Rok 2021 zapowiada się obiecująco dla fanów kinowego uniwersum Marvela, a to wszystko za sprawą ich pierwszej telewizyjnej produkcji. Serial WandaVision właśnie się skończył i pozamiatał! Disney+ może zakasać rękawy i podbijać nowe rynki.

 

Skomplikowana przeszłość

Wanda jest jedną z najstarszych postaci z komiksów Marvela. Zadebiutowała już w marcu 1964. roku, kiedy pojawiła się w czwartym zeszycie serii X-Men. Przez większość czasu była mutantem. Wszystko zmieniło się w 2015 roku, kiedy wyszło na jaw, że jest wynikiem eksperymentów High Evolutionary, naukowca zafiksowanego na punkcie inżynierii genetycznej. Ten zwrot akcji wzburzył fanów, bo zarówno Wanda, jak i Pietro (jej brat) przestali być dziećmi Magneto, jednego z najstarszych przeciwników X-Men. Właśnie od tego momentu historia Wandy wkroczyła na zupełnie nowe tory.

 

 

Pokręcone love story

WandaVision zdecydowanie odciął się od korzeni Wandy, powiązując ją z magią chaosu i kształtowaniem rzeczywistości. Sama historia zaczyna się w niewielkim miasteczku, a widzom towarzyszy jego systematyczna przemiana, która podyktowana jest specyfiką różnych epok telewizji. Mamy typowo czarno-białe sitcomy, szalone lata 80. i ocieranie się o wiele kultowych pozycji, jak np. The Dick Van Dyke Show, Ożeniłem się z czarownicą, Roseanne czy Pełna chata.

A jak to wygląda? Jednym słowem – typowa sielanka! Wanda i Vision żyją w wyidealizowanej bajce i wszystko na pozór wygląda doskonale. Żadnych zmartwień, zero stresu, a jeżeli już wydarzy się coś niespodziewanego, szybko zbywane jest aplauzem publiczności. Już pomijając wydarzenia z ostatniej części Avengers, coś tu po prostu mocno nie gra.

 

Dobrze, ale czy to działa?

Szczerze? WandaVision działa doskonale. Produkcje Marvela świetnie pasują do formatu serialu. Zyskuje na tym zarówno sama historia, jak i postaci, które w końcu otrzymują tyle czasu antenowego, żeby móc się z nimi mocniej zżyć i poznać ich motywacje. Jesteśmy świadkami powolnej tranzycji produkcji Marvela do serwisu streamingowego.

 

Sam format telewizyjny pozwolił widzom zdecydowanie lepiej poznać Wandę i dzięki temu wczuć się w jej sytuację. Widzimy jej subtelną przemianę w jedną z najpotężniejszych postaci w uniwersum i co tu dużo mówić – wydaje się pewnym, że jej rola w najbliższej fazie uniwersum będzie bardzo duża.

Nie można też narzekać na oprawę audiowizualną. Serial jest zrobiony z olbrzymim rozmachem. Disney nie oszczędzał na efektach specjalnych. To nie jest zwykły serial – to wysokobudżetowa produkcja na poziomie filmowym.

 

It’s been … all along!

Największym atutem WandaVision jest jednak obsada. O ile przyjemność z poznania Visiona i Wandy mieliśmy już wcześniej, o tyle mamy tu całkiem spore grono nowych twarzy.

 

Jest w tym gronie ktoś, kto po prostu skradł całe show. Mowa o Agnes granej przez Kathryn Hahn – wścibskiej sąsiadce, która już od pierwszych scen jest gwiazdą serialu. Świetnie zagrana, pełna humoru, ciekawa, a jednocześnie tajemnicza. Dawno nie pojawił się w Marvelu tak udany casting.

 

Nie brakuje również znajomych twarzy. Pojawia się Kat Dennings w roli Darcy Lewis, którą możemy pamiętać z Thora, a także Randall Park jako Jimmy Woo, którego poznaliśmy w Ant-Man. Tworzą dynamiczny duet i fantastycznie się ich ogląda na ekranie. Ciekawe czy MCU zdecyduje się na show dla tej dwójki.

Na sam koniec główne gwiazdy serialu, czyli Elizabeth Olsen jako WandaPaul Bettany jako Vision. Obydwoje skrzywdzeni i wyjątkowi, a jednocześnie wzbudzający ogromną sympatię pomimo tego, że nic nie jest tu czarno-białe. Miło jest zobaczyć ich w takim wydaniu.

 

Czy warto?

Oczywiście, że warto! To wyjątkowy serial i nie bez powodu został wybrany jako pierwszy reprezentant MCU na Disney+. Poznajemy początek fantastycznej podróży i przygody, która dopiero się rozpoczyna i razem z kolejnymi produkcjami MCU tylko nabierze rozpędu. Marvel nie zatrzymuje się, nie bierze jeńców i zmierza po nowych fanów.