wiedźmin 4 unreal engine

Czy jest się czym jarać? Wiedźmin 4 na pierwszych fragmentach

Internet, a przynajmniej jego gamingowo-technologiczna część, zapłonęła wczoraj po godzinie 15:30 czasu polskiego. Oto CD Projekt RED pokazał pierwsze fragmenty Wiedźmina IV w ramach pokazu State of Unreal, mającego pokazać potęgę silnika od Epic Games. Dobrze wykorzystany Unreal Engine 5 potrafi wiele, zarówno pod kątem gry światłem i cieniem, jak i dawania możliwości budowania wiarygodnych światów opartych o tekstury w wysokiej rozdzielczości. Pokazał to chociażby Black Myth: Wukong, STALKER 2: Heart of Chornobyl czy hit ostatnich tygodni – Clair Obscure: Expedition 33.

Pokaz twórców „Wieśka” oraz Cyberpunka 2077 oczywiście nie przeszedł bez echa. Poprzez krótkie demo pokazano nie tylko, jak Wiedźmin IV może wyglądać, ale też jakie możliwości daje jeszcze nowsza wersja silnika – Unreal Engine 5.6 – pod kątem tworzenia świata pełnego interakcji dziejących się niezależnie od zachowania gracza. Wszystko to, co widzieliśmy robi wrażenie. Zarówno grafika, fenomenalne cieniowanie, otoczony górami Kovir i jego stolica – Lan Exeter, ludzie, miasto, teren i las i roślinność w ogóle, jak i falujący przy ruchach Ciri płaszcz oraz wierne odwzorowanie animacji poruszania się rumaka córki Geralta – Kelpie – robi wrażenie. Wszystko to wygląda pięknie i nawet nie mam zamiaru szukać dziury w całym. Po pierwsze, dlatego, że to demo technologiczne, a po drugie – po prostu podobało mi się to, co zobaczyłem!

No właśnie – demo technologiczne. Całość prezentowała się świetnie. Przedstawione w demie miasto żyło, ludzie robili swoje, kłócili się, oglądali występy kuglarzy i grajków, handlowali. Byli zajęci swoimi sprawami. Świetne wrażenie zrobił fragment, w który Ciri wpada na handlarza niosącego skrzynkę jabłek. W kontakcie z wiedźminką, ten się zachwiał, jabłka się rozsypały po ulicy. Na to podbiega chłopiec, który zaczyna jabłka zbierać, a tuż zanim biegnie świnka, która najprawdopodobniej również ma chrapkę na soczysty owoc. Takie momenty mają prawo robić wrażenie i sądząc po tym, jak pokaz został odebrany przez dziennikarzy oraz samych graczy – zrobiły.

I teraz uwaga, bo wchodzi tak zwany „niszczyciel dobrej zabawy i uśmiechów dzieci” cały na rudo i zaczyna swoje „ale”. Jeszcze raz wyraźnie podkreślam – to nie jest jeszcze gra! To demo technologiczne, malutki wycinek pracy twórców gry mający pokazać możliwości silnika od Epic Games. Trzeba o tym pamiętać. To co widzieliśmy jest piękną obietnicą tego, jak Wiedźmin IV może wyglądać (i mam nadzieję, że będzie), ale to wciąż wyłącznie wersja demonstracyjna stworzona na potrzeby pokazu.

Druga sprawa, że CD Projekt RED jakoś niespecjalnie radził sobie dotychczas z interaktywnymi światami. Pewnie, w Wiedźminie 3: Dziki Gon ludzie reagowali jakoś na Geralta rzucając od czasu do czasu jednym z przygotowanych przez twórców tekstów w jego stronę. Strażnicy mogli spuścić nam manto, jak zaczniemy przeginać z ingerencją w porządek publiczny, ale w zasadzie to, co mogliśmy widzieć na rynku w Novigradzie, Velen i Oxenfurcie, a później i w Beauclair zawsze wyglądało mniej więcej tak samo. Podobnie rzecz się miała w Cyberpunku 2077miasto było w zasadzie makietą, auta jeździły i trąbiły, policja potrafiła zajść za skórę w niekiedy absurdalny sposób, a podczas strzelaniny ludzie się rozbiegali na boki. Ale… w zasadzie to tyle. Gdzie tam do świata rodem z Red Dead Redemption 2 czy chociażby Kingdom Come: Deliverance II, gdzie ludzie reagują nawet na nasze brudne ciuchy, śmierdzące ciało, które od kilku dni tęskni za łaźnią. Inaczej NPC-e zwracają się do Henryka w ciuchach godnych szlachcica, a inaczej na obdartusa w piętnem przestępcy. Tu w karczmie nagle zaczynają się bić parobki, tam kawałek za wyjazdem z miasta bandyci rabują zwłoki szlachcica i radzą nam, żeby się nie interesować tym, co robią. Świat żyje.

Życzę sobie i wszystkim graczom, aby świat Wiedźmina IV również taki był. Być może to pewne ograniczenia autorskiego silnika graficzne go „Redów” – REDengine – były przeszkodą w tworzeniu złożonych i pełnych autentyczności lokacji. Mam zatem nadzieję, że to, co zobaczyliśmy wczoraj było nie tylko pokazem możliwości Unreal Engine w nowej wersji, ale przede wszystkim prawdą w kontekście tej konkretnej produkcji. Za to trzymam kciuki i czekam na 2027 rok!


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *