Od czasu premiery nowego iPhone’a – oznaczonego rzymską liczbą X i określanego przez polskich fanów na zmianę „Iksem” oraz „Dziesiątką” – minęło już dobre parę miesięcy (polska premiera miała miejsce 3 listopada 2017 r. – czyli równo ze światową). Tymczasem w sieci nadal wrze, a emocje wciąż nie opadły. I nic dziwnego: fale prześmiewających flagowy telefon Apple memów, które zalały Internet w listopadzie i grudniu, zastępują powoli wieści o skandalach, a nawet… plotki o wycofaniu iPhone’a z produkcji.

W natłoku wieści (oraz fake newsów) pewne wydaje się tylko jedno: wyłącznie produkt marki Apple mógłby wywołać podobne zamieszanie.

iPhone X – nowe oblicze urządzeń mobilnych?

Pół roku po premierze iPhone X nadal robi wrażenie. Choć część recenzentów zarzuca Apple brak „prawdziwych” innowacji i skupienie się na rozwoju „nieistotnych” funkcjonalności (m.in. tych związanych z mediami społecznościowymi), to nie sposób nie zauważyć ogromnego postępu. W porównaniu z iPhone 7 „Dziesiątka” to urządzenie z odległej przyszłości. O wcześniejszych iPhone’ach nie warto wspominać; X dystansuje je o całe wieki. I to zarówno pod względem technologii, jak i użyteczności czy komfortu.

 

 

W porównaniach zdecydowanie lepiej radzi sobie iPhone 8, którego Apple wprowadziło do sprzedaży równolegle z iPhone X. Po części może być to zasługą zastosowanych przy produkcji rozwiązań: iPhone 8 wyposażono bowiem w podobne co „Dziesiątkę” podzespoły. Porównanie to pozwala zrozumieć prawdziwe znaczenie nowego Apple’owskiego procesora – A11 Bionic, który zastąpił rozwiązanie znane z wcześniejszych urządzeń (tj. procesor A10 Fusion). W teorii A11 charakteryzuje się osiągami o ¼ lepszymi niż poprzednie iteracje; w praktyce różnice te często są większe, szczególnie przy obsłudze bardziej wymagających aplikacji. A choć różnice te wielokrotnie pokazywano w testach i benchmarkach, to nigdzie nie są one tak widoczne jak podczas codziennego użytkowania. Użytkownik przyzwyczaja się do nich właściwie niepostrzeżenie; osoby korzystające równolegle z innego telefonu – szczególnie urządzenia innej marki – z całą pewnością odczują dyskomfort, bo przewagę A11 nad A10 naprawdę się czuje. To przynajmniej jak przesiadka z PS3 na PS4. Spore znaczenie ma tu zapewne również najnowsza wersja Apple’owskiego systemu operacyjnego – iOS 11 działa na iPhone X jak marzenie.

Różnice pomiędzy iPhone X a iPhone 8 są bardziej subtelne. Zdawać się może, że dotyczą one głównie sposobu obsługi. „Dziesiątka” to z pozoru urządzenie skierowane dla osób ceniących postęp i innowacje; „Ósemka” – dla przywiązanych do sprawdzonych rozwiązań znanych z poprzednich wersji iPhone. To mówiąc, nawet przesiadka z iPhone X na iPhone 8 może okazać się bardzo utrudniona. Wygoda i komfort użytkowania iPhone X nie ma sobie równych – ani w rodzinie urządzeń Apple, ani nigdzie indziej poza nią. Choć sprawność działania obu urządzeń pozostaje podobna, to równoległe obcowanie z jednym i drugim bardziej przypomina korzystanie z urządzeń dwóch różnych producentów niż dwóch kolejnych wersji tego samego produktu.

Technologia i jej funkcje: po co komu iPhone X?

Jeśli wierzyć plotkom, to Apple planowało te zmiany od lat: całkowite usunięcie przycisku Home, wprowadzenie ekranu OLED, radykalną aktualizację interfejsu dotykowego i, co chyba najważniejsze, zastąpienie Touch ID przez Face ID – technologię odpowiadającą m.in. za rozpoznawanie twarzy użytkowników (to właśnie do jej obsługi potrzebna jest duża część mocy nowego procesora – dużo słabszy A10 nie poradziłby sobie z tak trudnym zadaniem). Pierwsze wzmianki na ten temat pojawiły się w Internecie niedługo po premierze iPhone’a 7, w 2016 roku; spekulacje podsycały dodatkowo insidery i przecieki (część z nich zapewne kontrolowana). Ale prawdziwe znaczenie tych zmian staje się jasne dopiero po spędzeniu z iPhone X pewnego czasu. Czy korzystanie z telefonu pozbawionego jakichkolwiek przycisków może mieć sens? Czy rozwiązanie to rzeczywiście jest lepsze? Odpowiedź jest jedna – oczywiście, że tak. Po przyzwyczajeniu się do nowego interfejsu aż chce się zapytać: „Jak to możliwe, że korzystaliśmy ze smartfonów tyle lat, a jednak nikt tego wcześniej nie zrobił?”.

 

 

Technologię Face ID, będącą w istocie czymś znacznie więcej niż tylko następczynią Touch ID, przywitano początkowo z dość sporym sceptycyzmem. Pytania dotyczyły faktycznej użyteczności i bezpieczeństwa: „Czy rzeczywiście mamy powód, by wyposażać urządzenia mobilne w tego typu technologię? Czy nie jest to przerost formy nad treścią, postęp dla postępu, innowacja bez uzasadnienia? I, co ważniejsze, czy jest to bezpieczne?”. Dziś wiemy, że zmiana ta miała swój sens. I nie chodzi tu tylko o odwieczne marzenie – stworzenie „telefonu bez przycisków”. Zabezpieczenia oparte na Face ID złamano do tej pory *raz* – i nie stało się to bynajmniej w domowych warunkach. Krytycy powołują się wprawdzie na bardziej skomplikowane przypadki, np. sytuacje, w których zabezpieczenia łamane były przez identyczne bliźnięta jednojajowe. Trudno jednak uznać to za problem technologii; jeszcze trudniej – za lukę w zabezpieczeniach. Czy nasze identyczne rodzeństwo rzeczywiście mogłoby chcieć uzyskać w ten sposób dostęp do naszych danych? Zapewne; amerykańskie filmy akcji obfitują w dużo gorsze scenariusze. Czy iPhone X umożliwia zabezpieczenie się przed taką sytuacją również w inny sposób? Bez większych problemów.

Natomiast sama technologia niewątpliwie jest przełomowa – i konkurencji jeszcze dużo czasu zajmie dogonienie Apple. Prace nad podobnym rozwiązaniem zapowiedziało ostatnio Huawei. Trudno jednak oczekiwać, że firma ta będzie w stanie dokonać podobnego skoku technologicznego w czasie krótszym niż paręnaście, a może nawet parędziesiąt miesięcy. Co więcej, nawet pojawienie się bezpośredniej technologicznej konkurencji nie sprawi, że znikną wątpliwości związane z bezpieczeństwem Face ID i otaczającymi to rozwiązanie kontrowersjami prawnymi. Czy tego chcemy, czy nie, Apple znów przeciera szlak. Przynajmniej przez najbliższe parę lat każde rozwiązanie zaproponowane przez inną firmę będzie co najwyżej podążać ścieżką wyznaczoną przez firmę z Cupertino (i, ewentualnie, jej prawników).

Czy cyfrowe mapy twarzy użytkowników iPhone X są bezpieczne? Wiele zależy od akceptowanych przez nich regulaminów poszczególnych aplikacji. Niektóre z nich domagają się dostępu do tych (przechowywanych lokalnie – na telefonach, a nie w chmurze) informacji. Czy możemy być spokojni o jakość tych zabezpieczeń? Tak – o ile do ich złamania nie wykorzystamy technologii skanowania będącej obecnie co najwyżej na wyposażeniu wojska i agencji rządowych. Skan taki należałoby następnie wykorzystać do stworzenia bardzo szczegółowej maski. Czy da się to zrobić? Z całą pewnością. Czy trudno to zrobić? Tak – zdecydowanie. Face ID jest obecnie jednym z najskuteczniejszych – i wciąż rozwijanych – zabezpieczeń biometrycznych.

Niestety, podobnie jak w przypadku każdej innowacyjnej technologii, Face ID nadal posiada stosunkowo niewiele *praktycznych* zastosowań. Jest to zresztą jednym z powodów, dla których najnowszy iPhone tak często wyśmiewany jest w Internecie. Najbardziej oczywistym sposobem na wykorzystanie technologii mapowania twarzy są dodatkowe funkcje społecznościowe. Nie ma w tym nic zaskakującego – popularność mediów społecznościowych rośnie z roku na rok, a eksperci przypuszczają, że w najbliższych latach całkowicie zmienią one oblicze świata (co zresztą dzieje się już dziś). Zastosowanie przełomowej, wartej miliardy dolarów technologii do generowania emotikon (np. przypominającej twarz użytkownika… kupy) nie może jednak nie budzić śmieszności. Nic dziwnego więc, że budzi.

 

 

Krytykę tego rodzaju najłatwiej odeprzeć jednak statystykami. Sam tylko Facebook ma już ponad 2 miliardy aktywnych użytkowników; za pomocą tej platformy możemy połączyć się z jedną trzecią mieszkańców naszej planety – i to nie płacąc ani złotówki. Budżety reklamowe i promocyjne alokowane rok do roku w mediach społecznościowych przez największe korporacje już dawno przekroczyły PKB naszego kraju. A zupełnie nawiasem – czym jest telefon, jeśli nie urządzeniem pełniącym przede wszystkim funkcje społecznościowe? Ich dalszy rozwój z całą pewnością nie przyniesie Apple szkody. Krytycy mogą szydzić, racja jednak najczęściej jest po stronie innowatorów. Nawet jeśli na chwilę obecną stworzona przez nich technologia nie posiada aż tak wielu zastosowań.

Coś dla oka – aparat fotograficzny i wyświetlacz

Za zupełnie niekontrowersyjną należy natomiast uznać jakość robionych przez najnowszego iPhone’a zdjęć. iPhone X wyposażony jest w sumie w trzy aparaty: dwa z tyłu obudowy i jeden z przodu, u góry. Aparaty z tyłu obudowy (z których jeden ma rozdzielczość 12 megapikseli) umożliwiają uzyskanie niespotykanej dotychczas przy sprzęcie mobilnym jakości: fotografii oraz filmów w rozdzielczości 4K przy zachowaniu 60 klatek na sekundę (!). Możliwe jest też uzyskanie dwukrotnego zoomu optycznego (co również musi robić wrażenie) oraz dziesięciokrotnego zoomu cyfrowego; zoom optyczny jest przy tym bezstratny (co wcale nie jest tak oczywiste). iPhone X wciąż jeszcze nie jest „lustrzanką”; to jasne. Pośród smartfonów nie ma jednak sobie równych – to prawdopodobnie najlepszy dostępny obecnie na rynku mobilny sprzęt fotograficzny, jeden z tych, których możliwości znacząco wykraczają poza potrzeby standardowego użytkownika. Niewątpliwie tłumaczy to jego popularność wśród socialmediowych influencerów i profesjonalnych YouTuberów; to idealne zastosowanie dla tego smartfona.

Bardziej kompleksowym testom poddał aparaty nowego iPhone’a znany z filmów i podcastów o tematyce fotografii mobilnej Tyler Stalman. Jego zdaniem najbliższym „Dziesiątce” urządzeniem na rynku jest Google Pixel 2 (który również może pochwalić się aparatem o rozdzielczości 12 megapikseli). Ustępuje on jednak nowemu iPhone’owi pod względem pozostałych parametrów – co może odbić się na jakości nagrywanych przezeń filmów. Całość recenzji Stalmana można obejrzeć na jego kanale na YouTube. Zwróćmy uwagę, że zgłaszane przez niego zastrzeżenia mają głównie charakter preferencyjny i dotyczą w dużej mierze sposobu kalibracji ekranu, nie samej jakości wykonywanych przez iPhone X zdjęć. Jak pamiętamy, również Google Pixel 2 nie był pod tym względem bez grzechu.

 

Zdjęcie zrobione iPhone’m X podczas podróży do Indii. Rozdzielczość 4K, niesamowite możliwości trybu portretowego i perfekcyjne odwzorowanie rzeczywistych kolorów. Zdjęcie bez filtrów.
Zdjęcie zrobione iPhone’m X podczas podróży do Indii. Zamontowane w telefonie aparaty pozwalają osiągnąć jakość zarezerwowaną uprzednio jedynie dla lustrzanek oraz lustrzanek cyfrowych, a barwy oddawane są z niespotykaną wcześniej dokładnością, nawet przy najbardziej wymagającym oświetleniu.

Drugą stroną tej samej monety jest zainstalowany w iPhone X wyświetlacz. „Dziesiątka” wyposażona jest w niespełna sześciocalowy (dokładniej: 5,8) ekran OLED charakteryzujący się idealnym – niemal stuprocentowo akuratnym – odwzorowaniem rzeczywistych kolorów. Jest to pierwszy na świecie smartfon, w którym zastosowano ekran tego rodzaju (dla porównania: Google Pixel 2 wyposażony jest w standardowy ekran AMOLED); dzięki temu jakość obrazu bliższa jest iPadom i MacBookom Pro niż wcześniejszym wersjom iPhone. Jak wynika z niezwykle szczegółowych testów przeprowadzonych przez DisplayMate, iPhone X bije pod tym względem na głowę nie tylko inne urządzenia mobilne, ale również wiele nowoczesnych monitorów i większość (!) telewizorów.

Wrażenie robi też zwiększony maksymalny poziom jasności, dzięki czemu z urządzenia możemy korzystać nawet przy wyjątkowo jasnym sztucznym oświetleniu – o pełnym świetle dziennym nawet nie wspominając. Różnica ta nie zmieni za wiele dla standardowego użytkownika – większość z nas spokojnie mogłaby zadowolić się nawet dużo mniejszą od maksymalnej jasnością. To mówiąc, iPhone nadal pozostaje „najjaśniejszym” dostępnym na rynku smartfonem; najbliższa konkurencja nie jest wprawdzie bardzo daleko w tyle (różnica sięga niecałych 100 jednostek), ale nadal jest w tyle. (Nawiasem mówiąc, producentem wszystkich zajmujących miejsca na podium ekranów, również tego w iPhone X, jest Samsung. Drugie miejsce zajmuje ekran SG Note 8. Trudno więc mówić o jakiejkolwiek prawdziwej konkurencji.)

 

Zdjęcie zrobione iPhone’m X podczas podróży do Indii. Możliwości trybu portretowego stanowią kolejny krok uczyniony przez Apple w rozwoju tej funkcji. Już w iPhone 7 robiła ona ogromne wrażenie; zwiększenie rozdzielczości do 4K sprawia, że najnowszy smartfon Apple zamienia się w małe, przenośne studio fotograficzne. Zdjęcie bez filtrów, przed jakimkolwiek retuszem czy poprawkami.
Zdjęcie zrobione iPhone’m X podczas podróży do Indii. Tryb portretowy sprawdza się również w połączeniu z funkcją zoomu i przy węższym kadrowaniu. Jak uczy doświadczenie, w świecie smartfonów wcale nie jest to regułą. Tym większe uznanie należy się projektantom aparatu w nowym telefonie Apple.

iPhone X też otrzymał oznaczenie IP67, co oznacza, że jest w dużej mierze wodoodporny, a także całkowicie odporny na kurz i zapylenie. Niedługo po premierze pojawiły się zresztą pierwsze realizowane za jego pomocą podwodne sesje fotograficzne i filmowe. Podobnie jak Google Pixel 2, iPhone X nie jest odporny na całkowite zanurzenie; dłuższe podwodne sesje będą wymagać dodatkowego zabezpieczenia przed zatapianiem. Zwróćmy jednak uwagę, że nawet najnowsze smartfony Samsunga posiadające oznaczenie IP68 nie są całkowicie wodoodporne i mogą ulegać uszkodzeniom w kontakcie z płynami. Wszystkie te telefony są natomiast całkowicie bezpieczne w sytuacjach przypadkowego upadku do wody czy zamoczenia.

Bez przewodów, bez problemu

iPhone X robi też kolejny krok w stronę rozwiązań bezprzewodowych. O tym, że Apple zamierza podążać w tym kierunku, wiedzieliśmy już dawno; zwolennicy słuchania muzyki z telefonu przekonali się o tym po raz pierwszy jeszcze przed premierą iPhone 7, kiedy firma z Cupertino zapowiedziała, że telefon będzie całkowicie pozbawiony standardowego 3,5-milimetrowego wejścia minijack. Wejście to zostało całkowicie usunięte; posiadacze telefonu musieli zadowolić się rozwiązaniem autorskim – gniazdem Lightning (będącym obecnie Apple’owskim standardem) – i ewentualną przejściówką. Pomimo próśb i nalegań fanów, firma zdecydowała się pozostać przy swoim – co, trzeba przyznać, wyszło samej konstrukcji na dobre, umożliwiając bardziej ergonomiczne wykorzystanie przestrzeni we wnętrzu urządzenia.

Nie inaczej jest z iPhone X. Posiadacze „dużych” słuchawek mogą podłączyć je do gniazda Lightning za pomocą przejściówki (np. USB). Istnieją też specjalne – i niedrogie – adaptery Lightning-to-minijack, umożliwiające podłączenie do telefonu słuchawek z tradycyjnym jackiem. Dużo lepszym i wspieranym przez Apple wyjściem jest jednak zakup słuchawek bezprzewodowych, np. Apple’owskiego zestawu AirPods. Słuchawki te „podłączamy” do iPhone’a za pomocą adaptera Bluetooth. iPhone X sam wykrywa znajdujące się w pobliżu słuchawki AirPods – i za pomocą wyskakującego na ekranie (ale nienahalnego) komunikatu pyta o ich „podłączenie”. O samym zestawie AirPods można by napisać osoby artykuł; dość powiedzieć, że jest to rozwiązanie inteligentne, proste – i dobrze zaprojektowane. Niestety, jak na polskie standardy jest również dość drogie. (Mieści się jednak w przedziale cenowym zawierającym słuchawki podobnej klasy i jakości wykonania.)

iPhone X w pełni wspiera też bezprzewodowe ładowanie. Nie jest to wprawdzie pierwszy smartfon, który wykorzystuje to rozwiązanie; trzeba jednak uczciwie przyznać, że nigdy nie zdobyło one należnej mu popularności, po części ze względu na szersze branżowe trendy (najbardziej dziś rozpowszechnione telefony w aluminiowych obudowach praktycznie uniemożliwiają bezprzewodowe ładowanie). Czy Apple dokona rewolucji również na tym polu? Trudno powiedzieć. Tradycyjne ładowanie nadal jest dużo szybsze – nawet w przypadku tego smartfona. Jest to jednak zdecydowanie krok w stronę nowości.

Gwóźdź programu, czyli wzornictwo

Wątpliwości nie pozostawia natomiast projekt i jakość wykonania nowego iPhone’a. X jest telefonem pięknym. Na szczególną uwagę zasługuje przekora, z jaką Apple podeszło do wzorniczych trendów, decydując się na pozostawienie wokół ekranu niewielkiej ramki – co w dobie telefonów „bezramkowych” jest naprawdę odważnym posunięciem, a w oczach niektórych fanów marki urasta do wręcz rangi estetycznego manifestu („Hej, widzimy, co robicie z waszymi ekranami; to, co robicie, wygląda okropnie”).

Gorzej natomiast z odpornością na mniejsze i większe uszkodzenia. Fakt powstawania na ekranie i obudowie mikrorysek nikogo nie dziwi; przy tego rodzaju szklanej powłoce właściwie nie sposób tego uniknąć. iPhone X nie jest w tej kwestii żadnym wyjątkiem. Niestety, smartfon Apple nie należy też do najbardziej wytrzymałych urządzeń na rynku. W testach wypada znacznie gorzej niż pozostałe modele. Zdecydowanie zalecamy ostrożność.

 

Podsumowanie

Nie ma wątpliwości: iPhone X jest najbardziej zaawansowanym technologicznie smartfonem na rynku. Jest też prawdopodobnie smartfonem najlepszym (choć wiele zależy tu od indywidualnych preferencji każdego z użytkowników). Można też spodziewać się, iż jego użyteczność będzie rosnąć, nie spadać: fakt, że część z zastosowanych przy jego produkcji rozwiązań technologicznych nie znalazła jeszcze bardziej praktycznego rozwiązania raczej nie powinien nikogo zniechęcać – prędzej czy później na pewno się to zmieni. Dużym problemem pozostaje natomiast cena urządzenia – w Polsce (i ogólniej: w Europie) jeszcze wyższa niż w USA. Czy warto zapłacić? Za cenę iPhone X można by kupić niezłego notebooka (a nawet – niezłego notebooka od Apple). Jeśli nie zarabiamy na mobilnej fotografii lub tworzeniu filmów do Internetu, to wydatek tego rzędu prędko nam się nie zwróci. Przywilej codziennego korzystania ze sprzętu z przyszłości musi mieć jednak swoją cenę.

Addendum: Czy Apple porzuci nowego iPhone’a?

Na podstawie przecieku, do którego dotarł AppleInsider, komentatorzy rynkowi i dziennikarze wyciągnęli wnioski, że Apple zamierza wycofać iPhone’a X z produkcji i zastąpić go nowym modelem. Wszystko to w przeciągu roku. Internauci natychmiast podchwycili te wieści, budując na ich podstawie nierzadko dość apokaliptyczne scenariusze dotyczące przyszłości telefonu, a nawet całej firmy. Tymczasem wyniki wcale nie są złe – pamiętajmy: iPhone X konkuruje przecież o uwagę z iPhone 8 – a ewentualne wycofanie najnowszej iteracji flagowego telefonu Apple z produkcji wcale nie musi wynikać z niższej sprzedaży czy oznaczać zniknięcia „Dziesiątki” z półek sklepowych. Najprawdopodobniej będzie zupełnie inaczej.

Jak wspominaliśmy we wcześniejszych artykułach poświęconych marce Apple – Notebooki Apple – fakty i mity oraz Czy korzystanie z MacBooka ma sens bez iPhone’a? Porównujemy ekosystemy Microsoftu i Apple – firma z Cupertino ma długą historię porzuconych urządzeń. Z biznesowego punktu widzenia postępowanie takie nie budzi raczej większych zastrzeżeń. Gorzej dla użytkowników. Apple nie pozostawia jednak złudzeń: porzucanie starszego bądź niepopularnego sprzętu to niezbędny krok na drodze do innowacji.

Trzeba tu jednak odróżnić „porzucenie” od „porzucenia”. Czym innym jest bowiem całkowite wygaszenie wsparcia dla danego urządzenia, czym innym zaś – zastąpienie go nowym modelem, a nawet kilkoma, jak było np. w przypadku iPhone’a 5. iPhone 5 był urządzeniem równie przełomowym co iPhone X – i to zarówno w kwestii wzornictwa, jak i technologii. A jednak Apple postanowiło zawiesić go w niecały rok po premierze, zastępując oryginalną „Piątkę” dwoma nowszymi wersjami: nieco lepszym (i droższym) iPhone’m 5S oraz tańszym (i mniej spektakularnym) iPhone’m 5C z plastikową obudową. iPhone 5 nie zniknął jednak z półek sklepowych – klienci Apple nadal mogli go kupić.

Jeżeli mielibyśmy interpretować wspomniane wcześniej przecieki, to prawdopodobnie najlepiej jest je rozumieć właśnie w ten sposób. Jeśli iPhone X zostanie wycofany z produkcji, to istnieją spore szanse, że stanie się tak właśnie przez wzgląd na wprowadzenie kolejnych iteracji tego samego modelu. Oczywiście sama „Dziesiątka” nie zniknie z półek sklepowych; należałoby raczej spodziewać się niewielkiej (początkowo) przeceny i stopniowo malejącej dostępności. Byłoby to zgodne z dotychczasowym cyklem życia iPhone’ów i miałoby większy sens biznesowy. Z czasem mogłoby też zapewnić smartfonowi status urządzenia kultowego.