iphone 17 pro

Śmiałem się z iPhone’a… dopóki nie kupiłem 17 Pro

Jeszcze miesiąc temu byłem tym okrutnym szydercą, który na widok iPhone’a reagował uśmiechem politowania. Nie dlatego, że akurat ta marka zalazła mi za skórę czy uważam ją za okaz słabej technologii. Znałem ją aż za dobrze z opowieści znajomych. Kojarzyła mi się z mocnym marketingiem jak na produkt premium przystało, z zamkniętym ekosystemem, z ludźmi, którzy kupują sprzęt bardziej dla logo niż dla realnych możliwości. Chodziło o tę manię wyższości, którą dało się zauważyć. Na zasadzie: “Serio, Android? Mordo, kup sobie iPhone’a”. A że w życiu ulegać tego typu presji nie lubię, nigdy nie kupiłem żadnej rzeczy sygnowanej słynnym na świecie “jabłuszkiem”. Do czasu.

Kupno iPhone’a 17 Pro. Decyzja podjęta z rozsądku

Od zawsze, czyli jakoś od trzeciej klasy w szkole podstawowej, siedziałem na Androidzie i… było mi z tym dobrze. Kiedyś moim pierwszym telefonem był Siemens, piękna cegła, z pięknymi grami w środku! A przez ostatnie dwa lata służył mi całkiem nieźle Xiaomi Redmi, który prawie nigdy mnie nie zawodził. Choć “prawie” zadecydowało, że wreszcie, trochę wbrew wcześniejszym przekonaniom, a jednak zgodnie z logiką, wpadłem w posiadanie także iPhone’a.

W pewnym momencie przestałem patrzeć na telefon jak wyłącznie na telefon. Zacząłem patrzeć na niego jak na narzędzie pracy, po tym jak jeden czy drugi głos podpowiadał, że to faktycznie ma rację bytu, ze znanymi mi przykładami użycia. Patrz: vlogi, a nawet filmy pełnometrażowe, oczywiście z podkręconą specyfikacją, ale jednak.

Ileż tu było analiz, czy naprawdę warto wydać ponad 6 tysięcy na telefon. Ileż było wewnętrznej walki z ustanowioną granicą pod tytułem “Panie, za telefon tyle to nie”. Humanista kłócił się z umysłem ścisłym, ale jako że ten drugi wraz z wiekiem objawia się częściej, wygrała chłodna kalkulacja. Trochę z ciekawości, trochę z kalkulacji – kupiłem, bo jeśli coś ma mi przyspieszyć pracę, poprawić jakość materiałów i finalnie zarabiać na siebie, może jednak warto przestać się uprzedzać i sprawdzić to na własnej skórze.

Tylko krowa nie zmienia zdania, a ja nie chciałem tkwić w zamkniętym kole uprzedzeń, jak najgorszy uparciuch, w dodatku z uczuciem, że moja dziewczyna (zawsze) ma rację. To ona skutecznie urobiła mnie na iPhone’a, za co jej nad wyraz dziękuję. Choć mogę zapewnić, że po miesiącu nie zostałem fanboyem Apple’a, ale też nie jestem już sceptykiem. To i tak dużo.

Przykład mojej vlogowej roboty z użyciem iPhone’a

Sprzęt na trudniejsze wyzwania? Tak to czuję

Zacznijmy od rzeczy, która najbardziej mnie uderzyła na plus. To wydajność. Nigdy nie śledziłem wyścigu zbrojeń Apple’a. Nigdy nie interesowałem się, o ile w liczbach lepszy od Androida jest IOS. Bazowałem tylko na opiniach, które wlatywały jednym, a wylatywały drugim uchem. Ale gdy robiłem research przed zakupem, nie mogłem odmówić sobie dodatkowej analizy i… cóż, teraz wiem, że to nie jest tylko „telefon szybki w benchmarkach”.

To rzeczywiście jest urządzenie, o którym mogę z ręką na sercu powiedzieć, że realnie zmienia tempo pracy. Nowy chip A19 Pro i 12 GB RAM sprawiają, że wszystko dzieje się natychmiast. Odpalam jedną czy drugą aplikację, montuję wideo, eksportuję materiał, robię coś innego, rozmawiam czy gram – nic się nie zacina, nic się nie opóźnia. Bajka.

