Kiedy pod koniec 2025 roku zaczęły krążyć pierwsze zapowiedzi i przecieki dotyczące CES 2026, w branży technologicznej dało się wyczuć optymizm. Sporo mówiono o nowej generacji procesorów Intela, kolejnych Ryzenach kładących większy nacisk na AI, dalszej ofensywie NVIDII i laptopach, które wreszcie miały przestać być tylko “odświeżeniem specyfikacji”. Kurz po wydarzeniu już jednak opadł i można powiedzieć, że CES 2026 był wydarzeniem bardziej stonowanym, niż się spodziewano. Co oczywiście nie oznacza, że na targach w Las Vegas nie pojawiło się sporo ciekawych konkretów. Wyróżniłem dla was te – moim zdaniem – najciekawsze.
NVIDIA. Bez fajerwerków dla graczy, ale z jasnym sygnałem dla rynku
Jeszcze przed targami mówiono, że NVIDIA może wykorzystać CES do dużej premiery konsumenckich kart graficznych. Oczekiwania te były jednak jednocześnie tonowane sugestiami, że firma skupi się raczej na sztucznej inteligencji, która nie dotyczy bezpośrednio środowiska graczy. No, chyba że tych na giełdzie papierów wartościowych. I dokładnie taki scenariusz się zrealizował.
Najważniejszym ogłoszeniem NVIDII na CES 2026 była prezentacja nowej platformy obliczeniowej Vera Rubin. To następca architektury Blackwell, zaprojektowany jako kompletne środowisko do pracy z AI: od GPU i CPU, przez infrastrukturę sieciową, po systemy serwerowe. NVIDIA nie próbowała udawać, że jest to produkt dla graczy czy zwykłych użytkowników PC. Wręcz przeciwnie – komunikat był jednoznaczny. To fundament dla kolejnej dekady rozwoju AI w centrach danych i systemach autonomicznych.

Brak wielkiej premiery GeForce’ów mógł rozczarować, ale chyba tylko największych optymistów. Z drugiej strony, to nie tak, że gracze zostali kompletnie zignorowani. Na CES mogliśmy zobaczyć na przykład DLSS 4.5, czyli najnowszą wersję flagowej technologii skalowania rozdzielczości. Albo technologię 6X Multi Frame Generation, dla kart z serii RTX 50, która w praktyce ma dać jeszcze więcej FPS-ów w ponad 250 grach.
Na stoiskach partnerów NVIDII dało się też zobaczyć laptopy z nowymi układami RTX 50 w konfiguracjach mobilnych, jednak “Zieloni” nie uczynili z tego głównego punktu swojej obecności na CES. Nie odnieśli się też do zapowiedzi o możliwej, nawet stuprocentowej podwyżce cen kart graficznych. Pojawił się natomiast wątek “wskrzeszenia” starszych kart graficznych, choćby najbardziej popularnego RTX-a 3060. Jensen Huang, szef firmy, przyznał, że wznowienie produkcji teoretycznie byłoby możliwe, tak jak zaadaptowanie starszych kart do nowszych technologii opartych na AI. Jak będzie naprawdę, czas pokaże.
AMD z hasłem “stawiamy na AI bardziej”
W przypadku AMD, przed targami mówiło się sporo o potencjalnych procesorach z dużą ilością pamięci 3D V-Cache, które miały być naturalnym rozwinięciem bardzo udanych układów dla graczy. CES 2026 pokazał jednak, że priorytety AMD przesunęły się bardziej w stronę sztucznej inteligencji i komputerów osobistych nowej generacji.
Firma zaprezentowała Ryzen AI 400, czyli procesory przeznaczone do cienkich i lekkich laptopów, wyposażone w jednostki NPU zdolne do lokalnego przetwarzania zadań AI (więcej szczegółowych informacji w tekście Krzycha, zapraszam). Obok nich pojawiły się Ryzen AI Max+, pozycjonowane jako rozwiązania do większych notebooków i mobilnych stacji roboczych. To układy, które mają łączyć wysoką wydajność ogólną z realnym wsparciem dla aplikacji opartych na AI. Bez konieczności stałego korzystania z chmury, co brzmi naprawdę fajnie.

Równolegle AMD zaprezentowało platformę Helios dla centrów danych, pokazując, że skala rozwiązań AI rozciąga się dziś naprawdę szeroko: od laptopa po prawdziwą serwerownię. Choć nie jest to sprzęt konsumencki, jego obecność na CES była w zasadzie potrzebna i oczywista. Firma też chce mieć swoje argumenty na rynku, jeśli chodzi o rozwój sztucznej inteligencji.
Dla części entuzjastów brak wyraźnego akcentu na nowe, czysto gamingowe procesory, może budzić wątpliwości. Ale dla tych, którzy śledzą działania AMD od kilku lat, to żadne zaskoczenie. AMD przyszłość PC widzi przede wszystkim w AI, a nie w dalszym wyciskaniu ostatnich procentów wydajności w klasycznych układach. Pod tym względem obaj giganci, do pary z NVIDIĄ, mogą podać sobie ręce.
Intel wyjdzie z cienia? A może pantera, Panther Lake?
Jeśli jedna firma mogła uznać CES 2026 za udany pokaz siły w segmencie mobilnym, był to na pewno Intel. Przed targami mówiło się o architekturze Panther Lake jako kluczowym kroku w rozwoju laptopowych procesorów, ale dopiero w Las Vegas zobaczyliśmy, jak to wszystko może wyglądać w praktyce.
Otóż Intel oficjalnie zaprezentował procesory Core Ultra 300, oparte właśnie na Panther Lake. To układy zaprojektowane od podstaw z myślą o komputerach typu AI PC, łączące nowe rdzenie CPU, zintegrowaną grafikę Intel Arc oraz rozbudowane jednostki NPU (więcej informacji macie TUTAJ). Dało się wyczuć, że Intel konsekwentnie unikał wielkich zapowiedzi jak najwięksi konkurenci, skupiając się na bardziej przyziemnych scenariuszach. Mowa tu choćby o pracy offline z narzędziami AI, bardziej zaawansowanej edycji multimediów, rozpoznawaniu mowy i obrazu bez konieczności wysyłania danych do chmury. Nie brzmi to może jak rewolucja branży technologicznej, ale musi zwrócić uwagę.
Co istotne, Core Ultra 300 nie były tylko slajdami pokazywanymi na scenie. Na stoiskach producentów można było zobaczyć faktycznie działające laptopy oparte na tych procesorach. Ot, plusik za wiarygodność. Wątpię, że to zmieni chociaż w kilku procentach układ sił na 2026 rok, jeśli chodzi o największe firmy technologiczne, ale chociaż o tyle dobrze, że Intel nie dziadzieje. Ba, najwyraźniej pokazuje gotowość do rywalizacji nie tylko specyfikacją, ale i – co zapowiadał na CES – dostępnością.
Co słychać u “laptopowców”? A no to, że AI stało się pretekstem do zmian
Jednym z głównych zarzutów wobec rynku laptopów w ostatnich latach był choćby fakt, że kolejne generacje sprzętu niewiele się od siebie różniły. CES 2026 przyniósł pod tym względem pewne ożywienie, oczywiście pod zasłoną AI, które służyło jako pretekst do odważniejszych decyzji projektowych. A przynajmniej w teorii.
Na przykład ASUS wykorzystał targi do zaprezentowania całkiem szerokiego portfolio, w tym nowych modeli z serii ROG i ProArt. Szczególną uwagę zwracały konstrukcje z dwoma ekranami oraz urządzenia skierowane do twórców, gdzie AI ma wspierać edycję obrazu i wideo. I żeby było jasne: to nie były prototypy. Mówimy o sprzęcie, który zaraz ma trafić do sprzedaży.
Z kolei Acer pokazał odświeżoną linię Swift AI, w tym modele z dużymi haptycznymi touchpadami i nowymi procesorami Intela. Równolegle zaprezentowano też nowe laptopy gamingowe z serii Predator i Nitro, pokazując, że AI ma znaleźć zastosowanie także w zarządzaniu wydajnością i kulturą pracy sprzętu. Mówiąc prościej, właściwie skracając slogany producentów – AI sprawi, że będzie nam łatwiej pod wieloma względami. Czyli nic nowego. Słyszymy to od dawna, co jakiś czas otrzymując jakąś mini-funkcję w nowym, droższym sprzęcie.

Zaś Samsung postawił na Galaxy Book 6. Co to jest? To też nic specjalnego nowego, po prostu kontynuacja strategii laptopów premium, które są “mocno zintegrowane z własnym ekosystemem”. Zresztą to model, który nazywany jest najlepszym „MacBookiem” z Windowsem. Samsungowi możemy jeszcze oddać, że na CES 2026 przywiózł aż 130-calowy ekran. Ale tym razem chodzi o telewizor Samsung R95H, który podobnie jak poprzedni model R95F z 2025 roku ma oferować stuprocentowe pokrycie ultra szerokiej palety kolorów BT2020. Oczywiście wszystko wsparte AI, konkretnie funkcją Vision AI Companion, czyli koncepcją, zgodnie z którą telewizor sam rekomenduje, co warto obejrzeć.
Na koniec Lenovo – choć przed targami mówiło się o daleko idących , nowszych konstrukcjach, ostatecznie firma skupiła się na ewolucji serii Legion oraz rozwiązaniach software’owych związanych z AI. Żadnych spektakularnych nowinek sprzętowych. No, chyba że za takową uznamy platformę Qira, która będzie służyć do integracji AI z wieloma urządzeniami naraz. W skrócie: AI we wszystkich urządzeniach od Lenovo ma pozostać „jednym organizmem” wspierającym użytkownika. Na papierze: całkiem fajny bajer.

CES 2026. Więcej realizmu, niż “obiecanek-cacanek”
Podsumowując, na tegorocznych targach, zamiast rewolucji, dostaliśmy realny obraz rynku, który dojrzewa do jak najlepszego wykorzystania sztucznej inteligencji. Dużo było o potrzebie międzynarodowej współpracy, o teraźniejszości, o technologiach, które muszą być oparte na AI. NVIDIA pokazała, dokąd zmierza cała infrastruktura, a reszty wielkich graczy… Nie to, że nie potrafi dotrzymać jej tempa, ale robi na rynku, co może, żeby też mieć mocne karty z wykorzystaniem AI. Patrząc na targi, to jest możliwe.
Na pewno cieplej robi się w serduszku na myśl, że na CES 2026 zobaczyliśmy sprzęt nie z odległej przyszłości, a taki, który wzbogaci ten rok. Oczywiście nie ma co się napalać, bo z ceną i dostępnością może być różnie, ale, tak czy siak, da się wyczuć, że targi ponownie wyznaczają pewne trendy. A my, przeciętni konsumenci, będziemy tego częścią, nawet jeśli główny nurt rozwoju technologii dotyczy rzeczy trudno dostępnych.




Dodaj komentarz