Szambo wybiło po raz kolejny. Zaczęło się od Apple i afery związanej z podsłuchiwaniem użytkowników przez „jabłkowego” asystenta (asystenkę?). Jak się okazało, Siri potrafiła nagrywać rozmowy, w tym najbardziej intymne i poufne, nawet w momencie, kiedy nie była wywoływana komendą. Później fragmenty niektórych nagrań trafiały do analityków, którzy je odsłuchiwali. Wszystko w celu ulepszenia i poprawienia działania asystenta głosowego. Można powiedzieć: o co ta afera? Przecież do podwykonawców zajmujących się analizą nagrań trafiały pojedyncze procenty nagrań – np. w przypadku Google mowa o 0,2% wszystkich nagrań. Zgadza się, ale sami pracownicy zdradzili, że w rozmowach nie tylko można usłyszeć codzienne rozmowy z domów posiadaczy iPhone’ów, ale też rozmowy biznesowe, a nawet odgłosy z alkowy. I nie, nie chodzi mi o chrapanie. Mało tego – po fragmentach rozmów dość łatwo można było zidentyfikować osoby biorące udział w dialogu. I tu zaczęło się robić niebezpiecznie.

Skoro udało się złapać jednego łotra na gorącym uczynku, to postanowiono sprawdzić innych. Trafiło na asystenta głosowego Google oraz Alexę, czyli asystenta Amazona. I nie zgadniecie co się okazało! Google oraz Amazon stosują podobne praktyki. Asystenci głosowi potrafią aktywować się nawet w momencie, kiedy użytkownik nie zastosuje komendy, tylko powie coś, co brzmi podobnie, a później jest z górki. Rozmowy lub ich fragmenty wędrują do chmury danych, a stamtąd do firm analizujących mowę ludzką w celu poprawienia działania SI asystentów głosowych. Biorąc pod uwagę, że wielu ludzi posiada nie tylko smartfony, ale też urządzenia będące wyposażeniem domów, które współpracują z asystentami głosowymi, strach pomyśleć jakie rewelacje trafiają na serwery Google, Apple’a czy Amazona.

Mleko się wylało, więc trzeba posprzątać. Cała przywołana w tekście trójka postanowiła coś z tym bałaganem zrobić. Apple oraz Google, póki co, zawiesiły analizowanie danych głosowych zebranych przez asystentów, a Amazon umieścił w opcjach prywatności informację, że fragmenty rozmów mogą być odsłuchiwane przez pracowników. Właściwie… to tyle. Czy ktoś poczuł się winny? Nie. Czy firmy na tym stracą? Nie sądzę. Czy ktokolwiek wyciągnie konsekwencje? Wątpię. Czy zaufanie konsumentów zostało nadszarpnięte? Zostało. Tylko co z tego? Jakoś wątpię, żeby ludzie zaczęli nagle wyłączać swoje smart-gadżety.

 

Źródło: theverge.com, engadget. com