Ten artykuł zawiera linki afiliacyjne. Klikając w nie i dokonując zakupu, wspierasz nasz portal – otrzymujemy niewielką prowizję, bez dodatkowych kosztów dla Ciebie.
Wiecie jak wygląda moje pozarecenzenckie doświadczenie ze smartwatchami? 5 lat temu dostałem w prezencie Fitbit Versa 3. Fajny to był prezent, liczył kroki i różne aktywności, pomógł mi w momencie kiedy wziąłem się za bieganie. Z czasem jednak Versa przestał wystarczać i liczba dostępnych statystyk z treningów stała się niewystarczająca. I tu w Wigilię A.D. 2023 pojawił się na mojej rączce Garmin Forerunner 265 – zegarek, na który się czaiłem, ale jednak w tamtym momencie fundusze nie pozwalały. Dziękuję więc całej rodzince, która na niego się zrzuciła.
No i tak biegam sobie z tym Forerunnerem z przeświadczeniem, że nic więcej mi do szczęścia nie potrzeba. Że mam tu wszystko. Zegarek jest lekki, długo trzyma baterię, ma świetny, czytelny wyświetlacz AMOLED, precyzyjne czujniki i pomaga mi w treningach nie tylko wyświetlając statystyki, które później mogę przeanalizować i zinterpretować, ale też sugerując plany treningowe.
Aż tu nagle, psia kostka, wjechał mi na prawą rękę (na lewej nosiłem swój zegarek) Garmin Fenix 8 i popsuł mi kochanego Forerunnera 265. Bo Fenix 8 jest ze wszech miar bardziej: większy, solidniejszy, cięższy, lepiej wyposażony, oferujący masę nowych statystyk i oczywiście… sporo droższy. W zasadzie żadne to zaskoczenie, azaliż jest to jeden z czołowych zegarków multisportowych od Garmina. To flagowiec przez duże F. Ja zaś nigdy wcześniej nie miałem okazji korzystać z bardziej wypasionego zegarka niż mój. No i stało się. Fenix, ty draniu…
Nowa wersja wszechstronnego smartwatcha multisportowego od Garmina chce być wszystkim – zegarkiem sportowym, komputerem nurkowym, monitorem zdrowia, narzędziem do tworzenia notatek głosowych, latarką, asystentem umożliwiającym odbieranie i nawiązywanie połączeń telefonicznych, odtwarzanie muzyki, nawigowanie z mapą i kompasem… sporo tego, moi drodzy. W tej recenzji pewnie też nie o wszystkim wspomnę, gdyż miałaby ona wtedy objętość co najmniej pracy licencjackiej. Postaram się więc skupić się na rzeczach dla mnie najważniejszych oraz mi najbliższych, czyli przydatnych na co dzień i podczas treningów biegowych. Albo przynajmniej spróbuję…
Specyfikacja
| Cecha | Garmin Fenix 8 AMOLED |
|---|---|
| Rozmiar/Waga | 47 mm 73 g (wersja tytanowa z paskiem sylikonowym) 80 g (wersja stalowa z paskiem sylikonowym) |
| Opcje: | 43 mm oraz 51 mm |
| Wyświetlacz | 1,4″ AMOLED (454 × 454 px), szkło szafirowe na froncie |
| Żywotność baterii | do 16 dni w trybie smartwatcha do 35 godz. z GPS z SatIQ do 10 godz. z GPS i włączoną muzyką |
| GPS / GNSS | Multi‑band + SatIQ (lepsza precyzja) |
| Łączność: | Bluetooth, ANT, Wi-Fi |
| Czujnik tętna | Elevate v5 |
| Obsługa muzyki offline | ✅ |
| Głośnik / mikrofon | ✅ rozmowy, powiadomienia, notatki głosowe i muzyka z zegarka |
| Latarka LED | ✅ |
| Asystent głosowy | ✅ komendy głosowe (po angielsku) |
| Raport poranny / wieczorny | raport poranny oraz wieczorny |
| Personalizacja treningu | trening adaptacyjny, Garmin Coach |
| Wodoodporność | 10 ATM |
| Pamięć | 32 GB |
Wygląd i wykonanie – czuć pieniądz!
Już biorąc Feniksa 8 w ręce i zakładając go na nadgarstek czuć, że jest to kawał smartwatcha. Gdzie mu tam do mojego Forerunnera 265 z tworzywa wzmocnionego włóknem szklanym, ważącego niecałe 48 gramów. Fenix 8 w wersji otrzymanej przeze mnie na testy ważył dokładnie 73,7 g wraz paskiem (wersja ze stali nierdzewnej to już 80 g), a więc różnica w odczuwaniu zegarka na nadgarstku była nader, nomen omen, odczuwalna. O ergonomii jednak będzie nieco później, nie wszystko na raz!




Korpus zegarka robi wrażenie. 47-milimetrowa koperta jest ciężka, ramka ekranu gruba, a pięć dostępnych przycisków wyraźnie klika pod palcami. Tytanowo-stalowa obudowa, nie tylko pod kątem użytych stopów, ale też zastosowanej kolorystyki, została zmyślnie przełamana pomarańczową osłonką dla mikrofonu. Wizualnie podobają mi się też detale w postaci śrubek z główką Torx, ale z drugiej strony to wymarzone miejsce dla kurzu i paprochów, szczególnie jeżeli ktoś bawi się w „brudniejsze” dyscypliny sportu niż bieganie, rower czy golf. Zegarek został też odpowiednio uszczelniony i zabezpieczony przed wysokim ciśnieniem wody w czasie nurkowania. Fenix 8 spełnia normę wodoszczelności 10 ATM, co oznacza, że można w nim nurkować do głębokości 100 metrów. Z tym jednak bym się hamował, zwłaszcza, że czujnik głębokości obsługuje maksymalnie 40 m zanurzenia.



Garmin wjechał na bogato, bo na ramce znajdziemy tytan, a na cyferblacie szafirowe szkiełko – jeden z najtwardszych minerałów używanych m.in. w małym, ale drogim sprzęcie elektronicznym, takim jak smartwatche właśnie. Zresztą, w klasycznych zegarkach z najwyższych półek od lat stosuje się to rozwiązanie aby chronić tarcze i mechanizmy nierzadko warte tysiące dolarów. Dość powiedzieć, że w skali Mohsa, używanej do oznaczania twardości minerałów, szkło szafirowe mieści się w wartościach 9-10, gdzie 10 to twardość diamentu. No i tu ciekawostka, gdyż na metalowej obudowie widać było tu i ówdzie, że zegarek z recenzentami, którzy mieli go przede mną, nie miał łatwo. W związku z tym w niektórych miejscach pojawiały się jakieś delikatne obcierki i rysy, które z pewnością wyłapiecie na zdjęciach. Wyświetlacz jednak wciąż wyglądał, jakby go przysłowiowy Niemiec tylko na niedzielną sumę zakładał.




Ku mojemu zdziwieniu w idealnym stanie był także sylikonowy pasek. To zaskoczenie nie wzięło się znikąd, albowiem w moim zegarku zaczął się on dość szybko wycierać. Podobną rzecz zaobserwował Michał przy okazji recenzji Garmina Vivoactive 6. Tutaj pomarańczowy pasek z czarnymi akcentami wciąż wyglądał jak nowy, podobnie zresztą jak jego szlufki. Nic nie jest wytarte ani rozciągnięte, a sama bransoletka jest odpowiednio wygodna.
Ergonomia
Jak już wspominałem, Fenix 8 jest wyraźnie większy i cięższy niż zegarek używany przeze mnie na co dzień. A co ciekawe, to i tak jego pośredni rozmiar, bo Fenix 8 dostępny jest również w rozmiarze 43 mm oraz 51 mm, przy czym ostatni wariant w wersji stalowej to już ponad 100 gramów na ręce. Nie zmienia to faktu, że 47-milimetrowa koperta od razu wydawała mi się zbyt duża i zbyt ciężka dla mojego nadgarstka. Ale jak się okazało – trwało to może ze dwa dni, później już kompletnie nie zwracałem uwagi ani na rozmiar zegarka, ani na jego wagę.


Za to pasek – grubszy niż w Forerunnerze 265, w systemie Quickfit 22 mm – wydaje się bardziej miękki, jeszcze bardziej elastyczny i zaryzykuję stwierdzenie, że to on właśnie sprawia, że ręka tak szybko przyzwyczaiła się do masywniejszego zegarka. Jeżeli zaś ktoś preferuje skórę, nylon albo nawet tytan to i takie paski i bransolety może sobie dokupić. Wiadomo – sylikonowy pasek do marynarki nie będzie pasował tak, jak metalowa bransoleta. No ale pewnie dołoży i nieco wagi. A do tego – nie są to tanie rzeczy…

Mówiąc o ergonomii nie sposób pominąć także kwestii samej obsługi zegarka. Fenix 8 posiada pięć fizycznych przycisków, wyraźnie wychodzących poza linię obudowy, a przy tym dość sporych. Ich klik w pewnym sensie przypomina wciśnięcie przycisków w klasycznych, nakręcanych zegarkach, ale nie jest to rozwiązanie czystko mechaniczne, a indukcyjne – a więc zdecydowanie mniej podatne na zanieczyszczenia, wilgoć i, po prostu, popsucie się. Klik jest stopniowy, dobrze wyczuwalny, z wyraźnym, ale niezbyt dużym oporem. Do dość spora różnica względem działających zero-jedynkowo przycisków w niżej pozycjonowanych zegarkach Garmina.
Trzeba jednak pamiętać, że z początku obsługa zegarka może nie być taka prosta. Szczególnie dla osób, które ze sprzętem Garmina nie miały wcześniej do czynienia. Niektóre funkcje dostępne są po kliknięciu, niektóre po przytrzymaniu określonego przycisku, do tego można też tworzyć sobie skróty np. wciskając dwa przyciski na raz można uruchomić od razu przypisaną do skrótu aktywność. Wszystkiego jednak można się nauczyć. Z kolei mnogość dostępnych z poziomu zegarka opcji daje możliwość szerokiej personalizacji i interesujące nas funkcje można dać wyżej, a te mające dla nas wartość dziurawych skarpet po półmaratonie można równie dobrze usunąć z ekranu głównego.
Wyświetlacz – wreszcie Fenix ma AMOLED-a!
Oczywiście przyciski to nie jedyny sposób obsługi zegarka, gdyż Garmin Fenix 8 wyposażony jest w dotykowy wyświetlacz AMOLED o rozdzielczości 454 x 454 pikseli i średnicy 1,4 cala (35,6 mm). WRESZCIE!, można by krzyknąć, gdyż dotychczas w Feniksach dostępne były wyłącznie wyświetlacze MIP. W dodatku jest to bardzo jasny AMOLED i w żadnych warunkach oświetleniowych, nawet w pełnym słońcu, nie miałem problemów z czytelnością. Dotyk również działał bez żadnych przeszkód, a sporadycznie zdarzające się przycięcia wynikały raczej z mnogości dostępnych funkcji i statystyk, przez co jednostka napędzająca zegarek momentami nie wyrabiała się z płynnym przeskakiwaniem pomiędzy opcjami.



To dobre miejsce, żebym mógł zwrócić uwagę na jeszcze jedną istotną rzecz – ekranik zegarka jest przecież mały, więc i czcionki do największych nie należą. Na szczęście Garmin o tym pomyślał i zaszył w zegarku przydatną opcję zmiany wielkości czcionek na mniejsze bądź większe. Modyfikować można także dostępne w zegarku tarcze zegarka, zmieniając nie tylko kolorystykę akcentów oraz samej tarczy, ale też wybór wyświetlanych na niej komunikatów i statystyk. Jeżeli dla kogoś dostępne fabrycznie tarcze to za mało, to zawsze może skorzystać z tych dostępnych w aplikacji Connect IQ – większość z nich również można edytować.
W zasadzie tutaj mógłbym skończyć, ale wiedzieć trzeba, że Garmin Fenix 8 dostępny jest także z dotykowymi wyświetlaczami MIP, więc jeżeli ktoś się przywiązał do tej technologii, to nie będzie musiał się z nią żegnać decydując się na przesiadkę ze starszego Feniksa na „ósemkę”. Z tego typu wyświetlaczem będą miały do czynienia osoby wybierające wariant Fenix 8 Solar. MIP nie jest oczywiście aż tak piękny pod kątem wizualnym, jak AMOLED – nie zapewnia aż tak pięknych i nasyconych kolorów, a elementy interfejsu są bardziej rozpikselizowane. No ale także oferuje szkło szafirowe, a przy tym spełnia swoją podstawową funkcję wizualno-obsługową.
Bateria – zegarek na dłuuuuuuugie wybiegania i podróże
Niestety Garmin nie nawykł zdradzać szczegółów dotyczących baterii w swoich zegarkach i Fenix 8 nie jest tu wyjątkiem. Wiadomo, że jest to akumulator litowo-jonowy, a w swojej specyfikacji Garmin informuje tylko o czasie pracy zegarka w określonych cyklach. Ja postanowiłem skupić się na jak najbardziej naturalnym korzystaniu z zegarka – identycznie, jak korzystam ze swojego. Żeby mieć punkt odniesienia powinniście wiedzieć, że wg producenta w trybie zegarka Fenix 8 jest w stanie pracować do 16 dni, a korzystając z nieprzerwanej nawigacji SatIQ zegarek jest w stanie wytrzymać nawet 35 godzin. To sporo.
W trakcie moich testów: zrobiłem 3 treningi biegowe (łącznie 4 godziny aktywności) z włączonym automatycznym wyborem satelity, dwa spacery (łącznie niespełna 2 godziny), także z SatIQ, dwa treningi jogi (chociaż „joga” to zdecydowanie zbyt duże słowo na moje niezdarne wygibasy) trwające łącznie ok. 1,5 godziny. Poza tym, zafundowałem smartwatchowi trochę zabawy mapami i przeglądania funkcji i statystyk, a tryb Always-on display był wyłączony. Sumarycznie zegarek wytrzymał ponad 9 dni na jednym ładowaniu, przy czym w momencie podłączania ładowarki miał jeszcze 7% energii, co oznacza, że włączenie trybu oszczędzania baterii wystarczyłoby na kolejne kilka godzin. O takim czasie pracy na baterii może pomarzyć chociażby Apple Watch czy Samsung Galaxy Watch 8. Ja z kolei swojego Forerunnera 265 muszę podłączać do ładowarki około raz na tydzień.
Funkcjonalność
Pora na najtrudniejszy fragment tej recenzji – jak w miarę zgrabnie i przejrzyście opisać najważniejsze funkcje i możliwości, jakie oferuje flagowy zegarek Garmina? Chyba najprościej będzie oddzielić te typowo sportowe oraz zdrowotne od dodatkowych. To powinno nieco uporządkować tę recenzję.
Funkcje sportowe i zdrowotne
Wcześniej już wspominałem, że Fenix 8 to flagowy zegarek multisportowy od Amerykanów i przedrostek „multi” nie jest tu tylko dla ozdoby albo w celach marketingowych. Liczba dostępnych trybów przyprawia o ból głowy i nie tyle, że ociera się o absurd, co wręcz wbiega w niego w pełnym sprincie. Wszystkie dyscypliny i subdyscypliny zostały podzielone na kategorie, co niewątpliwie ułatwia odnalezienie się w tym urodzaju opcji. Oczywiście korzystając z zegarka nie trzeba każdorazowo przeklikiwać się przez rozbudowane menu – te najczęściej wykonywane aktywności i/lub trenowane dyscypliny można „przypiąć” do Ulubionych, co nada im priorytetową pozycję na ekranie wyboru dostępnych aktywności.
Pełną listę dostępnych profili dla aktywności i dyscyplin sportowych znajdziecie poniżej.

No i teraz tak naprawdę zaczyna się zabawa, bo dla zdecydowanej większości aktywności zegarek w trakcie ich trwania oraz w podsumowaniu wyświetla nieco inne statystyki. Część z nich, jak chociażby tętno, będzie obecna praktycznie wszędzie, ale bardziej specyficzne dyscypliny mogą mieć „swoje” statystyki. Przy nurkowaniu istotna jest np. głębokość i ciśnienie, ale już długość kroku już niekoniecznie, czyż nie? Na rowerze zaś przyda się moc, kadencja czy FTP. Później zaś – w statystykach dotyczących treningów – są one wliczane do ogólnej oceny sprawnościowej użytkownika oraz jego stopnia wytrenowania i gotowości treningowej.







To właśnie tutaj dzieją się najważniejsze „czary-mary” – moment, w którym garminowe algorytmy zaczynają układać puzzle z naszych treningów i kondycji. Analizują nie tylko ostatnie aktywności i czas potrzebny na regenerację, ale też dane o zdrowiu: zmienność tętna, jakość snu czy poziom Body Battery. Wszystko to trafia do wspólnego kotła, z którego wyłania się obraz naszej realnej formy.
Mało tego, Fenix 8 posiada także wskaźniki, których po jego oddaniu brakowało mi w prywatnym Forerunnerze – ocenę formy na podbiegach podzielonej na siłę oraz wytrzymałość. Z racji tego, że biegam, a podbiegi są jednym z moich stałych elementów treningu, to dość szybko polubiłem się z tą statystyką. I to pomimo faktu, że owa opcja brutalnie uświadomiła mi, że czeka mnie jeszcze wiele pracy w tej kwestii. Do Feniksa 8 trafiła też funkcja o nazwie Ocena wytrzymałości, przygotowana z myślą o biegaczach długodystansowych. Tu już na szczęście wypadałem lepiej…


Funkcje zdrowotne
Fenix 8 oferuje również spory wybór funkcji zdrowotnych – oczywiście wiele z nich opartych jest na pomiarach tętna: spoczynkowego, w trakcie wysiłku, maksymalnego oraz jego zmienności. W Feniksie 8 odpowiada za to optyczny czujnik tętna Garmin Elevate v5, uznawany pod kątem dokładności za jeden z najbardziej precyzyjnych modułów na rynku. Ba! Dokładność Elevate v5 porównywana jest nawet z dokładnością pasów do mierzenia tętna. I są podstawy, żeby w to wierzyć. Wystarczy spojrzeć na poniższe grafiki przedstawiające zapis tętna z trzech różnych treningów: w pierwszej pomiar tętna wykonywany był za pomocą Forerunnera 265, drugi to już Fenix 8, a trzeci – pas Garmin HRM 200. Na powiększeniu wyraźnie widać, wyższą precyzję dwóch ostatnich nad Forerunnerem (korzystającym jeszcze z sensora Elevate v4), ale już pomiędzy Feniksem a pasem HRM 200 różnice są mało istotne i praktycznie niezauważalne.



Oczywiście, Fenix 8 uwzględnia także funkcje obecne w tańszych zegarkach od Garmina, a więc wspomniane już mierzenie Body Battery i stresu oraz monitorowanie snu – w tym tworzenie statystyk z podziałem na sen płytki, głęboki, fazę REM i przebudzenie. I akurat pod tym względem nie odczułem większej różnicy pomiędzy dokładnością pomiaru przez mój zegarek a Feniksem 8. Co jeszcze oferuje Fenix 8? Choćby możliwość prowadzenia monitoringu nawodnienia, szacunek wieku sprawnościowego, asystenta jet lagu, monitorowanie temperatury ciała, a także dostosowany do potrzeb pań zestaw funkcji zebranych pod wspólną nazwą Stan zdrowia kobiet, pomagający monitorować cykl menstruacyjny, a nawet ciążę.
Nawigacja i mapy
Skoro Garmin, to i nawigacja. Także tu Fenix 8 kolejny raz udowodnił swoją wyższość nad moim Forerunnerem 265. Już teraz mogę zdradzić, że oba zegarki są bardzo precyzyjne przy zdaniach pokroju wytyczania szlaków, nawigowania i rejestracji ruchu. I to do tego stopnia, że na przybliżeniu widać wyraźnie w którym momencie przebiegałem z jednej strony wąskiej uliczki na drugą. Fenix 8 korzysta oczywiście z technologii SatIQ, umożliwiającej automatyczny wybór pomiędzy GNSS (sprawdzającym się chociażby w gęstym lesie lub pomiędzy wysokimi budynkami) a GPS (bardziej energooszczędnej i sprawniej radzącej sobie na otwartej przestrzeni nawigacji satelitarnej).
Zarówno Forerunner 265, jak i Fenix 8 dobrze radzą sobie z nawigacją w różnych warunkach, jednak wyżej pozycjonowany smartwatch od Garmina wypada wyraźnie lepiej pod względem szybkości nawiązywania łączności z satelitami. Fenix 8 robi to błyskawicznie i to nawet pod dachem – co najwyżej z lekkim opóźnieniem w porównaniu aktywności „pod chmurką”. W domowym zaciszu Forerunner 265 potrafi szukać sygnału nawet dwie minuty lub dłużej, jeśli otoczenie było mniej sprzyjające. Różnica jest więc zauważalna.

Fenix 8 pozwala także na korzystanie z wbudowanych map z bezpośrednio na swoim wyświetlaczu. Czy jest to funkcja szczególnie niezbędna? Przez zdecydowaną większość czasu – nie. W końcu mamy smartfony z OSM albo mapami od Google (na nich zresztą bazuje Garmin). Ale chociażby dla biegaczy terenowych, ultramaratonistów albo kolarzy (chociaż ci raczej preferują mapy z komputerka albo smartfona niż zegarka) ta opcja może okazać się przydatnym kołem ratunkowym w niektórych sytuacjach. Tyle tylko, że: mapy są wyraźne, ale siłą rzeczy małe, a dodatkowo trzeba je obsługiwać za pomocą przycisków, co jest diabelnie niewygodne, szczególnie będąc w ruchu. No ale koniec końców – działa.

Dla formalności dodam jeszcze, że Garmin Fenix 8 oprócz systemu GPS, może komunikować się także z GLONASS, GALILEO, QZSS czy BEIDOU.
Pozostałe warte wspomnienia funkcje
Mikrofon i głośnik
Jeżeli myślicie, że na tym możliwości Feniksa 8 i jego bajery się kończą, to nic z tych rzeczy. Jak już napisałem wcześniej – to zegarek chcący być tak uniwersalnym, jak tylko się da. Wciąż nie ma tu jednak możliwości zainstalowania karty SIM lub e-SIM. Jest natomiast opcja rozmowy z poziomu zegarka, pod warunkiem, że jest on w danym momencie sparowany ze smartfonem za pomocą Bluetooth.
Głośniczek i mikrofon mogą zostać jednak wykorzystane w jeszcze inny sposób: ten pierwszy umożliwia nie tylko komunikację głosową, ale też słuchanie muzyki, np. za pomocą aplikacji Spotify albo YouTube Music. Tyle tylko, że jakość dźwięku… no niespecjalnie zachęca do tego, aby z takiej możliwości namiętnie korzystać. Prowadzone rozmowy, co prawda, brzmią w porządku, ale tylko w porządku. Mało tego, głośniczek nie jest przesadnie donośny, więc komunikacja z kimś w takiej formie w głośniejszym otoczeniu będzie równie sensowna, jak start w biegu na „dychę” w japonkach.

