Rząd Wielkiej Brytanii zamierza w najbliższych tygodniach zatwierdzić pierwsze w Europie publicznie finansowane eksperymenty z geo-inżynierią słoneczną. Ich celem jest osłabienie intensywności promieniowania słonecznego docierającego do Ziemi – informuje The Telegraph (22.04.2025).
Jak działa ta technologia?
Eksperymenty mają polegać na modyfikacji chmur poprzez wprowadzanie do nich drobnych cząstek, zwiększających ich zdolność do odbijania światła słonecznego. To metoda inspirowana naturalnym efektem ochładzającym, jaki występuje po dużych erupcjach wulkanicznych, np. w wyniku emisji dwutlenku siarki do atmosfery.
Zadaniem projektu jest zbadanie skuteczności tej metody w spowolnieniu globalnego ocieplenia. Badania będą prowadzone w niewielkiej skali – na otwartym powietrzu – ale z możliwością ich rozszerzenia w ciągu dekady.
Kto za tym stoi?
Projekt finansowany jest przez rządową Agencję Badań i Wynalazków ARIA (Advanced Research and Invention Agency), która przeznaczyła na ten cel 50 milionów funtów. Za koordynację eksperymentów odpowiada prof. Mark Symes – elektrochemik, który obecnie kieruje programem geo-inżynieryjnym agencji.
ARIA znana jest z nietypowego modelu działania: nie podlega ustawie o wolności informacji i jej dyrektorzy mają niemal nieograniczoną swobodę w podejmowaniu decyzji. To model inspirowany amerykańską DARPA, ale w brytyjskim wykonaniu – jeszcze mniej przejrzysty.
Stary pomysł, nowe otwarcie
Geo-inżynieria słoneczna nie jest koncepcją nową. Już w 2023 roku w Wielkiej Brytanii przeprowadzono testowy lot z niewielką emisją dwutlenku siarki do stratosfery. Eksperyment wzbudził krytykę środowisk naukowych ze względu na brak konsultacji społecznych i potencjalne ryzyko niezamierzonych skutków.
– Takie działania to jak leczenie raka aspiryną – pisał The Guardian w marcu 2025 r., zwracając uwagę, że tego typu interwencje mogą zakłócać globalne wzorce opadów i prowadzić do tzw. „szoków klimatycznych”, jeśli zostaną nagle przerwane.
Geo-inżynieria – zbawienie czy ucieczka do przodu?
Zwolennicy podkreślają, że geo-inżynieria może stanowić czasowe zabezpieczenie przed nieodwracalnym topnieniem lodu Arktyki i Grenlandii, dając ludzkości czas na osiągnięcie zerowej emisji netto. Badania UCL z 2023 roku sugerują, że odpowiednio kontrolowana interwencja może ograniczyć globalne ocieplenie o 0,3–0,5°C.
Jednak sceptycy zauważają, że skupianie się na symptomach, a nie przyczynach – czyli emisjach CO₂ – może odwrócić uwagę od transformacji energetycznej.
Potrzebna debata, nie tajne testy
Eksperymenty ARIA mogą okazać się przełomowe, ale sposób ich wprowadzania wywołuje poważne pytania o odpowiedzialność, przejrzystość i legitymizację. Prof. Symes, mimo doświadczenia w elektrochemii, nie jest specjalistą od klimatu, a decyzje o rozpoczęciu testów nie były szeroko konsultowane z międzynarodową społecznością naukową.
W obliczu potencjalnych konsekwencji globalnych – konieczna jest otwarta, publiczna debata o tym, jak daleko możemy i chcemy ingerować w atmosferę. Bo tym razem nie chodzi o model komputerowy, lecz realne zmiany w niebie nad naszymi głowami.
źródło: The Guardian, Yahoo, The Telegraph




Dodaj komentarz