Drugi serial Marvela dla Disney+ właśnie się zakończył. Falcon i Zimowy Żołnierz odpowiedział na kilka bardzo ważnych pytań dotyczących uniwersum, ale czy sprostał oczekiwaniom widzów? Sprawdzamy w spoilerowej recenzji.

 

 

Nowy serial Disney+ jest przeciwieństwem WandaVision. To szpiegowski akcyjniak, któremu zdecydowanie bliżej do filmu Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz. Nowe miejscówki, znajome twarze i niespodziewane zwroty akcji. Najistotniejsze jest jednak to, że mamy w końcu okazję…

 

Poznać Sama i Bucky’ego

Postać Sama jest w komiksach jedną z najstarszych. Po raz pierwszy pojawił się już w 1969 roku w jednym z zeszytów przygód Kapitana Ameryki. Co ciekawe, w filmach pominięto jedną z jego charakterystycznych umiejętności, a dokładniej telepatyczną komunikację z ptakami, która umożliwiała mu widzenie przez ich oczy i kontrolowanie ich. W MCU zrezygnowano z tego wątku, skupiając się bardziej na ludzkiej stronie Sama. W serialu Sam znajduje się w jednym z najważniejszych etapów w swoim życiu – Steve Rogers, jego wieloletni mentor, nie żyje, a świat dalej nie otrząsnął się po pstryknięciu Thanosa.

 

Możemy również po raz pierwszy lepiej poznać postać Zimowego Żołnierza. Bucky bierze udział w terapii – warto dodać, że dość niechętnie. W dalszym ciągu nie może sobie poradzić z tym, co robił będąc Zimowym Żołnierzem. Ta ludzka strona bohaterów jest miłą odmianą dla tradycyjnych historii Marvela. Ważniejszy jest tu jednak główny wątek.

 

Atak superżołnierzy

Cała oś fabularna opiera się na postaci Karli – młodej liderki ruchu Flag Smashers, która chce przywrócić świat do momentu po pstryknięciu Thanosa. Według nich tamten czas był lepszym momentem dla życia, niż obecnie. W chwili, kiedy zniknęła połowa ludzkości, Karli razem z innymi członkami grupy zażyła serum superżołnierza, dzięki któremu stała się potężna niczym Steve Rogers. Intencje ma może i dobre, ale za to sposób działania wskazuje, że bliżej jej do terrorystki niż do antybohatera.

 

Skoordynowana przez nią akcja zwróciła na siebie uwagę Sama i Bucky’ego, którzy postanowili (w iście bohaterskim stylu) udaremnić jej plany i uratować po raz kolejny świat. Na szczęście Bucky i Sam mogą liczyć na pomoc. Powracają…

 

Starzy znajomi

Dużą rolę w produkcji odgrywa Sharon Carter, która po wydarzeniach z poprzednich produkcji Marvela jest zbiegiem politycznym i aktualnie mieszka w Madripoorze (o nim jeszcze wspomnę). To jedyne miejsce, w którym nie grozi jej ekstradycja. Warto dodać, że Sharon ma w serialu o wiele większą rolę, która z pewnością będzie rozwijana w kolejnych produkcjach, a finałowy odcinek i scena po napisach mogą wprawić niektórych widzów w spore zdziwienie.

 

Naprawdę dobrze wypadł w produkcji Helmut Zemo, który pojawia się tu jako swojego rodzaju antybohater. Wspiera dwójkę głównych bohaterów w próbie pokonania terrorystów i trzeba przyznać, że da się lubić. Oczywiście ma w tym wszystkim swój własny plan, ale dobrze go widzieć w takiej roli. Ciekawa postać, której należy się dodatkowe rozwinięcie.

 

Jak wyszło?

W tym miejscu warto zacząć od plusów. Olbrzymie wrażenie zrobiło na mnie samo Madripoor, które zostało perfekcyjnie odwzorowane. Brudne, niebezpieczne i pełne nierówności społecznych miejsce, w którym bezpieczne schronienie znajdą nawet najniebezpieczniejsi kryminaliści.

 

Ciekawie wypadły również wątki Sharon Carter i Barona Zemo. Chętnie obejrzałbym kontynuację ich przygód. Podejrzewam, że jeszcze ich zobaczymy.

Zdziwił mnie fakt, że bardzo polubiłem zarówno Sama, jak i Bucky’ego. Wcześniej byli mi obojętni, pomimo ich dosyć długiej obecności w filmowym uniwersum Marvela. W serialu da się odczuć, że to ludzie z krwi i kości, a nie odczłowieczeni superbohaterowie, którzy nie mają już zbyt wiele wspólnego z osobami, których bronią. Generalnie obsada spisała się naprawdę solidnie. Każdy casting zapada w pamięć.

 

 

Fantastycznie wypadły efekty specjalne. Wyglądają niczym z największych blockbusterów. W niczym nie ustępują produkcjom filmowym i serialowi nie można niczego zarzucić w tym aspekcie.

A z minusów? Niestety jest to dosyć odtwórcza pozycja i dla osób znających wszystkie inne produkcje Marvela, nie okaże się niczym nowym.

Kolejnym zarzutem jest dosyć słaba motywacja głównej antagonistki, która jest dla mnie dosyć niejasna. Oczywiście wszystko zostało dokładnie wytłumaczone, ale jakoś średnio to kupuję.

Celem serialu jest oficjalne przywdzianie stroju Kapitana Ameryki przez Falcona i właśnie to zdarzenie jest punktem wyjścia dla przyszłych produkcji. Podsumowując – obejrzenie serialu Falcon i Zimowy Żołnierz znacząco zwiększy Waszą wiedzę na temat uniwersum MCU, ale jego pominięcie nie będzie wiązało się z żadną stratą.