Sezon się zaczął. Hulajnogi wyjeżdżają z piwnic, w koszykach sprzedażowych lądują nowe rowerki biegowe, a dzieciaki zjeżdżają z każdej możliwej górki. I tu jedna rzecz, o której łatwo zapomnieć: kask na głowie dziecka i nastolatka do 16. roku życia to w Polsce nie dobra rada, tylko obowiązek.
Tyle że – jak właśnie pokazała kontrola Inspekcji Handlowej – sam kask nie wystarczy, jeśli sprzęt pod spodem rozpada się w trakcie jazdy.
UOKiK wspólnie z Inspekcją Handlową sprawdził 75 modeli: rowerki trójkołowe i biegowe, hulajnogi dla dzieci, hulajnogi sportowe oraz kaski. Kontrole prowadziło kilkanaście wojewódzkich inspektoratów od stycznia do kwietnia 2026 roku. Sprawdzano oznakowanie, dokumentację i – co najważniejsze – wytrzymałość w laboratorium. Wyniki są mieszane, ale jeden wniosek rzuca się w oczy od razu.
Kaski zdały. Sprzęt do jazdy – już niekoniecznie
Najkrótsze podsumowanie tej kontroli brzmi tak: kontrola hulajnóg i kasków pokazała, że paradoksalnie najlepiej wypadła rzecz, która ma chronić w razie upadku, czyli kask. Wszystkie zbadane modele kasków przeszły testy konstrukcyjne i realnie spełniają swoją funkcję ochronną. Problemy pojawiły się tam, gdzie spodziewano by się tego najmniej: w samych pojazdach. To w hulajnogach i rowerkach laboratorium znalazło niestabilne konstrukcje, ostre krawędzie, szczeliny i części, które potrafią się odłączyć w ruchu.
Innymi słowy: producenci dopięli ochronę głowy, ale zawiedli na tym, co tę głowę najpierw naraża.
Przejdźmy po kolei.
Rowerki i hulajnogi dla dzieci – najmłodsi, najwięcej wpadek
Tę grupę prawo traktuje jak zabawki, ponieważ korzystają z nich kilkulatki. Inspektorzy sprawdzili 40 modeli rowerków trójkołowych, biegowych i hulajnóg dziecięcych. Większość przyjechała z Chin (31 modeli), reszta z Polski, Francji i Tajwanu.
Nieprawidłowości wykryto w 18 z 40 modeli. Część to kwestie formalne – brak danych producenta, źle sporządzona deklaracja zgodności, kiepska instrukcja. Brzmi nudno, ale to właśnie te papiery decydują, czy w razie problemu masz do kogo się zwrócić.
Gorzej, że dziewięć modeli oblało badania laboratoryjne. I tu lista usterek robi się konkretna: zaniżona średnica przednich kół (zbyt małe koło gorzej radzi sobie z krawężnikiem i grozi nagłym zatrzymaniem), niewłaściwe odstępy między kołem a ramą (ryzyko zmiażdżenia palców), niedziałająca blokada regulacji wysokości kierownicy, ostre krawędzie i zadziory, a w jednym przypadku po prostu brak stabilności rowerka. Pojawiło się też zbyt cienkie opakowanie foliowe – takie, które łatwo przywiera do nosa i ust małego dziecka.
Wśród zakwestionowanych były m.in. hulajnoga dla dzieci SANGROSS (niedziałająca blokada wysokości kierownicy), hulajnoga RICOKIDS Pico (blokada plus zaniżona średnica kół). Znalazł się również rowerek „3 w 1″ marki Kidwell od firmy DERFORM, w którym wykryto ostre krawędzie i brak stabilności. Trafiły się też produkty w licencyjnych odsłonach Disneya (Minnie) – głównie z powodu zbyt cienkiej folii opakowania. Efekt całości? Osiem wniosków do Prezesa UOKiK o wszczęcie postępowań, które mogą zakończyć się karami. W jednym przypadku sprawa jest w toku, bo firma poprosiła o ponowne przebadanie próbki. Część przedsiębiorców zdążyła już naprawić uchybienia pod nadzorem inspekcji.
Hulajnogi sportowe – te dla starszych dzieci, młodzieży i dorosłych
Tu poprzeczka jest inna, bo i prędkości inne. Inspektorzy zbadali 20 modeli hulajnóg sportowych pod kątem normy PN-EN 14619. Zakwestionowano aż 14 z nich.
Najpoważniejsze są wady konstrukcyjne – bo to one realnie wysadzają z hulajnogi przy prędkości. Laboratorium wykryło odłączające się uchwyty na zakończeniach kierownicy (wystarczyła siła rozciągająca 70 N), wyginające się i łamiące wsporniki kierownicy. Wykryto także wsporniki bez trwałego znaku minimalnej głębokości osadzenia, które dało się całkowicie wysunąć z rury bez użycia narzędzia. Tłumacząc to na ludzki: w czasie jazdy kierownica może ci zostać w rękach albo wysunąć się z ramy.
Konkretne przykłady? W hulajnodze VIVO SG-460 wspornik kierownicy się złamał, a uchwyty odłączyły. Jeżeli chodzi o modele Nils Extreme, Laubr czy freestyle’owej hulajnodze Decathlon MF900 odłączyły się uchwyty obu zakończeń kierownicy. W Meteorze Urban Bann wspornik nie miał trwałego oznaczenia głębokości i dawał się całkowicie wyciągnąć bez narzędzi.
Do tego doszły błędy w oznakowaniu i jeden ciekawy szczegół. Część hulajnóg napędzanych wyłącznie siłą mięśni miała bezpodstawnie naniesiony znak CE. To nie zaleta, tylko błąd: taki sprzęt, jeśli nie jest zabawką ani urządzeniem z napędem elektrycznym, znaku CE mieć nie powinien.
Stawka jest tu najwyższa z całej kontroli. Za sportowe hulajnogi obowiązują przepisy o ogólnym bezpieczeństwie produktów (GPSR), a kary sięgają miliona złotych dla producenta lub importera i pół miliona dla dystrybutora. Inspekcja skierowała siedem wniosków o postępowania administracyjne, a w dwóch przypadkach firmy złożyły wnioski o przebadanie próbek kontrolnych.
Jedna praktyczna rzecz przy zakupie: hulajnogi dzieli się na klasy według masy użytkownika. Klasa A jest przeznaczona dla osób o masie 20-100 kg, klasa B – dla 20-50 kg. Warto sprawdzić, zanim postawisz na pomoście nastolatka ważącego więcej, niż przewidział producent.
Kaski – jedyna w pełni dobra wiadomość
I tu można odetchnąć. Eksperci z Centralnego Instytutu Ochrony Pracy w Łodzi zbadali wszystkie 15 modeli kasków pod kątem amortyzacji uderzenia i skuteczności układu utrzymującego kask na głowie. Wynik: każdy z nich spełnił wymagania konstrukcyjne. Żadnych zastrzeżeń do tego, jak chronią głowę.
Problemy były wyłącznie „papierowe”. W ośmiu modelach inspektorzy zakwestionowali oznakowanie lub dokumentację – najczęściej źle sporządzoną deklarację zgodności albo brak danych producenta czy importera (tak było m.in. w kaskach Dadelo, Meteor, Merida czy Rollerblade). W trzech przypadkach chodziło o poważniejsze naruszenie wymagań zasadniczych: brakujące lub niekompletne instrukcje dołączone do wyrobu – dotyczyło to kasków Kellys, Profex oraz kasku Seven w licencji Spider-Mana. To akurat nie błahostka, bo bez instrukcji łatwiej źle dopasować kask, a źle dopasowany kask chroni gorzej.
Efekt: trzy wnioski do Prezesa UOKiK i pięć przypadków, w których firmy naprawiają uchybienia pod nadzorem inspekcji. Przy kaskach kary są niższe niż przy hulajnogach sportowych – do 100 tys. zł za produkt niezgodny z wymaganiami, do 20 tys. zł za brak oznakowania CE i do 10 tys. zł za każdą niezgodność formalną.
Co to znaczy dla Ciebie, zanim coś kupisz
Cała ta kontrola sprowadza się do kilku odruchów, które warto mieć w sklepie i w głowie. Sprawdź, czy na sprzęcie są nazwa i adres producenta lub importera oraz dane identyfikujące produkt – bez tego dochodzenie praw jest drogą przez mękę. Przy hulajnodze zerknij, czy wspornik kierownicy ma znak minimalnej głębokości osadzenia, czy uchwyty trzymają się pewnie i czy hamulec hamuje płynnie, a nie szarpie. Przy rowerku dla dziecka oceń stabilność i to, czy nigdzie nie wystają ostre krawędzie. A kask – niezależnie od tego, jak ładnie wygląda – musi mieć czytelny, trwały znak CE i instrukcję po polsku.
Jeśli chcesz sprawdzić, czy akurat Twój model był na liście, pełny wykaz wszystkich skontrolowanych egzemplarzy – z nazwami, zdjęciami i wynikami badań – UOKiK opublikował w osobnych dokumentach. Znajdziesz je tutaj.
źródło: uokik.gov.pl




Dodaj komentarz