W dobie coraz wydajniejszych smartfonów oraz coraz bardziej mobilnych ultrabooków tablety nie mają lekkiego życia. Co prawda to wciąż większy ekran niż w przypadku smartfonów, nawet tych dużych, oraz większa mobilność i dłuższy czas pracy na baterii niż w przypadku laptopa. Ale na rynku pojawiają się już powoli składane smartfony, chociaż wciąż absurdalnie drogie, a laptopy wyposaża się powoli w procesory oparte na architekturze ARM, adresowane dotąd do smartfonów i tabletów właśnie. To pokazuje pewien kierunek, w którym być może pójdą producenci elektroniki. Nie oszukujmy się – kierunek niezbyt optymistyczny dla tabletów.

Skąd te nagłe rozważania nad przyszłością smartfonów, tabletów i laptopów? W moje ręce trafił Surface Pro X od Microsoftu. Maszyna ze zdefiniowaniem której ma problem nawet sam producent, pisząc niekiedy o niej jak o „laptopie 2 w 1”, a w innym momencie „urządzeniu 2 w 1”. Co ciekawe, to drugie określenie stało się jakby tym bardziej właściwym dla Microsoftu i producent powtarza je gdzie tylko się da. A czym jest dla mnie? No mimo wszystko tabletem. Po prostu. Tabletem, do którego da się podpiąć klawiaturę. To kto ma rację?

Nie ukrywam, że mam tu pewien dysonans. To znaczy, pozostałe urządzenia z rodziny Surface (wyłączając niewątpliwe notebooki) byłbym w stanie jakoś chętniej zakwalifikować do rodziny komputerów 2 w 1. Aczkolwiek to też naciągane, bo chociaż bazowały na procesorach i podzespołach dla laptopów, to jednak brak klawiatury w zestawie i konieczność jej dokupienia, aby móc pracować na nich jak na laptopie, jasno pokazywały, że Microsoft, koniec końców, sprzedawał swoje komputery jako tablety. Czyli pod kątem wyposażenia mieliśmy do czynienia z komputerami osobistymi, ale pod kątem użyteczności – tabletami z możliwością doposażenia w „laptopowe” akcesoria pozwalającymi łatwo zmienić styl korzystania ze sprzętu. Aż tu nagle firma z Redmond wjeżdża na rynek z prestiżowym Surfacem Pro X wyposażonym w całkiem wydajny procesor oparty na architekturze ARM. Maszyną będącą jednocześnie najmniejszym profesjonalnym Surfacem Pro, ale posiadającą największy ekran (12,3” w Surface Pro 7 vs. 13” w Surface Pro X). Surface Pro X zyskał więc nowe możliwości i, nie oszukujmy się, także ograniczenia wynikające z zastosowanej architektury procesora, ale nie zmieniło się jedno – wciąż jest diabelnie elegancki i potrafi zaintrygować.

 

 

Na testy otrzymaliśmy konfigurację z procesorem Microsoft SQ1. Na rynku pojawiły się już Surface Pro X z jego odświeżoną wersją SQ2. Do tego dochodzi 8 GB pamięci operacyjnej oraz nośnik PCIe o pojemności 256 GB. Czyli wariant średni patrząc przez pryzmat tego, co Surface Pro X w wersji z SQ1 proponuje.

 

Specyfikacja techniczna

specyfikacja:Microsoft Surface Pro X
wymiary i waga:287 x 208 x 7,3 mm
774 kg (bez klawiatury)
przetestowany CPU:Microsoft SQ1
8 rdzeni, 8 wątków
(4x Kryo Gold + 4 Kryo Silver)
1,6 - 3 GHz
cache - 2 MB
dostępne CPU:Microsoft SQ2
Microsoft SQ1
przetestowane GPU:Adreno 685
dostępne GPU:Adreno 685
Adreno 690
dysk:256 GB, SSD M.2 PCIe NVMe
SK hynix HFM256GDGTNG-87A0A
obsługiwane dyski:1x M.2 PCIe
RAM:8 GB LPDDR4
------------------
pamięć wlutowana
opcja: 16 GB
przetestowana matryca:13 cali, 2880 x 1920
PixelSense, IPS, błyszczący, 10 punktowy dotyk
LG Philips LP129WT112684
dostępne matryce:2880 x 1920, IPS, błyszczący
wybór portów:2x USB 3.2 gen 2 typ C
1 x Surface Connect
1x Surface Keyboard Port
akumulator:38 Wh
opcje łącznościWLAN - Qualcomm Wi-Fi B/G/N/AC (2x2) Svc
WWAN - Snapdragon X24 LTE Modem
Bluetooth 5.0
wyposażenie dodatkowe:kamerka przednia: 5 MP, czujnik IR, nagrywanie w 1080p
kamerka tylna: 10 MP, nagrywanie w 1080p oraz 4K
głośniki stereo Dolby Audio Premium
GPS
klawiatura Surface Pro X Signature Keyboard + Slim Pen
(opcja): klawiatura bez piórka w zestawie
(opcja): Slim Pen bez klawiaturu
(opcja): manipulator MS Dial
opcje gwarancji:rok

Jakość wykonania i ergonomia obudowy

Tak, Surface Pro X jest z wyglądu tabletem i tutaj Microsoft może mówić sobie co chce. Jeżeli z przodu mamy wyświetlacz dotykowy, a z tyłu „plecki” urządzenia, w tym przypadku wykonane z anodyzowanego aluminium, i nie ma tu fizycznej klawiatury, ni innej cechy, która mogłaby go zakwalifikować do kategorii „laptop”, to nie jest niczym innym jak tabletem.

Ale pierońsko dobrze wykonanym tabletem i to trzeba Microsoftowi uczciwie oddać. Zresztą pod kątem jakości wykonania, estetyki i klasy sprzętowi z rodziny Surface ciężko zarzucić cokolwiek. Nawet najtańszy przedstawiciel – Surface Go – prezentuje bardzo wysoki poziom wizualny. Tutaj nie ma żadnych wyjątków.

Surface Pro X może pochwalić się większym ekranem niż Surface Pro 7, a przy tym jest mniejszy i smuklejszy od niego. W tym twiście główną rolę odegrały oczywiście wyszczuplone ramki wyświetlacza. Boczne mają zaledwie 6 mm, a górna i dolna są dwukrotnie szersze. W górną ramkę zatopiona została przednia kamerka z czujnikiem IR oraz czujnik odpowiedzialny za adaptacyjne podświetlenie ekranu. Wszystkie narożniki natomiast zostały delikatnie zaoblone, co sprawia, że tablet prezentuje się bardzo lekko. Zresztą – nie tylko prezentuje się, gdyż jego waga wynosi niecałe 800 gramów (bez klawiatury).

Tył jest główną wizytówką Surface’a Pro X. Czarne aluminium z lustrzanym logo „okienek” Microsoftu to garnitur, który po prostu maszynom z tej rodziny pasuje idealnie. Po premierze pierwszej wersji „iksa”, dało się słyszeć narzekania, że występuje wyłącznie w kolorze czarnym. Nowy wariant, z procesorem SQ2, posiada już dwie wersje kolorystyczne – czarną oraz platynową, w której w mojej opinii Surface’om jest równie twarzowo co w czerni. Matowa powierzchnia ma tylko jedną wadę – ochoczo kolekcjonuje wszelkie ślady po palcach. I w moim odczuciu „plecki” wypadły pod tym kątem gorzej niż błyszczący, ale prawdopodobnie pokryty jakąś warstwą oleofobową ekran.

Na tyle Surface’a Pro X znajduje się oczywiście podpórka, dzięki której z tabletem da się pracować w trybie laptopa lub, po prostu na stojąco. To znaczy – tablet będzie stał. My możemy siedzieć. Zawias odpowiedzialny za stabilność obranej pozycji spisuje się świetnie, co zresztą nie jest żadną niespodzianką. W pozostałych Surface’ach wygląda to tak samo. Tablet można położyć niemal na płasko, ale jednak po lekkim kątem, co jest całkiem wygodne w trakcie pisania za pomocą piórka lub szkicowania, tym bardziej, że zawias jest bardzo stabilny i nie sprężynuje.

Jak można się domyślać, Surface Pro X nie może pochwalić się zbyt rozbudowanym zestawem portów. Po prawej stronie, u góry, znajdują się dwa USB 3.2 gen 2 typu C, a po lewej – Surface Connect, czyli magnetyczne gniazdo zasilania, niepozwalające na strącenie urządzenia lub wyrwania kabla z gniazda, kiedy ktoś zahaczy o przewód lub poderwie się z tabletem zapomniawszy wcześniej odłączyć go od zasilacza. Pod spodem znajduje się jeszcze jedno złącze, także magnetyczne, nazwane przez Microsoft Surface Keyboard Port. Jak można się domyślać – służy ono do podpięcia klawiatury.

Warto też wspomnieć o przyciskach. Tych zbyt wiele nie ma, ale są bardzo mądrze rozmieszczone. Nie znajdują się idealnie na boku urządzenia, a skierowano je pod delikatnym kątem w stronę tyłu. Prosty patent, który sprawił, że znajdują się idealnie po palcami. Na lewej krawędzi umieszczono podłużny przycisk pozwalający na regulacją głośności, a po prawej – przycisk zasilania.

Czego mi natomiast trochę zabrakło? Jakiegoś zewnętrznego wskaźnika naładowania baterii, jak ma to miejsce chociażby w Dellach XPS. Pozwoliłoby to na zorientowanie się, czy trzeba sprzęt podłączyć do zasilania, czy też nie. Na przykład w przypadku, kiedy jesteśmy w trakcie jakiejś ważnej prezentacji i niespecjalnie eleganckim krokiem będzie wyjście do pulpitu i sprawdzenie stanu naładowania lub raczenie szanownych gości komunikatami o konieczności podłączenia ładowarki. Niby detal, ale całkiem przydatny w mojej opinii.

Osprzęt i wyposażenie dodatkowe

Ekran

Apple ma swoje wyświetlacze Retina, a Microsoft – PixelSense. I w praktycznie każdym urządzeniu z logo microsoftowych „okienek” panel ten można spotkać. Nawet w najbardziej budżetowym Surface Go PixelSense był obecny. Cechą charakterystyczną laptopów i tabletów z rodziny Surface jest proporcja ekranu, która zawsze wynosi 3:2. Nie inaczej jest w przypadku Pro X.

13-calowy panel wyprodukowany przez LG Philips cechuje się nietypową rozdzielczością wynoszącą 2880 x 1920 pikseli, co na tej powierzchni daje zagęszczenie 267 pikseli na cal. Wyświetlacz korzysta z czujnika natężenia światła, więc sam potrafi dostosować intensywność podświetlenia do jasności otoczenia. I muszę przyznać, że robi to właściwie i płynnie.

W trakcie testów okazało się, że maksymalna luminancja jest bardzo wysoka i wynosi niemal 500 nitów. To akurat bardzo dobra informacja, gdyż dzięki temu nawet w słoneczny dzień podświetlenie jest w stanie zredukować widoczność odbić światła na szklanej powierzchni wyświetlacza. Przy tak intensywnym podświetleniu udało się zachować dość przyzwoity kontrast oraz czerń.

Niestety, aplikacja DisplayCal nie za bardzo chciała współpracować z architekturą ARM (zresztą nie tylko ona, ale o tym później), więc nie było mi dane zbadać pokrycia kolorów monitora. Jednak sugerując się naszymi testami innych Surface’ów, w ciemno obstawiam, że i tutaj mamy do czynienia z ok. 95-procentowym pokryciem palety sRGB.

A jak pracuje się z dotykowym PixelSense? Bardzo wygodnie. Szyba chroniąca wyświetlacz jest bardzo gładka i palec sunie po niej bez najmniejszego nawet oporu. Zauważyłem także, że ekran jakoś specjalnie się nie brudzi, więc raczej nie będzie trzeba się martwić, że wiecznie będzie pomazany tłustymi smugami. Poza tym, panel jest bardzo precyzyjny i osobiście nie miałem problemów z trafianiem paluchem w nawet te mniejsze wyświetlane elementy.

Parametry matrycy:

  • luminancja:471 cd/m2
  • kontrast: 1414:1
  • czerń: 0,33 cd/m2

 

Klawiatura i touchpad

Powoli dochodzimy do najbardziej kontrowersyjnej kwestii, jaka dotyczy tabletów Microsoft Surface, tak usilnie nazywanymi przez Microsoft „urządzeniami 2 w 1”. Żeby było jasne – zarówno Surface Go, jaki Surface Pro i Surface Pro X mogą realizować się w roli laptopa… ale po dokupieniu klawiatury. A ta wcale tania nie jest…

Surface Pro X otrzymał zupełnie nową klawiaturę – Surface Pro X Keyboard i wiedzieć trzeba, że… jest to praktycznie taka sama klawiatura, jak w Surface Pro Signature Type Cover, ale nie jest kompatybilna z innymi Surface’ami ze względu na kształt gniazda. Więc nawet jeżeli wcześniej byliście posiadaczami jakiegoś Surface’a i gdzieś wam została klawiatura, to i tak z niej nie skorzystacie po zakupie Surface’a Pro X.

Surface Pro X Keyboard kosztuje – werble! – 739 zł! W wersji podstawowej. Ja natomiast otrzymałem na testy zestaw składający się z klawiatury oraz piórka Slim Pen ładowanego w niej bezprzewodowo. Cena takiego zestawu to 1369 zł. Co ciekawe, inne dostępne kolory (jaskrawoczerwony, pastelowoniebieski oraz platynowy) są o 30 zł droższe.

No dobra, to co otrzymujemy za tę kwotę? Cieniutką, pokrytą tkaniną Alcantara klawiaturę z touchpadem. Nad nią zaś umieszczono nieckę dla płaskiego piórka. Nie mogę powiedzieć – klawiatura ma duże i odpowiednio rozmieszczone przyciski, jest podświetlana, a czarna Alcantara jest bardzo przyjemna w dotyku i odporna na zabrudzenia. Podoba mi się także, że nadgarstki się do niej nie przyklejają i nie zostawiają śladów. Sama konstrukcja, chociaż jest bardzo cienka, to okazała się zaskakująco wytrzymała i na próby wykrzywiania jakoś specjalnie nie reaguje.

Dla mnie jednak skok klawiszy jest zdecydowanie za płaski (chociaż akurat ciężko się temu dziwić), szczególnie dotyczy to spacji o ledwie wyczuwalnym wciśnięciu. Klawiatura na pewno sprawdzi się przy codziennych zadaniach służbowych typu przygotowanie oferty, wprowadzanie danych, edycja dokumentów i sporządzanie maili, ale nie wiem, czy będzie odpowiednio wygodna dla osób, których praca polega na pisaniu, pisaniu i jeszcze raz – pisaniu.

Surface Pro X Keyboard nie musi leżeć płasko na blacie. Dzięki wbudowanym w tylną krawędź magnesom, można ją podnieść po delikatnym kątem i „przykleić” do dolnej ramki ekranu. Dzięki wygodniejszemu oparciu nadgarstków znacząco zyskamy na ergonomii pisania. 

Touchpad także w mojej opinii ma dwie twarze: z jednej strony Microsoftowi udało się wykorzystać przestrzeń podnadgarstnika i sprawić, że płytka jest odpowiednio duża, żeby można było swobodnie i intuicyjnie z niej korzystać. Szkoda tylko, że klik zintegrowanych z nią przycisków jest moim zdaniem zbyt twardy, głośny i taki jakiś plastikowy.

Zostało mi jeszcze do omówienia…

 

Piórko

Nazwa Slim Pen nie wzięła się znikąd. Piórko jest naprawdę cienkie i płaskie, co może być dla niektórych wadą, a dla innych – zaletą. To wszystko zależy od tego, czy lepiej pomiędzy palcami będzie komuś leżeć piórko okrągłe, czy właśnie takie płaskie, jak proponuje Microsoft. Dla mnie akurat okazało się całkiem wygodne i wolę takie rozwiązanie niż stylus grubości wkładu do długopisu.

Czarne piórko (dostępny tylko jeden kolor) wykonane jest z matowego tworzywa i zakończone u góry ogumowanym przyciskiem, którego funkcję można sobie przypisać. Domyślnie jest to uruchomienie aplikacji Whiteboard. Natomiast podwójne kliknięcie pozwala na szybkie wykonanie zrzutu ekranu i otwarcie go w aplikacji Wycinek i Szkic. Z kolei wciśnięcie i przytrzymanie przycisku otwiera Sticky Notes. Jeden przycisk – trzy zastosowania. Praktyczne, tak jak lubię. Niestety, liczba funkcji jaką można przypisać do danego zachowania jest ograniczona. Slim Pen posiada wymienny rysik.

Przyjemność pracy z piórkiem od Microsoftu leży nie tylko w jego wykonaniu, ale przede wszystkim – precyzji działania. W czasie rysowania i pisania nie zauważyłem jakiegokolwiek opóźnienia pomiędzy tym, co robiłem, a tym co pojawiało się na ekranie. Poza tym Microsoft umożliwia bardzo precyzyjne skonfigurowanie go pod kątem czułości nacisku, co na pewno przyda się osobom o bardziej artystycznej duszy niż moja.

Podoba mi się rozwiązanie na przechowywanie piórka – kieszonka umieszczona nad klawiaturą „łapie” Slim Pen za pomocą magnesu, a w dodatku pozwala na ładowanie gadżetu. Koniec z poszukiwaniem bateryjek AAAA, jak to miało miejsce w przypadku piórka Surface Pen.

Jak już wspomniałem – model testowy został wyposażony w zestaw klawiatura + piórko. Jeżeli jednak ktoś chciałby zakupić wyłącznie Slim Pen, to musi przygotować na to dodatkowe 769 zł. Gadżet działa z pozostałymi urządzeniami z rodziny Surface.

 

Głośniki

Audio zawsze było mocną stroną rodzinki Surface i o tej reguły osobiście nie znalazłem wyjątku. Nawet Surface Go potrafił cieszyć ucho. Nie inaczej jest w przypadku Pro X. Ulokowane u góry bocznych ramek głośniki są niemal niezauważalne, ale kiedy zacznie się z nich sączyć muzyka, to bardzo łatwo je zlokalizować.

Głośniki wspierane są przez soft Dolby Audio Premium i co tu dużo mówić – taka kooperacja stworzyła bardzo zgrany zespół. Membrany grają głośno (jakby ich możliwości skończyły się gdzieś w okolicach 90% to absolutnie nic by się nie stało), a ich dźwięk jest całkiem złożony. Słychać soprany, środek i nawet nieco lekko zarysowanego basu. Dolby zaś postarało się, żeby odtwarzanym treściom, nieważne, czy mówimy o muzyce, serialu czy wideokonferencji, nadać odpowiednią barwę, głębię i klarowność.

 

Aparaty

Surface Pro X został wyposażony w dwie kamery. Przednia, posiadająca także czujnik IR pozwalający na skanowanie twarzy i logowanie się za jej pomocą do systemu, posiada rozdzielczość 5 MP. Z tyłu natomiast znajduje się aparat o rozdzielczości 10 MP. I nie będę nikogo oszukiwał – to nie są kamery stworzone z myślą o amatorach cykania artystycznych fotek.

Przednia kamerka jako narzędzie do uzyskania dostępu do systemu sprawuje się bardzo dobrze i ani razu nie miałem problemu z odblokowanie tabletu za pośrednictwem mego lica. Jakość obrazu w czasie wideo-rozmów także wypada lepiej niż poprawnie i wykracza ponad to, co oferują zwykłe kamerki z laptopów. Ale niestety zdjęcia, chociaż barwowo ciepłe, to nie są zbyt bogate w detale.

Tylna kamerka radzi sobie zdecydowanie lepiej z fotografią, ale to też kwestia dwukrotnie wyższej rozdzielczości. Nawet nie trzeba się specjalnie przyglądać, żeby widzieć różnicę w jakości na korzyść tylnego aparatu. Aparat bardzo dobrze radzi sobie za to ze skanowaniem dokumentów lub fotografowaniem różnego rodzaju tablic. Dla obu tych czynności w aplikacji Aparat przygotowano specjalny tryb i w obu przypadkach sprawdza się bardzo dobrze. Aplikacja potrafi odpowiednio dociąć zdjęcie, żeby zostało na nim tylko to, co nas interesuje – przykładowa tablica zostaje, a tło często prawidłowo zostaje oznaczone jako rzecz do usunięcia. A jeżeli zdarzy się, że krawędzie dokumentu zostaną wykryte nieprawidłowo (wskutek np. słabego oświetlenia albo małego kontrastu między interesującym nas obiektem a tłem), to przed zapisaniem zdjęcia możemy je skorygować ręcznie.

Zdjęcie zrobione przednią kamerką 5 MP
Zdjęcie zrobione tylną kamerką 10 MP

 

Funkcje bezpieczeństwa

Tak właściwie, to tę kwestię już wyjaśniłem – jedynym sprzętowym zabezpieczeniem dostępu do systemu jest kamerka z funkcją rozpoznawania twarzy. Dane zaś można zabezpieczyć za pomocą modułu TPM 2.0 obsługującym funkcje BitLocker. Szkoda, że Microsoft nie sięgnął np. po rozwiązanie w postaci czytnika linii papilarnych zintegrowanego z przyciskiem zasilania.

Szerzej funkcje bezpieczeństwa w notebookach omawiamy tutaj.

 

Łączność

Pod tym kątem zarzutów do Surface’a Pro X można mieć co najmniej dwa. Po pierwsze – nawet odświeżona wersja, z procesorem SQ2, obsługuje co najwyżej sieć Wi-Fi 5 (ac). Biorąc pod uwagę, że praktycznie wszystkie nowe laptopy oraz smartfony ze średniej i wysokiej półki jakościowej zapewniają łączność Wi-Fi 6, nie wygląda to zbyt dobrze. Drugą wadą może być brak gotowości do obsługi sieci 5G. Najnowszym standardem obsługiwanym przez wbudowany modem WWAN (Snapdragon X24 LTE) jest sieć 4G/LTE.

Testy wydajności

Szczegóły na temat naszej autorskiej procedury testowej znajdziecie tutaj.

 

Procesor i wydajność ogólna

To niesamowite jaką drogę przeszły w ostatnich kilku latach procesory oparte o architekturę ARM. Nie chcąc rozpisywać się przesadnie nad samą architekturą i różnicą pomiędzy procesorami ARM a x86, które na co dzień spotykamy w laptopach i komputerach osobistych, wystarczy chyba powiedzieć, że chipy które jeszcze parę lat temu były w stanie zapewnić wydajność konieczną do obsługi tabletu czy smartfona, dzisiaj umożliwiają wielozadaniowe korzystanie z komputerów osobistych. No i wciąż są sercem smartfonów i tabletów, tu się nic nie zmieniło, jednak tym razem zdolne są do wykonywania coraz większej liczby operacji przy zachowaniu wciąż wysokiej energooszczędności.

Chip SQ1 bazuje na procesorze Snapdragon 8cx (7 nm), z tym, że wersja od Microsoftu posiada wyżej taktowane zegary. SQ1 jest jednostką ośmiordzeniową i ośmiowątkową (Kryo 495) o taktowaniu dochodzącym do maksymalnie 3 GHz. Ale takiej wartości w czasie testów nie było najmniejszej szansy ujrzeć. Maksymalnie taktowanie dochodziło do ok. 1,6 GHz. Za obraz odpowiada grafika Adreno 685.

Trzeba pamiętać, że SQ1 jest jednostką, która tym razem działa na systemie Windows 10 Pro. Co prawda jest to wersja 64-bitowa przygotowana specjalnie pod układ ARM, ale z zewnątrz nie różni się on właściwie niczym od „dyszki” dla procesorów x86. Przynajmniej ja w czasie testowania nie zauważyłem żadnych różnic. Co ciekawe – także w kwestii płynności działania. To samo dotyczyło aplikacji pakietu Office 365 oraz innych programów przygotowanych przez Microsoft, aby ułatwić pracę wielozadaniową (Skype, Teams itp.)

Niestety, okazuje się, że zdecydowana większość aplikacji, jakich używamy do testów (o DisplayCal już wiecie), nie chciała współpracować z architekturą ARM i nie pomagała nawet możliwość emulacji.

Niektóre benchmarki nie chciały uruchomić się w ogóle, a niektóre uruchamiały się, ale nie były w stanie z różnych przyczyn przeprowadzić testu. Odtwarzacz VLC natomiast uruchomił się, ale tylko w wersji 32-bitowej. Dlaczego o tym mówię? Bo to pokazuje też, że Surface Pro X wciąż ma problemy z obsługą aplikacji 32- i 64-bitowych (x86) mimo emulatora dla nich i trzeba być tego świadomym. Microsoft oczywiście nie stara się zamieść problemu pod dywan i obiecuje, że programów działających w zgodzie z architekturą ARM64 (na niej opiera się SQ1 i SQ2) będzie coraz więcej, a prace nad przenoszeniem aplikacji na ten rodzaj procesorów trwają.

A na koniec – wyniki z wydajności z Geekbench 5.3 – to jedyny benchmark, który nie dość, że uruchomił się bez żadnych problemów, to był w stanie przeprowadzić do końca bez żadnych niespodzianek. Rdzenie Cortex A-76, które posiada SQ1 miały wg obietnic przebić Core i5 7300U. Tego nie jestem w stanie niestety sprawdzić, ale uzyskane rezultaty były bliskie Core i5 10210U z TravelMate’a P614. Z tym, że tryb Turbo w tym laptopie był mocno ograniczony. No ale to zawsze jakiś punkt odniesienia.

Jak już wspomniałem, na rynku dostępna jest odświeżona wersja Surface’a Pro X z procesorem SQ2. Słusznie myślą ci, co podejrzewają, że opiera się on na zmodernizowanym Snapdragonie 8cx. Qualcomm zwiększył nieznacznie taktowanie układu oraz wyposażył go w nowszy układ graficzny – Adreno 690.

 

Dysk

Testowany egzemplarz wyposażono w dysk M.2 PCIe od SK hynix, jednak wyniki jasno dają do zrozumienia, że mamy do czynienia z nośnikiem PCIe x4, ale z raczej średniej półki. Co jest trochę niezrozumiałe biorąc pod uwagę, że mamy do czynienia ze urządzeniem z segmentu Premium. Naprawdę, nie można było sięgnąć po lepszy nośnik, adekwatny dla tej klasy urządzenia oraz… jego ceny?

Współczesne rozwiązania dyskowe w notebookach omawiamy tutaj.

 

Testy baterii

Microsoft bardzo konsekwentnie nie podaje pojemności, jak posiada akumulator Surface’a Pro X. Ale nie z nami te numery! Z raportu stworzonego w programie HWinfo dowiedziałem się, że jest to bateria o pojemności 38 Wh. Dużo jak na tablet, bez szału jak na laptopa.

Sprawdzając czas pracy na własnym zasilaniu pozwoliłem sobie nieco zmodyfikować naszą procedurę, tak żeby bardziej odpowiadała scenariuszowi pracy z Surfacem Pro X. I tak – czas pracy na maksymalnym obciążeniu dotyczył maksymalnej wydajności i ekranu podświetlonego na 100%, test trybu pracy biurowej oraz oglądania wideo zakładał oszczędzanie energii oraz podświetlenie automatyczne, a test przeglądania Internetu – oszczędzanie energii i podświetlenie ekranu na 30%. Wyniki mnie może nie rozczarowały, ale też nie sprawiły, że wpadłem w zachwyt nad energooszczędnością urządzenia. W mojej opinii wypadły po prostu średnio i wydaje mi się, że wobec sprzętu opartego na chipie ARM można było mieć wyższe oczekiwania.

 

Testy kultury pracy

Pod kątem kultury pracy Surface Pro X wypada bardzo dobrze, ale z drugiej strony – ciężko tu było cokolwiek zepsuć. Procesor ARM nie ma zbyt wysokiego TDP, więc i w trakcie pracy nie powinien generować zbyt dużo ciepła. O produkowaniu jakiegokolwiek hałasu także nie ma mowy, gdyż Pro X chłodzony jest pasywnie.

Właściwie można powiedzieć, że tablet nie grzał się jakoś specjalnie i w scenariuszu, w którym zmusiłem podzespoły do wytężonej pracy na tyle obudowy, przy środku górnej krawędzi, udało mi się odnotować temperaturę 39° C. Przód tabletu, czy de facto ekran, również był wyraźniej cieplejszy w dotyku. Jednak w czasie symulacji pracy biurowej temperatura w najbardziej newralgicznym miejscu potrafiła być nawet 4-5° C niższa, co w dawało raczej przyjemne uczucie delikatnego grzania w ręce, niż dyskomfort spowodowany dotykaniem nagrzanego metalu, czy też szkła.

Zadania biurowe - przód
Zadania biurowe - spód
Zadnia biurowe na baterii - przód
Zadania biurowe na baterii - spód
Pełne obciążenie - przód
Pełne obciążenie - spód

 

Podsumowanie

Żeby sprawnie podsumować urządzenie Microsoft Surface Pro X… No dobra, nie będę nikogo oszukiwał – to nie jest wcale takie łatwe, bo z jednej strony otrzymujemy sprzęt, który pod kątem wizualnym i wykonania jest bezsprzecznym przedstawicielem segmentu Premium. Z drugiej zaś – Surface Pro X posiada mankamenty sprawiające, że lepiej sięgnąć po Surface’a Pro 7 z procesorem Intela.

„Iks” jest urządzeniem naprawdę ładnym i porządnie wykonanym, a dodatki w postaci klawiatury i piórka w niczym od niego nie odstają. Jeżeli komuś stylistyka Surface’ów się spodobała, to Surface Pro X także go pod tym względem nie rozczaruje. Trzeba być natomiast świadomym konieczności dokupienia obu wspomnianych gadżetów.

Microsoft Surface Pro X

Głównym punktem programu jest oczywiście jednostka ARM SQ1 stworzona we współpracy z Qualcomm. Ja jednak osobiście nie zauważyłem, żebym cokolwiek dzięki niej zyskał, tracąc jednocześnie możliwość obsługi niektórych programów. Jeżeli więc myślicie o zakupie Surface Pro X do pracy, to dowiedźcie się, czy wykorzystywane przez Was w pracy aplikacje są dostępne w wersji ARM64 lub czy Windows 10 poradzi sobie z emulacją wersji x86. Trudno też zignorować brak gotowości do obsługi sieci 5G oraz Wi-Fi 6.

No i co z tym przewidywaniem przyszłości? Microsoft Surface Pro X raczej nie jest w stanie dokonać nawet małej rewolucji na rynku tabletów i laptopów. Przynajmniej nie teraz. Laptopy oparte na architekturze ARM to wciąż bardziej ciekawostka niż zwiastun czegoś więcej. Ale znowu – na razie. Lenovo, Apple i Acer również mają swoje laptopy z ARM i chociaż nie są one jakoś mocno popularne i wypadają różnie, to spodziewam się, że takie eksperymenty będą się pojawiać także u innych producentów. A czy mam rację? Czas pokaże.

Podsumowanie:Microsoft Surface Pro X
segment:urządzenie 2 w 1
optymalne zastosowanie:- praca administracyjno-biurowa
- praca w terenie i w podróży
- szkice, notatki, prezentacje
mobilność:- ekstremalna
kultura pracy:- bardzo dobra
modem WWAN w opcji:- tak
opcje dokowania:- USB typu C
ważne cechy:- procesor ARM na pokładzie
- elegancki i wytrzymały
- lekki i poręczny
- świetny ekran PixelSense
- brak klawiatury i piórka w zestawie