Twitter oflagował wypowiedź Trumpa jako fałszywą, co niewątpliwie zdenerwowało prezydenta Stanów Zjednoczonych. Wojna była kwestią czasu. Donald Trump chce walczyć z serwisem w imię „wolności słowa”.

Inba alert! Co jak co, ale takiej akcji dawno nie mieliśmy i chociaż z jednej strony można na to patrzeć i się pośmiać, z drugiej przeraża może nie tyle jej problem, co sama kuriozalność.

Zacznijmy jednak od początku. Donald Trump to nałogowy twitterowiec, który tweetami strzela niczym wprawiony żołnierz nabojami 5,56 x 45 mm z karabinku M4A1. Niejednokrotnie zdarzało mu się powtarzać niepotwierdzone informacje, a nawet kłamać. W celu wyłapania wszystkich nieścisłości, które padły z ust lub klawiatury Trumpa, powstała nawet wyspecjalizowana strona Donald Trump Fact Check. Obecnie licznik na niej pokazuje 5276 fałszywych wypowiedzi. Sporo.

 

Prawdziwą wojnę rozpętał dopiero podwójny tweet Trumpa, w którym wprost napisał, iż „Nie ma ŻADNEJ OPCJI (ZERO!), aby korespondencyjne wybory mogłyby być czymkolwiek innym, niż faktycznym oszustwem.”. O ile wcześniej pracownicy Twittera nie oznaczali wypowiedzi prezydenta USA jako fałszywych, w tym przypadku obydwie wiadomości zostały oznaczone jako nieprawda.

Oczywiście ostatecznego sprawdzenia nie dokonała pojedyncza osoba. Tweety trafiły do dużych mediów – CNN, Washington Post oraz NBC News. Redaktorzy stwierdzili, że dotychczasowe wybory w USA w formie korespondencyjnej nie ucierpiały na rzetelności, zatem brakuje jakichkolwiek podstaw do twierdzeń, jakich użył Trump.

Reakcja prezydenta? Zgadliście. Donald Trump wpadł w szał. Oskarżył Twittera o naruszanie wolności słowa, a nawet ingerencję w wybory prezydenckie. Uderzył również w CNN, nazywając je fabryką fake newsów, a także Washington Posta, wspominając o ich właścicielu – Amazonie.

 

Co ciekawe, Facebook mimo posiadania mechanizmów pozwalających na wychwytywanie fałszywych informacji, nie oflagował postów Donalda Trumpa z tą samą treścią.

Trump słynie z niesamowicie kontrowersyjnych wypowiedzi. Zarzuca się mu nie tylko rozprzestrzenianie fałszywych informacji, ale nawet podważanie pozycji ekspertów, nawet w przypadku wirusa SARS-CoV-2. Miało to miejsce chociażby przy aferze dotyczącej propozycji Trumpa, by sprawdzić dożylnie działanie środków dezynfekcyjnych lub detergentów na COVID-19.