Smartfony i media społecznościowe sprawiły, że każdy moment życia można uwiecznić i natychmiast podzielić się nim ze światem. Dotyczy to także dzieci – od pierwszego zdjęcia USG, przez filmik z pierwszych kroków, po fotografie ze szkolnych uroczystości. Zjawisko to doczekało się własnej nazwy: sharenting (od share – dzielić się oraz parenting – rodzicielstwo). W założeniu jest to niewinne dzielenie się szczęściem, w praktyce – tworzenie cyfrowej tożsamości dziecka na długo przed tym, zanim będzie ono w stanie decydować o swojej prywatności.
Skala problemu
Zjawisko sharentingu jest powszechne i stale rośnie — zarówno globalnie, jak i w Polsce.
Według badań z 2024 r. ponad 75% rodziców w USA publikuje zdjęcia swoich dzieci w internecie, a ponad 80% ujawnia przy tym ich prawdziwe imiona. Tylko mniej niż 25% pyta pociechy o zgodę na publikację, a aż 29% w ogóle tego nie robi. Co czwarty rodzic publikuje zdjęcia na publicznych profilach, dostępnych dla wszystkich, a 80% ma w gronie obserwatorów osoby, których nigdy nie spotkało osobiście. W Europie sytuacja wygląda podobnie: badania z 2024 r. wykazały, że 81% dzieci w krajach zachodnich ma swój cyfrowy ślad już przed ukończeniem drugiego roku życia. W USA odsetek ten sięga 92%, w Europie – około 73%, a aż 33% dzieci pojawia się w sieci w ciągu kilku tygodni od narodzin.
Polska nie jest tu wyjątkiem. Dane z raportu „Sharenting po polsku” pokazują, że ponad 40% polskich rodziców udostępnia w sieci zdjęcia i filmy swoich dzieci – przeciętnie około 72 fotografie i 24 nagrania rocznie na rodzinę. Aż 42% rodziców dzieli się tymi materiałami szerzej niż tylko z najbliższymi, a co piąty publikuje treści dostępne dla nieograniczonej liczby odbiorców, w tym osób obcych. Co ważne, tylko 25% rodziców pyta dzieci o zgodę na publikację ich wizerunku.
Z perspektywy młodych internautów sytuacja wygląda jeszcze bardziej alarmująco. Badania Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę pokazują, że 45,5% nastolatków w Polsce zauważa, że rodzice publikują ich zdjęcia w Internecie. Ponad 23% nastolatków czuje się z tego powodu zawstydzonych, a niemal 19% wyraża otwarte niezadowolenie.
Niepokojące są także dane z badań IRCenter (2023): w Polsce 81% rodziców publikuje zdjęcia swoich dzieci w mediach społecznościowych, z czego 57% ujawnia szczegółowe informacje, takie jak imię, wiek czy lokalizacja. Jeszcze bardziej problematyczne jest to, że 44% zamieszcza fotografie dzieci w piżamach lub częściowo rozebranych, a 38% publikuje zdjęcia w sytuacjach intymnych – np. podczas kąpieli.
Na osobną uwagę zasługuje też tzw. sharenting komercyjny. Szacuje się, że w Polsce około 15% influencerów wykorzystuje wizerunek dzieci w celach zarobkowych. Dla marek to chwytliwy element marketingu, ale dla dzieci oznacza to dodatkowe ryzyko — od utraty prywatności po możliwość nadużyć ze strony osób trzecich.
Dlaczego rodzice to robią?
Socjologowie zwracają uwagę, że sharenting wynika m.in. z potrzeby chwalenia się dzieckiem, budowania społecznego kapitału czy poszukiwania wsparcia w sieci. W dobie rozluźnionych więzi rodzin wielopokoleniowych Facebook czy Instagram zastępują tradycyjne albumy rodzinne. Nie bez znaczenia jest też aspekt autoprezentacji – pozytywne reakcje i „lajki” pod zdjęciami wzmacniają poczucie własnej wartości rodziców. Coraz częściej sharenting staje się też elementem działalności zawodowej, np. w przypadku blogów i profili parentingowych zarabiających na reklamach (profit sharenting).

Cyfrowa tożsamość od kołyski
Każde zdjęcie czy post dodaje nową warstwę do cyfrowej tożsamości dziecka. Tożsamość ta powstaje często przed narodzinami – od zdjęcia USG czy wpisu o ciąży – i rośnie z każdym kolejnym postem. W efekcie, gdy dziecko osiąga wiek nastoletni, jego cyfrowy ślad bywa obszerniejszy niż ślad dorosłych. Zawiera imię, datę urodzenia, szkołę, zainteresowania, a często także dane wrażliwe, np. dotyczące zdrowia.
– Zgodnie z polskim prawem, do pełnoletności dziecka to rodzice decydują o publikacji jego wizerunku, jednak mają obowiązek działać w jego najlepszym interesie, z poszanowaniem godności i prywatności. Tym samym to od dorosłych wymagamy świadomości zagrożeń online, znajomości narzędzi ochrony prywatności i wyważenia między własną potrzebą dzielenia się treściami, np. dotyczącymi wakacji a niebezpieczeństwami, jakie mogą czyhać w sieci. Z jednej strony musimy zwracać uwagę na to, co już teraz publikujemy w sieci, a z drugiej koniecznością jest również edukowanie dzieci na temat bezpieczeństwa korzystania z internetu, social mediów i nowych technologii opierających się o sztuczną inteligencję – mówi Beniamin Szczepankiewicz, analityk laboratorium antywirusowego ESET.

Zagrożenia dla dzieci
Eksperci podkreślają, że konsekwencje sharentingu mogą być poważniejsze, niż przypuszcza większość rodziców.
- Ujawnianie danych i lokalizacji
Zdjęcia zawierają metadane (np. geolokalizację), a w tle fotografii można dostrzec nazwę szkoły czy ulicy. To ułatwia osobom niepowołanym ustalenie miejsca zamieszkania czy codziennej trasy dziecka. - Kradzież tożsamości
Dane udostępniane przez rodziców mogą być wykorzystane przez cyberprzestępców. Prognozy Barclays wskazują, że do 2030 roku sharenting może odpowiadać za 2/3 przypadków kradzieży tożsamości dzieci w Wielkiej Brytanii. - „Digital kidnapping”
To zjawisko polega na przywłaszczaniu cudzych zdjęć dzieci i publikowaniu ich jako własnych. Zdarza się, że zdjęcia trafiają do grup o niepokojącym charakterze. - Deepfake i AI
Rozwój generatywnej sztucznej inteligencji zwiększa ryzyko wykorzystania zdjęć dzieci w fałszywych materiałach wideo czy zdjęciowych. - Profilowanie i reklama
Dane zbierane w sieci mogą służyć do tworzenia profili marketingowych, które w przyszłości zadecydują np. o ofertach kredytowych czy edukacyjnych.
Raport Australijskiego Instytutu Kryminologii z 2024 roku ujawnił, że 6,6% rodziców publikujących zdjęcia swoich dzieci w Internecie spotkało się z próbami kontaktu ze strony osób trzecich, które prosiły o przesłanie dodatkowych materiałów o charakterze seksualnym lub sugerowały takie wykorzystanie już opublikowanych zdjęć. To zjawisko pokazuje, że nawet pozornie niewinne fotografie – np. z plaży czy basenu – mogą stać się obiektem zainteresowania przestępców seksualnych. Eksperci podkreślają, że tego typu sytuacje nie są jednostkowymi przypadkami, lecz realnym i rosnącym zagrożeniem, które potwierdzają dane zebrane w badaniach. Innymi słowy, publikując zdjęcia dzieci, rodzice często nieświadomie udostępniają materiały, które mogą zostać przechwycone, skopiowane i wykorzystane w kontekście pedofilskim.
– Większość użytkowników nie zdaje sobie sprawy z faktu, że zdjęcia mogą zawierać zaszyte metadane, np. lokalizację i typ urządzenia. Jeśli serwis internetowy nie czyści tych danych to ułatwia ustalenie, gdzie dziecko mieszka, do jakiej uczęszcza szkoły czy w jakich miejscach najczęściej przebywa. Dodatkowe informowanie np. w postach o imieniu, dacie urodzenia np. przy publikacji zdjęć z urodzin czy miejscu zamieszkania może zostać wykorzystane przez osoby o złych zamiarach. W dobie rozwoju generatywnej sztucznej inteligencji zdjęcia i filmy z wizerunkiem dzieci mogą być użyte do tworzenia fałszywych treści z ich udziałem, tzw. deepfake. – dodaje Beniamin Szczepankiewicz.
Prawo a sharenting
Jak podkreśla Katarzyna Ciućkowska w publikacji Sharenting a prywatność dziecka w świecie cyfrowym, polskie przepisy nie zapewniają wystarczającej ochrony dzieci przed sharentingiem. Kodeks cywilny i RODO teoretycznie chronią dobra osobiste i dane osobowe, ale w praktyce – jeśli naruszycielami są rodzice – dzieci nie mają realnych narzędzi obrony.
We Francji rozpoczęto już prace nad regulacjami zobowiązującymi rodziców do ochrony prywatności dzieci i zakazującymi publikacji wizerunku bez zgody drugiego opiekuna. Eksperci postulują, aby podobne rozwiązania pojawiły się także w Polsce – np. poprzez zapis w kodeksie rodzinnym, że obowiązkiem rodziców jest ochrona prywatności i wizerunku dziecka.
Jak dzieci odbierają sharenting?
Choć to rodzice decydują, co trafi do internetu, konsekwencje odczuwają przede wszystkim dzieci. Już najmłodsi reagują na publikacje rodziców silnymi emocjami. Badania psychologów pokazują, że nawet kilkulatki mają potrzebę kontroli nad własnym wizerunkiem – to, co dla dorosłego wydaje się błahostką, dla dziecka może być źródłem zawstydzenia czy poczucia bezradności.
Z badań Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę wynika, że niemal połowa nastolatków w Polsce wie, że rodzice publikują ich zdjęcia w sieci, a ponad 23% czuje się z tego powodu zawstydzona. Część nastolatków mówi wręcz o poczuciu naruszenia granic i braku szacunku dla ich prywatności. Co piąty nastolatek wyraża wyraźne niezadowolenie z takich praktyk.

Podobne obserwacje odnotowano w badaniach estońskich i amerykańskich. Nastoletni uczestnicy skarżyli się, że rodzice ignorują ich prośby o usunięcie zdjęć lub odpowiadają, że „to tylko internet”. W praktyce dzieci odbierają to jako lekceważenie ich zdania i brak prawa do decydowania o sobie. Badacze z University of Michigan zwrócili uwagę, że ok. 75% amerykańskich nastolatków zna kogoś, kogo rodzice nadmiernie publikują w sieci – a wielu z nich uznaje to za źródło wstydu w grupie rówieśniczej.
Psychologowie podkreślają, że sharenting może także wpływać na proces budowania tożsamości. Jeśli wspomnienia dziecka są stale dokumentowane i komentowane online, może ono mieć wrażenie, że jego życie należy bardziej do „publiczności” niż do niego samego. To z kolei może obniżać poczucie autonomii, wzmacniać lęk społeczny i utrudniać wykształcenie zdrowej granicy między życiem prywatnym a cyfrowym.
Warto zwrócić uwagę, że nie każde dziecko odbiera sharenting negatywnie. Część czuje się dumna, gdy rodzice chwalą się ich osiągnięciami, np. sportowymi czy szkolnymi. Problem pojawia się wtedy, gdy granica jest przekraczana – a dziecko staje się bohaterem kompromitujących lub intymnych publikacji, które mogą krążyć w sieci przez lata.
Eksperci wskazują, że kluczowe jest włączanie dzieci w proces decyzyjny. Nawet kilkulatka można zapytać, czy zgadza się, by dane zdjęcie trafiło do Internetu. Daje mu to poczucie sprawczości, a rodziców uczy respektowania prawa dziecka do prywatności. Jak zauważa Stacey Steinberg, badaczka zajmująca się sharentingiem, brak pytania o zgodę to „utracona okazja, by modelować szacunek do prywatności i uczyć dzieci podstawowych zasad świadomego funkcjonowania online”.
Wskazówki dla rodziców – jak publikować odpowiedzialnie?
Eksperci i organizacje zajmujące się cyberbezpieczeństwem rekomendują:
- zastanów się przed publikacją – czy zdjęcie nie ujawnia danych wrażliwych?
- ogranicz odbiorców – ustaw konto jako prywatne, twórz zamknięte grupy,
- unikaj zdjęć w bieliźnie czy stroju kąpielowym – to najważniejsza zasada minimalizująca ryzyko nadużyć,
- ukrywaj twarze – np. przez ujęcia z tyłu lub użycie emotikonów,
- wyłącz geolokalizację – aby zdjęcia nie zdradzały lokalizacji domu czy szkoły,
- rozmawiaj z dziećmi – jeśli są starsze, pytaj o zgodę, tłumacz proces podejmowania decyzji,
- regularnie przeglądaj archiwa – usuwaj stare treści, które mogą już być nieadekwatne.

Podsumowanie
Sharenting to jedno z największych wyzwań współczesnego rodzicielstwa. Choć wynika z miłości i chęci dzielenia się szczęściem, to w praktyce może prowadzić do poważnych naruszeń prywatności dziecka, a nawet narażać je na cyberprzestępczość. Coraz częściej pojawia się potrzeba uregulowania tej kwestii prawnie, tak aby dzieci miały realną ochronę przed nadmierną ekspozycją w sieci.
Rodzice powinni pamiętać, że internet nie zapomina – zdjęcia raz opublikowane mogą krążyć latami. Warto więc traktować prywatność dziecka jako dobro osobiste, które – tak jak zdrowie czy bezpieczeństwo – wymaga świadomej ochrony.
źródła: informacja prasowa, unicef.org, bitdefender.com, jomswsge.com




Dodaj komentarz