Tak, dobrze czytacie – nasz własny Księżyc, od wieków kojarzony z surową, pylistą pustynią, ma na powierzchni… rdzę. A dokładniej: hematyt, czyli tlenek żelaza. Brzmi jak absurd? Naukowcy właśnie pokazali, że to efekt bliskiej relacji Ziemi i jej satelity.
Zespół Xiandiego Zenga z Macau University of Science and Technology odtworzył w laboratorium warunki panujące na Księżycu. W eksperymentach badano, jak tlen i wodór wpływają na minerały bogate w żelazo – dokładnie takie, jakie dominują w księżycowym regolicie. I bingo: udało się nie tylko wytworzyć hematyt, ale też odwrócić ten proces.
Skąd jednak tlen na Księżycu? Podczas pełni satelita wchodzi w tzw. ogon magnetosfery Ziemi. To swoisty kosmiczny parasol, przez który uciekają jony tlenu z naszej atmosfery. W tym czasie wiatr słoneczny – na co dzień zalewający Księżyc wodorem – jest znacznie słabszy. Efekt? Idealne warunki do „rdzewienia” księżycowych skał.
Najciekawsze jest to, że nie wszystkie minerały reagują tak samo. Utlenianiu ulega żelazo metaliczne, ilmenit czy troilit, ale już piroksen i oliwin pozostają obojętne. Badacze pokazali też, że magnetyt może być etapem przejściowym między czystym żelazem a hematytem.
Dlaczego to ważne? Bo hematyt na Księżycu nie jest tylko „kosmiczną plamą rdzy”. To potencjalne archiwum historii ziemskiej atmosfery – sięgające nawet 2,4 miliarda lat wstecz, do Wielkiego Wydarzenia Utleniającego. A skoro przyszłe misje mają skupić się m.in. na południowych regionach Księżyca, tam gdzie hematytu jest najwięcej, naukowcy zyskają unikatowe okno na ewolucję Ziemi.
Puenta? Patrząc w niebo podczas pełni, możecie pomyśleć: ten srebrny glob wcale nie jest taki czysty. Trochę rdzy od nas już złapał…
źródło: polskieradio24.pl




Dodaj komentarz