mcdonald's reklama ai

McDonald’s także postawił na świąteczną reklamę AI. Paskudną i głupią

Pamiętacie niedawną aferkę ze świąteczną reklamą Coca-Coli (polecam przyjrzeć się liczbie „łapek w dół” i sekcji komentarzy) w całości wygenerowaną przez sztuczną inteligencję? Mimo że reklama była pełna paskudnych błędów i artefaktów, z których słyną „nagrania” wygenerowane w całości przez AI, to sama w sobie była po prostu… no… brzydka. Jak się jednak okazuje, holenderski oddział McDonald’s najprawdopodobniej całe zamieszanie przespał, bo popełnił ten sam błąd. Ale w tym przypadku to dopiero początek problemów tej reklamy…

„Nigdy się nie nauczą…”

Z jakiegoś powodu marketing McDonald’s Netherlands stwierdził, że stworzenie reklamy w całości opartej o generatywną sztuczną inteligencję będzie super pomysłem i planem niesłychanie sprytnym. Myk, myk, myk, jako tako i fajrant. Reklama oczywiście sama w sobie wyszła… no niezbyt dobrze. Ponownie widać tu standardowe artefakty i brzydoty AI – dziwne, rozmazane twarze, czasem o mimice wziętej z japońskiego horroru, czy niezbyt realistyczną fizykę obiektów.

Oczywiście cały projekt w obronę bierze Gardening.club – dział sztucznej inteligencji w firmie The Sweetshop, która jest autorem nieszczęsnej reklamy. Twierdzą oni, że… „liczba godzin poświęconych na produkcję była większa niż w przypadku tradycyjnej reklamy” oraz, że „Podobnie jak w przypadku tradycyjnych zdjęć, film wymagał reżysera, prawdziwego instynktu narracyjnego i przemyślanego castingu. Wybraliśmy i ukształtowaliśmy każdego aktora AI, jego wygląd, energię i emocjonalną obecność, aby spełnić wymagania, tak jak w przypadku filmu aktorskiego. Wymagało to wirtualnego poszukiwania lokalizacji, solidnych referencji, próbnych zdjęć i niezliczonej liczby ujęć, aby zachować prawdziwą ciągłość filmową”. Niestety, rzeczony wpis opublikowany na koncie LinkedIn Gardening.club zniknął w okolicznościach równie tajemniczych, jak reklama na YouTube…

Po raz kolejny więc mamy do czynienia z sytuacją, gdzie firma o ogromnym marketingu wybiera ścieżkę na skróty. Największą tragifarsą tej sytuacji jest jednak fakt, że to, że ktoś stworzył takiego „potworka” to jedno, ale podejrzewam, że ostateczna decyzja o publikacji przecież musiała przejść przez jakiś pion decyzyjny. Musiała zostać zatwierdzona przez kogoś z góry. I nikt w całym tym łańcuchu nie pomyślał i nie wysilił się na refleksję: „Kurcze, no nie wygląda to za dobrze…”.

A może o to chodzi? Klasyczne – nieważne jak mówią, byleby mówili?

HUMOREK SMUTASY!

To jednak w zasadzie tylko wierzchołek góry lodowej. Gigantyczny niesmak pozostawiło przesłanie reklamy. Święta i czas spędzony z rodziną na ich przygotowywaniu przedstawiono jako istną katastrofę, a przy rodzinnym stole często czujemy się „jak w Zoo”. W tle przygrywa nam parodia znanej świątecznej piosenki Andy’ego Williamsa „It’s the most wonderfull time of the year”, której refren zamieniono na „It’s the most terrible time of the year”. Tak więc otrzymaliśmy najbardziej okropny czas w roku zamiast najcudowniejszego…

Mało? No to mały spoiler, jak reklama się kończy. Otóż w ostatnich ujęciach widzimy pana, przekraczającego drzwi McDonalda z poczuciem wyraźnej ulgi malującej się na jego twarzy, a cała reklama zostaje spuentowana stwierdzeniem: „Więc uciekasz od szaleństwa, światełek i radości i chowasz się w McDonald’s aż nadejdzie styczeń.” (org. „So you flee from the madness, the lights and the cheer and hide out in McDonald’s till January’s here”).

Oczywiście zawsze można powiedzieć, że ktoś tam ma kij w wiadomej części ciała i że przecież reklama ma mieć wydźwięk ironiczny i humorystyczny. Jest opozycją dla często mocno cukierkowego obrazu świąt Bożego Narodzenia, z jakim mamy do czynienia od początku grudnia w każdym możliwym miejscu. Jak widać jednak po komentarzach pod reuploadowaną reklamą na YouTube (została ona usunięta z oficjalnego kanału, ale w Internecie nic nie ginie), platformie X oraz innych miejscach – humor twórców nie trafił do każdego. Okazało się bowiem, że zdecydowana większość odbiorców dała do zrozumienia, że „hehe, humorek!” marketingowców z McDonald’s, jak to się zwykło mawiać: „nie zażarł”. Zaś firma odpowiedzialna za projekt broni go tak mocno, że zniknął on z YouTube, a przed tym rzekomo zdecydowano się na wyłącznie komentarzy. Wizerunkowo McDonald’s nie tyle strzelił sobie w stopę, co później na tę stopę upuścił kowadło, a na koniec nieopatrznie wsadził ją w beczkę z solą.

Nie będę nikogo oszukiwał – sam nie jestem fanem przedświątecznej gorączki i komercjalizacji tego okresu do granic możliwości, więc niejako piszę to wszystko z pozycji domowego Grincha. I nawet mimo to uważam, że tego typu zabiegi, oprócz tego, że są po prostu głupie i śmieszne, jak żart z chłopem, co nadepnął na grabie, uderzył się głowę i teraz krzyczy „Oj jak boli, oj jak boli, oj jak boli!”, są po prostu szkodliwe.

Źródło: techspot, X

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *