sztuczna inteligencja

Dell mówi głośno, to co większość myśli o AI? Kilka przemyśleń o wciskaniu AI gdzie tylko się da

Tegoroczna edycja targów CES już za nami, podsumowania maści wszelakiej już rozeszły się po necie i wydaje się, że wszystko, co mogło być pochwalone – już zebrało laury, a to co zasłużyło co najwyżej na rechot pozwoliło fanom technologii zaznać czystej, nieskrępowanej rozrywki płynącej z technologicznej komedii. Postanowiłem jednak jeszcze dodać nieco od siebie. Inspiracją stała się postawa Della, na którą zwrócił uwagę portal Techspot. Otóż Dell okazał się jednym z nielicznych producentów sprzętu komputerowego, który postanowił nie pisać wizytówek swojego nowego portfolio laptopów i komputerów w oparciu o „szał na AI”.

Nie ma się co oszukiwać – przed nami kolejny rok spod znaku wpychania konsumentom sztucznej inteligencji na każdy możliwy sposób. Potrzebujesz tego w pracy? To pa jakie narzędzia mamy! Zoba co to potrafi! Nie potrzebujesz? To wykreujemy twoje potrzeby i będziemy wciskać tak długo, aż wreszcie sam stwierdzisz, że potrzebujesz. Efekt czystej ekspozycji, moi drodzy – im dłużej i częściej mamy styczność z danym bodźcem, tym bardziej zaczynamy go lubić i darzyć zaufaniem, a nasz mózg sam z siebie zaczyna go traktować jako „bezpieczny”. A najlepsze jest to, że dzieje się to podświadomie.

Każdy, kto śledzi największe imprezy technologiczne doskonale widzi, że w ostatnich latach prezentacja nowej elektroniki danego producenta krąży wokół AI: wydajności w zadaniach związanych z wykorzystaniem sztucznej inteligencji i jej możliwości, nowych modeli, nowych algorytmów i tak dalej, i tak dalej. Tegoroczny CES jest przecież idealną tego egzemplifikacją.

Wystąpienie Lisy Su? „AI AI AI AI AI NPU NPU NPU”. Wystąpienie Jensena Huanga? To samo. Prezentacja Intela? Patrzcie ile TOPS! Przedstawienie nowej generacji laptopów i różnego rodzaju komputerów przez producentów? Wiadomo, byku, że kupisz je dla AI! Mało tego, sztuczna inteligencja zdominowała także prezentacje wszelkiej maści wyposażenia domu i gadżetów konsumenckich. Wykorzystywana jest w kuchni, łazience, salonie, sypialni, pokoju dziecięcym i przedpokoju. W kieszeni, na ręce, na głowie. Na rowerze, na deskorolce, w samochodzie i na hulajnodze. A o wykorzystaniu biznesowym wszelkiej maści „ej-ajów” nawet nie chce mi się pisać. Wiadomo – mamy kupować, korzystać i się cieszyć, przy okazji zachwycając się jakie to mądre.

No i tutaj cały na biało-niebiesko wkracza Dell, który postanowił obrać nieco inną strategię niż większość uczestników targów. Dell postanowił być CES-owym hipsterem, ale tutaj też w pewnym sensie dostrzegam przemyślaną strategię marketingową. No bo skoro wszyscy dookoła mówią tylko o sztucznej inteligencji, to w jaki sposób będzie najłatwiej się wyróżnić? Dokładnie, moi drodzy – zrobić nieco na odwrót i NIE BUDOWAĆ swojego marketingu na AI. Dell nic na tym nie straci, bo i tak jest graczem o globalnym zasięgu i wyposaża sporą część świata w swoje urządzenia i komputery. Nie musi się zatem rozpychać i krzyczeć „Patrzcie na mnie!”, bo i tak każdy na takiego gracza spojrzy chociażby ze względu na jego pozycję na rynku.

Kevin Terwilliger, szef wydziału produktowego Della, zdecydował, że warto będzie zaprezentować nowe komputery skupiając się na ulepszeniach sprzętowych, które nie są bezpośrednio związane ani z chatbotami, ani sztuczną inteligencją w ogóle. W ten sposób niejako stanęli w opozycji do głównego nurtu, który pozwolę sobie skrócić do stwierdzenia „najpierw AI, później ewentualnie reszta”.

Siłą rzeczy i tak wszystkie nowe laptopy, włącznie z nowymi Dell XPS 14 oraz 16, będą wyposażone w jednostki spełniające wymagania Copilot+. Jak zauważa jednak Terwilliger – klienci nie ustawiają się w kolejkach po nowe „komputery AI”. Dla wielu jest to dodatek, który po prostu znajduje się na wyposażeniu laptopa aniżeli cecha decydująca o tym, czy dany komputer kupić, czy nie.

Ciekawą perspektywę przyjął także Jeff Clark, dyrektor operacyjny w Dellu. Nazwał on wszelkiej maści chatboty oraz rozbudowane modele językowe „niespełnioną obietnicą” jednocześnie sugerując, popyt na urządzenia AI napędzany jest głównie przez zawyżone oczekiwania.

W kontekście tego wszystkiego warto będzie śledzić, co przyniesie ten rok. Jak już sugerowałem wcześniej, ja należę do grona osób, które nie mają zamiaru oszukiwać ani siebie, ani Was – sztuczna inteligencja będzie nam wpychana drzwiami i oknami, a jeżeli ktoś zabezpieczy te wejścia, to marketingowcy zaczną robić podkop. Swoją drogą – tęgie głowy marketingu nie będą miały w tym roku łatwego zadania, zważywszy na absurdalnie wysokie ceny RAM-u, problemy z dostępnością podzespołów i tym samym – rosnące ceny komputerów i laptopów. Mało tego, każdy zorientowany w tym problemie wie, że problemy te wynikają… z wciąż pęczniejącego balonika z napisem „AI”…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *