Fantastyczna Czwórka: Pierwsze kroki – drugi zwiastun. Retrofuturyzm, Srebrna Surferka, Galactus i Franklin (w drodze).

Marvel Studios powracają z nowym zwiastunem jednego z najbardziej wyczekiwanych projektów nowej fazy MCU. Opublikowany w nocy zwiastun The Fantastic Four: First Steps rzuca więcej światła na pełną obsadę, głównych i niezwykle klimatycznej wizji świata utrzymanego w retrofuturystycznej estetyce. Pełnoprawny i oficjalny debiut Fantastycznej Czwórki w Kinowym Uniwersum Marvela zapowiada się przepysznie.

Znana super-rodzina Marvela – ale z nowymi twarzami

Za reżyserię filmu odpowiada Matt Shakman, twórca do tej pory pracujący głównie przy projektach telewizyjnych, ale za to jakich – House, Weeds, Mad Men, Game of Thrones i Monarch: Legacy of Monsters to zaledwie część CV pana Shakmana. Rękę na produkcyjnym pulsie trzyma oczywiście Kevin Feige, więc można tylko być ciekawym, na jak dużą (i czy w ogóle) wolność artystyczną mogli liczyć reżyser i scenarzysta tego widowiska.

Cztery główne role (a jakże by inaczej) przypadły czterem głośnym nazwiskom: Pedro Pascal wciela się w Reeda Richardsa, znanego jako Mr. Fantastic; Vanessa Kirby gra Sue Storm, czyli Niewidzialną Kobietę; Joseph Quinn zyskał ognistą rolę Johnny’ego Storma, a Ebon Moss-Bachrach z The Bear zamieni się w Bena Grimma, czyli kultowego Thinga.

Na dalszym planie, też sporo się dzieje – Julii Garner przypadł zaszczyt wkurzenia marvelowskiego fandomu wizją Silver Surfera w kobiecym wariancie, co niewątpliwie jest strasznie nierealistycznym odejściem od komiksowego kanonu. Każdy rozsądny geek chyba się zgodzi z poglądem, że Silver Surfer nie może być kobietą, bo kobiety nie pływają na deskach serfingowych – są zbyt duże i nie mieszczą się w kuchni (Deski, nie kobiety. And it’s a joke! ). Natomiast Ralph Ineson przywdzieje charakterystyczne nakrapiane śpioszki, dzięki którym z mierzącego 191 cm aktora, przeobrazi się w kilkupiętrowego Galactusa, międzygalaktycznego pożeracza światów.

Retro-przestrzeń i brak Avengersów – MCU zmienia ton

Akcja filmu toczy się w alternatywnej wersji lat 60., stylizowanej na retrofuturystyczny Manhattan. Jest to rzeczywistość odseparowana od głównego nurtu wydarzeń MCU – przynajmniej na razie. W przeciwieństwie do klasycznych crossoverów Marvela, tutaj nie zobaczymy znajomych twarzy Avengersów. Twórcy filmu celowo chcą zacząć opowieść o Fantastycznej Czwórce, jako jedynych superbohaterach działających na Ziemi w tym alternatywnym wszechświecie. Ma to zapewnić fabularną przestrzeń ułatwiającą dokładne rozrysowanie ich historii i relacji rodzinnych.

Franklin jest już w drodze na ten świat, a Srebrna Surferka zapowiada zagładę

Nowy zwiastun zdradza bardzo ważną dla losów MCU informację – Sue i Reed oczekują dziecka, co stawia przyszłość rodziny w nowym świetle. W komiksowych okolicznościach przyrody ich syn – Franklin Richards – okazał się jednym z najpotężniejszych bytów w skali całego marvelowskiego multiwersum. Nawet Celestianie starali się z nim nie zadzierać, gdyż już jako kilkulatek Franklin potrafił tworzyć i niszczyć całe wszechświaty – i to z budzącą bardzo zasadny niepokój łatwością.

Historia na nowo – ale nie wstydząc się przeszłości

Choć The Fantastic Four: First Steps to pierwszy film o tej ekipie pod szyldem Disneya, nie jest to „dziewiczy” debiut odzianych w niebieski spandex superherosów w MCU. Fani marvelowskiej franczyzy na pamiętają cameo Johna Krasinskiego, który jako Reed Richards pojawił się na moment w Doktorze Strange w Multiwersum Szaleństwa. Ba, załapaliśmy się nawet na powrót Chrisa Evansa jako Ludzkiej Pochodni (Człowiek-Ogień jakoś się nie sprawdza w języku angielskim ;]) w na okoliczność filmu Deadpool & Wolverine. Jednak tym razem Marvel stawia spójność i pełnowymiarowe wprowadzenie postaci do MCU w nowym kanonie – starczy tych występów w formie cameo zmiksowanego z easter-eggiem.

Co ciekawe, film odcina się również stylistycznie od wcześniejszych prób ekranizacji – tych z 2005 i 2007 roku, do których żywię sentyment, mimo ich nieporadnej paździerzowatości, oraz nowszego rebootu z 2015 – do którego nie żywię nic, prócz ostentacyjnej pogardy. Sięgnięcie po atom-punkową estetykę lat 60., połączoną z nowoczesnymi efektami specjalnymi, niewątpliwie kreuje szansę na wprowadzenie czegoś świeżego i wyjątkowego – i bardzo, bardzo potrzebnego – do MCU. Oby był to sukces na miarę trylogii Strażników Galaktyki, którym zawdzięczamy najlepsze space-operowe filmy w tworzonej od 2008 roku serii.

Premiera już latem

Fantastyczna Czwórka: Pierwsze kroki zadebiutuje w kinach 25 lipca br. Oby ten odważny powrót Marvela do korzeni przełożył się na sukces – zarówno w kontekście bohaterów, jak i stylistyki – bo fani MCU swoją cierpliwością zapracowali na film, który wyznaczy nowy kurs dla całego uniwersum. Czy Fantastyczna Czwórka znów stanie się jedną z najbardziej ikonicznych marek popkultury? Przekonamy się latem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *