Skoro była już okazja zająć się najbardziej mobilną 16-calową stacją roboczą od Lenovo, to czas przyjrzeć się najmobilniejszej stacji roboczej ze stajni Lenovo w ogóle. W ramach tego postanowienia na moim biurku wylądował ThinkPad P14s Gen 6 będący z jednej strony maszyną o sporej wydajności, pozostając jednocześnie kompaktową i w pełni zasługującą na miano „ultramobilnej”.
Niektórzy wciąż jednak mają wątpliwości, czy tego typu maszyny mają w ogóle sens? No bo wiecie – w mniemaniu niektórych użytkowników coś mniejszego niż chociażby ThinkPad P16 Gen 3 to profanacja terminu „stacja robocza”. Lenovo, nie tylko zresztą, od lat posiada w ofercie 14-calowego P14s i za każdym razem stara się przekonać nas, że tak, owszem, jak najbardziej ma ona prawo dzierżyć to miano. Trzeba liczyć się jednak z tym, że ultramobilny, 14-calowy laptop będzie miał swoje ograniczenia wynikające z samej konstrukcji. I każdy zdroworozsądkowy miłośnik tego typu sprzętu o tym wie. A przynajmniej powinien.
Szósta generacja ThinkPada P14s bazuje, co prawda, na tej samej konstrukcji co „piątka” testowana przez nas jeszcze w 2024 roku – jednak tamten egzemplarz bazował na procesorze od AMD, a tym razem udało nam się dorwać wariant z chipami generacji Alder Lake od Intela. Miłośnicy „czerwonych” procesorów jednak mogą być spokojni – Lenovo pomyślało także o nich. Układy Ryzen 8000 PRO zostały zastąpione przez nowsze Ryzen AI PRO. Producent pomyślał także nad większą wydajnością graficzną laptopa.
Jakie jeszcze argumenty posiada ThinkPad P14s Gen 6? O tym w recenzji.
Specyfikacja
| specyfikacja: | Lenovo ThinkPad P14s Gen 6 |
| wymiary i waga: | 326 x 228 x 15 mm 1,64 kg |
| przetestowany CPU: | Intel Core Ultra 7 265H Arrow Lake 16 rdzeni, 16 wątków 6 rdzeni P (2,2 – 5,3 GHz), 8 rdzeni E (1,7 – 4,5 GHz), 2 rdzenie LPE (0,7 – 2,5 GHz) TDP – 28 W cache – 24 MB |
| dostępne CPU: | Intel Core Ultra 9 285H Intel Core Ultra 7 265H Intel Core Ultra 7 255H Intel Core Ultra 5 235H Intel Core Ultra 5 225H |
| NPU: | Intel AI Boost, 13 TOPS |
| przetestowane GPU: | NVIDIA RTX Pro 1000 Blackwell, 8 GB GDDR7 ECC, 440 TOPS, 35 W |
| dostępne GPU: | Intel Arc 140T Intel Arc 130T NVIDIA RTX Pro 500 Blackwell, 6 GB GDDR7, 35 W NVIDIA RTX Pro 1000 Blackwell, 8 GB GDDR7, 35 W |
| dysk: | 2 TB, M.2, PCIe 5.0 x4 NVMe, Opal 2.0 Samsung PM9E1 |
| obsługiwane dyski: | 1x M.2 PCIe 4.0 x4 |
| RAM: | 96 GB DDR5-6400 —————— 2x 48 GB dual-channel max: 96 GB |
| przetestowana matryca: | 14,5 cala, 2560 x 1600, 16:10 IPS, 90 Hz, matowy LEN41BC |
| dostępne matryce: | w. w. IPS, 1920 x 1200, 60 Hz, 400 nitów IPS, 1920 x 1200, 60 Hz, 400 nitów, dotykowa |
| wybór portów: | 2x Thunderbolt 4 2x USB 3.2 Gen 2 typu A 1x HDMI 2.1 1x jack combo 1x RJ-45 |
| akumulator: | 75 Wh |
| opcje łączności | WLAN: Intel Wi-Fi 7 BE201 320 MHz Bluetooth 5.4 LAN: Intel Ethernet Controller I219-LM |
| wyposażenie dodatkowe: | głośniki stereo z Dolby Atmos fabryczna kalibracja ekranu X-Rite podświetlana klawiatura odporna na zachlapanie TrackPoint z TrackPoint Quick Menu czytnik Smart Card NFC kamerka 5 MP z IR i funkcją rozpoznawania twarzy i czujnikiem obecności czytnik linii papilarnych zintegrowany z przyciskiem zasilania vPro Enterprise w CPU certyfikacja ISV |
| opcje gwarancji: | 3 lata z możliwością rozszerzenia |
OFERTA
Jakoś wykonania i ergonomia obudowy
Już patrząc na testowanego laptopa trudno zaprzeczyć, że mowa o maszynie ultramobilnej. Smukła linia mówi sama za siebie, chociaż pod kątem wagi na rynku znajdzie się masa lżejszych maszyn. Trzeba jednak pamiętać, że tutaj swoje gramy dokłada także niezależne GPU oraz bardziej rozbudowany układ chłodzenia niż w laptopach o przeznaczeniu bardziej biurowym.




Design nikogo nie powinien zaskoczyć, bo chociaż niezaprzeczalnie P14s Gen 6 prezentuje się elegancko, to jednak miłośnicy ThinkPadów nie znajdą tu żadnego, nawet najmniejszego zaskoczenia. To absolutna klasyka spod znaku Lenovo ThinkPad: czarna obudowa, czerwone akcenty w postaci TrackPointa oraz paseczków na jego klawiszach, a także kropki nad „i” w logo. Nic, czego byśmy nie widzieli w innych biznesówkach od tego producenta.
Niespecjalnie zaskakują także użyte do stworzenia laptopa materiały. Obudowa opiera się na aluminiowych elementach, a pulpit roboczy został dodatkowo zabezpieczony tą charakterystyczną dla Lenovo powłoką: zabezpieczającą przed niewielkimi rysami i innymi uszkodzeniami mechanicznymi, ale jednocześnie brudzącą się (na zawołanie) od tłustych śladów zostawianych przez palce i nadgarstki.




Złego słowa nie mogę napisać natomiast o wykonaniu laptopa. Wszystkie elementy zostały ze sobą dokładnie spasowane. Biorąc laptopa do ręki nic nie trzeszczy ani nie skrzypi, co tylko potwierdza jego wysoką jakość. Czuć, że kadłubek jest zwarty i godny zaufania.
Pulpit roboczy delikatnie pracuje pod uciskającą go dłonią tylko w okolicy touchpada, a klapa notebooka pozwala ufać, że wyświetlacz od strony „pleców” jest odpowiednio zabezpieczony. Pochwalić należy także szeroki zawias pozwalający na otwarcie laptopa jedną ręką i jednocześnie będący na tyle stabilny i mocny, że wędrowanie z podniesionym ekranem nie wywołuje w nim „trzęsawki”.
ThinkPad P14s Gen 6 w zasadzie nie ustępuje większym stacjom roboczym, i laptopom w ogóle, liczbą i zróżnicowaniem dostępnych złączy. To się chwali. Na prawym boku laptopa znalazło się miejsce na USB-A (3.2 Gen 1) oraz „erjotki”, a z lewej strony mamy HDMI 2.1, dwa Thunderbolty 4, kolejne USB-A 3.2 Gen 1 oraz uniwersalnego jacka 3,5 mm. Jeżeli dla kogoś to wciąż za mało, to zawsze może rozbudować swoje biurko o stację dokującą.


Osprzęt i wyposażenie dodatkowe
Ekran
Na wyposażeniu testowanej „P-czternastki” znalazł się panel IPS o rozdzielczości 2560 x 1600 pikseli i odświeżaniu 90 Hz. Specyfikacja ekranu mówi też o pełnym pokryciu palety sRGB, co powinno zainteresować osoby pracujące z grafiką, oraz jasności 400 nitów, a więc wartości dość standardowej dla laptopów z wyższej półki.
Dla mnie osobiście rozdzielczość 1600p na 14,5-calowej matrycy to tak zwane „w sam raz” – wyświetlane treści są odpowiednio ostre, a elementy interfejsu systemu operacyjnego oraz aplikacji pozostają czytelne bez potrzeby korzystania z lupy. Chociaż nie oszukujmy się – trzeba tu skorzystać z systemowego skalowania – 150% dla mnie jest idealne.
No dobrze, ale co z jakością obrazu, zapytacie? No i tu jest… różnie. Z jednej strony mamy całkiem przyjemną czerń (0,28 cd/m2) oraz kontrast (1394:1) jak na panel IPS i to widać gołym okiem. Pokrycie palety kolorów sRGB faktycznie osiąga 100%, a barwy są przyjemne dla oka – soczyste, przyjemne i wyraźne, ale nie przejaskrawione. Raczej naturalne. Jeżeli dla kogoś pełne odwzorowanie sRGB to wciąż za mało, to Lenovo przygotowało jeszcze opcję ze 100% pokrycia DCI-P3, z tym że tam mamy dodatkowo jeszcze wyższą rozdzielczość obrazu: 3072 x 1920 pikseli.

Mało tego, okazało się, że fabryczna kalibracja X-Rite także wypadła świetnie. Śnieżna biel, średnia DeltaE*00 na poziomie 0,8 i maksymalna 2,7 (dla jednego z odcieni czerwieni) to wartości wskazujące na bardzo dużą wierność zreprodukowanych kolorów względem ich wzorców. Mało tego okazało się, że moja kalibracja nie była w stanie tych wartości poprawić.
Gorzej jednak wypadła kwestia podświetlenia, gdyż zamiast obiecanych 400 nitów, na całej płaszczyźnie ekranu uzyskałem wartości z przedziału 310 – 340 nitów. Panel najmocniej podświetlony jest na środku ekranu, najsłabiej na dole. Różnice na szczęście nie rzucają się w oczy, ale do deklarowanych 400 nitów w obu przypadkach wciąż daleko.

Parametry matrycy:
- luminancja: 384 cd/m2
- kontrast: 1394:1
- czerń: 0,28 cd/m2
- paleta sRGB: 100%
- paleta DCI-P3: 76%
- paleta AdobeRGB: 72%
Klawiatura i touchpad
W przypadku klawiatury tego ThinkPada po raz kolejny nie zaskoczę Was, podobnie jak Lenovo nie zaskoczyło mnie. Przyjdzie więc powtórzyć mi, że klawisze z ThinkPada P14s Gen 6 wciąż pracują niezmiennie doskonale, cechują się bardzo wyraźną i sprężystą reakcją na wciśnięcie, a pisanie dodatkowo uprzyjemniają odpowiednio wyprofilowane „kafelki” z przyjemnego w dotyku tworzywa. Doceniam też, że klawiatura jest całkiem cicha. Nie zabrakło oczywiście dwustopniowego białego podświetlenia oraz odporności na zachlapanie.
Spomiędzy klawiszy G, H i B spoziera czerwony „grzybek” TrackPointa. Lenovo konsekwentnie nie rezygnuje z tego dodatku w swoich najbardziej klasycznych „biznesówkach”. Także w tym laptopie nie zabrakło funkcji TrackPoint Quick Menu aktywowanej za pomocą podwójnego, szybkiego stuknięcia w „grzybek”. Żadne udziwnienia nie dotknęły także przycisków TrackPointa – ulokowano je standardowo nad touchpadem.