I to ma znaczenie. Dla mnie, w jakimś stopniu twórcy internetowego, jest podstawą do oceny, czy sprzęt nadaje się do większych wyzwań. A skoro nie wymięka na robocie, tym bardziej nie powinien pocić się w sprawach mniej obciążających system. Tak to widzę. Kiedy pracujesz z kontentem – szczególnie pod TikToka czy Instagrama – liczy się jakość i szybkość reakcji. Jak mawiają, algorytm nie czeka. A iPhone, jak na produkt tak drogi, że boli mnie portfel, musi nadążać. Tu nie mam żadnego “ale”.

@kamilwarzocha

KREATYNA OD YAVA LABS UCZYNI Z CIEBIE… Resztę sami sobie dopowiedzcie😁 Siłownia, piłka nożna, bieganie, dużo pracy – u mnie do wszystkiego sprawdza się idealnie jako zdrowy suplement, a białeczko (na filmie o smaku pistacji) też mają fajne. Polecam tego allegrowicza. #dlaciebie #fyp #wspolpracareklamowa #silownia #pilkanozna

♬ WWA Melanż – Otsochodzi & Oskar83
Inny przykład (pamiętajcie, że niestety render, zwłaszcza na Tik Toku, lubi obciąć jakość)

Do tego dochodzi coś, co często brzmi jak marketingowy slogan, ale tutaj naprawdę działa. Chodzi o stabilność. Jak czytałem recenzje, widziałem powtarzający się schemat w stylu: “ten telefon nie zamula po dłuższym czasie”. Co prawda w tej kwestii jestem jeszcze zielony, zobaczę, co będzie na przykład za rok, ale najnowszy iPhone podobno nie zaczyna się dławić po wielu miesiącach, nie gubi klatek w nagrywaniu (dla mnie najważniejsze), nie robi dziwnych rzeczy przy multitaskingu.

Choć jedynie miesiąc dał mi powody, żeby to widzieć, jestem w stanie już teraz złagodzić swoje opinie i nie twierdzić bezmyślnie, że płaci się wyłącznie za logo. Owszem, ono robi swoje i w świecie szalonego konsumpcjonizmu Apple wie, jak to w cyniczny sposób wykorzystać. Ale nie jestem już, że tak powiem, ślepy na atuty.

Kamera gamechangerem. iPhone Pro 17 idealny dla twórców

Prawdziwy moment „wow!” przyszedł przy pierwszym użyciu kamery. Bo wiecie co? Dla mnie iPhone 17 Pro to nie jest telefon z dobrym aparatem. To jest aparat, który ma funkcję telefonu. Serio. Trzy obiektywy 48 MP, w tym nowy teleobiektyw 4x, fajna stabilizacja, bardzo dobry zakres dynamiczny. To wszystko przekłada się na fakt, że bardzo trudno zrobić złe zdjęcie. W dodatku, jeśli ktoś lubi pobawić się suwakami i chce się bardziej postarać, wachlarz działań ma taki, że i dobrze wyglądający film nakręci.

Szczerze mówiąc, im dłużej używam iPhone’a 17 Pro, tym bardziej mam wrażenie, że to urządzenie nie zostało zaprojektowane z myślą o przeciętnym użytkowniku, tylko o kimś, kto realnie coś tworzy. Jeszcze niedawno, żeby zrobić sensowny materiał wideo, trzeba było mieć przynajmniej kilka elementów: kamerę, mikrofon, czasem dodatkowy ekran podglądowy, a przy bardziej rozbudowanych formach – nawet drugi aparat. Teraz coraz częściej wygląda to tak, że wyciągasz telefon i… po prostu zaczynasz działać.

@kamilwarzocha

DZIEŃ Z (FC) BARCELONĄ. Szybki wypadzik na mecz Barcy? Czemu nie! W sekcji komentarzy macie koszty jednodniowej podróży. #dlaciebie #fyp #pilkanozna #fcbarcelona #polska

♬ For Latin American videos such as Mexican food – RYOpianoforte
Tu akurat iPhone 17 Pro w akcji bez gimbala –
widzicie, jaka tu jest piękna nominalna stabilizacja?

iPhone 17 Pro potrafi to wszystko łączyć, choć oczywiście fani lepszej jakości i tak dołączą sobie dodatkowe narzędzia. Dla mnie, mimo wszystko, to jest obowiązkowo gimbal z mikrofonem do nagrań w trakcie ruchu. No, ale sam telefon ma kilka bajerów, jak kadrowanie twarzy, głębia rodem z lustrzanki, ogółem cały setup jak w sprzęcie za większe pieniądze, który wcześniej zajmował pół plecaka, a teraz mieści się w kieszeni.

I to jest właśnie kluczowe, ta wygoda połączona z kompaktowością. Mając iPhone pod pachą, wiem, że mam coś, co mnie nie zawiedzie. Zwłaszcza w świecie social mediów to ma ogromne znaczenie, bo często wygrywa nie ten, kto ma najlepszy sprzęt, tylko ten, kto zdąży cokolwiek opublikować. A tu muszę przyznać, że mój Xiaomi przegrywa z iPhone’em i to pod każdym względem. Od szybkości, przez jakość, po możliwości. Przykład? Wrzucam dwa różne posty na socjale, po czym dostaję od bliskiej osoby komentarz typu “Wrzuciłeś to starym telefonem, prawda?”. Pikseli nie oszukasz.

Za jakość się płaci. Już nie powiem, że tylko za „jabłuszko”

Te kolory, balans bieli, ekspozycja – wszystko jest na tyle spójne, że ktoś, kto robi krótkie formy wideo, ma ogromną oszczędność czasu. Sam łapię się, że nie muszę później walczyć z tym, że jedno ujęcie jest chłodne, drugie żółte, a trzecie prześwietlone. Po prostu nagrywam, iPhone robi swoją inteligentną robotę i voila. Oczywiście nie mówię, że jest absolutnie najlepszy w każdej sytuacji, bo wielu rzeczy nie zrobi jak profesjonalne kamery w rękach absolutnych fachowców. Ale jeśli naszą poprzeczką nie są filmy na sali kinowej, cholera, nie wstyd mi robić niczego poniżej właśnie takim sprzętem i to z pewnością, że spełni moje oczekiwania.

Żeby nie było – swoje zdjęcia z Xiaomi Redmi też lubię…

Zauważcie, że coraz więcej osób rezygnuje z osobnych kamer do vlogowania. Ten trend trwa i totalnie go rozumiem. Dajmy za przykład funkcje bardziej profesjonalne, jak nagrywanie w ProRes – taki więcej ważący, ale goły pod względem efektów materiał wlatuje do obróbki, gdzie można stworzyć magię. Nie przesadzę, mówiąc, że to nie jest poziom „telefonu do sociali”, tylko to zaczyna wchodzić w obszar półprofesjonalnej produkcji.

Oczywiście nie było tego bez faktu mobilności, która odgrywa ogromną rolę. Wiecie, możemy mieć najlepszy aparat na świecie, ale jeśli leży w domu, nic z tego nie wynika, a telefon mamy zawsze przy sobie. Jeśli akurat ten daje jakość zbliżoną do sprzętu, który kiedyś kojarzył się wyposażeniem kamerzysty na planie filmowym, nagle liczba okazji do nagrania czegokolwiek rośnie kilkukrotnie. Więcej jakości oznacza więcej fajnego materiału, to oznacza więcej treści, a więcej treści oznacza większą szansę na zasięgi. Proste. Z tego założenia wyszedłem.

iPhone narzuca mi na myśl jeszcze jedno ważne słowo: workflow. W wielu opiniach, które wcześniej słyszałem, powtarzało się jedno: “Kamil, na tym telefonie zrobisz wszystko”. No i coś w tym jest, nawet jeśli nie mam do zestawu MacBooka, który swego rodzaju ekosystem pracy w chmurze wzbogaca i uszczelnia, Kto wie, może to przede mną. W każdym razie fajnie w tym wszystkim czuć, że aplikacje się nie wysypują i każdy element śmiga jak cudeńko. Ba, momentami mam wrażenie, że nawet lepiej niż na komputerze, który u mnie wciąż kosztuje więcej niż kupiony telefon. Jest to swego rodzaju paradoks.

iPhone robi to naprawdę ładnie, a i tak nie używam „podkręcaczy”, słowem: można z tego wyciągnąć więcej

Miesiąc za mną, jest fajnie, a ile jeszcze przede mną! 

Muszę też dodać, że w codziennej pracy, również polegającej na pisaniu, to małe cholerstwo się nie przegrzewa. Nowy system chłodzenia daje radę. Potrafiłem dostawać szewskiej pasji, gdy po godzinie czy dwóch bardziej intensywnego używania, właściwie każdy mój wcześniejszy telefon łapał gorączkę. Tu tego nie mam. 50% nerwów mniej.

Inny plus, którego docenić nie mogłem, bo go nie znałem, a też wynika naturalnie z ekosystemu Apple’a, to AirDrop. Kilka razy bardzo mi się przydał, a jak dodamy szybki transfer danych, lepszy niż w standardowych modelach, to w ogóle okaże się, że iPhone może być przykładem dla innych. To niby detal, ale właśnie dzięki takim telefon można uznać za swoje centrum pracy.

Zresztą – skoro płacisz dużo, wymagasz. Wkurzyłbym się, gdybym za ponad 6 tysięcy nie dostał bajerków ułatwiających wiele kwestii. Tak jak z przednią kamerą, która wreszcie, no wreszcie (będę to podkreślał: wreszcie!) daje jakość 4K z filtrem HDR i z kosmicznym ulepszeniem względem starszych modeli jakichkolwiek Androidów za tysiaka.

I teraz bardzo ważny apel na koniec. Nie kupujcie iPhone’a, jeśli jesteście totalnie przeciętnymi użytkownikami telefonu. Naprawdę. To wszystko, o czym piszę, a także to, czego nie zdążyłem jeszcze wypróbować, zaczyna mieć sens wyłącznie w chwili, gdy faktycznie tego używacie. Jeśli ktoś korzysta z telefonu głównie do przeglądania internetu, komunikatorów i cykania okazjonalnych zdjęć, większość tych zalet raczej go ominie.

Zoom w 17 Pro jest tak fajny, że obraz między 4x a 8x jest jak w 1x. Przydaje się

Nie kupujcie, bo „inni mają”. iPhone 17 Pro nie zrekompensuje się każdemu

Ale jeśli tworzycie, nawet na pół serio, mając jakąś zajawkę, którą warto pokazać szerszej publiczności – cóż, na pewno nie odradzałbym zakupu. Mi ten sprzęt usunął mnóstwo małych problemów, naprawdę prozaicznych, takich jak działanie kilku procesów jednocześnie czy szybsze reakcje na kliknięcia. Konkretny przykład?

Wyobraźcie sobie, że moje telefony zawsze zaczynały nagrywanie sekundę czy półtorej po uruchomieniu czerwonego guziczka. Mała rzecz, ale jak upierdliwa. Jak zliczy się ich pięć czy dziesięć po dłuższym czasie, w sumie wyjdzie, że naprawdę lepiej głębiej sięgnąć do portfela, żeby mieć mnogość przydatnych opcji i po prostu komfort klasy premium.

I chyba właśnie to jest największa zmiana w moim myśleniu. iPhone 17 Pro nie przekonuje mnie tym, że ma najlepsze cyferki w danych technicznych. Przekonuje mnie tym, że polepsza różne mechanizmy, a im człowiek starszy, tym bardziej rozumie, że tego typu wydatki to bardziej inwestycja niż czyste widzimisię.

Czy to znaczy, że zostałem fanem Apple’a? Nie, spokojnie. Nie mam zamiaru zaopatrzyć się w laptopa, zegarek czy słuchawki z “jabłuszkiem”. To wszystko mogę mieć taniej, u innych firm, a i tak dobrze na tym wyjdę. Co więcej, może kogoś to zaszokuje, ale częściowo dalej korzystam z mojego Xiaomi Redmi i dalej go lubię. Owszem, chodzę trochę jak dziwak z dwoma telefonami, ale najważniejsze jest to, że pierwszy raz rozumiem, dlaczego ktoś świadomie wybiera iPhone’a nie dla logo. No i halo – Geralt z Rivii też miał dwa miecze, a tego fanaberią już nie nazwiecie!

Jedna odpowiedź

  1. Awatar
    Anonim

    W Androidzie robiłam zrzut ekranu ciucha na stronie internetowej i potem klikając to zdjęcie mogłam wejść z powrotem na aktywną stronę internetową, by kupić ten ciuch. iOS tego nie potrafi, przynajmniej w Polsce. Fakt, nie jestem twórcą cyfrowym tylko ciuchomanką. I to dla mnie poważną wadą iPhone’a!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *