Jesień to dla producentów z branży IT okres bardzo intensywnej pracy – zaczyna się wysyp sprzętowych premier, a kalendarze dziennikarzy technologicznych zapełniają się kolejnymi zaproszeniami na spotkania, prezentacje i towarzyszące im imprezy okolicznościowe. Dla nas najczęściej wiąże się to z kolejnym wyjazdem do Warszawy, jednak w tym roku Lenovo postawiło na piękny Wrocław. A że początek poprzedniego tygodnia uraczył nas ciepłą i słoneczną pogodą, to stolica Dolnego Śląska zachwycała nie tylko architekturą, ale też klimatycznymi kolorami złotej polskiej jesieni.

Nasz dziarski zespół nie pojawił się we Wrocławiu tylko po to, by cieszyć oczy zabytkami i przygotowującą się do zimowej hibernacji florą, lecz by zapoznać się z nową rodziną laptopów biznesowych od Lenovo, zebraną pod marką ThinkBook. W Europie wybrać będziemy mogli między trzema formatami laptopów z tej serii – 13 cali, czyli testowany już przez nas ThinkBook 13s, oraz 14 i 15 cali. Jednak już na starcie warto się pochylić nad pytaniem, które wydaje się dość istotne w tym kontekście – po co ThinkBooki, skoro wybór ThinkPadów jest naprawdę spory?

 

I jak się okazuje – to znów wina rozwydrzonej młodzieży, a konkretnie pokolenia Z oraz millenialsów, którym klasyczne ThinkPady zdają się sprzętem mało emocjonującym, nudnym wizualnie i zaprojektowanym przez seniorów i dla seniorów…

A zupełnie poważnie – pojawienie się ThinkBooków to kolejny dowód na rosnące wymagania względem „zwykłych” laptopów i ultrabooków, do czego w dużej części przyczyniła się właśnie młodzież studiująca, zaczynający karierę specjaliści oraz nasi młodsi koledzy z pracy. Nie da się bowiem ukryć, że osoby 10, 15, czy nawet 20 lat młodsze od nas nieco inaczej spoglądają na sprzęt elektroniczny i ich rolę w codziennym życiu. Sądzę, że po części jest to wynik dorastania w czasach, w których elektronika nie była już ekskluzywną, drogą i rzadko spotykaną alternatywą dla książek, filmów i komiksów, lecz kolejną podkategorią zabawek i gadżetów dostępnych na wyciągnięcie ręki. Za, ekhem, „moich czasów” posiadacz sławnej „ruskiej gierki” miał pewność, że jego popularność w szkole i na podwórku właśnie zyskała nowy imponujący poziom. Dziś do tego celu potrzebujemy napędzanego wodorem quada z lądowiskiem dla drona…

 

Drugim czynnikiem wpływającym na podejście młodszych użytkowników komputerów osobistych do tej kategorii sprzętu jest brak świadomości, jak to kiedyś praca z laptopem wyglądała. A gdy nie miało się do czynienia z notebookami sprzed „ery ultrabooków”, które były ciężkie, nierzadko toporne wizualnie, a ich wydajność wypadała dużo słabiej od rozwiązań stacjonarnych, to człowiek nie patrzy na nowe modele przez pryzmat dawnych ograniczeń sprzętowych, lecz skupia się na tym, czy komputer w pełni będzie odpowiadał naszym obecnym, a nawet przyszłym wymogom i oczekiwaniom.

Do tego dochodzi coraz wyraźniejszy trend konsumeryzacji rozwiązań specjalistycznych, czyli przenoszenia funkcji i możliwości zwykle zarezerwowanych dla urządzeń profesjonalnych do sprzętu codziennego użytku. Dzięki temu takie dodatki jak sprzętowe funkcje bezpieczeństwa, możliwość dokowania czy modem LTE przestały być wyróżnikiem sprzętu korporacyjnego i można go znaleźć w laptopach dla „zwykłych śmiertelników”. A przenikanie się różnych segmentów sprzętu nie ogranicza się wyłącznie do kwestii dom/biznes, gdyż korporacyjny sznyt znajdziemy obecnie także w sprzęcie gamingowym. A dla odmiany notebooki do pracy coraz częściej dysponują grafiką NVIDIA GeForce GTX/RTX lub AMD Radeon, dzięki której po godzinach możemy bez kompleksów odpalić nawet bardzo wymagające tytuły.

Nie sposób tu także ominąć idei BYOD, o której szerzej piszemy tutaj. Możliwość pracy na własnym urządzeniu potrafi szczególnie ułatwić życie aktywnym freelancerom i innym użytkownikom pracującym zdalnie lub w trasie/terenie. Nic więc dziwnego, że pracodawcy coraz częściej zgadzają się na takie rozwiązanie kwestii sprzętu do pracy, aczkolwiek wypada tu jednak postawić pewne warunki. Owszem, BYOD sprawia, że pracodawca nie musi inwestować w sprzęt, ale jeżeli komputer ma mieć dostęp do firmowych zasobów, to nie powinien to być najtańszy laptop z elektromarketu, ale urządzenie względnie przyzwoitej klasy, w którym nie zabraknie chociażby wspomnianych sprzętowych zabezpieczeń, stanowiących barierę bezpieczeństwa między hardwarem a firmową „chmurą”.

 

Lenovo ThinkBook

W tym właśnie miejscu pojawia się rodzina ThinkBooków, czyli maszyn łączących wygląd prestiżowego „konsumera” z funkcjonalnością i wyposażeniem godnym biznesowego ultrabooka. Sprawdźmy zatem, co konkretnie zaoferuje nam ta nowa seria maszyn, która ma szansę zainteresować spore grono użytkowników – i to nie tylko ze wspomnianego pokolenia Z lub millenialsów. Jest to bowiem sprzęt nie tylko ładny, ale też solidnie wykonany i dopieszczony niezbędnymi w segmencie korporacyjnym dodatkami.

 

 

Design i solidność wykonania

Projektanci Lenovo nie szczędzili na materiałach składających się na obudowy ThinkBooków i znajdziemy tu sporo lekkich i wytrzymałych stopów metali. Z zewnątrz całą konstrukcję zabezpieczono obrobionymi technologią CNC aluminiowymi panelami, które nie tylko zapewniły obudowie wzorcową solidność wykonania, ale także nadały jej wyjątkowo gustowną prezencję. Pokrywa jest przy tym niemal niezauważalnie wybrzuszona i działa niczym kopuła chroniąca ekran przed uszkodzeniem – takie rozwiązania sprawia, że siła nacisku lub uderzenia nie skupia się w jednym punkcie, lecz zostaje rozproszona i  ma mniejszą szansę na uszkodzenie wyświetlacza.

Lenovo ThinkBook 13s

Do tego dochodzi skryta pod aluminium warstwa magnezu usztywniająca całą konstrukcję – i rzeczywiście ma to pozytywny wpływ na wytrzymałość obudów, które wyróżniają się sporą odpornością na nacisk czy próby wykrzywiania. A gdy sprzęt ma nam posłużyć ładnych parę lat, to istotny wpływ na jego niezawodność ma właśnie solidność samej obudowy – a w przypadku ThinkBooków nawet zawiasy zyskały dodatkowe wzmocnienia i ochronę. Solidnie się prezentujący mechanizm został zabezpieczony stopem cynku, co ma zapewnić mu wytrzymałość do 25000 cykli otwierania i zamykania pokrywy. Zawias został także pokryty stopem indu i cyny, chroniącym go przed korozją.

Finalnie rodzina ThinkBooków może się pochwalić certyfikacją MIL-STD-810G, potwierdzającą zwiększoną odporność laptopów na uszkodzenia mechaniczne, niskie i wysokie temperatury oraz wstrząsy i upadki. Z racji tego, że mówimy o maszynach o zwiększonej mobilności, to chwali się, że producent zadbał nie tylko o smukłą linię i zredukowaną wagę, ale także o zwartą, wytrzymałą i precyzyjnie spasowaną konstrukcję nowych notebooków. A gdy do kompletu dorzucimy biznesowe warunki gwarancji, o realizację której zadba serwis zajmujący się ThinkPadami, to widać, że Lenovo nową rodzinę ultrabooków traktuje jak pełnoprawnych przedstawicieli swojego biznesowego portfolio.

 

Specyfikacja i wyposażenie

Testowany przez nas ThinkBook 13s korzystał z niskonapięciowych procesorów Intel Core ósmej generacji, ale na horyzoncie (czyt. w sławnym PSREF-ie) można już się doszukać modeli dysponujących układami generacji dziesiątej – Comet Lake. Wśród nowych rozwiązań niskonapięciowych znajdziemy dwurdzeniowe Core i3, czterordzeniowe Core i5 i Core i7 oraz… sześciordzeniowe Core i7. I choć nie mieliśmy jeszcze okazji testować nowych chipów Intela, to nawet spoglądając na ich skróconą specyfikację można się domyślić, że czeka nas kolejny skok wydajnościowy – szczególnie sześciordzeniowy Core i7 10710U prezentuje się tu bardzo interesująco, gdyż jego osiągi, mamy nadzieję, ustanowią nowy standard wydajności w ultrabookach.

 

Dla osób planujących zakup jednej z tych maszyn bardzo istotna będzie informacja, że sprzęt uwzględnia możliwość rozbudowy pamięci operacyjnej. W przypadku ThinkBooka 13s obsługę do 16 GB RAM zapewni nam jedno gniado SO-DIMM, natomiast modele czternasto- oraz piętnastocalowe dysponować będą 4 lub 8 GB pamięci wlutowanej i jednym wolnym gniazdem, co pozwoli na zwiększenie pojemności pamięci operacyjnej do 20 lub 24 GB.

Przekątna wybranego modelu ma też wpływ na możliwości dyskowe. Najmniejszy z ThinkBooków korzysta z dysku M.2, któremu może towarzyszyć tzw. „dopalacz” dyskowy pod postacią technologii Intel Optane – o desktopowej wersji tego rozwiązania piszemy tutaj. ThinkBooki 14 i 15 dają nam nieco większe pole manewru, gdyż w ich wnętrzu znalazło się także miejsce dla dysku 2,5-calowego. W większości przygotowanych przez producenta konfiguracji będzie to dysk talerzowy o dużej pojemności, radykalnie zwiększający dostępną przestrzeń na dane. A że rodzina ThinkBook to sprzęt o zwiększonej mobilności, to producent zadbał także o odpowiednią ochronę dysku przed wstrząsami i upadkami – technologia Acitve Protection System zabezpieczy system ruchomych głowic i kręcących się dysków przed uszkodzeniem mechanicznym. Według zapewnień Lenovo, system jest w stanie wykryć, że laptop spada i natychmiast zabezpieczyć dysk HDD.

 

Format laptopa ma także wpływ na wybór dostępnych portów. O ile na wyposażeniu wszystkich wersji znajdziemy HDMI, USB 3.0 oraz USB 3.1 typu C z funkcją DisplayPort, to modele 14- oraz 15-calowe zyskały skryte pod zaślepką gniazdo USB 2.0, idealne do podpięcia nadajnika do myszy. Dzięki temu boki laptopa pozostaną wolne i praktycznie nie ma szans, że zdarzy nam się ów nadajnik gdzieś zgubić. Ponadto ThinkBook 14 i 15 zostały wyposażone w klasyczny port sieciowy RJ-45 – ThinkBook 13s ową funkcję może nam zapewnić tylko z pomocą odpowiedniego adaptera podpinanego do USB typu C.

 

Biznesowe ambicje ThinkBooków mają także odzwierciedlenie w zastosowanych funkcjach bezpieczeństwa, zebranych pod wspólnym szyldem Lenovo ThinkShield. Już na etapie uruchomiania laptopa system będzie mógł sprawdzić, czy jesteśmy właściwą osobą przy właściwym sprzęcie, gdyż przycisk zasilania kryje w sobie czytnik linii papilarnych. Laptopy doposażono także w moduł TPM 2.0 dbający o szyfrowanie danych przechowywanych na dysku, natomiast kamerkę chroni fizyczna przesłona, gwarantująca, że nawet Pegasus nie wykorzysta obiektywu przeciwko nam.

 

We wszystkich wersjach znajdziemy matrycę Full HD, więc jeśli zależy nam na wyższej rozdzielczości, będziemy musieli zajrzeć do oferty ThinkPadów. Nie ma jednak co ukrywać – większości użytkowników Full HD w zupełności wystarczy do komfortowej pracy, tym bardziej, że w biurze bez problemu będziemy mogli wspomóc się zewnętrznymi monitorami. Pamiętajmy jednak, by wybrać wersję wyposażoną w matrycę IPS. W przypadku ThinkBooka 13s nie będzie z tym problemu, gdyż to jedyny wyświetlacz dostępny w „trzynastce”, natomiast model 14 i 15 występuje także w wersji z wyświetlaczem TN. Taka konfiguracja będzie nieco tańsza, ale czy warto oszczędzać na tym konkretnym elemencie? Ekran TN przekłada się na wąskie kąty widzenia i lichy kontrast, co ma wymierny wpływ na komfort pracy, więc zdecydowanie lepiej sięgnąć po model z ekranem IPS, w którym tych wad nie znajdziemy.

 

Lenovo Modern Workplace, czyli idealne miejsce do pracy

Spotkanie z Lenovo nie ograniczyło się wyłącznie do prezentacji możliwości ThinkBooków – mogliśmy także zapoznać się paroma interesującymi urządzeniami peryferyjnymi, z pomocą których stworzymy miejsce pracy dopasowane do naszych potrzeb i wymagań.

 

Lenovo ThinkVision P44w

Kilkanaście kart przeglądarki, program do poczty, pakiet biurowy, edytor grafiki, służbowy komunikator i kto wie co jeszcze – nierzadko praca biurowa wymaga od nas żonglowania kilkunastoma aktywnymi aplikacjami. Trudno w tym momencie korzystać z jednego wyświetlacza – i to bez względu na to, czy pracujemy na laptopie, czy pod biurkiem czai się klasyczny desktop. Najlepszym remedium na ten problem będzie stanowisko do pracy wielomonitorowej, ale nie zawsze i nie wszędzie możemy sobie pozwolić na tak rozbudowane miejsce pracy.

 

 

W tym momencie bardzo interesującym rozwiązaniem staje się monitor ThinkVision P44w, który na pierwszy rzut oka może się wydawać urządzeniem zaprojektowanym dla gracza. Można to jednak zrozumieć, gdyż w biznesie nadal nieczęsto widujemy zakrzywione wyświetlacze o tak dużej przekątnej (niemal 44 cale). Monitor wyróżnia się także wysoką rozdzielczością wynoszącą 3840 x 1200 pikseli, a więc mówimy o rzadko spotykanej proporcji obrazu 32:10. ThinkVision P44w z powodzeniem zastąpi dwa wyświetlacze o rozdzielczości 1920 x 1200, a jeszcze większą elastyczność w możliwych zastosowaniach monitora zapewnią funkcje PIP (picture-in-picture) oraz PBP (picture-by-picture).

 

Finalnie monitor może się pochwalić świetnymi parametrami obrazu, co potwierdza certyfikacja DisplayHDR 400. Producent deklaruje, że sprzęt opuszcza fabrykę dopiero po kalibracji i tuż po wyciągnięciu go z pudełka będziemy mogli zasiąść do pracy z grafiką. Mało tego – ThinkVision P44w może też przypaść do gustu graczom, gdyż częstotliwość odświeżania matrycy została podbita do poziomu 144 Hz. Zwykle ów „bajer” trafia do urządzeń gamingowych, ale ThinkVision P44w aż prosi się, by wieczorem wykorzystać go do bardziej rozrywkowych zastosowań.

 

Lenovo ThinkVision M14

Coraz więcej aktywnych profesjonalistów przekonuje się do idei monitora podróżnego, nic zatem dziwnego, że producenci, w tym Lenovo, nie rezygnują z tworzenia tego typu urządzeń. Czternastocalowy ThinkVision M14 może być idealnym uzupełnieniem dla naszego ultrabooka, gdyż jest to to urządzenie na tyle lekkie (598 g) i kompaktowe, że powinniśmy bez większego problemu znaleźć dla niego miejsce w torbie lub plecaku z komputerem. Zaprojektowana z myślą o takim właśnie urządzeniu podstawa pozwoli na całkiem sensowną regulację odchylenia wyświetlacza, umożliwiając pracę dwumonitorową nawet poza obrębem naszego biura.

Do połączenia monitora z laptopem wystarczy nam pojedynczy przewód USB typu C, więc urządzenie będzie współpracować z dowolnym laptopem wyposażonym w to właśnie gniazdo ze wsparciem dla funkcji DisplayPort. W przypadku pracy „terenowej” zasilać go będzie sam laptop, natomiast jeśli będziemy mogli podłączyć do monitora zasilacz, to ThinkVision M14 może także ładować baterię w podpiętym do niego laptopie.

 

Wyświetlacz o rozdzielczości Full HD jest nie tylko matowy, ale cechuje go całkiem przyzwoita jasność maksymalna (300 nitów), co dobrze wróży pracy na świeżym powietrzu. ThinkVision M14 jest już dostępny w sklepach, a jego cena wynosi ok. 1100 zł. Jeśli często pracujesz poza biurem, a brak drugiego wyświetlacza jest dla Ciebie realnym utrudnieniem, to M14-tka może się okazać bardzo użytecznym dodatkiem do „zestawu wyjazdowego”.

 

Stacje dokujące i replikatory portów

Chociaż w tej kwestii Lenovo nie pokazało nic nowego, to, paradoksalnie, świadczy to o dobrze przemyślanej polityce dokowania ich produktów. W ofercie Lenovo nie brakuje bowiem rozwiązań dostosowanych nawet do najnowszych laptopów tej marki – szczegółowo omawiamy je w tym poradniku. A jak to wygląda w przypadku ThinkBooków?

 

 

Tu najlepszym rozwiązaniem będzie ThinkPad USB-C Dock, który, korzystając właśnie ze standardu USB-C, jednym przewodem podpinamy do ultrabooka, zyskując dostęp do znacznie bogatszego arsenału portów. Przy okazji USB-C Dock będzie nam ładował komputer, więc po przyjściu do biura wystarczy podpiąć do ThinkBooka jeden przewód i temat dokowania mamy z głowy.

 

Lenovo ThinkStation M90n

Wbrew pozorom nie jest to kolejny replikator portów, lecz pełnoprawny desktop o formacie miniPC, w którym znajdziemy podzespoły rodem z dobrej klasy ultrabooka. Gustowna, czarna skrzyneczka z czerwoną obwódką kryje w sobie wybór niskonapięciowych procesorów Intel Core, zintegrowany układ graficzny, do 16 GB RAM-u oraz miejsce dla dwóch dysków SSD M.2. Taki zestaw sprosta nie tylko wymaganiom pakietu biurowego, ale również bardziej ambitnym zadaniom – ostatecznie cztery rdzenie, nawet w wersji niskonapięciowej, oraz szybki dysk półprzewodnikowy to połączenie potrafiące zaskoczyć swoimi osiągami.

Lenovo ThinkCentre M90n-1

Więcej informacji o tym uroczym „desktopiku” i jego możliwościach znajdziecie w pełnej recenzji ThinkStation M90n. Naprawdę warto się zainteresować tym rozwiązaniem, gdyż komputer ma się czym pochwalić i stanowi nowoczesną alternatywę dla wszelkiego typu wysłużonych desktopów w formie Tower lub mini-Tower od lat kurzących się gdzieś pod naszym stołem. A w przypadku firmy lub instytucji planującej wymianę przestarzałej floty desktopów istotna staje się wręcz niesamowita oszczędność miejsca – M90n może zostać zamontowany nawet pod blatem lub za monitorem. Przesiadka na taki typ sprzętu to także mniejsze zużycie energii w firmie – niskonapięciowa platforma procesorowa charakteryzuje się wręcz homeopatycznym apetytem na prąd.

 

Nie taki ThinkBook straszny…

Rynek technologii ciągle ewoluuje, ale, co pokazuje premiera ThinkBooków, nie chodzi tu wyłącznie o coraz mocniejsze podzespoły i smuklejsze obudowy. Zmieniają się także użytkownicy, albo raczej – rośnie wpływ młodszego pokolenia, które właśnie lub od niedawna zaczęło swoją karierę zawodową. I czy nam się to podoba, czy też nie, będzie to miało swoje przełożenie na kierunek rozwoju technologicznego – w tym także ultrabooki i laptopy.

 

Ale nie ma się co oszukiwać, tak było, jest i będzie, gdyż to młodsze pokolenie i jego otwartość na zmiany i innowacyjne pomysły przynoszą światu kolejne rewolucje – od obyczajowych po technologiczne właśnie. Raptem kilkanaście lat temu idea ThinkBooków, czyli fuzja biznesowej funkcjonalności i wyglądu „konsumera”, zostałaby potraktowana przez oburzonych fanów marki za kolejny dowód na to, że „Lenovo rujnuje stworzoną przez IBM markę”. Dziś o takich emocjach nie ma mowy, aczkolwiek duża w tym zasługa samych ThinkBooków, które okazały się produktem zaprojektowanym i z sercem, i z głową. Czy zatem ThinkBooki staną się znakiem rozpoznawczym pokolenia „Młodych Korpo-Wilków”? O tym przekonamy się za parę lat…