Czy to najgorsza gra 2026 roku?

Od razu powiem, że nie lubię aż nadto krytykować gier. Jakakolwiek nie byłaby to produkcja, trzeba pamiętać o celu, okolicznościach jej powstawania i o tym, że twórcom przecież nie zależy na wypuszczeniu gniota. Czasami jednak gra jest tak zła, że szczęka opada i trudno zachować delikatność w ocenie. Jak jest z Highguard, który – patrząc na oceny graczy –  szybko ich znudził i wkurzył? Sprawdzam.

Po ostatnim Game Awards można było pomyśleć, że Highguard miał potencjał, by wnieść nową jakość do sieciowych strzelanek. Najważniejsza zapowiedź wieczoru (niefortunnie wciśnięta w grafik jako, no właśnie, “najważniejsza”) sugerowała ambitną hybrydę gatunków. Wiecie, coś pomiędzy hero shooterem, battle royale, taktyczną strzelanką i grą z elementami RPG. Problem w tym, że w praktyce otrzymaliśmy produkcję, która chce być pięcioma grami naraz, a nie potrafi być chociaż jedną na poziomie DOBRYM.

5 gier w jednej? Ambitnie, ale nie wyszło

W dzisiejszych realiach rynku to po prostu nie działa – ot, nie da się wrzucić do kotła kilku mechanik i liczyć na to, że ściągnie fanów Battlefielda, Call of Duty, Apexa czy Paladins (do którego jeszcze wrócę) za jednym zamachem. Konkurencja jest zbyt silna, a gracze zbyt wymagający, by wybaczyć brak wyraźnej tożsamości. Smutno mi to pisać, bo przecież w pewnym sensie krytykuję ciężką pracę pasjonatów, ale… miałem wrażenie, że gram w grę stworzoną w dużej mierze przez AI. To uczucie towarzyszyło mi przez kilka godzin, dopóki nie odpuściłem i nie powiedziałem sobie: “Cholera, dlaczego miałbym do tego wracać?”.

Największym grzechem Highguard jest ten brak spójnej wizji, bo twórcy wrzucili do jednego worka lootowanie skrzynek, system bohaterów z unikalnymi umiejętnościami, elementy taktycznej kontroli mapy z bronieniem i umacnianiem baz, a do tego eksplorację dużych przestrzeni, które możemy przemierzyć na rumaku. Na papierze brzmi to jak przepis na coś świeżego, może nawet rewolucyjnego, ale, no właśnie, na papierze. W praktyce to nie jest tak angażujące, jak pewnie chcieliby deweloperzy. Ba, powiem nawet, że ta gra stwarza wrażenie szkicu, który powinno się dopracować przez kolejny rok, a przecież to żadna beta, tylko domyślnie gotowy produkt.

highguard opinia
Ktoś rzucił na zarządzie: ej, my też chcemy skrzynki!

I ta nuda… Niby w pewnych momentach rozgrywki dzieje się dużo, ale razi mnie sporo rzeczy. Jak choćby to, że mapy są rozległe, lecz przy niewielkiej liczbie graczy (3vs3 lub 5vs5 w fazie testowej) sprawiają wrażenie pustych – ładnych, ale wygenerowanych przez AI. Dalej: zamiast dynamicznych starć, mamy długie minuty biegania, zbierania zasobów i wykonywania powtarzalnych czynności, które nie pasują do tego typu rozgrywki. Wiecie, dlaczego w grach battle royal to działa? Oglądaliście Igrzyska Śmierci? Gdy zaczynacie grę, może zdarzyć się wszystko – raz zdążysz chwycić za byle pistolet i to wystarczy, innym razem ktoś zrobi to szybciej, a kiedy indziej będziesz cieszył się z kilku minut spokoju na zebranie fajnego wyposażenia. Każda rozgrywka, choć pozornie ta sama, zawsze daje element nieprzewidywalności, a w Highguard przez pierwszych kilka minut coś takiego nie istnieje.

Highguard pada na ziemię już w swoich założeniach

Co więcej, kiedy w końcu dochodzi do walki, dostajemy co najwyżej poprawny feeling strzelania i do tego z interfejsem, który – wybaczcie, ale muszę – też wygląda jak wygenerowany przez AI. Nie wiem, dlaczego ta broń jest lepsza, ta gorsza, a nie dostajemy też statystyk i liczby zadanych obrażeń po śmierci. Ta gra nie ma żadnych rozwiniętych statystyk. Mi, jako graczowi, który lubi tego typu cyferki, to się nie podoba. Dlatego moim zdaniem pojedynki nie dają satysfakcji, którą znamy z najlepszych przedstawicieli gatunku hero shooterów. W trakcie grania przypomniałem sobie o Paladins, który miał naśladować Overwatcha, a pewne rzeczy potrafił robić nawet lepiej i to w cenie 0 zł dla graczy.

highguard opinia
Próba utworzenia galerii ciekawych postaci… próba setna i nieudana

Samo oparcie rozgrywki na unikalnych bohaterach też jest, jakieś takie, bez charakteru. Choć gra stara się budować ich tożsamość poprzez unikalne zdolności, w praktyce postacie mają za mały background. Innymi słowy: brakuje trochę kontentu wokół nich, żeby utożsamić się akurat z tą konkretną postacią. Kurczę, w takiego Valoranta ostatni raz grałem kilka lat temu, a pamiętam do dziś nazwę mojej ulubionej bohaterki (Jett) i jej wszystkie zdolności. Różnica polega na tym, że te 5-10 lat temu było łatwiej oswoić gracza z nowym IP i nowymi bohaterami, bo było ich mniej, a teraz? Naprawdę trzeba się postarać, czego Highguard nie zrobił. W efekcie przeklikuje się te postacie, testuje, ale bez przywiązania. Łapałem się momentami na tym, że twórcy mieli fajne pomysły z konkretną umiejętnością, ale zaraz o tym zapominałem. A skoro robisz hero shootery, ten element musi być mega dopracowany.

Ale chyba największym problemem jest tempo. Highguard cierpi na dziwną nierówność – z jednej strony próbuje być dynamiczną strzelanką, z drugiej fazy rozgrywki wydają się sztucznie rozciągnięte. Tak jak zbieranie kamieni, odwiedzanie sklepu i wymiana ich na amunicję czy lepszy sprzęt. Super, tylko szkoda, że jest to pozbawione stawki. Przykład przeciwny, idealnie zastosowany: patrzcie na League of Legends. Tam “farmimy golda”, ale wyobrażacie sobie, żeby był na to osobny etap, w każdych pięciu minutach na początku meczu? Przecież graczy szlag by trafił, a tak wszystko jest połączone w jedność i dlatego daje frajdę. Daje też graczowi sygnał, że jest dobry, jeśli jednocześnie potrafi i zapełniać sakiewkę, i pokonywać przeciwników. Dynamika, chęć do dalszej rywalizacji, multizadaniowość – o to chodzi i na tym wykłada się Highguard.

highguard opinia
Ten nieszczęsny handlarz, z którym nie można wejść w interakcję…

Gra 4/10 – na dziś typowa niedoróbka do zapomnienia

Co gorsza, frustrację i nudę pogłębiają problemy techniczne. Gracze raportowali spadki płynności nawet na mocnych konfiguracjach sprzętowych oraz nieintuicyjne rozwiązania jak kompas w grze po innej stronie ekranu. To jeszcze da się zdzierżyć, luzik, ale naprawdę nie można potykać się już w samouczku. Nie dość, że trwa jakieś 15 minut (za długo!), to jeszcze ma błędy, takie jak… brak interakcji z handlarzem, mimo że samouczek tego wymaga. Takie niedociągnięcia są trudne do zaakceptowania, bo świadczą o bardzo dużym niechlujstwie. A zaznaczę, że Highguard, choć jest ładny wizualnie, nie oferuje spektakularnej oprawy, która mogłaby przykryć mniejsze błędy.

Powiem wprost: ciągle czułem, że mam do czynienia z mocno niedogotowanym produktem. Jakby, wiecie, ktoś chciał zrobić fajną jajecznicę, ale za szybko ściągnął jajka z patelni. No i tu pytanie: czy ktoś tej jajecznicy robić nie potrafi, czy zadecydowały inne czynniki, jak prezentacja na Game Awards, którą lepiej było odpuścić na rzecz cichej premiery i rozwijania gry bez szumu wokół? Tak czy siak, odbiór społeczności był bezlitosny i absolutnie się temu nie dziwię. Jeśli po trzech godzinach gry trzy moje najważniejsze skojarzenia to: AI, niedoróbka i myśl “wolę Paladins”, mogę stwierdzić, że rozumiem rozczarowanych. Zresztą oceny użytkowników na Metacritic należą do najniższych w tym roku – 2,5 od graczy. Patrząc na gry wychodzące w ostatnich 10 latach, Highguard jest na szarym końcu, wśród kilkudziesięciu najgorzej ocenianych, obok takich tuzów jak Battlefield 2042 czy Fallout 76. Ach, co za wybitne grono.

highguard opinia
Można na piechotę, ale nie polecam

Nie chcę mówić, że gra umarła, ale po dwóch tygodniach od premiery mamy spadek z prawie 100 tysięcy graczy do 5 tysięcy. Sorry, ale jeśli nie wydarzy się cud (a raczej nie wydarzy), gra nie przetrwa do lata. A przecież, zgodnie z szumnymi zapowiedziami, miała być… na lata. Najbardziej boli to, że to nie jest crap za kilka dych nastawiony na oszukanie graczy. To jednak model free to play, mający na celu uczciwe zbudowanie dużej grupy odbiorców. Highguard nie jest katastrofą w sensie technicznej niewydolności czy kompletnego braku grywalności. Jest tam kilka ciekawych punktów, jak choćby obrona i atakowanie baz, swoiste połączenie oblężenia z podkładaniem bomb rodem z Counter Strike’a. Sęk w tym, że w pozostałych elementach to generyczna i przeciętna produkcja, która chyba utonęła w morzu własnych ambicji.

Tak nie da się zdobyć serc graczy na rynku shooterów

Highguard chce oferować wszystko, za co lubimy najbardziej ogrywane shootery – to ambitne, ba, zapewne w niejednym biznesie jeden produkt łączący pięć innych byłby kurą znoszącą złote jaja. Ale to gaming, a w gamingu, zwłaszcza w ostatnich latach, coraz trudniej o uwagę wymagającego gracza. Szczególnie gdy mamy liderów konkretnych rynków, którzy i tak mają swoje problemy (patrz: duży spadek graczy w Battlefieldzie 5 od października). A skoro nawet najwięksi mają swoje problemy, jakie szanse na placu boju igma przeciętniak?

highguard opinia
Mecze trwają albo 8 minut, albo 30. Tu ogolili nas na zero

Powtórzę: nie lubię znęcać się nad grami i ich twórcami, ale trudno udawać, że mamy do czynienia z czymś więcej niż kolejną próbą wstrzelenia się w modne trendy, tylko że bez zrozumienia, co tak naprawdę przyciąga graczy. Paradoksalnie, w pewnym momencie złapałem się na myśli, że wolałbym odpalić Paladins, które kiedyś namiętnie ogrywałem z kolegami. Przypomniałem sobie też o Valorancie. Tam przynajmniej było jasne, czym gra chce być. I tak właśnie, przynajmniej w moim przypadku, Highguard stał się grą na zaledwie kilka godzin, która spowodowała chętkę na inne, w kilku miejscach podobne, ale dopracowane. Cóż, chyba nie o to chodziło nowej grupie deweloperów z Wildlight Entertainment.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *