garmin forerunner 570 recenzja

Nowy Garmin Forerunner 570? Mam 265S i… na razie nie wymienię go na nowszy model – szczera recenzja użytkowniczki

Nie jestem osobą, która codziennie sprawdza, czy VO2 max drgnęło o 1 punkt, ale mam jasne wymagania wobec zegarka sportowego: ma mnie zmotywować do wyjścia na trening, policzyć każdy krok i każdego batona, którego nie potrafiłam sobie odmówić po obiedzie. Ma też ułożyć plan treningowy dopasowany do mojego poziomu, nastroju i snu.

Dlatego od ponad roku towarzyszy mi Garmin Forerunner 265S – lekki, wygodny zegarek sportowy zaprojektowany z myślą o biegaczach, z ekranem AMOLED. Może nie najpiękniejszy, ale nie przeszkadza w codziennych stylówkach. Działa, liczy, motywuje.

W maju 2025 Garmin wypuścił jego następcę – Forerunnera 570. I od razu pojawiły mi się w głowie dwa pytania:

  • Czy to faktycznie godny upgrade?
  • Czy użytkowniczka 265S – taka jak ja – poczuje realną różnicę?

Bo 570 to nie rewolucja, ale jest tu kilka nowości: nowy czujnik tętna, jaśniejszy ekran, głośnik i mikrofon, dłuższy GPS, więcej metryk. I wyższa cena.

W tej recenzji nie będzie PR-owego bełkotu ani zestawień z dziesięcioma innymi modelami. Będą dwa zegarki, które miałam na ręce na treningach, ale także nosiłam je na co dzień. Sprawdzę, co Garmin poprawił, co odpuścił i dla kogo 570-tka naprawdę ma sens.

Co znajdziesz w pudełku – minimalizm by Garmin

Garmin od lat nie rozpieszcza z dodatkami włożonymi do pudełka ze smartwatchem i również w przypadku Forerunnera 570 nie ma zaskoczeń. W zestawie startowym znajdziesz:

  • zegarek (w wersji 42 mm (tzw. „damski” lub 47 mm),
  • przewód do ładowania i transferu danych (USB-C – Garmin standard),
  • dokumentację (czyli skróconą instrukcję i gwarancję).

I… to wszystko. Żadnych dodatkowych pasków czy folii ochronnych – ale dokładnie tego się spodziewałam. 265S przyszedł w identycznym zestawie: kabel, zegarek, trochę papieru.

Podsumowując: zawartość bez zmian – cały „postęp” idzie w sam zegarek.

Specyfikacja – cyferki, które czasem mają znaczenie

CechaForerunner 265SForerunner 570
Rozmiar/Waga42 mm / ok. 39 g42 mm ~41 g lub 47 mm ~44 g
Wyświetlacz1,1″ AMOLED (360 × 360 px)1,4″ AMOLED (390 × 390 px / 454 × 454 px zależnie od rozmiaru)
Żywotność bateriido 15 dni (smartwatch), ok. 24 h (GPS)do 11 dni (smartwatch), ok. 18 h (GPS)
GPS / GNSSMulti‑band + SatIQMulti‑band + SatIQ (lepsza precyzja)
Czujnik tętnaElevate v4Elevate v5, szybsze reakcje HR w treningach
Obsługa muzyki offline
Głośnik / mikrofon✅ rozmowy, powiadomienia i muzyka z zegarka
Latarka ekranowa (używa ekranu jako latarki LED)
Asystent głosowy✅ komendy głosowe, odczyt wiadomości
Raport poranny / wieczornytylko raport porannyraport poranny oraz wieczorny
Personalizacja treninguGarmin Coach, plany biegoweadaptacyjny coaching, Race Predictor
Wodoodporność5 ATM5 ATM
Pamięć8 GB8 GB

Jak to wygląda w praktyce?

Bateria – mniej, ale nadal solidnie

Pierwsze zaskoczenie? 570 działa krócej niż 265S. Zamiast 15 dni w trybie smartwatcha mamy deklarowane 11. To efekt większego ekranu, Always-On, głośnika i mikrofonu.

Z moich obserwacji:

  • ładowałam go raz na tydzień – maks. co 1,5 tygodnia, w zależności od aktywności.
  • jeśli jesteś przyzwyczajona/przyzwyczajony do ładowania co 10–14 dni – tu może być trochę częściej.

Dobra wiadomość? Tryb GPS nadal trzyma bardzo solidnie – ok. 18 godzin działania z lokalizacją, a jeszcze więcej przy oszczędniejszych ustawieniach.

Czujnik tętna – dokładność level up?

Garmin nie krzyczy o tym w marketingu, ale do 570 wrzucił nową generację czujnika: Elevate v5. Według opisu – szybsza reakcja na zmiany tętna w treningach.

Podczas aktywności porównywałam pomiary z czujnika optycznego w Forerunnerze 570 do danych z pasa HRM-Dual, który uchodzi za bardziej precyzyjne źródło. I… między nimi praktycznie nie było różnicy. To spora zmiana względem Forerunnera 265S z Elevate v4, gdzie różnice były zauważalne. Wygląda więc na to, że nowy sensor Elevate v5 rzeczywiście robi robotę i daje pomiar bliższy temu z pasa.

GPS

Oba modele wspierają multi-band GPS i technologię SatIQ, która automatycznie wybiera najlepszy tryb lokalizacji w zależności od terenu. W praktyce? GPS faktycznie działa dokładniej. Dokładność jest świetna w obu modelach, ale Forerunner 570 radzi sobie lepiej w trudnym terenie – np. między budynkami. Ślad trasy jest czystszy, bardziej przewidywalny, mniej „skacze”. Minimalna, ale zauważalna przewaga – o której więcej opowiem w sekcji porównania aktywności.

Podsumowując: czy specyfikacja robi różnicę?

Tak, jeśli zależy Ci na dokładniejszym pomiarze i monitorowaniu tętna z nadgarstka. Niekoniecznie, jeśli priorytetem jest długość działania na jednym ładowaniu albo nie chcesz większego zegarka na ręce.

Dla wielu osób 265S nadal będzie wystarczająco dobry – ale 570 faktycznie robi małe kroki do przodu.

Design i komfort noszenia – większy, cięższy… lepszy?

Na papierze Forerunner 570 w wersji 42 mm wygląda bardzo podobnie do 265S – różnice w rozmiarze są niewielkie. Ale na ręce? Tu już da się odczuć. Gdy pierwszy raz założyłam wariant Raspberry z paskiem Bone Mango, pomyślałam: „o rany, jaki różowy kloc”. Z czasem jednak zaczęłam się do niego przekonywać. Nawet mój chłopak po paru dniach stwierdził: „w sumie, wygląda fajnie – ta różowa tarcza już tak nie razi”.

Wersja 42 mm to lżejszy, bardziej kompaktowy zegarek – świetna opcja dla osób z drobniejszym nadgarstkiem. Dostępna jest w trzech wariantach kolorystycznych:

  • Raspberry / Bone Mango – intensywny, energetyczny róż (ten testowałam),
  • Cloud Blue / Whitestone – jasna, chłodna wersja w stylu pastelowym,
  • Slate Grey / Black – klasyczna i najbardziej uniwersalna opcja.

Mimo mniejszych gabarytów, wersja 42 mm nie traci nic ze specyfikacji – dostajesz pełen pakiet funkcji, tylko w bardziej zgrabnej obudowie.

Największa zmiana? Pasek. Jest szerszy i sztywniejszy niż w 265S, który był bardziej miękki, elastyczny i lekko „lepki”. Na początku wydawał się mniej komfortowy, ale w praktyce – nosi się go znacznie lepiej. Nie przykleja się do skóry, nie przesuwa się podczas biegu i nie wbija się w nadgarstek w nocy. Jest stabilniej, bardziej ergonomicznie, bez efektu „opaski fitness”.

Mimo większych rozmiarów i wagi, komfort noszenia to duży plus 570-tki. Nawet podczas spania – a to dla mnie ważne, bo zegarek mam praktycznie cały czas na nadgarstku. Zero otarć, nie zsuwa się, nie blokuje ruchów.

I choć ten półprzezroczysty pasek nie trafił do mojego serca od razu, gdyż chyba za bardzo kojarzył mi się z plastikowymi zegarkami z lat 90. ,to cały design z czasem zyskuje. Aluminiowa ramka wokół koperty naprawdę robi robotę. Nadaje zegarkowi bardziej „cywilny” charakter – nie wygląda już jak sportowy gadżet, tylko jak smart-zegarek, który można spokojnie nosić do jeansów, bluzy czy nawet letniej sukienki.

Ekran i obsługa – AMOLED, który naprawdę daje przewagę

To był szok, gdy po raz pierwszy założyłam 570 obok mojego 265S. Oba mają ekran AMOLED z funkcją Always-On, ale nowy model świeci zdecydowanie mocniej. Różnicę widać natychmiast, szczególnie na zewnątrz – wszystko jest czytelniejsze, bardziej wyraziste.

Do tego ekran w 570 jest po prostu większy – 1,4″ kontra 1,1″ – i to przekłada się na komfort codziennego korzystania. Dane treningowe, strefy tętna, tempo, wykresy – widać je szybciej, wyraźniej i bez mrużenia oczu. Jeśli biegasz w pełnym słońcu albo jeździsz rowerem, to naprawdę ma znaczenie.

A co z obsługą Forerunnera 570? Tu bez zaskoczeń – nadal mamy klasyczne pięć przycisków, które Garmin dopracował niemal do perfekcji. Dotykowy ekran działa płynnie i responsywnie, ale nie trzeba z niego korzystać. W ruchu i tak większość osób woli kliknąć niż przesuwać – ja też. Interfejs działa bez zarzutu: brak lagów, brak zacięć, wszystko chodzi tak, jak powinno.

Czy działa lepiej niż 265S? Nie zauważyłam dużej różnicy w samej szybkości. Ale płynność animacji i responsywność są odczuwalnie lepsze – ekran reaguje natychmiast, a wszystko wygląda nowocześniej.

Największa zmiana? Menu wyboru aktywności – nowe ikony, bardziej kolorowe kafelki, trochę inne ułożenie. Na początku może to lekko zaskakiwać, ale po kilku dniach wszystko staje się intuicyjne. Przesiadka z 265S nie wymaga nauki od zera – zaktualizowane menu po prostu wygląda trochę świeżej.

Funkcje sportowe i treningowe

Zastanawiałam się, czy nowy model zaskoczy czymś w kwestii funkcji treningowych. Forerunner 570 nie uraczył mnie efektem „wow!”, ale raczej tego się spodziewałam.

Na start dostajemy klasykę: VO2max, strefy tętna, przewidywany czas wyścigu, intensywność treningu, pułap tlenowy – czyli wszystko to, co znamy z 265S i innych zegarków z tego segmentu.

Prawdziwe nowości pojawiają się jednak w narzędziach do zarządzania formą. Forerunner 570 nie tylko rejestruje aktywności – on analizuje, jak trenujesz i jak twój organizm się adaptuje z uwzględnieniem czasu potrzebnym na regenerację:

Training Load Ratio (Wskaźnik obciążenia treningowego) – sprawdza, czy intensywność treningów jest dobrze zbalansowana względem regeneracji
Race Predictor (Prognoza wyników wyścigu) – trafniejszy niż w 265S, lepiej dopasowuje się do Twoich realnych wyników
Adaptacyjne aktywności – sugerowane treningi lepiej dopasowują się do Twojej formy i celu (np. półmaraton)
Heat Acclimation (Adaptacja do ciepła) – pokazuje, jak Twoje ciało reaguje na wysokie temperatury i kiedy zaczyna się adaptować. Latem naprawdę się przydaje – subtelna zmiana, ale trafiona, zwłaszcza jeśli trenujesz regularnie.

Do tego dochodzi większa liczba trybów sportowych: rower szosowy, rucking, obstacle racing, skitury… Może nie każdy z nich wykorzystasz, ale daje to większe możliwości i elastyczność.
Brakowało mi w 265S trybu roweru szosowego – to może detal, ale przyjemnie widzieć trening nazwany tak, jak trzeba.

Nowością jest też Garmin Triathlon Coach – funkcja, której mi osobiście wcześniej również brakowało. To spersonalizowany plan treningowy dla osób przygotowujących się do triathlonu. Świetna opcja dla początkujących, którzy zastanawiają się, od czego zacząć i jak poukładać wszystkie treningi.

Funkcje smart i użytkowanie na co dzień – czyli zegarek nie tylko na trening

Jeśli chodzi o smart-funkcje Forerunnera 570, to różnice względem 265S są niewielkie, ale zauważalne. Podstawy – powiadomienia z telefonu, muzyka offline, Garmin Pay – działają równie sprawnie, jak w poprzedniku. Synchronizacja z aplikacją Garmin Connect? Bez zarzutu. Pomiar stresu, snu, Body Battery, kalorii – wszystko po staremu, czyli dobrze.

Wbudowany mikrofon i głośnik to nowość w 570. Możesz prowadzić rozmowy z nadgarstka – jakość dźwięku jest w porządku, choć dla mnie to raczej ciekawostka niż codzienna funkcja.
Zaskoczył mnie za to sam głośnik. Myślałam, że to będzie bajer „na siłę”, ale muzyka brzmi naprawdę nieźle – spokojnie możesz puścić sobie muzykę z zegarka leżąc w hamaku na działce. Telefon? Wystarczy mieć zasięg Bluetooth. Czy to aż tak istotne? Może nie. A czy działa? Jeszcze jak. Komfort użytkowania? Bez zastrzeżeń. Noszę zegarek non stop – śpię z nim, pracuję, trenuję, żyję. I 570 nie przeszkadzał mi ani razu, co już zresztą podkreślałam wcześniej. Mimo że jest większy i cięższy od 265S, nie miałam ochoty go zdjąć – nawet w nocy.

Test praktyczny: treningi  w terenie

Nowe funkcje, jaśniejszy ekran, dokładniejszy GPS – wszystko brzmi świetnie w materiałach producenta. Ale co z realnym użytkowaniem? Nieco już zdradziłam, ale jeszcze kilka spostrzeżeń mam w zanadrzu. Sprawdziłam to w trzech aktywnościach: górskim spacerze, biegu i jeździe na rowerze.

Wędrówka w górach – stabilnie, bez wpadek

Sytuacja: Spacer z lekkimi przewyższeniami, trochę drzew, kilka punktów orientacyjnych.
Obserwacje: Zarówno 265S, jak i 570 poprowadziły mnie bezbłędnie. Informowanie o zmianie trasy działało poprawnie, a dokładność śladu – praktycznie identyczna. Celowo zeszłam z kursu, żeby sprawdzić reakcję – oba zegarki wykryły to równie sprawnie.
Wnioski: Tutaj różnic praktycznie nie ma. Oba radzą sobie bardzo dobrze w klasycznych warunkach trekkingowych.

Podbiegi – GPS Forerunnera 570 robi krok naprzód

Sytuacja: Trening w centrum Wrocławia, wiadukt, brak drzew.
Obserwacje: Po wrzuceniu danych z obu zegarków do Garmin Connect od razu widać – GPS w 570 był dokładniejszy. Ślad był czysty i bardziej logiczny, a 265S… twierdził, że biegłam po ulicy. Czy uciekałam przed tirem? Raczej nie. Co ciekawe – podczas biegu w parku, między drzewami – oba modele poradziły sobie równie dobrze. Trochę dziwne. oba zegarki wykryły to równie sprawnie.
Wnioski: Dla GPS-owych freaków – punkt dla 570. W miejskim terenie jest dokładniej i mniej nerwowo.

Rower – bardzo podobnie

Sytuacja: Asfaltowa trasa rowerowa.
Obserwacje: Dane z obu zegarków były niemal identyczne. Różnice kosmetyczne – czas startu, moment zatrzymania. Oba trzymały trasę, reagowały szybko.
Wnioski: Tu nie widzę przewagi Forerunnera 570. Różnice są tak małe, że można je zignorować.

Irytacja testu: zapis aktywności w 570

Mój poziom stresu po treningu zamiast maleć… wzrastał. Po zakończeniu jakiejkolwiek aktywności 265S po kilku sekundach dawał gotowe podsumowanie. 570? Potrafił „myśleć” nawet 30–40 sekund, zanim w ogóle zaczął coś zapisywać. Zdarzało się, że całość trwała minutę – i to było mega frustrujące. Nie wiem, czy to kwestia firmware’u, ale tempo zapisu to dla mnie obecnie największy minus 570-tki. Być może kolejne aktualizacje coś tu poprawią.

Werdykt i puenta – czy przesiadłabym się na 570?

Po ponad roku z 265S wiem jedno – ten zegarek nadal w zupełności mi wystarcza. Znam go, lubię, a Forerunner 570 nie daje mi powodu do przesiadki. GPS działa dobrze, ekran jest jasny i wyraźny, a funkcje treningowe w zupełności ogarniają mój poziom sportowego amatora. Jasne, 570 ma parę bajerów, ale nic, co faktycznie zmieniłoby moje codzienne użytkowanie.

Czy zegarek mnie zawiódł? Nie. Nie miałam wobec niego kosmicznych oczekiwań – i w praktyce działa jak należy. Komfort noszenia? Zadowalający. Jakość wykonania? Solidna, jak to Garmin. Kolory i design? Różowy zegarek z metalową ramką, który najpierw wyglądał śmiesznie, a potem… po prostu mi się spodobał.

Jedyne, co mnie osobiście szczerze zasmuciło, ale pewnie wielu ucieszy, to że Garmin dołożył do 570 Triathlon Coach – treningi, których nie ma 265S. Może kiedyś to się pojawi w aktualizacji, ale póki co – 570 zyskuje tu punkt bonusowy.

Ostatecznie?

🟢 Kupujesz zegarek od zera? – Bierz 570. Uważam, że warto dołożyć te kilka stówek, żeby mieć najnowszy zegarek z precyzyjnym GPS-em i pomiarem „funkcji życiowych”
🟡 Masz 265S i jest Ci dobrze? – Zostań, bez żalu.
🔴 Liczyłaś na rewolucję? – To jeszcze nie ten model.

2 odpowiedzi

  1. Awatar Robert
    Robert

    a ja mam jeszcze starszy model, czyli 255 i też mi odpowiada. Zmienię go dopiero jak zacznie się padaka – czyli nie trzymająca bateria. Może będzie jeszcze 570 na wyprzedaży, a może już nowszy model. Czas pokaże..

    1. Awatar Monika Kuklińska

      A pewnie! W moim teamie wiele osób biega ze starszymi modelami i mają takie same podejście, więc totalnie rozumiem i w sumie ja swojego 265s też zmienie dopiero jak się „skończy”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *