thinkpad e14 gen 4 recenzja

Lenovo ThinkPad E16 Gen 4 – recenzja. Nie udaje, nie mąci, zadowala

Są takie laptopy, które od pierwszego spojrzenia próbują zrobić na użytkowniku świetne wrażenie. Ot, aluminiowa obudowa błyszcząca niczym karoseria świeżo odebranego samochodu z salonu, ekran OLED o kosmicznym kontraście, podświetlenie RGB czy obietnice grania w najnowsze produkcje na topowych ustawieniach. Kiedy dostałem do rąk ThinkPada E16 Gen 4, miałem wrażenie, że to dokładne przeciwieństwo. A że do tej pory nie miałem do czynienia z ThinkPadami, byłem otwarty na wszystko. A wyszło… przewidywalnie. W pozytywnym sensie.

Ktoś powie: “Meh, kolejny ThinkPad”. A ja powiem: tak, kolejny, bo przecież swój produkt trzeba udoskonalać i absolutnie to rozumiem. Nie mam porównania do pierwszych generacji, ale po czasie spędzonym z tym komputerem zacząłem rozumieć, dlaczego ThinkPady od wielu lat mają tak wierne grono użytkowników. To sprzęt, który przyrównałbym do środkowego pomocnika wykonującego mrówczą pracę dla zespołu. Laury zbiera ten, który strzela gole, a tego pierwszego doceniają dopiero koneserzy gatunku. 

Testowany przeze mnie egzemplarz to Lenovo ThinkPad E16 Gen 4 w konfiguracji z:

  • procesorem Intel Core Ultra 5 325 opartym na nowej architekturze Panther Lake, 
  • 16 GB pamięci DDR5 
  • oraz szybkim dyskiem SSD PCIe NVMe 4.0 x4 o pojemności 512 GB od Samsunga

To nie jest najwyższa możliwa konfiguracja tej serii, ale jednocześnie bardzo dobrze pokazuje, czego można spodziewać się po nowej generacji ThinkPadów skierowanych do sektora biznesowego. No, ale właśnie – czego możecie się spodziewać, wybierając akurat ten model?

OFERTA

W przypadku takiego laptopa warto pamiętać, że wybór konkretnej konfiguracji powinien wynikać nie tylko z budżetu, ale też z realnego sposobu pracy. Inna przyda się osobie pracującej głównie z dokumentami, odpisującej na dziesiątki maili dziennie i biorącym udział w wideokonferencjach, a inna często podróżującymi i korzystającym z modemu WWAN. Jeśli zastanawiacie się, która konfiguracja ThinkPada E16 Gen 4 ma największy sens dla Was, możecie napisać do nas na zapytaj@techsetter.pl – pomożemy dobrać wariant albo wskazać rozsądną alternatywę.

Klasyczny ThinkPad. Ewolucja zamiast rewolucji

Jeżeli ktoś liczył na stylistyczny przewrót (a o tym podobno marzy część fanów ThinkPada), może być trochę rozczarowany. Nie ma co ukrywać: Lenovo od lat trzyma się sprawdzonego wzoru i chyba trudno mieć o to pretensje. Charakterystyczna matowa czerń, proste linie, niewielkie logo ThinkPad z czerwonym akcentem i oczywiście czerwony “TrackPoint” pośrodku klawiatury. To design, który dla jednych będzie symbolem biznesowej klasyki, a dla innych po prostu nudny. Tak jakby MacBooki ciągle zmieniały się nie do poznania… Ech, nie dogodzisz!

Nie należę do żadnej z grup, bo jako świadomy konsument nie staram się stawiać oczekiwań oderwanych od rzeczywistości. W świecie, w którym coraz więcej laptopów wygląda niemal identycznie, ThinkPad nadal ma własną tożsamość i właśnie to warto podkreślić. Jednocześnie E16 Gen 4 nie sprawia wrażenia, hmm, topornego? Wręcz przeciwnie. Przy 16-calowym ekranie waży około 1,6 kg, dzięki czemu bez większego problemu można codziennie nosić go w plecaku. Oczywiście nie jest to ultrabook pokroju recenzowanego ostatnio przez Krzysztofa ThinkPada X1 Carbon Gen 14 czy MacBooka w wersji Air, ale jak na komputer tej klasy wypada naprawdę dobrze. Nie ma co czepiać się na siłę.

W codziennym użytkowaniu doceniłem również sztywność obudowy. Nic nie trzeszczy, zawias pracuje z odpowiednim oporem, a pokrywa ekranu nie ugina się przesadnie pod naciskiem. To jeden z tych elementów, które nie robią efektu „wow” podczas pięciominutowego oglądania laptopa w sklepie, ale po kilku latach użytkowania na pewno okazuje się znacznie ważniejsze.

A że jestem osobą, która pracuje w różnych warunkach (czasami zdalnie, czasami w terenie), nie mogę tego aspektu nie docenić. Laptop wędrujący z torby do torby, z piętro na piętro, tu i tam, będący na te wszystkie wstrząsy w miarę odporny, to laptop godny pochwały. Takie wrażenie sprawia właśnie nasz ThinkPad.

Klawiatura? Solidny standard

Nie sposób pisać o ThinkPadzie i nie poświęcić osobnego akapitu o klawiaturze. Przez lata zdążyłem skorzystać z wielu laptopów różnych producentów i za każdym razem wracam do tego samego wniosku – nie każdy wie, jak projektować dobre, intuicyjne klawiatury.

Tu muszę przyznać kilka rzeczy, jak na nowego użytkownika ThinkPada przystało. Skok klawiszy jest wyraźny, odpowiednio sprężysty i daje bardzo dobre wyczucie momentu aktywacji. Pisząc dłuższy tekst, nie trzeba zastanawiać się, czy klawisz został wciśnięty. Wszystko działa intuicyjnie. Jest wyważone. Dla osób pracujących z dokumentami, zwłaszcza z arkuszami kalkulacyjnymi, to powinno mieć ogromne znaczenie.

Wyobrażam sobie ośmiogodzinny dzień pracy przy laptopie, który potrafi być męczący, a właśnie wtedy dobra klawiatura robi różnicę. Do tego dochodzi pełnowymiarowy blok numeryczny, którego często brakuje w mniejszych konstrukcjach. Znowu punkt dla “excelowiczów”. Jeżeli ktoś regularnie pracuje w Excelu, szybko to doceni.

No i jeszcze “TrackPoint”, który dla części ludzi może być już reliktem przeszłości. Dla innych to jednak nadal pewne narzędzie. Sam przyznaję, że korzystałem z niego zaledwie kilka razy, ale potrafię zrozumieć fenomen. Gdy już nauczy się obsługi “czerwonego grzybka”, można bardzo sprawnie poruszać kursorem bez odrywania dłoni od klawiatury. Jako zatwardziały fan PC zawsze wybiorę myszkę, ale, powtórzę, fenomen jest uzasadniony.

Większy ekran to więcej przestrzeni roboczej i… serialu?

16-calowe wyświetlacze stają się dziś standardem i trudno się temu dziwić. Słowo “więcej” jest obecne przy każdej technologii, każdym sprzęcie. Ja akurat bardziej doceniam mniejsze, poręczniejsze laptopy czy telefony, ale nie obraziłem się na ThinkPada. Pod tym względem E16 Gen 4 na pewno znajdzie swoich odbiorców.

Najważniejszą zmianą nie jest jednak sama przekątna, lecz proporcje 16:10. To drobiazg, który w praktyce znacząco poprawia komfort pracy. Dodatkowa przestrzeń w pionie sprawia, że na ekranie mieści się więcej tekstu czy dłuższy fragment kodu, akurat pod programistów. Momentami nawet łapałem się na tym, że to mi odpowiada i dziwnie czułem się po powrocie do klasycznego formatu 16:9.

Jeśli chodzi o sam panel IPS, oferuje on rozdzielczość 1920 × 1200 pikseli i matową powłokę skutecznie ograniczającą refleksy. To ekran, który bazowo ma dobrze sprawdzać się zarówno w biurze, jak i podczas pracy przy oknie, np. w kawiarni. Nie mogłem narzekać na większe odbicia światła, choć idealnie nie jest. Tutaj dochodzimy do pierwszego kompromisu.

Otóż podstawowe konfiguracje ThinkPada E16 nie zostały stworzone z myślą o fotografach czy montażystach wideo (w jakimś stopniu zaliczam się do tych drugich). Odwzorowanie kolorów jest poprawne, ale nie zachwyca, zwłaszcza w mocno oświetlonym pomieszczeniu z naturalnego źródła. To wyświetlacz do pracy, pisania, przeglądania internetu, analiz, rzeczy – rzekłbym – nie sięgających Himalajów kreatywności. Okazjonalna obróbka materiału – okej. Jeżeli jednak ktoś zawodowo zajmuje się grafiką, zdecydowanie warto zainteresować się bogatszymi konfiguracjami, które oferują matrycę o pełnym pokryciu przestrzeni sRGB.

Z drugiej strony, z punktu widzenia przeciętnego użytkownika, nie uznałbym tego za wadę. Laptop został zaprojektowany z myślą o zupełnie innym odbiorcy, po prostu. Choć, oprócz wcześniej wymienionych przykładów prac, w ramach tego ThinkPada można też dostać przyjemny sprzęt do… oglądania. Odpalacie Netfliksa i jest okej. Wtedy robią robotę szczególnie te proporcje.

Panther Lake. Nowy procesor, choć stare (dobre) podejście

Największą nowością w czwartej generacji ThinkPada E16 jest oczywiście platforma Panther Lake od Intela. W moim egzemplarzu pracuje wcześniej już wspomniany Core Ultra 5 325. Oczywiście nie jest to procesor, który będzie bił rekordy wydajności w stacjach roboczych, ale też nigdy nie miał takiego zadania. Słowem: to nie miało być monstrum, nie kombajn.

Jego rola jest znacznie prostsza. Ten Panther Lake ma sprawić, żeby komputer przez kilka najbliższych lat działał szybko, responsywnie i bez irytujących przycięć. Nie wiem, co będzie za ten czas, ale po okresie testowania nie miałem żadnych problemów. Podczas codziennej pracy, przeglądania kart w Internecie, robienia kilku rzeczy na raz (Youtube, maile, pisanie) praktycznie nie udało mi się doprowadzić laptopa do zadyszki. Ba, nawet jak miałem włączonych kilkanaście kart w przeglądarce, Teamsy działające w tle, Word i Excel jednocześnie – nie, nie było problemu.

Ogółem nowe procesory Intela bardzo dobrze radzą sobie z takim scenariuszem, takie są opinie, z którą mogłem się skonfrontować. Nie wiem, ile procent do tej płynności dodał jeszcze szybki dysk SSD PCIe 4.0, ale prawdopodobnie potęgował to wrażenie. Komplikacje nadeszły w innym momencie, kiedy laptop był maksymalny obciążony, ale do tego dojdę później. Ma to związek z graniem, więc to rzecz na marginesie.

Słyszę “ThinkPad”, myślę “wydajność”

Gdy mowa o ogólnej wydajności, najlepiej widać, dla kogo powstał ThinkPad E16 Gen 4. W świecie laptopów łatwo dać się złapać na liczby albo trafić w produkt, który mija się z naszym celem. Widzę po branży, że tu i tam coraz więcej rdzeni, coraz wyższe wyniki w benchmarkach, kolejne generacje procesorów i wykresy pokazujące wzrost wydajności o kilka czy w porywach kilkanaście procent w wyjątkowych przypadkach. Okej, super, koneserzy technologii mają coś dla siebie, tylko że dla większości użytkowników to nie ma większego znaczenia.

Liczy się jedno, zwłaszcza w segmencie takich laptopów, to znaczy: czy komputer nadąża za tempem pracy. Przez cały okres testów nie miałem sytuacji, w której ThinkPad dałby mi odczuć, że czegoś mu brakuje stricte do codziennego, prostego użytku. Przełączanie się pomiędzy aplikacjami jest błyskawiczne, system reaguje natychmiast, dobry – zdaje się – dysk SSD powoduje, że praktycznie zapominałem o “ścinkach”, które wkurzają mnie przy okazji używania innego, dwuletniego już laptopa, od konkurencji.

Dlaczego to podkreślam? Bo – powiem jak biznesmen – czas to pieniądz. A skoro mamy zapłacić więcej za konkretny komfort, lepiej mieć to udokumentowane. Ja w tym modelu to widzę i niosę taki przekaz. Jest, co ma być. To dobra wydajność. Nie wiem, czy dobry laptop biznesowy powinien mieć w sobie więcej fajerwerków. Na pewno takie istnieją, ale z innych półek cenowych. Pytanie tylko: po co? Jeśli laptop, tak jak ten ThinkPad, pozwala skutecznie wykonywać pracę, zamiast zmuszać do spowolnień, po co kombinować?

Fajna jest też – w odniesieniu do żywotności baterii, co łączy się z wydajnością – potencjalna długość pracy. W testach wyszło mi, że spokojnie możecie ruszać do biura na 8 godzin bez ładowarki. Gorzej, jeśli postanowicie w międzyczasie włączyć jakąś gierkę i zmusić laptopa do dużego wysiłku. Wtedy bateria leci w dół nawet o 50% szybciej, czego nie można powiedzieć o zwykłym przeglądaniu Internetu czy oglądaniu filmów. Tu z kolei złapiecie dwucyfrową liczbę godzin, a więc jeśli robić przerwę w pracy, to nie na rundkę w CS-a, tylko na odcinku Rodu Smoka czy… oglądaniu naszych recenzji na Youtube!

Benchmarki benchamarkami. Ja wolę patrzeć na codzienność

Oczywiście komputer przeszedł standardowy zestaw testów – Cinebench, PassMark, CrystalDiskMark czy 3D Mark. Wyniki potwierdziły to, co czułem już podczas pracy z nim. To znaczy: szału nie było, ale wszystko obraca się wokół wystarczająco fajnej wydajności.

Nowy Core Ultra 5 325 ewidentnie zapewnia bardzo dobrą wydajność jednowątkową i bez problemu radzi sobie również przy większym obciążeniu wielowątkowym, jak wynika z testów. Z kolei szybki dysk Samsung PM9C1b tutaj też wypada dobrze. Nie trzeba martwić się o takie rzeczy jak kopiowanie plików, instalacja aplikacji czy uruchamianie systemu.

Jednocześnie trzeba pamiętać, że benchmarki to tylko narzędzie do porównywania sprzętu. W praktyce znacznie ważniejsze jest to, że nawet po wielu godzinach pracy laptop pozostaje responsywny. Moim zdaniem nie ma nic gorszego niż komputer, który po kilku otwartych aplikacjach zaczyna sprawiać wrażenie zmęczonego. Jak zrobiłem z ThinkPadem kilka intensywnych dni użytkowania, nie miałem uczucia, że benchmarki kłamią. Jest dobrze i jest rzetelnie jak na to, co z góry zapewnia Lenovo.

Zaskoczyć mogą… temperatury?

Jeżeli jest jeden element, który może zaskoczyć osoby śledzące wyłącznie liczby w benchmarkach (tu na bazie aplikacji HWiNFO), będą to temperatury. Podczas długotrwałego obciążenia ThinkPada E16 Gen 4 procesor osiągał nawet 95-97°C. Na pierwszy rzut oka wygląda to niepokojąco, ale…

Trzeba dodać, że współczesne procesory Intela działają trochę inaczej niż jeszcze kilka lat temu. Nie próbują za wszelką cenę utrzymywać niskiej temperatury, a zamiast tego wykorzystują cały dostępny zapas energetyczny i termiczny, aby jak najdłużej utrzymać wysokie taktowanie. Dopiero gdy osiągną granice możliwości układu chłodzenia, zaczynają delikatnie ograniczać wydajność.

Tak było również tutaj. To znaczy: podczas testów pojawił się tzw. thermal throttling, ale tylko w najbardziej wymagających scenariuszach w testach. W codziennym użytkowaniu nie udało mi się zauważyć sytuacji, w której laptop sprawiałby wrażenie przegrzanego. Trochę cieplejszy? Owszem. W chwili, gdy odpaliłem najnowszego Counter Strike’a. Ale kto gra w CS-a na ThinkPadzie? Chyba tylko szaleńcy, bo nawet na najniższych wymaganiach płynność i wydajność w samej grze pozostawia wiele do życzenia.

No i warto przypomnieć, że 95°C w testach Cinebenchu przez kilkanaście minut nie oznacza, że podczas pracy w Wordzie czy przeglądarce komputer będzie gorący jak piekarnik. Wręcz przeciwnie, spokojnie – przez 90% czasu ThinkPad pozostaje chłodny i cichy.

A skoro o ciszy i graniu mowa…

Układ chłodzenia został zestrojony całkiem rozsądnie. Podczas typowej pracy biurowej wentylator bardzo często pozostaje praktycznie niesłyszalny. Przy większym obciążeniu oczywiście daje o sobie znać, ale nie jest to hałas, który irytuje. Nie ma również charakterystycznego, wysokiego świstu, który niestety zdarza się w niektórych cienkich laptopach. Pod tym względem Lenovo znalazło rozsądny kompromis pomiędzy kulturą pracy a wydajnością.

I żebyście nie myśleli, że ten sam kompromis udało się osiągnąć na arenie gamingowej. To nie laptop do grania, a wolę rozwiać wszelkie wątpliwości, bo w Internecie można spotkać pytania pt.: „Czy da się na nim pograć?”. Odpowiedź brzmi: tak, jak najbardziej! Drugie pytanie powinno jednak brzmieć: „Czy warto kupować tego ThinkPada z myślą o grach ALBO “jak to granie wygląda?”. Tutaj odpowiedzi mogą być smutne dla graczy.

Niby mamy w sprzęcie zintegrowany układ Intel Graphics nowej generacji, który jest zauważalnie lepszy od starszych iGPU Intela. Pozwala uruchomić mniej wymagające gry, starsze produkcje czy tytuły e-sportowe przy obniżonych ustawieniach graficznych. Ale granie w Counter-Strika 2 na tym laptopie? Trochę mordęga. Da się, stałe 30 klatek na sekundę można uświadczyć, ale – jako gracz komputerowy – zapytam: po co?!

I chyba nie muszę mówić, że takich gier jak Cyberpunk 2077 nie ma co nawet próbować. Takie pożeracze pamięci szybko pokazują ograniczenia zintegrowanej grafiki, ale trudno mieć o to pretensje. To tak, jakby kupować SUV-a z myślą o fajnej jeździe po torze wyścigowym. Średnio. ThinkPad E16 został zaprojektowany do zupełnie innych zadań.

Porty i rozbudowa, czyli rzecz, której inni producenci mogą uczyć się od Lenovo

Jedną z rzeczy, które naprawdę przypadły mi do gustu, a wcześniej ich tak nie doceniałem, jest zestaw złączy. W czasach, gdy coraz więcej producentów ogranicza liczbę portów do dwóch USB-C i każe dokupować huby za kilkaset złotych, pomyślałem sobie, że Lenovo zachowało zdrowy rozsądek.

Pozwólcie, że wymienię:

  • dwa Thunderbolty 4
  • dwa klasyczne USB-A
  • HDMI 2.1
  • pełnowymiarowy Ethernet
  • gniazdo słuchawkowe
  • i jeszcze możliwość ładowania przez USB-C

Ktoś powie: nic niezwykłego. A jednak – w sumie wystarczy jeden dzień pracy poza biurem, gdzieś w terenie (a taki właśnie miałem), żeby docenić ten fakt. Praktycznie wszystko, co najważniejsze, można podłączyć bez przejściówek.

Kolejna rzecz, która pokazuje, że projektanci naprawdę myśleli o użytkowniku przy tworzeniu konstrukcji laptopa, to możliwość rozbudowy. Może nie samych portów, ale tego, co znajduje się “pod maską”. To chyba największe zaskoczenie, oczywiście patrząc na kierunek, w jakim zmierzała technologia w ostatnich latach. Bo prawda jest taka, że coraz więcej laptopów jest praktycznie nierozbieralnych. Wiecie, pamięć RAM wlutowana, jeden slot na SSD, praktycznie zerowe możliwości modernizacji. A przynajmniej z takimi laptopami miałem do czynienia.

ThinkPad E16 w czwartej generacji idzie pod prąd. Tutaj na przykład ma dodatkowe miejsce, które pozwala zwiększyć pamięć nawet do 64 GB. Do tego dochodzą dwa gniazda na dyski SSD, co z kolei oznacza, że za kilka lat nie będzie trzeba wymieniać całego komputera tylko dlatego, że zabrakło miejsca na dane albo pamięci operacyjnej. Słowem: da się trochę pogrzebać, trochę zoptymalizować. Dla użytkowników biznesowych to naprawdę mocny argument, bo jak kupować laptopa za grubsze tysiące, niech służy dłużej niż 2-3 lata, prawda?

Dla kogo właściwie jest ten komputer?

Po zakończeniu testów doszedłem do wniosku, że ThinkPad E16 Gen 4 – pewnie jak każdy ThinkPad – nie ma ambicji, żeby podbić cały rynek laptopów. Bo… Nie ma najładniejszego ekranu. Nie ma najmocniejszego procesora. Nie jest najcieńszy. Nie jest też najlżejszy.

Za to praktycznie w każdej kategorii, zwłaszcza ważnej z perspektywy pracy na laptopie, wypada co najmniej dobrze. I właśnie dlatego trudno wskazać mi jego poważniejsze, jednoznaczne wady. Nie będę przecież krytykował go za to, że ledwo daje radę z CS-em, albo że nie nadaje się tak dobrze do obróbki fotek na Instagrama jak MacBook.

Gdybym miał określić to jednym zdaniem, ThinkPad E16 Gen 4 jest przede wszystkim komputerem dla osób, które potrzebują niezawodnego narzędzia do pracy, ale jednocześnie nie chcą zamykać się wyłącznie w świecie Excela. Bo ten laptop daje radę pod kątem rozrywki mniej obciążającej procesor – po pracy można obejrzeć film, zmontować prosty materiał wideo, pograć w mniej wymagające tytuły niż Counter Strike (choćby teraz popularny MECCHA CHAMELEON).

Czy zrobi to wszystko szybciej od laptopa z RTX-em? Oczywiście, że nie. Ale nie sądzę, że większość odbiorców potrzebuje akurat docackanego procesora i karty graficznej w środku, rodem ze świata gamingu. To ThinkPad. Nie szalejmy.

Podsumowanie. To nie perfekcja, ale dobre 8/10 bym dał

ThinkPad E16 Gen 4 nie jest laptopem, który zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Nie zachwyca wyglądem ani nie daje specyfikacji, które mogą zastąpić chociaż w części komputer gamingowy. Z tym że w segmencie biznesowym – a przecież musimy o tym pamiętać – jego największa zaleta objawia się dopiero po kilku dniach użytkowania.

Dobrze powiedzieć, że to po prostu sprzęt przewidywalny. Stabilny, wygodny, dobrze wykonany i zwyczajnie przyjemny w codziennej pracy. Coś ekstra dodaje nowa platforma Panther Lake, wnosząca zauważalny wzrost responsywności i – jak można się domyśleć – przygotowująca komputer na rozwój funkcji AI. 

Klawiatura? Sprawdza się tak jak trzeba. Zestaw portów? Nie wymusza życia z adapterami. Możliwość późniejszej rozbudowy? Super opcja, stawiająca ten sprzęt wyżej w kwestii żywotności, w porównaniu do wielu laptopów na rynku.

Owszem, są miejsca, w których konkurencja potrafi zaoferować więcej. Niektóre modele mają lepsze ekrany, inne są jeszcze lżejsze, a laptopy z dedykowaną grafiką zapewnią zdecydowanie wyższą wydajność w grach. Tylko że… ThinkPad E16 Gen 4 nigdy nie próbował z nimi rywalizować. Stąd w tytule to krótkie zdanie: nie udaje, nie mąci, zadowala. Chce być przede wszystkim dobrym komputerem do codziennej pracy i moim zdaniem ten cel realizuje skutecznie. 

Po zakończeniu testów nie zostało mi wrażenie obcowania z urządzeniem idealnym, które byłoby skrojone akurat pod moje potrzeby. Ale chyba zostało ze mną coś znacznie cenniejszego – poczucie, że gdybym miał jutro zabrać konkretny laptop na wyjazd służbowy, na kilka dni pracy zdalnej albo po prostu używać go przez kolejne trzy-cztery lata z tym przeznaczeniem, ThinkPad E16 Gen 4 byłby jednym z pierwszych modeli, które przyszłyby mi do głowy. Nawet obok takiego sprzętu jak MacBook. A to chyba dzisiaj całkiem niezła rekomendacja, prawda?

OFERTA

Partnerem portalu jest sklep notebooki.pl. Sprzęt do testów dostarczyła firma Lenovo. Opinie wyrażone w recenzji należą w 100% do autora i żadne osoby trzecie nie ingerowały w jej treść.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *