Otrzymałem na testy kolejny dysk przenośny. Nie oszukujmy się, nie są to urządzenia, które witam entuzjastycznym okrzykiem, ale producenci dysków pokazują, że nawet i taki gadżet może być wykonane w sposób ciekawy i całkiem elegancki. Chociaż wydaje mi się, że jest to po prostu dostosowywanie się producentów do gustów odbiorców – ludzi lubiących się wyróżniać, nawet jeżeli mówimy o teoretycznie takim tech-dodatku, jak dysk przenośny.

Już poprzedni, prześwietlany przeze mnie dysk pokazał, że taki gadżet po pierwsze – nie musi być nudny, a po drugie – warto przyjrzeć mu się nieco bliżej i zobaczyć, co ma do zaoferowania oprócz setek albo tysięcy gigabajtów przestrzeni. Kolejny gadżetem służącym do przechowywania sporej ilości plików jest My Passport w wersji Ultra. A jeżeli mamy słowo „ultra” już w samej nazwie, to należy spodziewać się, że gadżet zaoferuje nam nieco więcej niż wersja pozbawiona tego określenia. Bo i takie „paszporty” WD na rynek wypuściło.

Różnic pomiędzy tymi dwoma seriami może i nie ma dość sporo – zresztą – mówimy o dyskach przenośnych, a nie o urządzeniach mogących różnić się całym mnóstwem parametrów. WD umieściło swoje dyski HDD w obudowie z tworzywa (My Passport) lub wzmocnionych metalem (My Passport Ultra). Przeglądając materiały promocyjne i specyfikacje obu rodzin dysków doszedłem do wniosku, że urządzenia z obu rodzin doskonale sprawdzą się na co dzień u właściwie każdego nabywcy, ale z racji tego, że wersja „Ultra” prezentuje się bardziej „bogato” i „poważnie”, chociażby ze względu na tylko dwie, stonowane wersje kolorystyczne, to zakładam, że producent chciał trafić bardziej do odbiorcy biznesowego. Ale to tylko moje przypuszczenia.

Co dysk przenośny WD My Passport Ultra jest w stanie zaoferować swojemu nabywcy? Sprawdźmy.

 

Wygląd zewnętrzny

My Passport w wersji Ultra jest dostępny w dwóch wersjach kolorystycznych, o czym zresztą wspominałem. Testowany wariant ma ciemnoniebieską górę i grafitowy dół, a alternatywą jest srebrny wierzch i spód równie ciemny, co w wersji niebieskiej. Obudowa prezentuje się naprawdę przyjemnie dla oka, gdyż kolor jest mocno stonowany, określiłbym go jako „przydymiony niebieski”. Przez to fajnie ona współgra z drugą częścią niewielkiego pudełeczka. Wierzch obudowy został podzielony przekątną na dwie równie części, z czego jedna jest gładka, a z przeciwległego narożnika rozchodzą się delikatne fale. Całość pomalowana jest na matowy kolor, przez co powierzchnia dysku nie zbiera smug i odcisków zostawianych przez nasze dłonie.

WD My Passport Ultra
« 1 z 5 »

Górna część obudowy została wykonana z anodyzowanego aluminium. Spód zaś – no właśnie, tutaj mam mały problem z określeniem, czym tak naprawdę jest. Chociaż w dotyku jest bardzo podobny do wierzchniej części, to jednak brakuje mu tego metalicznego chłodu, który czuć na niebieskiej części. W każdym razie cała obudowa dysku jest dość solidna i dobrze spasowana. Podoba mi się, że pod spodem znajdują się cztery gumowe nóżki zapobiegające rysowaniu się dysku o biurko oraz sprawiające, że nie ma on tendencji do przesuwania się.

WD My Passport Ultra
« 1 z 5 »

Z racji tego, że mamy do czynienia z nośnikiem HDD, nie jest możliwe by dysk przybrał tak kompaktowy rozmiar, jak w przypadku testowanego ostatnio Transcenda ESD250C. Tam mieliśmy do czynienia z dyskiem SSD, więc możliwości zaprojektowania obudowy mogło być znacznie więcej. Tutaj konstrukcja samego dysku wymusza kształt obudowy i kropka. Chociaż przyznaję, że WD i tak zdołało zredukować wielkość dysku do  formatu kieszonkowego. My Passport Ultra w wersji 2 TB ma 11 cm długości, 8,2 cm szerokości i 1,3 cm grubości. Dlaczego zaznaczyłem pojemność? Ponieważ wersja o pojemności 4 TB jest zauważalnie grubsza (co jest zrozumiałe ze względu na większą ilość talerzy wewnątrz dysku) i ma 2,1 cm grubości.

W pudełku z „paszportem” znajduje się nie tylko kabel USB-C – USB-C, ale też przejściówka umożliwiająca podłączenie dysku do wciąż najpopularniejszego w komputerach portu USB typu A. Miło że WD pomyślało o takim detalu.

WD My Passport Ultra
« 1 z 5 »

 

Test

Jako iż mamy do czynienia z dyskiem HDD pracującym w oparciu o interfejs USB 3.0, nie należy spodziewać się osiągów, którymi My Passport podbije świat. „Talerzówki” nie mają startu nawet do kiepskich dysków SSD, nie mówiąc o tych z nieco wyższych półek.

Jak się okazało w trakcie testów, WD również nie włożyło do eleganckiego prostopadłościanu pierwszego, lepszego „hadedeka”, gdyż w trakcie testów dysk radził sobie zaskakująco dobrze. Zapełniony do ok. ¼ pojemności dysk zaszokował mnie prędkością transferu. Według benchmarku HDTune, nośnik był w stanie przesyłać dane ze średnią prędkością ponad 200 MB/s, przy czym wartość minimalna transferu wyniosła ponad 100 MB/s, a maksymalna – 230 MB/s. W przypadku dysku magnetycznego takie wartości robią bardzo dobre wrażenie. Pozostałe testy wygenerowały niższe wyniki, ale to wciąż okolice 120 MB/s, więc nie wypada się czepiać.

Pora sprawdzić, jak zaprezentowane wyniki przekładają się na prędkość kopiowania większych i mniejszych folderów i plików. Plik o wielkości 50 GB kopiował się z komputera na dysk przez 7 minut i 46 sekund, zaś film w rozdzielczości Full HD o wadze 3,5 GB znalazł się na dysku po 33 sekundach. Czyli w obu przypadkach na przekopiowanie plików musieliśmy czekać ok. 3 krotnie dłużej niż w przypadku nośnika SSD od Transcenda. Przypomnę jeszcze, że mówimy o dysku o nieco lepszych parametrach niż najtańsze nośniki magnetyczne, które znajdziemy w najskromniejszych dyskach przenośnych.

Dysk fabrycznie skonfigurowano w oparciu o format plików NTFS, ale dzięki szybkiemu formatowaniu można zmienić format na exFAT. Co prawda exFAT lepiej sprawdza się przypadku korzystania z dysków SSD, pendrive’ów i kart SD, ale jeżeli na dysku będziemy przenosić dane ze środowiska Windows do np. Linuxa czy do systemu Mac OS X, to warto wiedzieć, że exFAT jest przez nie odczytywany.

Chcąc być uczciwym, trzeba jeszcze wspomnieć o jednej, dość istotnej sprawie dotyczącej bezpieczeństwa danych przechowywanych na dysku. Z racji tego, że My Passport Ultra w tej wersji jest klasycznym dyskiem talerzowym, to trzeba liczyć się z tym, że jest on bardziej narażony na uszkodzenie pamięci niż nośniki typu flash. Ruchome elementy, takie jak głowica oraz talerze, na których zapisywane są dane, nie lubią mocnych wstrząsów, upadków i innych tego rodzaju przeżyć. Jednak od razu uspokajam – w codziennym, „normalnym” użytkowaniu dysk może służyć przez lata nie odnosząc żadnego uszczerbku na zdrowiu. Sam już ponad 2 lata noszę swój dysk właściwie codziennie w plecaku i jak dotąd nie śmiał sprawić mi przykrej niespodzianki.

WD My Passport Ultra vs. Asus ZenFone 3
« 1 z 5 »

 

WD Security

Dysk przenośny ma to do siebie, że często przechowujemy na nim dane w jakiś sposób dla nas istotne i ostatnie, czego byśmy sobie życzyli, to aby dostały w niepowołane ręce. Może się tak stać, kiedy dysk na gdzieś wypadnie i ktoś go znajdzie, a czasem po prostu zostawimy go w biurze lub u kogoś na biurku. Na szczęście WD przygotowało pewną formę zabezpieczenia dysku przed tego typu niebezpieczeństwem i oferuje darmową aplikację WD Security, którą można pobrać z oficjalnej strony producenta. Korzystanie z niej jest banalnie proste i nawet osoby o niewielkich zdolnościach korzystania z komputera poradzą sobie z jej instalacją i obsługą, co zaliczam na duży plus.

Po zainstalowaniu aplikacji, wystarczy ją uruchomić, aby zobaczyć okno pozwalające na stworzenie hasła (najlepiej jak najmocniejszego, a więc warto wykorzystać w tym celu małe i duże litery, cyfry i znaki niealfanumeryczne) oraz podpowiedzi do niego. Po utworzeniu hasła, za każdym razem po podpięciu „paszportu” do komputera, wymagane będzie podanie hasła nie tylko, żeby uzyskać dostęp do przechowywanych nań plików i folderów, ale i do samego dysku. Przez co możemy być pewni, że bez wpisania hasła nikt nie zrobi nam „psikusa” w stylu sformatowania nośnika. WD przewiduje także możliwość automatycznego odblokowania się dysku po podpięciu go do naszego komputera.

Na ile zabezpieczeniu można ufać? Wydaje się, że bardzo mocno. Program korzysta z 256-bitowego szyfrowania AES, więc złamanie go jest niezmiernie trudne i nawet metodą „brutal force” do sprawdzenia byłoby dokładnie 2256 kombinacji. To… bardzo duża liczba. Mało tego, z zabezpieczenia AES 256-bit korzystają administracje wielu krajów do zabezpieczania danych określonych jako poufne lub tajne (w zależności od kraju). Jednak należy mieć w pamięci przestrogę od firmy WD, która pojawia się już przy konfiguracji hasła – firma WD nie przechowuje haseł, więc jeżeli kiedykolwiek zapomnicie swojego kodu dostępu do dysku, to… no cóż. Może na wszelki wypadek schować zapisane hasło w jakimś „tajnym” miejscu?

 

Podsumowanie

WD My Passport Ultra to całkiem sensowna propozycja dla osób, dla których przenoszenie sporej liczby danych jest właściwie codziennością. Fotografowie, kamerzyści, wideo-blogerzy, audiofile, projektanci i graficy z pewnością byliby w stanie znaleźć zastosowanie dla nowego „paszportu” od WD. Za testowany egzemplarz (2 TB) trzeba będzie zapłacić w Polsce ok. 550 – 600 zł. Dla porównania 256-gigabajtowy Transcend, będący trzykrotnie szybszym dyskiem SSD, kosztuje ok. 450 zł. Tak więc należy przede wszystkim zadać sobie pytanie: co jest dla nas ważniejsze – stosunek ceny do pojemności, czy jednak ceny do prędkości i wielkości dysku?

Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam. WD Passport Ultra posiada kilka niewątpliwych plusów: począwszy od całkiem estetycznej i dobrze wykonanej obudowy, przez naprawdę niezłe wyniki w testach, na takich detalach jak przejściówka USB-C – USB-A czy zabezpieczenie WD Security kończąc. Poza tym, „paszport” dostępny jest w dwóch wariantach kolorystycznych oraz trzech wersjach pojemności, więc myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie.