra, chociaż nigdy ze „składaka” nie korzystałem. I tak usiadłem sobie, czyszcząc smartfona i pakując go do pudełka i zacząłem szukać odpowiedzi na pytanie co sprawiło, że tak się stało?
Dotarło do mnie, że… w zasadzie nie wiem. No bo ekran jaki jest taki jest – w zasadzie większość flagowców może pochwalić się podobną specyfikacją i jakością obrazu. Głośniczki? Spoko, ale nie powiedziałbym, że jest tu jakaś olbrzymia wartość dodana, chociażby na tle mojego S23. Składany format? Bardzo fajny bajer, nie powiem, ale tu doszedłem do wniosku, że wcale nie byłoby tak fajnie, gdyby nie zewnętrzny ekran i duża swoboda korzystania z niego. Mimo to, wydaje mi się, że chyba to jest dla mnie prawdziwym „game-changerem”. Bo nawet czas pracy na baterii pomiędzy „żyletką” a moim S23 prezentuje się podobnie (chociaż mimo wszystko razr 60 Ultra wypada nieco korzystniej). No i zdjęcia robione „Motką” podobają mi się bardziej przede wszystkim pod kątem kolorów. Wydają mi się bardziej naturalne i są po prostu ładne oraz bogate w detale. Chociaż zdaję sobie sprawę, że nie jest to najlepszy smartfon fotograficzny na rynku.
Po tych paru tygodniach spędzonych z Motorolą razr 60 Ultra dochodzę do wniosku, że to właśnie jest format smartfona, który najbardziej mi pasuje. Osobie, która z jednej strony nie lubi blisko siedmiocalowych „desek”, ale z drugiej – potrafi docenić wygodę korzystania z dużego ekranu. A przy tym smartfony od Motoroli zaczęły się stylistycznie wyróżniać na tle innych składanych konkurentów i to też nie pozostaje bez znaczenia.
Finalnie – Motorola razr Ultra 60 to smartfon bardzo dobrze wykonany, śliczny, dobrze wyposażony i wydajny. W dodatku, starający się także wychodzić poza utarte przez konkurencję schematy. Czy testowaną „Motkę” mogę polecić? Jeszcze jak!




Dodaj komentarz