Coraz więcej profili w aplikacjach randkowych wygląda zbyt idealnie, by mogły być prawdziwe. Niby dostajesz matcha, ale coś się nie zgadza… Czy to jeszcze człowiek, czy już bot?
Wygląda jednak na to, że nareszcie szykuje się zmiana. Tinder, wraz ze swoją spółką-matką, Match Group – bierze się za walkę z fałszywymi profilami, botami i deepfake’ami. I tym razem to nie tylko kosmetyczna zmiana w regulaminie, którego nikt z nas nie czyta – mowa o technologii, która może realnie wpłynąć na jakość randkowania.
„Cześć, jestem człowiekiem” – czyli jak działa World ID
Nowe rozwiązanie, które Tinder wprowadzi najpierw testowo w Japonii, to World ID – coś w rodzaju cyfrowego paszportu, który potwierdza, że jesteśmy… ludźmi. Brzmi dziwnie? Też tak uważam, ale w czasach gdy AI radzi sobie z testami CAPTCHA lepiej niż niejeden człowiek – osiągając skuteczność 99%, podczas gdy ludzie średnio tylko 80% – „potwierdzenie człowieczeństwa” naprawdę zaczyna mieć sens.
Proces weryfikacji opiera się na zdjęciu tęczówki oka, wykonanym przez urządzenie przypominające futurystyczną kulę (tzw. Orb). Co ważne – i pewnie zainteresuje wiele osób – w tym procesie nie są zbierane żadne dane osobowe. Nie trzeba podawać imienia, nazwiska, wieku ani nawet płci. System przekształca zdjęcie w unikalny kod binarny, który jest rozproszony i przechowywany w różnych miejscach na świecie. Zero danych, maksimum prywatności.
Dlaczego to ma znaczenie?
W badaniu przeprowadzonym przez sieć World aż 60% użytkowników przyznało, że miało podejrzenia, iż ich match to bot lub sztuczna inteligencja. 92% osób zadeklarowało, że chciałoby, aby aplikacje randkowe wprowadziły obowiązkową weryfikację człowieczeństwa. Krótko mówiąc – mamy już dość udawanych ludzi, automatów i złudzeń.
Tak jak wspomniałam wcześniej, Match Group zaczyna od testów w Japonii, ale jeśli się one powiodą, można spodziewać się wprowadzenia systemu na większą skalę – być może globalnie.
Czy to rozwiąże wszystkie problemy współczesnego randkowania?
Oczywiście, że nie. Boty nie znikną z dnia na dzień. Deepfake’i nadal będą się rozwijać, a oszuści znajdą nowe sposoby działania. Nie zmienia to faktu, że to, co robi teraz Tinder, to ważny krok w stronę uczciwszego randkowania – szczególnie dziś, kiedy coraz trudniej odróżnić prawdę od iluzji. I to nie tylko w relacjach.
Takie działania mogą też przywrócić zaufanie do samej aplikacji i sprawić, że wróci (albo pojawi się) tam więcej osób, które do tej pory trzymały się z dala od randek online właśnie z obawy przed oszustwem.
źródło: informacja prasowa




Dodaj komentarz