Mikrofon w zasadzie oferuje podobną jakość. Co prawda umożliwia wydawanie komend głosowych zegarkowi, ale tylko po angielsku – w dodatku zegarek nie zawsze „łapał” o co mi chodziło. I także w tym przypadku głośniejsze otoczenie odczuwalnie utrudnia dogadanie się z Feniksem. Zresztą z osobą po drugiej stronie mikrofonu podczas połączeń telefonicznych także.
Gdyby Power Rangers mieli taki problem z komunikacją z Zordonem, to Rita dość szybko by sobie z nimi poradziła…
Połączenia i powiadomienia
A skoro już poruszyłem temat połączeń telefonicznych, to warto dodać, że zegarek umożliwia także odrzucanie połączeń z wiadomością tekstową (ale tylko dla urządzeń z systemem Android). Dość praktyczna rzecz, jeżeli smartfon jest np. schowany w szafce w szatni albo plecaku i nie mamy zamiary go wyciągać co kilka chwil, aby zaspokoić nasze FOMO.
Zegarek pozwala też na odbieranie powiadomień ze smartfona, włącznie z możliwością wyświetlania grafik – niestety, także z tej opcji nie skorzystają „ajfoniarze”. Fenix 8 wyposażono także w funkcję „Znajdź mój telefon” – i analogicznie posiłkując się smartfonem można zlokalizować zegarek.
Latarka
Latarka natomiast zrobiła na mnie zdecydowanie lepsze wrażenie niż zegarkowe audio. Wiadomo, że nie będzie w stanie oświetlać nam dokładnie drogi w czasie nocnych aktywności, ale jako wsparcie w różnych sytuacjach, np. w jaskini Szeloby (a może Sam korzystał z czegoś innego? Już nie pamiętam…), ma prawo się przydać – jak to światło. Umieszczona u góry obudowy dioda LED oferuje trzy stopnie jasności, nadawanie sygnału SOS alfabetem Morse’a oraz światło czerwone. Nie da się ukryć, że taka latarka ma większe możliwości niż „latarka ekranowa” obecna chociażby w Forerunnerze 265, 265S czy nawet 570.

Garmin Connect
Choć wszystkie te statystyki można sprawdzić bezpośrednio na zegarku, nie jest to najwygodniejsze rozwiązanie – zwłaszcza gdy zależy nam na dokładniejszej analizie treningów i postępów. Dużo lepiej sprawdza się aplikacja Garmin Connect, która oferuje znacznie więcej: pozwala śledzić dane dotyczące zdrowia i aktywności, dodawać wykorzystywany sprzęt treningowy, a także łączyć się ze znajomymi korzystającymi z ekosystemu Garmina.
Poprzez aplikację możliwe jest także skonfigurowanie treningów Garmin Coach oraz, rzecz jasna, śledzenie ich postępów, a także dodawanie do swojego kalendarza swoich kolejnych startów. Jakby tego było mało, zaplanowanym wyścigom (mówię o wyścigach, gdyż ta aktywność jest dla mnie najważniejsza) nadawać rangę i „główne” wydarzenie będzie wyznacznikiem dla proponowanych przez zegarek treningów.
Aplikacja dostępna jest na smartfony i urządzenia przenośne z systemami Android oraz iOS, ale też można z niej korzystać z poziomu przeglądarki internetowej – jak kto woli. Ta druga opcja jest szczególnie wygodna, jeżeli komuś nie chce się wiecznie przewijać ekranu albo przeskakiwać pomiędzy poszczególnymi okienkami.

Zasadniczo, dla każdego posiadacza smartfona od Garmina aplikacja Garmin Connect to bezdyskusyjny „must have”. Mimo że oferowanych statystyk i okien jest tu mnóstwo, co z początku może być nieco dezorientujące, to nie trzeba wiele czasu by zacząć intuicyjnie korzystać z możliwości appki. Dla niektórych – bardziej nawet niż w przypadku obsługi samego zegarka. No właśnie, bo aplikacja oczywiście pozwala na synchronizację z nią danych z zegarka, a dodatkowo umożliwia zarządzanie zegarkiem, włącznie ze zmianą jego ustawień systemowych i aktualizacją. A kiedy do tego wszystkiego dorzuci się opcje społecznościowe, możliwość dodawania „znajomych” noszących Garmina na ręce, komentowania i „lajkowania” aktywności, a także możliwość brania udziału w wyzwaniach i rzucania wyzwań znajomym, to Garmin Connect przedstawia się jako cyfrowe centrum dowodzenia.
Podsumowanie
Ufff, chyba już pora jakoś to wszystko spiąć w jedną całość, co z jednej strony jest całkiem proste biorąc pod uwagę wszystko, co tu napisałem – zegarek godnie reprezentuje markę Garmin i pokazuje wszystko, co firma ma najlepszego do zaoferowania w kategorii smartwatchy. Ale z drugiej… zastanawiam się, czy Garmin mimo wszystko nie przegiął w kwestii ceny swojego flagowego zegarka.
Fenix 8 to opus magnum Garmina i nie mam co do tego większych wątpliwości. To zegarek absolutny, a kiedy dodatkowo ktoś sięgnie po wariant tytanowo – szafirowy i dokupi do niego dodatkowy pasek, to okazuje się sprzętem świetnie wykonanym (i to z najwyższej klasy materiałów) oraz absurdalnie dobrze wyposażonym pod kątem dostępnych funkcji i możliwości śledzenia swojej sportowej kariery. Mimo że na początku liczba dostępnych wskaźników potrafi przerażać (i mówię to z perspektywy doświadczonego użytkownika ekosystemu Garmina!), to jednak po pewnym czasie wszystko staje się jasne i intuicyjne, a liczne opcje personalizacji dodatkowo usprawniają ten proces.
Fenix 8 to najwyższej klasy urządzenie nawigacyjne, jakie można założyć na rękę. Zaryzykuję też stwierdzenie, że mając zegarek z czujnikiem optycznym Elevate v5, pas do mierzenia tętna staje się zbędny (przynajmniej na poziomie amatorskim i pół-profesjonalnym).

Chyba największym rozczarowaniem okazały się głośnik i mikrofon. Sam pomysł dobry, wykonanie takie sobie. Owszem, spełniają one swoją podstawową funkcję, ale mimo to mam wątpliwość, że godne są one urządzenia kosztującego… I teraz lepiej usiądźcie, jeżeli czytacie tę recenzję na stojąco – 4729 zł. To bardzo wysoka kwota, nawet biorąc pod uwagę rangę i możliwości zegarka. Mało tego, mimo swojej niekwestionowanej uniwersalności, Fenix 8 wciąż cierpi na brak możliwości wykorzystania karty SIM lub e-SIM.
Nie będę ściemniał – zdecydowanej większości sportowców – amatorów zdecydowanie wystarczy to, co mają do zaoferowania zegarki z niższych segmentów. Jeżeli jednak ktoś pragnie nosić na nadgarstku produkt oferujący mnóstwo statystyk i danych obrazujących postępy w uprawianej dyscyplinie sportu, a do tego bezwstydnie obnoszącym się ze swoim Premium rodowodem – Garmin Fenix 8 powinien spełnić te oczekiwania z nawiązką. Moja osobista polecajka należy mu się, jak piwko 0% po letnim półmaratonie!





Dodaj komentarz