Artykuł stanowi odpowiedź na tekst Zabiliśmy nasze dzieci. Dlaczego boję się zmian klimatycznych, opublikowany na łamach TECHSETTER.PL 16 maja 2019 r.

Przeczytałem Twój tekst, Przemku, mocny, dosadny, ale choć podzielam troskę, to nie mam przekonania, czy zgadzam się z rozłożeniem akcentów.

Czy naprawdę powinniśmy się obawiać zmian klimatycznych, jakimi nas straszą media i część polityków? Faktem jest, że klimat się ociepla, ale w historii planety bywały okresy znacznie cieplejsze niż ten, przed którym stoimy. Ktoś powie, że owszem, ale nigdy dotąd zmiany nie postępowały tak szybko. Możliwe, że przyczyniliśmy się do przyspieszenia tych procesów. Ale czy nie znacznie większym problemem jest poziom zanieczyszczenia planety i rabunkowej gospodarki zasobami? Co dzisiaj proponują specjaliści od walki z ociepleniem klimatu? Handel emisjami? Wolne żarty… Czy nie chodzi im tylko o to, żeby opchnąć nam nowe technologie, które tylko oni potrafią wytworzyć? Idee jak zwykle piękne, ale kto na nich zarobi, to już zupełnie inny temat i o tym lepiej nie mówić?

Zaludnienie planety postępuje w tempie nieznanym nam z historii, w ciągu kilku dziesięcioleci potroiła się liczba ludzi i tempo nie zwalnia. Będzie nas przybywać, ale Ziemia jest w stanie wyżywić znacznie więcej, o ile będziemy o nią dbać. Nie miejmy pretensji do naszych przodków, że doprowadzili do dzisiejszego stanu rzeczy, bo robili to, co w danym momencie uważali za słuszne. Poszło za daleko, ale ciągle jest czas, żeby pewne procesy zatrzymać lub nawet odwrócić. Ekosystem ma niesłychaną zdolność do powracania do stanu równowagi. Na przestrzeni dziejów działo się tak wielokrotnie. Ekosystemy ulegały przebudowie po dramatycznych wydarzeniach jak erupcje wulkanów czy zderzenia z ogromnymi meteorami. I nie waham się powiedzieć, może niepolitycznie, ale dosadnie – następnym razem, po szkodach wyrządzonych przez ludzkość, będzie tak samo. Tak jak piszesz, może nadejdzie kolejne wielkie wymieranie, którego i my padniemy ofiarą, ale Życia z Ziemi nie zmiecie. Na to będzie trzeba poczekać, aż Słońce zrobi swoje za parę miliardów lat.

Niszczymy naszą piękną planetę na wiele sposobów. Bez opamiętania wycinamy lasy (pod hodowlę zwierząt lub związane z nią uprawy pasz), które z powodu dużej zdolności do gromadzenia węgla są kluczowym elementem zachowania równowagi; grabimy oceany, tępiąc przy okazji do cna wiele gatunków zwierząt; hodujemy ogromne ilości bydła na mięso i nabiał, często w takich warunkach, że gdyby tylko ludzie wiedzieli, co się wyprawia, weganizm rozprzestrzeniałby się znacznie szybciej, niż ma to miejsce teraz, bo z czystej empatii ludzie przestaliby do tego przykładać rękę. Póki co, jako ludzkość wybieramy wygodniejszą niewiedzę. Mięso czy mleko na półce w sklepie traktujemy jakby zostało wyprodukowane w fabryce jak np. ciastka czy soki. A wpływ procesu ich produkcji na ograniczanie możliwości absorbcji przez środowisko nadmiaru CO2, jak i sama emisja CO2 i metanu jest wg. FAO tylko nieznacznie niższy niż wpływ spalania paliw kopalnych.

To my, konsumenci, na co dzień dokonujemy małych wyborów, których suma składa się na obraz całości. To my, stojąc przed półką sklepową, decydujemy o tym, czym będzie nasza matka Ziemia jutro. Czy w głównym nurcie dyskursu toczonego na froncie walki o klimat mówimy o tym, co tak naprawdę robimy źle? Czy przeciętny konsument jest świadom tego, że kupując kiełbasę czy stek konsumuje zasoby, które mogłyby wystarczyć do wyżywienia dziesiątków ludzi, gdyby zdecydował się na dietę roślinną? Sprowadzamy tę dyskusję do tego, że „ludzie zawsze jedli mięso i dzięki temu tak szybko się rozwijali”, przez co mamy domniemywać, że rezygnacja lub ograniczenie mięsożerności spowoduje regres w rozwoju? Taka jest, niestety, narracja, a głosy takie jak przedstawiany tu przeze mnie są zwyczajnie wyśmiewane.

Ale ja nie boję się bycia obśmianym. Będąc świadomym konsumentem dokonuję swoich drobnych wyborów na co dzień. Nikt mi nie musi mówić, że wyprodukowanie kilograma wołowiny wymaga zużycia od pięciu do dwudziestu tysięcy litrów wody (różnie źródła podają, ale dla wywodu jest to bez znaczenia, bo nawet niższa z tych wartości daje do myślenia) i dziesięciu lub więcej kilogramów wysokobiałkowej paszy. Nie musi, bo zadałem sobie trud, sprawdziłem i przyjąłem do wiadomości. Ale cóż, jak to u ludzi – zaczynamy działać racjonalnie dopiero, kiedy wszystkie inne metody zawiodą. Tak może będzie i tym razem. Możliwe, że swoją rabunkową gospodarką zniszczymy planetę, która nas żywi, ale planeta sobie i z tym poradzi. W jaki sposób? Być może w taki, że cały system się zawali, dojdzie do opisywanych przez Ciebie wojen, przed którymi nikt nie będzie mógł uciec, populacja zostanie w drastyczny sposób zredukowana, a ci, którzy pozostaną albo zaczną od nowa działać z poszanowaniem zasobów, albo ludzkość wyginie do reszty. I wtedy planeta zacznie się odradzać, stworzy się nowy ekosystem, którego nie będziemy już, jako ludzkość, częścią. Ziemia przetrwa, my nie. Wyginiemy, jak przed nami dinozaury i miliony innych gatunków. Coś/ktoś zajmie nasze miejsce na szczycie łańcucha pokarmowego. Ale z punktu widzenia Życia jako zjawiska jest to bez większego znaczenia. Może właśnie tak ma się wydarzyć? Ziemia zachorowała na człowieka, ale włączy (już włączyła?) mechanizm immunologiczny i tę zarazę wytępi, aby się spokojnie odbudować bez niej.

Tak może się wydarzyć. Ale nie musi. Ciągle mamy szansę. Może nieco naiwnie, ale plastycznie oddaje to wers z piosenki Michaela Jacksona (bez wchodzenia w temat kim się okazał) – I’m starting with the man in the mirror. Spójrzmy na siebie, na każdy jeden wybór, którego dokonujemy jako konsumenci Życia. Bądźmy uważni, głosujmy za zmianą naszymi pieniędzmi i zachowaniem. Nie kupujmy produktów od koncernów, które w pogoni za zyskiem zabijają Życie (celowo piszę z wielkiej litery, bo chodzi mi o formę świadomego istnienia materii, a nie o życie jednostki), uczmy tego nasze dzieci, mówmy o tym znajomym, rodzinie, nawet jeśli nie rozumiejąc będą nas obśmiewać. Kropla drąży skałę. Najpierw cię wyśmiewają, później z tobą walczą, a na koniec wygrywasz, tak?

Nigdy nie mieliśmy tak potężnych narzędzi krzewienia wiedzy jak teraz. Nigdy wcześniej nie mieliśmy takich możliwości obrony przed manipulacją. Nigdy też nie mieliśmy tak szerokiego dostępu do wiedzy. Wierzę, że jeśli nie nasze pokolenie, to pokolenie naszych dzieci już na pewno tak, będzie w stanie powiedzieć stop temu szaleństwu. Cieszą mnie statystyki wskazujące na coraz większe zainteresowanie tematem, mam wrażenie, że jesteśmy świadkami masowego przebudzenia się Świadomości (znów z wielkiej litery i znowu celowo), że zaczynamy czuć (bo zrozumieć się nie da), czym jest Życie i dlaczego powinniśmy je chronić. Myślę, że Natura w swej nieskończonej mądrości, której my, ludzie, pojąć nie potrafimy, w jakiś sposób wpływa na przyspieszenie tych procesów i wierzę, że to będzie postępować jeszcze szybciej. Z drugiej strony boję się „macherów” od regulowania wszystkiego, ingerowania w naturalne procesy zmian, bo z tego nigdy nic dobrego nie wynikało. To dla mnie tylko kolejne próby budowania biznesów, z tą różnicą, że tym razem produktem jest strach. Dlatego jeżę się na to, co opowiada pan Al Gore i jemu podobni, nie tędy droga. Droga jest w nas, to my, konsumenci i beneficjenci Życia, musimy się przebudzić, zacząć się troszczyć o środowisko jak o własne dzieci. Dostrzec każdy jego element i zamiast go deptać i zabijać, pochylić się z troską dokonując codziennie naszych małych wyborów.

Czy jestem przerażony podobnie do Ciebie, Przemku? Nie. Raczej wraz z rozszerzeniem własnej świadomości jestem zaniepokojony, że te procesy postępują tak wolno, ale też dostrzegam, że jednak szybciej niż kiedykolwiek wcześniej w historii. Damy radę się opamiętać, odesłać do lamusa stary świat i zbudować nowy, oparty na szacunku dla siebie nawzajem i dla środowiska, w którym żyjemy. Nazwijcie mnie naiwniakiem, wezmę to na klatę, brałem już tyle razy, że uodporniłem się, nie rusza mnie. Sprawa jest ważniejsza niż moje samopoczucie.

Głowa do góry, mówmy gdzie tylko możemy co wiemy na ten temat. Dyskutujmy, prowokujmy, edukujmy siebie i innych, starajmy się poczuć jako maleńki element ogromnej układanki zwanej Życiem, a przestaniemy z nim walczyć. Wtedy ono przestanie zwalczać nas i przetrwamy.

Zdjęcia: pexels.com