Sam gładzik zaś także niczym nie zaskakuje. Jego powierzchnia jest odpowiednio duża, aby można było swobodnie manipulować kursorem i korzystać z windowsowych gestów. ThinkPad P14s Gen 6 otrzymał klasyczną, klikalną płytkę ze zintegrowanymi z nią klawiszami – te mają odpowiednio wyważony, chociaż nieco „plastikowy” klik. Sama płytka gładzika jest oczekiwanie śliska, chociaż na podobieństwo pulpitu – łatwo i szybko ją umaziać tłustymi śladami zostawianymi przez palce.
Głośniki
Chyba powoli wyjaśnia się, gdzie Lenovo zamontowało swoje najprzyjemniej brzmiące membrany: w stacjach roboczych! Oczywiście to pewnego rodzaju żarcik, może i nieco złośliwy, ale nie zmienia to faktu, że stereo z ThinkPada P14s szóstej generacji brzmi tak samo dobrze, jak zestaw z testowanego ostatnio P16 Gen 3. Podobnie jak w przypadku większego kuzyna, także tu mamy przetworniki głośne, ale nie ZA głośne, całkiem przyjemne i szczegółowe. Dobrze zbalansowane na całej skali głośności, a chociaż nie są w stanie zreprodukować niskich pasm, to bas jest tu chociaż delikatnie zarysowany. Całość została okraszona wsparciem dla Dolby Atmos.
Mało tego, P14s Gen 6 nie powiela błędu P16 Gen 3 – tutaj nawet przy pełnej głośności dźwięk brzmi bardzo przyjemnie i nic nie wydaje mi się przesycone. Tym bardziej należy docenić jakość dźwięku – w końcu nie są to głośniki stricte multimedialne.
Bezpieczeństwo
Pod kątem funkcji zabezpieczających komputer i dane testowana „P-czternastka” nie zawodzi, bo w zasadzie mamy tu pełen pakiet: od biometrii w postaci czytnika linii papilarnych, kamerki z podczerwienią i funkcją rozpoznawana twarzy oraz wykrywania obecności użytkownika, czytnik Smart Card i/lub NFC dla zbliżeniowych kart uwierzytelniających, przez dysk samoszyfrujący (OPAL 2.0), aż po zabezpieczenia na poziomie procesora oferowane przez pakiet vPro Enterprise.
Trzeba jednak mieć na uwadze, że nie w każdej konfiguracji laptopa znajduje się tak bogaty zestaw. Chociażby Smart Card, NFC czy kamerka z funkcją rozpoznawania twarzy są dodatkami opcjonalnymi.




Łączność
W recenzji wideo ThinkPada P1 Gen 8 zdumiał, a wręcz oburzył mnie brak modemu WWAN. W tym laptopie jego brak wywołuje jeszcze większe zdumienie, szok i niedowierzanie. Jak można nie zaoferować, chociażby w opcji, modemu LTE lub 5G w tak mobilnej maszynie o bardzo szerokim spektrum zastosowania? Nie jestem zły, jestem zawiedziony…
Poza tą jedną wpadką – żadnej innej nie stwierdzam. W kwestii łączności bezprzewodowej mamy tu obsługę Wi-Fi 7 oraz Bluetooth 5.4, a łączność przewodową obsługuje gigabitowa karta sieciowa Intel Ethernet Connection I219-LM.
Testy wydajności
Lenovo powierzyło mi prawdziwy ukryty skarb, albowiem wewnątrz testowanej konfiguracji znalazło się aż 96 GB RAM-u DDR5-6400. Biorąc pod uwagę tempo i skalę pęczniejących cen układów DDR4 i DDR5, to jest mi miło, że producent ThinkPadów aż tak mi ufa.
Dobrze, pożartowaliśmy sobie, ale teraz czas na konkrety: konfiguracja RAM-u sama w sobie żartem nie jest i faktycznie w laptopie znalazło się maksimum pamięci operacyjnej dla tego laptopa w dwóch układach po 48 GB. Jednostką napędową jest tu natomiast Intel Core Ultra 7 265H, a za wydajność graficzną oraz w zadaniach związanych z wykorzystaniem sztucznej inteligencji odpowiada NVIDIA RTX 1000 Blackwell. Konfigurację uzupełnia dodatkowo 2-terabajtowy dysk PCIe 5.0 x4.
Procesor i wydajność ogólna
Intel Core Ultra 7 265H to jedna z wydajniejszych jednostek Intela dla laptopów o wysokiej wydajności i dość często można spotkać ją właśnie w stacjach roboczych mających łączyć wysoką wydajność ogólną, a jednocześnie nie straszyć pod kątem kultury pracy, temperatur oraz poboru prądu. Ostatni raz mogłem sprawdzić tę jednostkę przy okazji testów ThinkPada P1 Gen 8. W przypadku P14s Gen 6 wypadła ona jednak nieco inaczej.

