Trudno recenzować grę, którą pomogło się stworzyć.

Jeżeli wyświetlicie napisy końcowe Beautiful Desolation, to zobaczycie tam moje imię i nazwisko. Wszystko dlatego, że, jak wiele innych osób, pomogłem braciom Bischoff – czyli studio THE BROTHERHOOD – sfinansować grę na Kickstarterze.

A niewiele brakowało. I przez przynajmniej parę dni przed końcem kampanii miałem poważne obawy, że do stworzenia produkcji nie dojdzie. Co byłoby stratą – i to potężną. Nie tylko dlatego, że uwielbiam gry w tym “stylu” – wszystko, co przypomina stare Baldursy, ma u mnie na wejściu punkty na plusie. Nie tylko dlatego, że przygodówki point-and-click stanowią ostatnimi czasy rzadkość (a dobre przygodówki point-and-click stanowiły ją w zasadzie zawsze).

Przede wszystkim dlatego, że Beautfiul Desolation, niezależnie od Waszych sympatii, całkowicie obiektywnie i nieważne, kim jesteście, jest najzwyczajniej w świecie grą dobrą. Momentami bardzo dobrą. Momentami wręcz genialną.

Ale, ale. Po kolei.

 

 

Beautiful Desolation w pigułce

O co w tym wszystkim chodzi? No cóż. Nie inaczej niż w dwóch poprzednich grach THE BROTHERHOOD (StasisCayne), nie chodzi tu wcale o wskazywanie-i-klikanie. Co to, to nie. Chodzi głównie o historię.

Jeżeli graliście we wspomniane produkcje, to wiecie to dobrze: twórcy tych gier potrafią dowozić genialne historie. Stasis to prawdopodobnie jeden z najlepszych – i najstraszniejszych – horrorów w historii gier komputerowych w ogóle. Do tego może pochwalić się całą plejadą fantastycznie zarysowanych postaci, z głównym bohaterem, Johnem Maracheckiem, na pierwszym planie. Wcielić się w nauczyciela historii przemierzającego opuszczone korytarze zdezelowanego statku kosmicznego powoli zsuwającego się w atmosferę Neptuna – co może być lepsze? To połączenie Obcego, Event Horizon i jeszcze kilku innych produkcji, których z szacunku tu nie wymienię: Stasis to więcej niż odtwórczy klon. Gdzie jej wygodnie, tam czerpie z klasyków. Ale to wcale nie to, a wysoka jakość samej produkcji, przesądzają o jakości tej gry.

 

Podobnie jest z Beautiful Desolation, w tym przypadku trudniej jest jednak znaleźć bezpośrednie źródła inspiracji. W swoim wywiadzie z braćmi Bischoff – przeprowadziłem go jeszcze w czasie trwania kampanii – wypytywałem ich o to dość szczegółowo. Najczęściej wspominali o klasykach science-fiction, takich jak Chłopiec i jego pies. W praktyce Beautiful Desolation to produkcja zupełnie osobna i nieporównywalna z żadną inną. Najbliżej jest jej do Torment: Tides of Numenera – w alternatywnej rzeczywistości, w której Numenera stanowi produkcję udaną i równie dobrą co Desolation. To fantastyczna przygoda science-fiction (lub science-fantasy, bo trudno powiedzieć); tribal-punkowa podróż, która na przemian przeraża i cieszy. Trochę Niekończąca się opowieść, a trochę Dystrykt 9. Trudno znaleźć porównanie.

 

 

Przeszłość, przyszłość, teraźniejszość – parę słów o fabule

No dobrze. Ale o co tutaj chodzi? Tyle mówię o historii – może czas na garść szczegółów?

Motyw podróży w czasie ograno na tysiąc, jeśli nie więcej, różnych sposobów. Trudno być oryginalnym. Akcja Beautiful Desolation rozpoczyna się w latach siedemdziesiątych w RPA. Główny bohater, Mark, wraz z narzeczoną Charlize są w drodze do – lub po – drugiego z bohaterów. Don, brat Marka, ma problemy z alkoholem. Charlize chciałaby mu pomóc. Nastawienie Marka zależy od graczy.

Ich podróż przerywa jednak pojawienie się w przestrzeni powietrznej RPA tajemniczego obiektu. Obiekt ten, do którego większość spotykanych w czasie rozgrywki postaci odnosi się za pośrednictwem nazwy “Penrose” (od nazwiska Sir Rogera Penrose, wybitnego fizyka i matematyka), przypomina gigantyczny trójkątny statek kosmiczny. Tym też zresztą – dla większości postaci – jest, nikt nie zna bowiem jego pochodzenia, przeznaczenia ani historii. Jego pojawienie się pozwala ludzkości na natychmiastowe przeskoczenie przynajmniej paru stopni na schodach rozwoju technologii. Dla Marka oznacza jednak tragedię, bo w rezultacie wywołanego przez tajemniczy obiekt sztormu dochodzi do katastrofy. Charlize ginie, a Mark zostaje na stałe okaleczony (w chodzeniu pomagają mu od tego czasu zakładane na nogę metalowe obręcze stworzone z wykorzystaniem nowoczesnej technologii, niedostępnej bynajmniej w latach siedemdziesiątych).

Dziesięć lat później, wiedziony obsesją i kilkoma niejasnymi wskazówkami, Mark postanawia zbadać tajemniczy obiekt. Penrose okupowany jest przez wojsko. W dostaniu się na miejsce pomaga głównemu bohaterowi jego brat, Don, obecnie niepijący. Don obsługuje turystyczne wycieczki do wydzielonych obszarów Penrose; lata z turystami wynajmowanym śmigłowcem. Mark nakłania go, by zabrał też jego, lecz w odizolowane miejsce obiektu. W trakcie ich podróży wszystko trafia jednak szlag – a bohaterowie trafiają do bliżej nieokreślonej przyszłości. Albo przyszłości. Lub równoległej teraźniejszości. A może każdej z nich jednocześnie.

I tu zaczynamy naszą zabawę.

 

 

Jaka piękna katastrofa!

Pierwszym co rzuca się w oczy po uruchomieniu Beautfiul Desolation jest niesamowity styl wizualny. Jasne, nadal mamy tu do czynienia z izometryczną kamerą w rodzaju Disco Elysium czy Pillars of Eternity. Jednak obszary odwiedzane przez gracza w Beautiful Desolation są nieporównywalnie bardziej szczegółowe i dopracowane, a wszystko dlatego, że opracowano je z zastosowaniem fotogrametrii, zaawansowanej techniki stosowanej najczęściej przez geodetów do opracowywania map na podstawie tzw. zdjęć fotogrametrycznych.

W praktyce oznacza to niesamowity poziom szczegółowości, a zarazem realizmu, co w grze braci Bischoff ma wielkie znaczenie. Blaski i cienie południowoafrykańskich krajobrazów oddano tu bowiem wprost perfekcyjnie. I chodzi o wszystko, od wyjątkowej kolorystyki po niesamowitą wręcz różnorodność. Do tego dochodzi umiejętna gra światłem, co (ma się rozumieć) nie powinno nas dziwić: mówimy w końcu o nowej produkcji twórców wyjątkowo strasznego horroru. Co jak co, ale wykorzystywanie oświetlenia do budowania nastroju jest dla tych ludzi chlebem powszednim. I robią to z wielkim upodobaniem.

Do tego dochodzą przerywniki filmowe i rozmaite inne perełki, jak choćby ekrany przy konwersacji; utrzymane w starym stylu, najbardziej przypominają pierwsze Fallouty. Pamiętacie te emocje, kiedy po raz pierwszy w życiu udało Wam się uruchomić stary tankowiec i zabrać go w rejs na platformę Enklawy? Tu jest tego znacznie więcej. Efekt – po prostu piorunujący. Post-apo już dawno nie było tak piękne – a jednocześnie… tak romantyczne.

 

 

Wskaż-i-kliknij. I raz jeszcze

Eksplorowane przez nas obszary są umiarkowanie rozbudowane, dają jednak poczucie przestrzeni. Jest ich też wiele – i są różnorodne. Pozwala to zatracić się w rozgrywce, której daleko do “klasycznych” przygodówek point-and-click, a bliżej – do gier RPG. Mamy tu system zadań pobocznych, a większość zagadek związana jest z mniejszą lub większą przysługą, którą możemy komuś wyświadczyć. Będziemy również podejmowali decyzje, a czasem nie da uniknąć się walki.

Pomimo tego – Beautfiul Desolation wciąż pozostaje grą przygodową. Produkcją ambitną i odważną – i często przekraczającą granice gatunku (najczęściej z dobrym skutkiem, choć są też wyjątki) – lecz nadal: grą z gatunku przygodówek. Większa część rozgrywki polega więc na: a) na eksploracji świata oraz b) na próbie wykorzystania zdobytych przedmiotów do odblokowania kolejnych przedmiotów za pośrednictwem c) klikania w przeróżne przedmioty, a czasem także w przeróżne postaci. Można to lubić albo nie lubić. A choć Beautiful Desolation robi bardzo, bardzo wiele, aby zamaskować klasyczny model wskaż-i-kliknij pod całą masą ciekawych rozwiązań, to jeśli nienawidzicie tego rodzaju rozgrywki, gra prawdopodobnie Wam nie podejdzie.

Jeżeli jednak nie macie nic przeciwko, to ucieszy Was zapewne, że Beautiful Desolation co do zasady unika typowego balastu większości tego rodzaju produkcji. Owszem, zdarzają się zagadki niejasne i dziwne. W Beautiful Desolation należą one jednak – na szczęście – do rzadkości, a często są po prostu opcjonalne. Wydaje mi się, że wielu graczy może ich nawet nie zauważyć. Zresztą – trudno to ocenić. Osobiście mam dość spore doświadczenie w ogrywaniu point-and-clicków. Z mojej perspektywy Beautiful Desolation nie jest grą szczególnie trudną. Pod względem gameplay’u bliżej jej raczej do starych Falloutów niż – dla przykładu – choćby do Stasis. Ta była grą przygodową. Beautiful Desolation jest przede wszystkim grą fabularną. Jej “przygodówkowy” aspekt przez większość czasu pozostaje ukryty, zamaskowany przez szereg systemów, które nadają jej dynamiki i czynią rozgrywkę znacznie ciekawszą.

 

 

Beautiful Exploration

Świat gry eksplorować będziemy na dwa główne sposoby. Główne obszary przemierzamy nie inaczej niż w innych podobnych grach tego typu, czyli na nogach, wraz z niewielką drużyną towarzyszy. Towarzysze mogą pomagać nam lub przeszkadzać, nie mamy jednak wielkiego wpływu na ich działania. Podobnie jak w pierwszym i drugim Falloucie, są oni niezależni od nas: steruje nimi komputer.

Większość obszarów dzieli się na mniejsze pod-obszary. Lokacje są bardzo zróżnicowane, najczęściej będą to jednak pustkowia oraz zbudowane na ruinach zniszczonych miast wioski. Zasiedlają je najprzeróżniejsze formy życia – żyjące w prymitywnej społeczności roboty, mutanci, organiczno-technologiczne hybrydy, a w skrajnym przypadku – inteligentna lokomotywa. Twórcy włożyli mnóstwo pracy w przemyślenie tych lokacji: każda z nich opowiada historię pewnej kultury, ludu, który ją zamieszkuje. Początkowo wydaje się to przede wszystkim dziwne, by nie powiedzieć dziwaczne. Jednak im lepiej poznajemy świat Beautiful Desolation, tym więcej widzimy w tym sensu. Z czasem targające postapokaliptycznym RPA konflikty zaczynają angażować nas również na głębszym, emocjonalnym poziomie.

Oprócz tego do dyspozycji mamy mapę świata, po której poruszamy się statkiem powietrznym. Statek ten możemy ulepszać i rozbudowywać, co daje nam dostęp do nowych obszarów. Aby dostać się do nowych miejsc, musimy najpierw się o nich dowiedzieć, nie jest to jednak przesadnie skomplikowane: zazwyczaj wystarczy z kimś porozmawiać. Na mapę świata możemy wyjść w dowolnym momencie, wzywając nasz transport przez radio, co znacząco ogranicza ilość backtrackingu; to plus. Wszystko to czyni grę stosunkowo nieliniową. Tak czy inaczej będziemy musieli zaliczyć główne punkty fabuły. Jednak kolejność, w jakiej tego dokonamy, zależy w duży stopniu od naszych preferencji.

 

 

Beautiful Extermination

Wspomniałem również o walce. W przeciwieństwie do pozostałych aspektów gry – o tym wolałbym nie pisać zbyt wiele. Jest on bowiem… dość zaskakujący. I, co ciekawe, wypada całkiem nieźle. Również dlatego, że nie jest to walka w “tradycyjnym” stylu. To raczej rodzaj małej gry w grze, specyficznej zagadki logicznej, którą musimy rozwiązać – lub przegrać.

Znacznie poważniejsze konsekwencje od walki będą miały jednak podejmowane przez nas decyzje. Niektóre z nich są pozorne, zdarzają się jednak i te poważniejsze. Większość z nich spada na nas niespodziewane. Niektóre wymagają opowiedzenia się po jednej ze zwaśnionych stron. Czasami będziemy też w stanie, o ile się postaramy, znaleźć drogę gdzieś “po środku”. Konsekwencje naszych wyborów są różne. W skrajnych przypadkach mogą jednak oznaczać eksterminację którejś z zamieszkujących post-apokaliptyczny świat cywilizacji. Jak to jest, być ludobójcą? Grając w Beautiful Desolation, możecie się tego dowiedzieć.

 

Garść technikaliów

Beautiful Desolation nie wymaga szczególnie mocnego sprzętu. Ostatecznie mówimy o izometrycznej produkcji 2D z elementami 3D i 2,5D. Procesor Intel Core i3 2,5 GHz, 4 GB pamięci operacyjnej i każdy system operacyjny zdolny obsłużyć biblioteki DirectX 11 to dość, by cieszyć się tą grą. Nawet na zintegrowanej karcie graficznej. Produkcja zajmuje około 8 GB przestrzeni dyskowej.

Aby przejść grę, będziemy potrzebowali około 20-25 godzin. Może więcej. Trudno ocenić. Jak wspominałem, jestem w przygodówki niezły. Mam dość spore doświadczenie. Z drugiej strony: nie sądzę, abym zobaczył wszystko, co Beautiful Desolation ma do pokazania graczom. Z wielką chęcią wrócę do niej po kolejną rundę wrażeń. Generalnie: gra nie jest „przesadnie” długa – to nie jest Pillars of Eternity. Jest jednak dłuższa niż się wydaje. Co (całe szczęście!) stanowi zaletę.

Grę możecie kupić na większości platform. Stosunek ceny do zawartości/jakości produkcji również robi bardzo dobre wrażenie. Za około 80 zł otrzymujemy naprawdę dopieszczoną produkcję. Zabrzmi to pewnie niewiarygodnie, ale podczas całej rozgrywki nie natknąłem się na ani jeden błąd. W przypadku gier finansowanych na Kickstarterze bywa z tym różnie (vide chociażby Pathfinder: Kingmaker). Myślę, że warto to odnotować.

 

 

Podsumowanie

Jeżeli tęsknicie do starych Falloutów i macie ochotę na izometryczną przygodę w stylu Disco Elysium czy starych Baldurów, ale bez nadmiaru akcji, to Beautiful Desolation jest grą, której po prostu nie możecie przegapić. Prawdopodobnie okaże się dla Was jedną z ciekawszych produkcji ostatnich lat, szczególnie jeżeli lubicie niestandardowe podejście do science-fiction.

Jeżeli lubicie przygodówki point-and-click, również powinniście po nią sięgnąć. Miejcie jednak świadomość, że Beautiful Desolation nie jest klasyczną produkcją tego gatunku. To raczej “przygodówka progresywna”, maskująca typowe dla wskaż-i-kliknij rozwiązania pod całą gamą ciekawych systemów. Nie wszystkim przypadną one do gustu. Puryści mogą mocno się sparzyć. Jednak osoby, które wskazują-i-klikają od lat – i wiedziały już wszystko, co można zobaczyć – powinny docenić jej oryginalność.

 

Unikać Beautiful Desolation powinny przede wszystkim osoby, które nie lubią post-apo, gier nastawionych na eksplorację i, ogólniej, spokojniejszych, mniej dynamicznych produkcji. Zrazić mogą się również osoby, które nie lubią gier dziwnych; gier “innych”. Beautiful Desolation jest bowiem grą dziwną – by nie powiedzieć: dziwaczną. Czasami niebezpiecznie zbliża się też do granic akceptowalności: granic, poza którymi to, co odmienne i dziwne zaczyna niebezpiecznie przypominać “złe science-fiction”.

Jeżeli jednak damy jej szansę, to szybko przekonamy się, że pod pozorem tej całej “dziwności” kryje się zaskakująco spójna historia (i zaskakująco spójny świat). Świat Beautiful Desolation i opowiadana w grze historia są niespodziewanie koherentne: widać, że w przemyślenie tego wszystkiego i dogranie poszczególnych elementów włożono dużo czasu i pracy. W pewnym momencie rozgrywki wszystkie klocki wskakują w końcu na swoje miejsce, a wydarzenia przedstawione w grze nabierają nowego sensu – i okazują się zaskakująco logiczne. Beautiful Desolation z całą pewnością potrafi zaserwować graczom solidny zwrot akcji. Rzecz na poziomie “Luke, I am your father” albo “Soylent Green is people!”. A to nie zdarza się dziś w science-fiction zbyt często.

Jeśli chodzi o mnie, absolutnie nie żałuję, iż przyczyniłem się do powstania tej gry. Wprost przeciwnie. Uważam, że świat komputerowych produkcji sci-fi stał się dzięki niej ciekawszym miejscem.

A już na pewno – znacznie piękniejszym.