No cóż, reakcje Internetu na premierę najnowszych iPhone’ów chyba nie są takie, jak dział promocji i marketingu firmy Apple przewidywał. A może właśnie o to chodziło? Nieważne jak mówią, ważne żeby mówili. iPhone 11 i jego warianty będą na ustach i fanpejdżach wszystkich. Czyli jakby nie patrzeć – cel osiągnięty. Psy szczekają, a karawana jedzie dalej. A fanatycy, którzy logo ugryzionego jabłka muszą mieć na smartfonie, laptopie i zegarku, z pewnością i tak na widok nowego „ajfona” będą mieć przyspieszone bicie serca i będą go bronić.

Chociaż z tym ostatnim nie byłbym taki pewnie, skoro nawet nasi redakcyjni „ajfoniarze” dopatrują się upadku wizjonerskiego podejścia Apple oraz zbrodni na estetyce „jabłkowych” smartfonów (tekst Artura znajdziecie tutaj, a parę punchline’ów w stronę nowego iPhone’a oraz polityki Apple od Przemka znajdziecie pod tym linkiem).

Wróćmy jednak do sedna, czyli reakcji społeczności na zapowiedź iPhone’a 11, iPhone’a 11 Pro oraz iPhone 11 Pro Max. Internauci głowili się, żeby odgadnąć, skąd projektanci Apple wzięli inspirację na takie rozłożenie kamer lub do czego można by je wykorzystać. Pomysłów było bez liku, postaramy się wybrać… najbardziej prawdopodobne.

 

Na taki, a nie inny odbiór najnowszy iPhone’ów zareagowali także marketingowcy specjalizujący się w real-time marketingu innych, niekoniecznie związanych z branżą elektroniczną, marek. W trakcie ostatnich dwóch dni układ kamerek z iPhone’a 11 stał się na tyle rozpoznawalny, że skorzystać ze wzoru postanowił indyjski oddział firmy Durex.

 

Sytuację wykorzystał także producent znanego w Polsce (i nie tylko) napoju wyskokowego Wyborowa, racząc swoich fanów na Facebooku taką oto grafiką:

No dobrze, jeżeli naigrywanie się z nowych smartfonów Apple uważacie za grubą przesadę i nic nie powstrzyma Was przed zakupem nowego iPhone’a, to może warto dowiedzieć się ile na sprzęt będzie trzeba pracować? O taką analizę pokusił się serwis Picodi.com.

Żeby kupić iPhone’a 11 w wersji 64 GB, który wyceniony został na 5199 zł, statystyczny Polak, przy założeniu średniego wynagrodzenia w kwocie 3438 zł „na rękę”, będzie musiał przepracować prawie 32 dni. Czyli niemal półtora miesiąca (przy założeniu, że w miesiącu mamy 21 dni roboczych – taką metodologię obrał serwis Picodi.com). Oczywiście w tym czasie nie można wydawać pieniędzy na takie bzdury jak jedzenie, napoje, rachunki, paliwo i inne. W rankingu najkorzystniej wypadła Szwajcaria. Tam na nowego „ajfona” trzeba przepracować niespełna 5 dni. Z wszystkich wziętych pod uwagę w rankingu krajów, najgorzej wypadają Meksykanie. Tam trzeba harować przez 54 dni, żeby później móc szpanować przed znajomymi nowym smartfonem z „juesej”.