Zanim testy – przedstawienie ich bohatera. Core Ultra 7 265H to 16-wątkowa jednostka wyposażona w taką samą liczbę rdzeni. Wśród nich 6 to jednostki Performance, odpowiedzialne za zapewnienie jak najwyższej wydajności. Rdzeni Efficient mamy z kolei 8, a brakujące dwa rdzenie to Low Power Efficient – skoncentrowane na obsłudze podstawowych zadań, również tych działających w tle, i odciążaniu w ten sposób rdzeni P oraz E. Bazowe TDP procesora wynosi 28 W.
Wartości bazowe, zarówno w kontekście taktowania, jak i TDP stanowią jednak wyłącznie pewnego rodzaju punkt wyjścia. W trakcie testów pod obciążeniem procesor potrafił rozpędzić rdzenie P do 3,9 GHz, a rdzenie E do 3,4 GHz. Jednostki LPE osiągały z kolei 1,8 GHz. Takie wartości obserwowałem przez całą godzinę trwania testu. W jego trakcie TDP procesora trzymało się mocy 50 W, a temperatura CPU nie przekraczała 81° C.
| Intel Core Ultra 7 265H | temperatura: | taktowanie: |
| czas pracy – 15 min | 80° C | Rdzenie P: 3,9 GHz Rdzenie E: 3,4 GHz Rdzenie LPE: 1,8 GHz |
| czas pracy – 30 min | 81° C | Rdzenie P: 3,9 GHz Rdzenie E: 3,4 GHz Rdzenie LPE: 1,8 GHz |
| czas pracy – 60 min | 81° C | Rdzenie P: 3,9 GHz Rdzenie E: 3,4 GHz Rdzenie LPE: 1,8 GHz |
Takie wyniki ustępują tym z ThinkPada P1 Gen 8, ale też nie jest to dla mnie żadnym zaskoczeniem, biorąc pod uwagę, że tam mieliśmy bardziej rozbudowany system chłodzenia, więc i chip mógł pozwolić sobie na więcej. Wszak „P-jedynka” to 16-calowy notebook, a nie 14-calowy. Na pochwałę zasługuje fakt, że procesor przez cały test pracował bardzo równo i stabilnie, bez żadnych „dławień”.
Konsekwencją tego, co pisałem powyżej są także nieco niższe wyniki w testach sprawdzających możliwości procesora.












Jeżeli jednak kogoś nie satysfakcjonują takie wartości, to w odwodzie jest jeszcze wydajniejszy Intel Core Ultra 9 285H. Oczywiście nie brakuje też SoC o niższej wydajności – to rozwiązanie może i obniży wydajność całej konfiguracji, ale też… jej cenę. Ważna rzecz, jeżeli surowa wydajność CPU nie jest aż tak istotna i priorytetem jest np. GPU.
Grafika
No właśnie – tutaj Lenovo zasłużyło na pochwałę, albowiem poprzednia generacja oferowała co najwyżej RTX-a 500 Ada Generation. Obecna zaś nie dość, że korzysta z dobrodziejstw nowszej i wydajniejszej architektury Blackwell, to jeszcze daje możliwość wykorzystania mocy RTX-a 1000 Blackwell, a więc GPU pozycjonowanego o oczko wyżej niż mobilne „pięćsetki”. NVIDIA RTX 500 w wersji Blackwell jest z kolei wariantem opcjonalnym.

Profesjonalny RTX 1000 Blackwell opiera się na układzie GB207 – tym samym, który wykorzystuje gamingowy GeForce RTX 5050 w wersji mobilnej oraz dla „stacjonarek”. Chip oferuje m.in. 2560 rdzeni CUDA, 20 rdzeni RT oraz 80 rdzeni Tensor, odpowiedzialnych za uczenie maszynowe. Wydajność w zadaniach związanych ze sztuczną inteligencją właśnie została oszacowana na 440 TOPS, co przy 154 TOPS wspomnianego wcześnie RTX-a 500 Ada jest bardzo wyraźny skokiem wydajnościowym. GPU posiada również 8 GB pamięci GDDR7.
Mimo że specyfikacja testowanego GPU wypada tak samo, jak w P1 Gen 8, to w P14s Gen 6 otrzymaliśmy wersję Max-Q: o niższym TGP, a co za tym idzie – niższym taktowaniu i finalnie zauważalnie niższą wydajnością w zadaniach związanych z przetwarzaniem grafiki. Tym razem GPU operuje z mocą 35 W, a taktowanie wynosi 1020 – 1627 MHz.



Mimo że RTX 1000 Blackwell w tej wersji, sam w sobie, jest energooszczędny, to w systemie i tak obecne są także zintegrowane z procesorem GPU. W przypadku testowanego zestawu jest to Intel Arc 140T – „integra” wydajna, przejmująca zarządzanie obrazem, kiedy wydajność dGPU nie jest potrzebna. Pozwala to chociażby oszczędzać baterię, kiedy laptop jest odłączony od zasilacza.
Dysk
Mimo że Lenovo zdecydowało się umieścić tu nośnik M.2 radzący sobie z interfejsem PCIe 5.0, to jednak gniazdo pozwala jedynie na osiągi interfejsu PCIe 4.0 x4. Trochę szkoda. Trzeba pamiętać, że chociaż specyfikacja mówi o dysku „PCIe 5.0 x4 Performance”, to realnie powyżej możliwości starszego interfejsu żaden nośnik nie podskoczy.

Nie zmienia to faktu, że zainstalowany tu Samsung PM9E1 potrafi wykorzystać możliwości interfejsu w pełni, oferując prędkość operowania danymi w okolicach 7000 MB/s zarówno w przypadku zapisu, jak i odczytu sekwencyjnego. W dodatku dysk obsługuje szyfrowanie OPAL 2.0.
Kultura pracy
ThinkPad P14s Gen 6 jest kolejną stacją roboczą od Lenovo z dobrze zrównoważonym stosunkiem wydajności do kultury pracy. Podobnie zresztą, jak parokrotnie wspominane już w tej recenzji P1 Gen 8 oraz P16 Gen 3. Nie oczekuję od stacji roboczej, nawet tak mobilnej, jak bohater testu, że zawsze będzie cicha i co najwyżej letnia. To sprzęt mający prawo się zgrzać i szumieć – priorytetem tutaj jest wydajność. Nawet biorąc pod uwagę, że GPU występuje w tym laptopie w wersji Max-Q, to również oczekuję, że wykorzystane będzie w pełni.
Ku mojemu zaskoczeniu (jak najbardziej pozytywnemu!), nawet po godzinie testów obciążeniowych obudowa pozostała co najwyżej delikatnie ciepła, przy czym maksymalną wartość 44° C ujrzałem wyłącznie pod spodem. Pulpit był jeszcze delikatnie chłodniejszy.




Układ chłodzenia dysponuje dwoma niewielkimi wiatraczkami potrafiącymi wygenerować szum o natężeniu 48-49 dB. Jak już się rozpędzą, to na dobre, przez co dźwięk ten jest jednostajny, chociaż bardziej wrażliwe ucho może wyłapać w tym szumie delikatne świszczenie. Podejrzewam, że większość użytkowników nie zwróci na to uwagi, tym bardziej w środowisku bardziej biurowym lub bardziej przemysłowym, gdzie powinien on zniknąć w gwarze otoczenia.

Przy zadaniach pozwalających podzespołom i wiatraczkom odpocząć od czasu do czasu, spod obudowy wydobywał się delikatny szmer. Na tyle delikatny, że w zasadzie w normalnych warunkach może uchodzić za niedostrzegalny.
Bateria
Fajnie, że Lenovo nie poszło po linii najmniejszego oporu stawiając na baterię o pojemności ok. 52 – 56 Wh, jak ma to często miejsce w laptopach 14-calowych, ale zdecydowało się na pojemniejsze ogniwa – 75 Wh.
To pozwoliło na zasilanie laptopa w trybie najwyższej wydajności przez przeszło 2,5 godziny, zaś symulacja pracy biurowej i tryb oszczędzania energii wespół były w stanie ten czas rozciągnąć o kolejne 7 godzin. Jeszcze bardziej łaskawy dla baterii test, a więc przeglądanie Internetu bez odtwarzania wideo, pozwoliło „P-czternastce” na niemal 17 godzin pracy, zanim podziękował za wspólnie spędzony czas i się wyłączył.

Podsumowanie
Dobra, to teraz Wam się do czegoś przyznam – sam znajdowałem się w tej grupie laptop-headów ze wstępu. Tej, co podawała w wątpliwość sens istnienia takich stacji roboczych, jak ThinkPad P14s. No bo certyfikacja ISV certyfikacją, mobilność mobilnością, ale ja także wychodziłem z założenia, że tu liczy się przede wszystkim wydajność.
Ale czasy się zmieniły i surowa wydajność CPU czy GPU to jedno, ale do tego dochodzą TOPS-y – im ich więcej, tym lepiej sprzęt poradzi sobie z lokalnym wykorzystaniem narzędzi AI. A że dzisiaj takowych w coraz szerszym spektrum miejsc pracy się używa, to obecność wydajnego GPU albo NPU jest bardziej niż wskazana. ThinkPad P14s Gen 6 pokazuje przy okazji swoją użyteczność, potwierdzoną testami, na wielu płaszczyznach.





Laptop wypadł w testach bardzo dobrze, bo i jakość wykonania nie zawiodła, kultura pracy trzymała wysoki poziom, a i wydajność procesora i RTX-a 1000 Blackwell w wersji Max-Q osiągała oczekiwany przeze mnie poziom, bez żadnych rozczarowań i przykrych niespodzianek. Jak się jednak okazało – nie jest to laptop bez wad, bo Lenovo zaliczyło małą wpadkę z ekranem – nie tak jasnym, jak deklarowało.
Poza tym – nie rozumiem braku modemu WWAN w tym laptopie. Zabrakło miejsca? To delikatna rysa na niemal nieskazitelnym wizerunku ThinkPada P14s Gen 6 jako ultramobilnej, biznesowej maszyny do zadań specjalnych. Szkoda też, że gniazdo M.2 dla dysku nie obsługuje interfejsu PCIe 5.0. W stacji roboczej ten szybki interfejs z pewnością znalazłby zastosowanie.
| Podsumowanie: | Lenovo ThinkPad P14s Gen 6 |
| segment: | mobilna stacja robocza |
| optymalne zastosowanie: | – praca kreatywna, w tym montaż wideo, obróbka grafiki 2D i 3D, renderowanie – praca z aplikacjami projektowymi – praca ze projektami i narzędziami AI – złożone symulacje i obliczenia |
| mobilność: | – bardzo wysoka |
| kultura pracy: | – bardzo dobra |
| modem WWAN w opcji: | – nie(!) |
| opcje dokowania: | – stacja dokująca USB-C/Thunderbolt |
| ważne cechy: | – możliwość szerokiego wykorzystania – wydajność procesorów Intel Core Ultra-H – spore możliwości rozbudowy i konfiguracji – dwa układy RTX Pro z certyfikacją ISV do wyboru – wysoka kultura pracy |
Partnerem portalu jest sklep notebooki.pl. Sprzęt do testów dostarczyła firma Lenovo. Opinie wyrażone w recenzji należą w 100% do autora i żadne osoby trzecie nie ingerowały w jej treść.






Dodaj komentarz