Prezes UOKiK Tomasz Chróstny idzie na wojnę z Google. Postawił on zarzuty czterem spółkom z grupy Google. Urząd podejrzewa, że koncern nadużywa pozycji dominującej w rozmowach z polskimi wydawcami prasy o wynagrodzenie za wykorzystywanie ich artykułów w wyszukiwarce, Google News i Google Discover. Grozi za to kara sięgająca 10% obrotu. Biorąc pod uwagę, o jakim podmiocie mówimy – finalna kwota raczej mała nie będzie.
O co właściwie chodzi?
Między innymi o przyzwyczajenia i sposób korzystania z mediów. Coraz więcej użytkowników kończy lekturę na wynikach wyszukiwania: na fragmentach artykułów albo na podsumowaniach generowanych przez AI, bez przechodzenia na stronę wydawcy. Przychody z reklam wyświetlanych obok trafiają wtedy do operatora platformy, a redakcje, które przygotowały materiał, tracą ruch i związane z nim wpływy.
Problem ten miała rozwiązać nowelizacja prawa autorskiego z 2024 roku, wdrażająca unijną dyrektywę DSM (2019/790). Przepisy te pozwalają platformom korzystać z publikacji prasowych wyłącznie za wynagrodzeniem, które strony powinny uzgodnić. Platforma ma przy tym obowiązek przekazać wydawcy informacje niezbędne do ustalenia wysokości tej kwoty.
Brak danych, pozorne negocjacje
Problem w tym, że według UOKiK Google nie podpisał umów z większością polskich wydawców prasy. Zastrzeżenia budzi przede wszystkim sposób prowadzenia rozmów z organizacjami zrzeszającymi wydawców. Proponując stawki, koncern miał nie przedstawić wymaganych prawem danych: nie wyjaśnił, jak korzysta z publikacji prasowych i jakie przychody z tego osiąga, nie wskazał parametrów kalkulacji ani nie udostępnił dokumentów pozwalających ją zweryfikować.
Efektem tego wszystkiego jest asymetria informacji. Wydawcy nie byli w stanie realnie ocenić, czy oferta jest opłacalna, ani przygotować własnej propozycji opartej na takich danych danych. Prezes UOKiK ocenia, że w takich warunkach negocjacje stawały się pozorne i prowadziły do narzucania warunków przez rynkowego dominanta. Jak podkreślił Tomasz Chróstny: Big techy nie mogą stać ponad prawem.
Nadużycie pozycji dominującej
Postępowanie dotyczy także praktyki zakazanej przez prawo ochrony konkurencji. Sama dominująca pozycja na rynku, Google bez wątpienia taką posiada, nie jest nielegalna, ale firma, która ją zajmuje, nie może wykorzystywać przewagi do narzucania kontrahentom nieuczciwych warunków. Zdaniem urzędu, wydawcy są praktycznie uzależnieni od Google jako kluczowego kanału dotarcia do czytelników, a jednocześnie nie dysponują porównywalną siłą negocjacyjną ani pełną wiedzą o wartości swoich treści.
Finalnie zarzuty objęły cztery podmioty: spółkę dominującą Alphabet Inc., Google LLC (wcześniej odpowiadającą za wyszukiwarkę na terenie Europejskiego Obszaru Gospodarczego), Google Ireland Limited, która obecnie zarządza wyszukiwarką w EOG, oraz Google Poland, sprzedającą powierzchnię reklamową w internecie. Odpowiedzialność poszczególnych spółek ma zostać ustalona w toku postępowania.
Równoległe postępowanie Komisji Europejskiej
Polskie organy nie są jednak jedynymi, które zwróciły uwagę na nieprawidłowości. Niezależnie od działań UOKiK Komisja Europejska prowadzi od grudnia 2025 roku formalne postępowanie dotyczące wykorzystywania treści wydawców w usługach Google opartych na AI, bez odpowiedniego wynagrodzenia i możliwości sprzeciwu. Zakres obu spraw jest odmienny: polskie postępowanie dotyczy wyników wyszukiwania oraz serwisów News i Discover. Rozdzielenie kompetencji uzgodniono z KE przed wszczęciem sprawy.
To nie pierwsza interwencja UOKiK wobec big techów. W końcowej fazie jest postępowanie antymonopolowe przeciwko Apple, a wobec Meta toczy się postępowanie wyjaśniające dotyczące zmian w sposobie prezentowania linków do publikacji prasowych.
Źródło: uokik




Dodaj komentarz